Dwa męczeństwa (1934)

Na greckim rynku ludzie zgromadzeni staliPod łagodnego cienia rzucanemi plamyOd dziadów, którzy w błękit powracali biali,Od bohaterów, mówię. Niżej lud — ten samy,Jedno żyw, marmurowej nie mający ceryI mniej osobny, niźli wielkie bohatery.Był tam i wojak, bosym podparty dzirytem,Z ręką chorą, na resztce perskiej zwisłą szaty,I mąż uczony z wiadrem, tablicą przykrytem,Gdzie rękopisma nosił — był tam i bogatyW wieńcu złotym, i mówca w czerwonej opończy,I pasterz w kurpiach, które wąchał mu pies gończy..

Do ludzi tych różnego mienia i sumieniaKiedy apostoł Paweł z bożego natchnieniaMówił słowem, cichości skrzydło ich przykryło:I jednym wstrząsło dreszczem, jednym zapaliłoPłomieniem: i gorzeli, i ziębli, i bledliI czerwienieli razem, i razem przysiedliJak fala, i uklękli razem w chórze szlochu —Aż w niebo woń z takiego bożego motłochuPowietrzem wstała jasnem, Pawła otaczając,Co w środku stał i kazał wciąż, rąk nie spuszczając.

I stało się, że fala ta nagle zagrzmiała:«Ów jest Merkurjusz. Przyszedł tu w sukmanie z ciała,Lecz Bogiem on! Pasterze woły niech podadzą!Niech o kolumnę topór młodzieńcy wygładzą,A panny, tańcząc, pieśni niech ofiarne wzniosą!»Tu się apostoł Paweł przeżegnał i, płowyPłaszcz rozdarłszy, odepchnął go precz nogą bosą:«Poganie!» krzycząc — «człowiek jestem i jako wyProch prochów i na ziemi tej błędny viator;A dla Chrystusa jeśli też poczynam dziwy,To są z Świętego Ducha, więc Veni creatorŚpiewajcie, bo nie kwiaty mnie — prędzej pokrzywy!»I odszedł.

W mieście jednem cesarstwa rzymskiego,Gdy o Chrystusie Paweł apostoł nauczał,Wzięto go, prowadzono potem przed sędziego;A biegli też kupcowie: będzież mu dokuczał,Gadając — bo szalony jest ten chrześcijaninI prawi tu, aż drogich potem nie chcą tkaninKupować. Więc i z legjów krzykną urlopnicy:Ten jest, co pokój ludom każe! — męże dzicy,Z twarzami afrykańskim miedzianemi skwarem,Prędcy do krwi wylania. Więc i tuczne swaremPrawniki, co na forum, gadając do ludu,Lubią być czczeni — żaden z nich nie zrobił cudu —Ci przeto, na Pawłową zażarci wymowę,Dalej radzić: «ubiczuj, albo zrąb mu głowę!»I stali i sędziego krzesło marmurowe,Niby teatrum, kręgiem objęli w połowę.— A przodem siedział sędzia, obie wsparłszy dłonieNa kolanach, albowiem cesarz tak w koronieZwykł siadać; dalej rotmistrz, patrząc na upięcieSzaty zwierzchniej, albowiem carskie tam pieczęcie,Z onyksu wyrzezane, nosi; indziej mowcyI urzędnicy — jedni drugich naśladowcy!

Do ludzi tych, na jedno zaklętych sumienie,Gdy się pytano: «Ktoś jest?», «Jam Paweł», powiada,«Rzymianin-em — i moje nie tu jest sądzenie;Więc chcę, niech cesarz ze mną, jak z człowiekiem, gadaI jak z obywatelem rzymskim czyni rada».To mówiąc, płaszcz na ramię gęstym rzucił zwojemI trwał pośrodku izby, jak czynim, gdy stojemNa swych śmieciach; a cichość stała się, a sędziaWyglądał jak rzemieślnik, zgubiwszy narzędzia.Więc przed cesarzem Paweł sławion był i jasnoGadał mu prawdę w oczy mocą Chrystusową,Na chwałę swą nie krzesząc z tego nic, bo gasnąSłowa takie, wymową będąc, nie wysłową;I, jako odkupienie przyszło przez męczeństwoChrystusa Pana, uczył, radząc cesarzowi,By nie omieszkał własne czynić nawróceństwo;I jak jest wolność wszelka Świętemu DuchowiPosłuszną, który w Trójcę zwolon, acz stanowi

Osobę trzecią; rzeczy one nie samem wiedzeniem,Ale miłością prawdy każąc, więc natchnieniem,Więc dobrą wolą. Tej zaś Święty Duch zwysokaBłogosławił. Aż cesarz rzekł: «Treść jest głęboka,I mało, że nie stawam się jak dziecko nowe».I kazał Pawła więzić — potem ściął mu głowę.Więc był apostoł Paweł pętany, jak zwierzę,I jako Bóg obwołan, a wytrwał przy wierze,Że człekiem był. Albowiem stało się wiadomo,Że człowiek zwierząt bogiem, gdy Bóg: ecce homo.1850 w styczniu.

Comments

Loading comments…