Utwory dramatyczne — całość

Dzieła Cyprjana Norwida

MŁODZIENIEC. (przechadza się po izbie) Cóż mię tak pali, cóż tak piersi wzdyma,Że tylko milczeć, tylko płakać muszę?Zimna to mowa z całej siły trzymaPrzypadkiem na świat zabłąkaną duszę.Bogdaj to było z młodem sercem zgodniePo kwiatach życia lekką stąpać nogąI nie rozpaczać — bo to niewygodnie,Ludzie się nudzą, lica zbladnąć mogą!

A pióra? Pióra — dobre, kiedy w skrzydleZadrżą i ptastwo w polot wyprowadzą,Lecz, kiedy w mózgu, jak badawcze rydle,Zaczną przewracać, na nic się nie zdadzą.Błogosławieni, którym gardła dźwiękiMogą wystarczyć, którym dosyć ręki,Ażeby pisać — minie zaś ciżba głosekNa pogrzeb myśli, zamiast na jej chrzcinyCiągnie, dlatego, że tam lichy kłosekZbolałych uczuć nie da dziesięciny!

I któż cię prosi, żebyś pisał? WszakżeJest tyle robót: oto rąbią stróżeI zamiatają — możesz rąbać także;Drzewa jest dosyć, znaczne też podwórze.

Tylko więc nałóg, rozciepliwszy członki,Wmawia w próżniactwo jakąś wielkość ducha?...STRÓŻ. (wchodzi zapalić świecę) Dzień dobry panu, cóż to?

Czyś pan nie chory? Żyły, jak postronki,Drgają na czole...MŁODZIENIEC. (kryjąc pomieszanie)To nic, to tak sobie.Właśnie paliłem... dym... coś podobnego...Rozgrzałem głowę — a powiadam tobie,Że to z tych pieców rośnie wiele złego.STRÓŻ. (szukając ognia) Bywa-ć czasami i zagorzelizna,Ależ tu przecie nie tak napalono:Mróz nie uważa, pan to, czy chudzizna —Dzwonię zębami z trojgiem dzieci, z żoną,Aż ślina krzepnie — ściany i żelazaBialoBiało iskrzącym obrosły kożuchem;Dzieci się tulą, jakby je zarazaZwiązała w snopek i do grobu niosła.MŁODZIENIEC. Oni się z ciałem, ja się męczę z duchem.STRÓŻ. (zapala świecę, mówiąc dalej)Powiadam panu, że to stąd urosłaKłótnia pomiędzy mną a moją żoną —Ja się chcę rozgrzać; jużci doświadczono,Że wódka w miarę nigdy nie zaszkodzi;Piję więc miarą, a ta mię nachodzi...Czy oszalała, czy dopiero myśli?

Dobranoc panu.

MŁODZIENIEC. (po chwili) Takie to widziadłaUłomność ludzka przed oczyma kréśli.Pieniądz króluje — bogdajby przepadłaJego wszechmocność! A jednakże trzeba,Rozćwiertowawszy godne człeka życie,Sprzedać je nawpół.DZIECI. (płacząc za sceną) Mamo, mamo, chleba!

MŁODZIENIEC. (słucha, a potem patrzy dokoła, szukając po kieszeniach)A ja nic nie mam!

Trzeba nieodbicieSprzedać się nawpół, bo tak ni dla siebie,Ni też dla ludzi, Bóg wie, poco żyję.Mróz mi dokucza, kiedy myślą w niebieZaczynam mieszkać — kiedy ręce myjęOd spraw ziemiańskich, patrzę, aż tu smołaKipi na dłoniach — niby że topielecMokremi pletwypłetwy obwiał mię dokołaI zatumanił. Serce, jak wisielecZeschły, jednakie czucia ma na twarzy,Czy nad niem gołąb, czy też kruk się waży.

Wiem już, co zrobię! Wszak to nie nowinaDopóty pisać, aż brzęknie pod pióremSprzedany wyraz — aż zabrzękną chóremWszystkie stronice — i głowa, jak mina,Ciężarna złotem, wesprze się na ręce.

O biedny człeku! Tak-że spadłeś znowu?Zapal twój chory, siły niemowlęceŁatwo przyciągnąć magnesem obłowu,Samą nadzieją kupić bez przeszkodyCiało i duszę — a tak jeszcze młodyI rzeźwy jesteś!... Wiedz, że na twe czołoWieniec cierniami wlézie, jak na różeLiszka, co, zjadłe zataczając koło,Nie tworzy z siebie wieńca, lecz obróże.

Pisać więc, pisać i frymarczyć mową,Myśli, jak bydło, przedać całem stadem.A potem, zimne rozdrobiwszy słowo,Na młode czucia takim sypać gradem?I tym, co łakną karmi, jak pisklęta,Rzucać zabawki, bryłki posrebrzane,Jasne a nikłe?... Chwila to przeklęta,Co takie myśli, błotem pokalane,Kładzie na oczy, by zapomnieć niebaDla worka groszy.DZIECI. (z płaczem za sceną) Mamo, mamo, chleba!MŁODZIENIEC. (porywa się w rozpaczy) Bezsilna litość wreszcie mnie dobije!Bo niedość zgromić ciała przeciwników,Potrzeba jeszcze, póki serce żyje,Sprzedać je światu za kilka srebrników!A potem?... Śmiać się —

Chodźno tu, chłopczyku!DZIECIĘ. (wchodząc) Czy mnie pan woła?MŁODZIENIEC. Ciebie — ależ przecieBądź mi grzeczniejsze, moje lube dziecię.

Ja, gdym był taki, zawszem śmiał się, skakał,Jeździłem także czasem na koniku...

Wstydź się! — Czyś widział, żeby kto z nas płakał?Trzeba się bawić — to nic nie pomoże,Trzeba się bawić.DZIECIĘ. Kiedy mróz na dworze.MŁODZIENIEC. To nic — to jednak płakać nie należy,Bo się Pan Jezus będzie za to gniewał.DZIECIĘ. A, proszę pana, mama nam mówiła,Że i Pan Jezus także płakał siła.STRÓŻ. (z korytarza) Hej, chłopcze!DZIECIĘ.  Lecę.

MŁODZIENIEC. Sądząc po odzieżyI po nędzocie, któżby się spodziewałTakiej jałmużny?

