Do pani na Korczewie (1934)

Jest sztuka jedna, co jak słońce w niebieŚwieci nad wiekiem:Mieć moc pocieszać, moc zasmucać siebie,A być człowiekiem!

Trudna, bo mistrzem jest tylko ten, któryOdszedł daleko:By kiedyś wrócił na obłokach, zgóry,Światłości rzeką.

Uczeń podrzędny, i ja w tej trudnościUdział mój wziąłem,I nieraz w marmur tnę rzeczywistościZ Michał-Aniołem.

I oto — cieszę się — że, jedną rękąDotknąwszy tronu,Czułem, jak wielką trzy korony mękąZacnemu łonu!

Gdy drugą ręką nieraz gnany wiatremŁachman mię witał —Skąd w życiu wszystko, co już teatrem,Jakbym przeczytał!

Dlatego panię, innemi drogamiTamże zabiegła,Spostrzegło serce me, prawie ze łzamiOko spostrzegło.

Bo suknia pani jest z tegoż zakonuDomowej przędzy;Bogactwo dało ci znać nędzę tronu,Serce tron nędzy.

I stoi klasztor nasz na podwalinachPo ludzku boskich,Które po bosku są ludzkiemi w czynachTradycyj włoskich.

Bo z starej Padwy i z Bolonji małéj,Z Rzymu ogromów,Przenieśli ojce wiecznej odłam skałyW posadę domów.

I zbudowali ten gmach, gdzie kolumnySą charaktery,A każdy sam jest i, że sam, to dumnyKról swojej sfery.

I nie tak szczęsny on, jak serafowie,Lecz pobłażliwy;I święty nie jest, bo hełm ma na głowie,Miecz w ręku krzywy.

I każdy filar tylko jest lennikiemBogu praktycznym,Pilaster każdy jest tylko setnikiemEwangelicznym.

Niewiasta każda do Saby podobnaLub do Debory:Stopa jej mocna, i ręka mniej drobna —Umysł nie chory.

Lecz klasztor taki w obłoki nie wzięci,Bo, ledwo wstanie,Wraz go rączkami zatrzymają dzieci,Jak znaną panię. —

Ta rąbek sukni tam i owdzie zszargaNędznych barłogiem,A czasu swego powie o niej Skarga,Że żyła z Bogiem.

Comments

Loading comments…