Do wieśniaczki

Witaj, nadobne dziewczę, co w niedzielny ranekDługie pacierze mawiasz, cicha, jak baranekNa chorągwi kościelnej. W każdym kącie chatyŻyjąca świeżym czynem, tu, na prostym stole,Zmyte naczynia stawiasz, jak po deszczu kwiaty,Tam znów, wilgotny piasek w złotem sypiąc kole,Szarą podłogę krasisz, maisz tatarakiem,Ażeby wszystko było wedle tej pogody,Która-ć na czole świeci. Ty z domowym ptakiemI z kwiatem, co na szybach gęste liście wspiera,Zawsze masz coś pomówić, a jak w toniach wodyCichy brzeg mchem zielonym cicho się przezieraI polotnym obrazem nęci wzrok w odbiciu.Tak i myśl twoja póty, póty w sercu wzbiera,Aż mimowolnym czynem odbije się w życiu.Twoje myśli są w sercu, twoje serce w domu,I dom bez serca twego byłby tylko drewnem,Jak drewno, znikłby w próchnie lub uściskach gromuRozpłakałby się może, lecz nie czuciem rzewnem,Jedno tym głosem ducha, co pod mokrą korąDługo, cieniuchno piszczy, kiedy drewka gorą.Miłość twa, jak jagoda, sama w usta płynie,A uścisk szorstkiej dłoni, lubo nie światowy,Jednakże taki pewny, żeby nie dziewczynie,Lecz wojakowi przystał. Ty nie łamiesz głowyNad strojem, jako brzoza, co się nie kłopocze,Czy ją śnieg brylantuje, czy ją wicher krzywi,Bo, gdy da Pan Bóg dożyć, bocian zaklekocze,Wszystko się razem znajdzie, wszystko się odżywi.

Warszawa, 11 maja 1841.

Comments

Loading comments…