«Mama nam mówiła,Że i Pan Jezus także płakał siła!»

My nie nie wiemy, my przez całe życieChcemy coś wiedzieć, ale nic nie wiemy,Rośniem, zaprawdę — cóż, gdy i powicieRośnie, a nigdy go nie prześcigniemy.Świat, to powicie, my zaś wieczne dzieci,Bawim się cieniem i przed cieniem drżemy;Trwoga ta skrzydłem błyskawicy wzleci.I znów nam dobrze, i znów nic nie wiemy.Krzyż tylko jeden, wyciągnąwszy dłonie,Starców po dawnej znajomości wita,Młódź błogosławi, a, rozdarte skronieZ chmur wychylając, w oczach dzieci czyta,Czy im to wstęgi, co tak bujnie płyną,Zdadzą się na co i czy nie zaginą?O, nie zaginą! Bo, dopóki skrycie,Cicho a dzielnie myślą, nie zaś krzykiem,Boleść zakwita — i ciernistym smykiemGra nam po sercach, póty nasze życie!

(1841.)

KAJUS VELETRIUS. Julja Murcja co rzekła, gdy chleb jej spuszczono?...KLUCZNIK. Wzniosła oczy i chwilę była zamyśloną...A potem rzekła: «Dzięki!» i chleba kruszynęPodała myszy, która tam ma swą szczelinę...K. VELETRIUS. Po siedmiu dniach, bez jadła przebytych, zapewneMożna mi było słowo przynieść więcej rzewne...Ustąp!...KLUCZNIK. Uchodzę...K. VELETRIUS. ...W świętem westalek więzieniuNi mysz być nie powinna, ni szczelin w kamieniu...Idź precz!... Pamfilius, albo inny klijent któryNiech mi Arystofana czytać przyjdzie chóry,W szacie krótkiej, by akcję dołączał do rzeczy...

Który jest Bóg, co Murcję w swojej trzyma pieczy?...

Mógłbym o chrześcijaństwa posądzić wyznanieI zabić... Cóż stąd?... Moje nad nią panowanieCzy się rozszerzy — albo, w kwiat gdy zmieni duszę(Jeśli mam Platonowi wierzyć), kwiat czyż wzruszę?PAMFILIUS. (z wazą w ręku) Przynoszę «Żaby», «Osy», «Ptaki»...K. VELETRIUS.  ...i «Niewiasty»Postaw to! Usiądź!PAMFILIUS. (siadając u stóp Veletriusa)...Słusznie, że do jednej kastyZ płazami i owady ginecej się liczy...Pomysł jest gorzki, śmiały, ale malowniczy...

Szkoda — zaiste, szkoda, że kapłaństwa godnośćI senatorstwa pewną usuwa łagodność...To jest, pewną wesołość...K. VELETRIUS. ...Jako?PAMFILIUS.  ...Mówię: kto wié,Mielibyśmy równego Arystofanowi!...

Czy dosyć widzów objął amfiteatr nowy?...K. VELETRIUS. Zapewne, że to nie jest drugi Flawjusowy,Lecz pierwszy jako wybór widzów...PAMFILIUS. (głośno, lecz na stronie)...ścisłość mowyLakońska!...K. VELETRIUS. ...O, Pamfilius, powiedz mi a szczerze...PAMFILIUS. (przerywając) Przez Minerwę...K. VELETRIUS. Skąd... siła... ta... się... dziwna bierzeU chrześcian?... Osaczone widziałem żołnierzeZ legjonów starych, sławnych gladjatorów znałem...Wszystko to nie to...PAMFILIUS. (przybierając gest i akcent poważny) ...Cnota u nas jest zapałem,Iskrą boską... U chrześcian ciemnych jest to nibyPłyn... eter... płyn, przejrzysty jak lodowe szyby.

Principium wody, zda się, zamiast ognia kładą,Stąd ta oziębłość, która staje się aż zdradą,I stąd ta pewna... słodycz!... Bo nie wiem nazwiskaRzeczy, której istoty nie poznałem zbliska...K. VELETRIUS. Zaprawdę-by w przedmiocie mówić bezimiennym,Przypuśćmy to nazwisko... na czas dysertacji...PAMFILIUS. (podejmując) Jabym naprzykład nazwał wodnisto-płomiennymSystemat mój...K. VELETRIUS. ...A toby nie było bez racji,Przeto, iż sam się własnem niszczy zaprzeczeniem...PAMFILIUS. (na stronie, ale głośno) Sokrates!...K. VELETRIUS. Tem czy owem nazwana imieniem,Rzecz tąż samą zostanie... Nie mówię: cywilnie,Lecz mówię: naturalnie... Możemy zwać mylnie...PAMFILIUS. (pochylając czoło) Platonowi, cóż powiem!...

Za Tybrem raz, pomnę,Przechodząc, widzę — wazy dwie stoją ogromnePrzed małym sklepem rzeczy treści rozmaitéj.A wazy były piękne, jedna bazaltowa,W której balsamu nieco i czerep rozbity,W drugiej pisma; ta mniejsza i alabastrowa,Sfinksa pokryta maską...

...Owoż w rękopismach onychZnalazłem życiorysy chrześcian potraconych...I o Chrystusie onę Odysseję płaską...Jest coś, co oni zowią słodyczą i łaską...K. VELETRIUS. Coś jest...

K. VELETRIUS. (marząc, w półśnie)Coś jest... tę mając siłę, z którą lwa on głaszcze,Głodnego lwa, a lew się ociera,Jak kot, o goleń jego i zatrzaska paszczę...Tę siłę, z której owy śpiewając umiera...Albo i Murcja... siłę tę mając ...................... Starcze! Ty w płaszczu czerwonym,Bosy, co w fałdach szaty, gdzie my mamy cienie,Masz blask i z mieczem stoisz świeżo wyostrzonym...Ty mówisz, że dać możesz mi to zanielenie...Słucham...ŚW. PAWEŁ. (w widzeniu Veletriusa)...To zanielenie, które nie przesiląKatownie, dać ci mogę i będziesz niem leczył.Lecz nacóż chcesz tej łaski?...K. VELETRIUS. (rychło i nieprzytomnie)Żebym ją... zniweczył!...ŚW. PAWEŁ. (dotykając ramienia Veletriusowego końcem miecza) Julja Murcja umarła...

