Do Tytusa Maleszewskiego

Byś kolorowym pyłem cień mój cichyDo kraju przewiał, przyjść miałem do ciebieI przyjdę (da Bóg), gdy mniej będę lichy,A chmur nie będzie, lub mało, na niebie,Za model przyjdę służyć ci cierpliwie;Siędę i będę trwał — ani się skrzywię...

Tylko mi rzucisz co na lewe ramię,By zakryć serce od blasków zachodnich,

Od wschodu także, gdzie się promień łamie,I od północnych zórz, bo łuna od nich!

A chcę, by jaka piękność się urzekłaTym wizerunkiem, spotkanym przypadkiem,I z ojców domu na koniu uciekła,Włos przetykany mając polnym kwiatkiem;I jako owa, co Grek ją niósł z piekła,Chcę, by mi ramię rzuciła na głowę...A jabym szedł z nią w długiej limbów bramieI widzieć nie mógł więcej nad to ramię,Rzecz nieodjętę i alabastrowę...

Tymczasem szczerych mych słuchaj wymówekI, oczekując, temperuj ołówek!1857 lutego.

Comments

Loading comments…