K. VELETRIUS. (porywając się ku Klucznikowi) Umarła?!...KLUCZNIK.  ...Przed chwilą.

PROTAZY, poeta.GERWAZY, poufny Protazego.CHÓRY POGRZEBOWE osoby zmarłej.CZYTELNICY.DWA KOMINKI, — i t. d.

PROTAZY. (od zrobionego ognia usuwając się) Patrz, co to się z książkami na tym świecie robi!Redaktor mi co miesiąc zapałki przyséła,

Myśląc, iż zbiór tych kartek mój księgozbiór zdobi —I, że to jest oprawne, więc zowie się «Dzieła!»Lecz grzeczność każe... czekaj... oto mój tom nowy...

«Od autora». Wyślij, proszę, przez człowieka,Albo tu obok oddaj na urząd pocztowy!Niechże przynajmniej wzamian za grzeczność nie czeka!

Dziwny świat! Każdy pisarz dziś gotówby żoniePióro kłaść w usta; mówiąc nawet z przyjacielem,Myśli: «To nowa kartka!!» i pisze na stronie —I człowiek atramentu środkiem, a nie celem!...A celem? To jak kuli, co iskrami zionie...GERWAZY. (wracając) Wysłałem...PROTAZY. Właśnie palę egzemplarz ostatni.GERWAZY. Trzeba było dołączyć z książką uścisk bratni...PROTAZY. Tak dalece fałszywym być nie mam przyczyny.GERWAZY. Czyny są myśli nieme, myśli — mówne czyny...PROTAZY. Jużci, musiałem posłać — byłoby niegrzecznie...

PROTAZY. (przeczytawszy) List właśnie-że od niego! — Jak to niebezpiecznieŚpieszyć się!... Coś mu przyszło do głowy i prosi,Aby, gdy się co wzamian mojego ogłosi,Nie przysyłać mu próżno... Szczupłe ma mieszkanieI właśnie się na zimę bliżej mnie przenosi...Siądźże i napisz, proszę, natychmiast:

«PosłanieNowego tomu zaszło przed otwarciem listu;Proszę o zwrot na koszt mój». I koniec — do trzystu!...A niech posłaniec zaraz odpowiedź przynosi.GERWAZY. (wychodząc z listem) Otóż to tak zawdzięcza się wzajem i znosi!PROTAZY. (sam) Radbym, aby list przyszedł nie później od tomu —Lecz gdzież Gerwazy?

Mówią, iż druk, nakształt gromuPędząc, zażega, światło roznosi. Druk... może...Ale czytelnik, książkę przyniósłszy do domu,Kładzie się z nią w fotelu, kładzie się na łoże,Stosownym nożem kartek przecina niewiele,Śledząc, do ila autor też same ma cele.I jeśli myśli własne znalazł, to szczęśliwy:I tylko własnych szuka mniemań... skąd wynika,Że to jest także pisarz, lecz pisarz leniwyI wyręczony... Słowem, niema czytelnika!

Inny zato swych nie zna celów, ni kierunku,I tylko czyta, usta schylając ku kartom,Jak gdy z pełnego dzbana próbuje kto trunku,Łzom, jak śmiechowi, rad jest — a jako łzom, żartom.Temu, że nie ma celów, bezdeń się otwiera,Temu wciąż lej, bo pragnie — pragnąc, nie przebiera,Aż straci smak...

Obadwa... umarli!... Ratunku!............Gerwazy gdzież jest?...

GERWAZY. Chciałem uprzedzić posłanie,Chciałem, by grzeczność twoja niewczesną nie była,Chciałem i sam poszedłem, lecz nadspodziewaniePogrzeb mi drogę przeciął. Ludu było siła!Szli a szli... księży różnych zakony sędziwe,Gromnic las — potem ciało na marach nieżywe,Powozów dalej czarnych szereg nieskończony.

Ja stałem, we framugę po bożku wciśniony,(Bo szczęściem był tam niegdyś Apollin z marmuru),A oni szli — aż przeszli. Nie bywszy zgnieciony(Dzięki Apollinowi), wystąpiłem z muruI bardzo śpiesznie dążę — przebiegam cel drogi —Wracam — nie pytam stróża — i wstępuję w progi...

PROTAZY. (dopowiadając Gerwazemu)I nie zastajesz, bowiem przeniósł się!!...GERWAZY.  Nie — wcale —Wcale się nie przenosi!... Zastałem go, owszém,I każe ci się kłaniać... ma się doskonale...Myślę, że nigdy nie był weselszym i zdrowszym;Tylko — — wybiegłem, zda się, w feralnej godzinie,Jakoż, nim list przyniosłem, tom doszedł bezpieczniéj...............A widzę, że ma zwyczaj palić sam w kominie!PROTAZY. (z westchnieniem, patrząc w komin) Jeśli nie równie mądrzy, to równieśmy grzeczni.

REDAKTOR. Dziennik założyliśmy. Któż będzie krytykiem?SEKRETARZ. Czego?...REDAKTOR. Literatury, życia, sztuk — trzy działy,Porządkiem liter, które czernią nad stolikiem;Tu fakta, tam uczoność, ówdzie ideały.SEKRETARZ. Z literatury przeto.KRYTYK. (czyta) «Narodowa powieść,Kreśląca obyczaje; tej treść jest następna:Autor, przez Wacława, stara się nam dowieść,Iż miłość zbytnia prawie może być występna.Wacław, syn kasztelana, kocha Dolorozę,Tej ojciec jest w niezgodzie z Wacława rodzicem,Stąd córki wybór budzi w nim boleść i zgrozę.Przyrzeka zatem córkę, lecz, z kłamanem licemBłogosławieństwo dając, gotuje jej trumnę,Zwłaszcza, iż rody oba zarówno są dumne.Tu następuje jeszcze epizod wojenny;Wacław z swej przyszłej ojcem gromią najezdnika,Pierwszy przez pole bitwy przepływa, jak senny,O Dolorozie swojej marząc. (PolitykaI cnota męska bardzo zły stąd przykład mają,Lecz jeszcze to wybaczę). Po bitwie wracają.Wracają w noc pochmurną, ale cóż zastają?!Trupa panny — więc Wacław do konia i znika,Gdy Dolorozy ojciec ciche łzy ociera,Modli się i, kościejąc na grobie, umiera.— To opuszczenie domu po jednym wypadkuDaje się nam domyśleć, iż Wacław zbyt małoWywiązać się był zdolnym po takim zadatku,Że więcej się tam siebie, niż cnotę kochało.Bohater niedość silny, panna romansowa,Wyrzekłszy się go, żyłaby, byłaby zdrowa —Starzec nie byłby umarł z rozpaczy, ni drugiKu uduszeniu dziewki wyprawiałby sługi.Gdyby więc autor powieść tą nastroił drogą,Byłaby wziętszą; czytać tę nie wszyscy mogą».KTOŚ. Tu, wybacz, jedno tylko zachodzi pytanie:Czy byłaby to powieść?KRYTYK.  Jakto? A więc cnotaWystarczyć na interes nie byłaby w stanie?KTOŚ. (pokazując książkę) A zatem byłażby to powieść ta, patrzajże, o, ta?Czy raczej inna — powieść pomysłu krytyka?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?

SEKRETARZ. Teraz niech nam zda sprawę obyczajów krytyk.KRYTYK. (czyta) «Przed okiem prawdy żaden fakt drobny nie znika,

I żaden nie jest drobny; ten czynimy przytykDo wielu nowin z tego właśnie karnawału,Który był arcyświetny. Tańce są zabawą,A tańczy się i prędko, i tańczy pomału,Co, zda się, iż zależy od wieku i osób,Bo jest sposób tańczenia i tańczenia sposób...Tu... kropek kilka kładę... Któż jest, pytam dalej,One Domino Złote, czerwono podszyte,Pragnące bardzo, w bufet, jak statua, wryte,Co, wciąż brzękając szklanką, wykrzykało: «Nalej!»Czy gdzie z dalekiej przyszło a świętej podróży?(Ale pielgrzymom z damy obcować nie służy).Damy, osobnym druku kształtem... potem jeszczeKropeczek kilka w sposób wzmiankowany mieszczę.Oto jest mój artykuł...»KTOŚ.  Tu zachodzi małaKwestja — czy wzmiankowana powyżej zakałaNie zrodzi w tenże sposób odezwy w dzienniku,A ta przytyku znowu i ten znów przytyku,W sposób, iż forma, z jaką jawności się służy,Zaciemnić może, albo, zamiast skrócić, zdłużyI zrobi skandal z rzeczy błahej, a z kropeczekPlamy, a z atramentu kropli — parę beczek.KRYTYK. Sposób jest na to wskazać tylko na pręgiérzu,Nie umieszczając odezw...KTOŚ.  Czy nie lepiej może.Zamiast koszule chorych rozwieszać na krzyżu,Piękne czyny wyjaśniać i natchnienia boże,By się nie czuła samą praca, mądrość, cnota?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?

SEKRETARZ. Teraz — niech krytyk sztuki swoje nam odczyta!KRYTYK. (czyta) «Odkąd, potrzeby czasu zgadłszy, czujni stróże,Daliśmy pochop sztukom przez nasze zachodyW świadectwie i wytrwaniu, patrzą już narodyNa pierwociny szkoły nowej w minjaturze.Niechże nam wolno będzie po takim zadatku.Rozebrać kwiatek każdy, a kwiatek po kwiatku.Tu, że pominę wiele, zwracamy też okoNa pejzaż. Cóż jest pejzaż? Widokiem natury.Niechże zachwyca albo niech uderza zgóry.Jak znowu, z drugiej strony, obraz niech głębokoPorusza szczytną myślą. Różne bo są celeI różne środki; inna malować w kościele,A inna przedmiot jaki treści nieświęconéj —Pierwszy niech z życia czerpie, drugi z wyższej strony.Jakoż naprzykład rzeczy z apostolskich czasów,Które się w Syrji dzieją albo w starym Rzymie,Mogą brać wzory z tych to codziennych zapasówMowcy jakiego albo z niewiasty, co drzémieW niemieckiem mieście jakiem na progu gospody?Jakże nieczujną pannę sztukmistrz weźmie młodyI parabolę zniemczy biblijną!?... Tej wzorySą raczej na pustkowiu libańskiem lub niżéj,Gdzie palmy drżą dotychczas łagodne z pokory,Albo na skale, kędy trzech szukano krzyży».Oto jest mój artykuł...KTOŚ.  Tu kwestja zachodzi,Ażali celem sztuki jest zakrywać słowo,Czy raczej je objaśniać? Prawda bowiem rodziDzień w dzień, i coraz kartę przewracamy nową,I coraz lepiej, baczniej; w tém codziennem życiuWidzimy przecież pracę dziewiętnastu wieków,Widzimy w bliźnim każdym, acz źle lub w ukryciu,I krzyż, i gąbkę z octem, i nadgłowia ćwieków,I grób, i promień chwały — inaczej zaś cnotaMiałażby ciał swych nie brać chociażby z kaleków?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?

ROGER z Czarnolesia.DAMA podróżująca.DOKTÓR jej.LUCIO, oberżysta.

Nad Capuletich i Montechich domemSpłukane deszczem, poruszone gromem,Łagodne oko błękituPatrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,Na rozwalone bramy do ogrodów —I gwiazdę zrzuca ze szczytu...

Cyprysy mówią, że to dla Juljetty,Że dla Romea łza ta z nad planetySpada i w groby przecieka...A ludzie mówią i mówią uczenie,Że to nie łzy są, ale że kamienie,I że nikt na nie nie czeka...

Cyprysy mówią, że to dla Juljelty,Że dla Romea łza ta z nad planetySpada — i w groby przecieka:*A ludzie mówią, i mówią uczenie,Że to nie łzy są, ale że kamienie...I że nikt na nie nie czeka...

Różnogłosego dotąd monologuNa żadnej jeszcze scenie nie widziano,A przeto staję z objaśnieniem w proguI przepowiadam rzeczy, jak się staną.I głoszę wszystkim o tej awenturze,Na dialogu zmienionej ruchomość,Gdzie huczeć będą, jak przelotne burze,Lud, urzędnicy, dwór i Król Jegomość.A wszystko słowem prędkiem, bo pisanoPrzy łunach, które tu i owdzie błysły,W Italji trochę (gdzie jest Ercolano),Trochę na łodzi, gdzie znów łzy się wcisłyBardzo słonego morza... resztę w domu,Co do Charona podobniejszy promu.Jest to więc dramat wcale emigrancki,Któryby scenę splamił koturnowąZ marmurów białych, w pierścień eleganckiZaokrągloną, wewnątrz gradusową,Jak to się jeszcze dziś w Tusculum widzi,

Gdzie teraz zwiędły szumiąc liść wawrzynuJaszczurkom grywa, gdy bokiem zeń szydziKomicznej maski twarz... poezja gminu!Będzie to jednak, ile da się, schludnie,Lubo moralny sens niedosyć świeciI romans — (ten-bo znów rozwiały grudnie!).Ależ wystrzałów za to huk — dla dzieci.

Ktoby zaś płakać lubił, pewna chwilaKu temu w sposób da się szczególniejszy,A komu nakształt złotego motylaPierzchliwy uśmiech byłby powabniejszy,Nie będziem mieli nic przeciwko temu,Bo czemuż nie ma się roześmiać, czemu?I owszem — wszelki niechaj uczuć promień,Elementarnych zbywszy się poskromień,Niehamowane spełnia prawo funkcji.Nawet i zdjęci chłodem doświadczenia(Którymby mogły robić źle natchnienia)Znajdą też żywioł swój: część interpunkcji.

Jakoż nie dramat serc i głosów wielu,Pozaplatanych gałęźmi żywota,Przez które świeci jasny błękit celu,Ni monologu jest to czarna grota,Gdzie myśl, jak Kain brnie lub Iskarjota —Lecz raczej (ucha niech to nie skaléczy!)Tłum pustek, ciszy wrzawa samotniczéj...

KRÓL. Wszechwładztwu memu którzy są na drodze,Jak kruche zlepki pod mem berłem zginą.Część miasta wyższą zburzysz, żywej nodzeUjść nie dasz, dziatwę wymordujesz srodze,I nazwę z ulic zmażesz... — UgolinoPrzezywam odtąd krwi i zwalisk pole,Bo tam zwaliska i krew będzie samaI nic nie będzie nad to...

Trzy topoleOcalisz. W okien wchodząc diorama,Jakoby sprzętem stały się zamkowym.Zostaną!...

ZABÓR. (spogląda w stronę wieży; potem, za królem postępując)Goniec.KRÓL. (wchodząc) Jeśli z spiskiem nowym,To, jak się wyżej rzekło...GONIEC.  O, hetmanieBoskiego, mężu wielki...ZABÓR.  Do powieści!GONIEC. Królewskie roty pierzchły niespodzianiePrzed ludem, który wodzów ma trzydzieści.Z najodleglejszych przedmieść, grodów, wiosek,Jak tylko okiem sięgnąć można z wieży,Plebs bieży — każdy, że tak powiem, kłosekW chorągiew przewiał i dzidą się jeży,A każde ziarno, rzecby można, w kłosieW uzbrojonego męża zmieniło się...ZABÓR. Podobne wieści mogąż brudzić ustaKrólowi wierne? Bunt podnosisz słowy...

Aleć przebaczam. Żyj! Godzina szósta...(Do liczby sześciu pociąg mam takowy,Iż trzaby karku z pełniejszym czerepem,Bym o tak rannej dobie bił oszczepem).

GONIEC. (widząc Strażnego) Skąd? Czego? Poco?STRAŻNY.  O, jeden z zamkowychPogoni, bardzo nad innymi wzniesion...Straszliwa wróżba...GONIEC.  Z rzeczy co ludowych?STRAŻNY. Królewski nagle się obalił jesion,Ów stary, cieniu rzucający strugą,Któremu z dworska dano imię: «Tytan».

GONIEC. Precz mi! A jeśli z taką wieścią drugąPowrócisz kiedy i, znów, ani pytan,Przez naciągnięte zdradziecko uwagiBędziesz mi starał się dołożyć wagiDo rzeczy, z siebie nie będącej niczem,To cię zasmagać każę, prochu, biczem...

PACHOLĘ. Ogrodów wielkich wielki słoneczniku!...STRAŻNY. Co jest?PACHOLĘ.  Rurami z przedmieść podziemnemiDo wodotrysków słodkie idą wody...STRAŻNY (nagląc) Dalej!...PACHOLĘ. Ach, panie! Szedłem owdzie z dzbany,By najjaśniejsze zrosić tulipany...Brrum.STRAŻNY. (gniewnie) Gadaj!...PACHOLĘ. Czarne muszą tam jagodyNa górach tłoczyć: wszystkie w sadzie ścieki,Fontanny wszystkie krwią rzygnęły rudą.STRAŻNY. Milcz, podły malcze, ja-ć tu zaraz ćwiekiZałożę w język i, jak czaplę chudą,Na ogrodowym rozepnę parkanie,Żebyś mi rannych nie truł chwil, tyranie.

PACHOLĘ. (zwracając się ku dzbanom)Przeklęte dzbany, sprawięż ja wam łaźnię!

A tobie naprzód, prochu, nędzo, błaźnie —

I tobie również, opieszalcze gruby,Co się odymasz za mną z urąganiem!Tak cię za ucho porwę, i tak w klubyRaz wezmę, że się nie wywiniesz łganiem —

Co wam do rzeczy się dziejących wgórze?Czy krew, czy woda, jedno tulipanom.Jakie mi mędrki!! Przecież i ja służę,A milczę. Co to rozumować dzbanom?

STRAŻNY. Cóż to jest? Koła kreślisz, czarowniku,I nieporządek na pańskim trawniku?Mów.ZWOLON. (z wielkim spokojem) Jest to pieczęć, panie urzędniku.STRAŻNY. Jaka?ZWOLON. Królewska pieczęć.STRAŻNY. Być nie może.ZWOLON. Na sprzętach taką kładzie się ogrodnych.STRAŻNY. (uważając wycisk dzbanów na piasku) Ha, wiem, rozumiem...ZWOLON. (solennie) Tak, jak słowo boże,Przez chóry chórom płynie aż do godnych,I tam rozognia, niżej rozpłomienia,I niżej cieszy się,A jeszcze niżej rozzielenia;Tak i inna moc, kamień, tak się głupi śpieszyPo zagonach zniszczenia,Ale nie rozzielenia...Podrzeźniać wszakże prawdzie winienKrzywych spadów chórem, chórem rynien.

Znów się na deszcz zabiera...Dowidzenia.

STRAŻNY. (po pewnem namyśleniu) Ten człowiek dziwny wpływ wywiera.

SZOŁOM. (do niewiast) Która z was syna, bitego knutami,Ramiona sine widziała, niech powie!...WDOWA. Oh, ja... I odtąd krew stu promieniamiPoprzeciekała drogi me, a mrowieNa lada rzeczy martwej uderzeniePrzechodzi łono i wstrząsa odzienie.

SZOŁOM. (ku młodzi podbiegając) Kto jest, co matki twarz oglądał bladą,Kiedy go w nocy porwano z pościeli?CHÓR MŁODZIEŃCÓW. Oh, ja — ja także — i ja — całe stadoNas, jako orłów, którym las wycięli,Jest tu, i szumi sztandaru piórami,Dziobami zgrzyta, zemsty szuka okiem.SZOŁOM. (stając pośrodku) A teraz — któż z was, szczególnemi snamiPodniecan, albo w czas okryty mrokiem,Kiedy się miasto rozbudzi, kto, mówię,Aniołów zemsty groźne słyszał wycia?Albo mu wieniec złożyli na głowie,Albo mu starzec na rozdrożu życiaPoszepnął: «Godzin zbliża się mistrzyni,Czujże, bo w imię ludzkie ona czyni!...»BOLEJ. Ja jestem, zemstą przekarmiony głuchą,Któremu dajmon sny nasyła dziwne,Tak, że beze krwi nudno mi i sucho,Tak, że gałązki trapią mię oliwne,I każdy wywczas staje się torturą,A każdy uśmiech żywem urąganiem!Skąd niema gromu okrytego chmurą,Żebym go wczesnem nie uczcił witaniem,Ani zarazy, która ciągnie górą,Żebym nie przeczuł jej z uradowaniem,Ani się pożar tak znienacka wśliźnie,Żebym go w wiatru nie czuł spaleniźnie.Boleści różnych będąc powiernikiem,Gdy z ludźmi nawet ludzkie gadam rzeczy,To nieraz w duchu się odezwę krzykiem,Że owdzie chłopca wiejski pies skaleczy,Albo się gmachu zawalą sklepienia...I teraz nawet...SZOŁOM. (na ramionach Boleja ręce kładąc) Mężu przeznaczenia!ZWOLON. (w tłumie) Nieszczęścia synu!...SZOŁOM. (do kupiącego się ludu) Któż z was pomścić lepiéjPotrafi jeśli nie on człowiek wolny?Zaprawdę przyszłość ramię jego krzepi,Zaprawdę niedość wyrzec o nim: «Zdolny»,Gdyż siłom, zdolność przechodzącym, sprostał.Zakryte widzi — bywa, gdzie nie postał...ZWOLON. O bracia, wybór ten niedosyć tuszyO czasów pełni...JEDNI. Precz z teoretykiem!DRUDZY. Precz z tym pedantem!INNI. Co mózg tylko suszy.SZOŁOM. Co wichrzy, zgodzić się nie umie z nikim.ZWOLON. O bracia!... Wszystkim jeślić wolno szczerzeDla publicznego wyrzec co obłowu,To niechże w wolność słów i ja uwierzę!Pozwólcie...WSZYSCY. Dosyć, dość. A cóż tam znowu?SIERŻANT. Mów! Niech już mówi! Gadaj, a niedługo!ZWOLON. (Boleją pokazując) Ten młody człowiek, zemstą przekarmiony,Wolności mężem nie jest — sądu sługą,I wy, i tamci — — A zaś rozwinionyProporzec, wiecież, co u prawdy znaczy?SZOŁOM. Precz! Zdrada! Ducha chce osłabić w rzeszy.ZWOLON. Obywatele. — Lecz czegóż? RozpaczyAlbo ojczyzny? Nie wiem. Każdy śpieszyNa śmierć: żywota któryż szukać zdolny?Za wolność każdy umrzeć chce z ochotą,Jakgdyby cmentarz tylko zwał się wolny,A lada koniec jakby był istotąNieskończoności... Zemsty, mówię, żądzaGdy o ojczyzny losach rozporządza,Ojczyzna z zemstą w związek wchodzą taki,Że, kiedy jednej stanie się, to drugiéjMoże nie stanie już...SZOŁOM. Widziałżeś znaki Niebieskie?JEDNI. Uchodź!...DRUDZY. Dość!

BOLEJ. Wstęp już za długi,Rzecz sama dłuższą być od wstępu może,A zakończenie tak, jak prolog. PrzetoŻegnamy...NIEKTÓRZY. Cha, cha!...ZWOLON. (smutno) Pobłogosław Boże!SIERŻANT. Czy się nie raczysz bić, panie poeto?

CHÓR. Zemsta, zemsta na wroga,Z Bogiem, a choćby mimo Boga!...ECHO. Zemsta, zemsta!SIERŻANT. (do Zwolona) Hej, druhu,Dobrym jesteś człowiekiem,Wróć! Siedziałeś w łańcuchuPod zakrwawionym ćwiekiem,I znów, jeśli nas zgniotą,Siedzieć będziesz, jak pierwéj.Wróć!

CHÓR PIERWSZY. Na mury z ochotąWpaść, i za mury, a bez przerwySiec...CHÓR DRUGI. Siec bez przerwy, ciąć zębami,W chude wilków stado się przemienić!CHÓR TRZECI. Jak delfiny pluskać w krwi tarczami,Czerwonemi piany grzbiet zrumienić...

Hurra, hurra na wroga,Z Bogiem, a choćby mimo Boga!

ZWOLON. (sam) ...Dwa mnie gnałyPłomienie —Jeden biały,A drugi w sine, w krwawe cienie.Ten, co jest w krwawe cienie, znika,Ten, co biały, z wnętrza się odmyka;I, jak narcyzu gwiazda cicha,I, jak listu obsłona,Kiedy pieczęć stopiona,I, jak biała postać, kiedy wzdychaZałamawszy ramiona,I, jak błyskawica rozpłyniona —Tak się rozjaśnia płomień ów i kielich kwiatu.A ta osłona rozwinięta,Ten biały kształt, tęsknotą wykradziony światu,Co wyrzucił rączętaNad rumieńcem skronie zapalone...A ta myśl, czyli postać — nie wiem — jedność bytu,A to razem skończone, razem nieskończone,Z ziemi k’niebu idące i z niebios błękituNa równiny zielone...To kolebka, to truna!Nie, pokąd milczą, w słupie szumiącego drzewa,Lecz, gdy owa odpłacze, a pierwsza od śpiewaCałostruna!................Żyłem z niej i w nią żyłem. Widzieć teraz wolęTak doskonale całą i pełną istotyNa narodowym orle, w blasku wielkim, jak pacholęDrugiego świata... z szumem prowadzącą roty,I narodowej pieśni wiodącą psałtérze,Jakoby chórów cugi, których rytm: w aniole,W orle, w lirze...I narodowej sławie — od Lecha do Lecha —Przewodniczącą dłońmi, w skrzydła przepadłemi,Co z powietrza garną dziejów echa,Co przeplatać mogą wieńce ziemi!................Żyłem z niej i w nią żyłem, widzieć teraz wolę,Bo mam wolę,Tyloma łzy, bolami, tylu niewolamiZwoloną, że nie pytam już, czy kto ją da mi................Tylko pytam, kto splami,A splami każdą trafu grą,Każdą mową — bez słowa,Każdym fałszem, siną piekieł skrą...CHÓR. (w oddaleniu, z szczękiem broni) ...myślą, pieśnią ludowąZemsta — zemsta — zemsta!...ZWOLON. A narodową pieśnią cóż?Aniołowie! Co jest pieśń narodu?Czy na korze drzew ją pisał nóż?Czy na piersiach kieł głodu?Aniołowie! Którąż to krynicąNapawano? Gdzie ta pieśń i czyja?...

PIERWSZY GŁOS. Boga Rodzico, Dziewico —DRUGI. Bogiem sławiona Maryja —TRZECI. U Twego Syna, hospodyna, Matko zwolona, Maryja —RAZEM. Ziści nam, spuści nam, Kyrie Elejson,Twego Syna Chrzciciela zbożny czas...PIERWSZY GŁOS. Usłysz głosy, napełnij myśli człowiecze,Słysz modlitwę, jenże Cię prosimy...RAZEM. U Twego Syna, hospodyna, Matko zwolona, Maryja,Ziści nam, spuści namTwego Syna Chrzciciela zbożny czas — Kyrie Elejson.ZWOLON. (ręce podnosząc, głosem wielkim) Tworzy się, tworzy,Aż otworzy.

Pieczęć i grobu dach.Zemsty nie będzie,Ale wszędzieCień zmartwychwstałej — i strach!

Tym, co, jak pianaWywścieklanaBluźnią i burzą, — traf.A zamyślonym,Zaserdecznionym,Niebieskich moce praw.

I tym, co bluźniąKluczem a kuźnią,Gdy zmartwychwstania dzień,BłogosławienieI zapomnienieI zmartwychwstałej cień.

Tworzy się, tworzy,Toć otworzy!Wiernymbo wierny On;Nie na klucz morzeZamknął i zorzeŻywot i żywotzgon...

ZABÓR. Nakoniec deputację z przedmieść wyprawili...STYLEC. «Ci co zostali», pisać — czy: «ci, co dożyli?»ZABÓR. «Ci, co zostali».

Lepiej: «co dożyli», bowiemJeżeli tylko, «co zostali», powiem,To jeszcze król jegomość prawdy stąd nie zgadnie,Która jest, iż ruchawkę rzezano przykładnie.A przeto — «co dożyli...»STYLEC. Przeto, co dożyli,Nakoniec deputację z przedmieść wyprawili.ZABÓR. Przy tej więc list niniejszy kłaść mam za powinność,Mówiący, gdzie i w jaki sposób zaszła czynność,Jak wierny Panu rycerz... Panu — «P» ogromne...STYLEC. (pisząc) Ogromne P...ZABÓR. Jak rycerz — rycerz więc, nie pomnę,Gdzie mi się podział — rycerz, rycerz, wierny Panu,Jak...STYLEC. (pisząc) Wierny Panu rycerz —ZABÓR. Patrjota stanu —P małe.STYLEC. Małe.ZABÓR. ...Umiał pod tą naszą wodząNikczemną wielkich rzeczy dokazywać...

STYLEC. Wchodzą...ZABÓR. Dwa — cztery — osiem. Z dzwonu wnoszę, iż osobySzlachetne, czy ministry, więc lepiej byłoby,Ażebyś to jegomość skończył piórem własném,Odczytał i przepisał, potem znów na czystoPrzepisał...

ZABÓR. (wracając od drzwi) W określaniu zwycięstw nie być ciasnym,Dać wolny bieg fantazji! Pisarz jest artystą,Powinien umieć rzeczom kolor nadać żwawy.Pisarza myśl jest wolną. On, jak trąba sławy,Grzmi, huczy... Taką acpan trąbą stań się, prosimI my, i sztuka — (sztuki, ile można, wznosim,I wolność myśli także) — dawne bohatery,Naprzykład Kserkses, Sylla, znali estetykę.Chowali istrjonów, skąd potem Homery,Kornele i Rasyny: pierwszy retorykę,Klasykę wznosi drugi: każdy przy swem biurzePracuje po swej części, w osobnym mundurze.Rozumiesz acpan... Gdzie on?STYLEC. (na boku, z pularesem) ...Sztuka stenografjiCzasowi kradnie myśli upuszczanych złoto.Spisałem je, gdyż rzadko na skarb się natrafi.ZABÓR, (kładąc mu rękę na ramieniu)Pilności tej nie ganim, acpana ochotąCieszym się. Jest to dowód może nazbyt drobny,Nie przeto, w stanie służby, znajdzie wiersz osobny.

SZOŁOM. (w stroju podróżnym) Człowieku wielki, cóż to nam zdobyli?Krew, wstyd i kieszeń bolesną ruinę.Błagałem próżno, próżnośmy przeczyli...Próżno krzyczałem: «Bracia! Jakąż minęTo nierozsądne ma walczenie młodzi,Co, (że tak powiem) szkodząc, jużci szkodzi!»

Odwagi więcej było w zaprzeczeniu,Niż w nierozsądnem zemsty poduszczeniu.Przecz umiejętność prawiej władnąć może,Niż szable, — wielka dla dziatwy pokusa,A które cóż są? Stal. Więc czemuż nożeKuchenne, sztandar zrobiwszy z obrusa,Pod tryumfalny łuk nie idą z chwałą,Że się im siekać szczęśliwie udało?...

Nieprawdaż, panie? Ducha, ducha, panie,Nie studjowali i są, jak poganie.Pan to rozumiesz? Ducha! biada, biada,A wszystko potem na kark mędrca spada.

Cierpmy — tymczasem żegnam w duchu druha.ZWOLON. A jakże godność?SZOŁOM. (uchylając się zręcznie) Szołom, sługa ducha...

SIERŻANT. Człowieku podły, tyś nam zniszczył siły,Kiedy się masy w orszak zgromadziły,I na słów kilka, zaostrzonych chytrze,Wciągnąłeś całą elektryczność rzeszy,I padła. Ciesz się! Jak się ona cieszy,Tak samo ciesz się! Czy twój laur wytrzeTę krew? A mądrość twa czy taka duża,Jak one trupów błoto u przedmurza?

Jać nie prawiłem, ale patrzno wasze,Gdzie mi się wroga oparły pałasze.

SIERŻANT. Co?! Jeszcze ramię będziesz mi zamierzał?ZWOLON. Z uszanowaniem dla cierpienia...WSZYSCY. Cha, cha!...Znamy się! Dobrze acan w puchu leżał,Kiedy się mury rwały...SZOŁOM. (w tłumie) Tego gachaTrzeba nauczyć raz —SIERŻANT. Latarni niema!...KOBIETA. Ale kamienie są... Razem czterema!...

TŁUM. (goniąc) Och, a! Filozof skoczył... Bah, w kolano!Przyśpiesza kroku...

CHŁOPIEC. Mamo, powiedz, proszę,Żeby na pana tego nie rzucano,I, jak mię łajesz, gdy łabędzie płoszęNa stawie rano,Tak wołaj, mamo, by nie rozbijano!MATKA. Co starszym wolno, to chłopczykom zasię...CHŁOPIEC. (rękę podnosząc) Jak będę duży — poczekajcie! StanęTam, ponad wami, wgórze na tarasie,I obeliski pozwalam ciosaneNa głowy...MATKA. Kwiatów zbierz tymczasem wianekDla siostry!DZIECIĘ. (za pędzącym tłumem ciągle patrząc) Mamo, nie!MATKA. To mi szatanek!...

KRÓL. (zwysoka) Skarcona jest nieprawość, prawi nagrodzeni,I potok łaski pańskiej wylał się szeroko.Ten z obojętnych rolę opłucze kamieni.

Cieszym się — to powinno wzruszyć was głęboko,A, serca ku ochoczej zagrzewając wrzawie,Stary nasz tron otoczyć pląsy radosnémi,Który, acz dosyć mocen w sobie jest i w prawie,Nic przeto jednak gardzić nie chce poddanymi,Lecz, owszem, bardzo czule patrzeć na to lubi,Co w łańcuch się foremny współuczuciem ślubi.RZESZA. Niech żyje król!...KTOŚ Z TŁUMU. I mowca wielki!...PROFESOR. ...Wielki mowca:Co powie, to jakgdyby wyjęto z grobowca.Styl prawie lapidarny, słowo marmurowe.Szczęśliwy naród!SZTUKMISTRZ. Słodko jest położyć głowęW tak pięknie nadpisane zwierzchu sarkofagi.HAROLD. Jak byłem w Rzymie, pomnę, widziałem szparagi,Zieleniejące w grobie wielkiego Scypjona.OBYWATEL. Rad wierzę — słodkie klima, gleba doprawiona...

WOŹNI. Teraz królowa jejmość głos zabiera z tronu!KRÓLOWA. Królowi sprawiedliwość, nam czułość udziałem.Niech przeto ogłoszonem będzie w państwie całem,Iż słodki nasz małżonek, pan i stróż zakonu,Dozwolił się ubłagać w sprawie buntowników.RZESZA. Wiwat! Słuchamy.KRÓLOWA. Miejskich nazwisko pomnikówMiało być «Ugolino» na pamiątkę kary,Jaką Opatrzność zsyła za złamanie wiary.Lecz odtąd ten plac bitwy zdobimy w pokorzeImieniem naszem; odtąd przeto «Elwiryno»,A nie już «Ugolino» mówi się na dworze...RZESZA. Wiwat królowa!JEDNI. Jakto?...DRUDZY. Wiwat!SZOŁOM. Czy być może?Doprawdy Elwiryno? Więc nie Ugolino!...HAROLD. Jak byłem w Tebach, pomnę, siedząc pod ruiną,Widziałem płaczącego rzewnie krokodyla,Który — (jak Wężyk pisze) — rzadko się rozkwila.

WOŹNI. Teraz ministrów prezes mówi z balustrady.PREZES. Zważywszy (czego liczne w dziejach są przykłady),Że niema nic nad szczęście współobywatelów,I że krom obowiązku, w myśl przybocznej radyPrzeze mnie objętego, innych nie znam celów...RZESZA. Wiwat!...PREZES. Zważywszy...RZESZA. Wiwat!...PREZES. Iż przedmieścia (zwaneOd dziś dzień Elwiryno), z handlu bardzo znane...ŻYDZI. Wiwat!...PREZES. Zważywszy, mówię, bezinteresownie,Potrzeby, będzie wolno sprawiać się stosownie(Tamecznie zamieszkałym) do woli królewskiéj,I będzie wolno jeszcze: primo, suszyć deskiNa placach, miejsca błotne przesypywać piaskiem,Cieszyć się (co największa) gazu wynalazkiem,Et caetera; zważywszy, iż dzieląca rzekaStolicę i przedmieścia dowóz rzeczy zwleka,Przyzwala się od strony królewskiego portuNa wsparcie mostów; zresztą ciężary paszportuZnoszą się i dość będzie mieć podróżną kartę.

RZESZA. Wiwat!KTOŚ Z PRZYTOMNYCH. A cóż on?RZESZA. Wiwat!HAROLD. Gdy zwiedzałem Spartę,Zdarzyło mi się w ręce popaść rozbójników.Z tych jeden zdarł mi odzież, lecz pośród drobnostekZnalazłszy mały objekt, kruczek do guzikówZapięcia, ten mi oddał. Miałem stąd prognostyk,Że przecież się zahaczać gdzie potrafię w biedzie.I stało się, bo wkrótce słyszę: goniec jedzie,A był to straży goniec, wyprawiony przodem,Która tam ze zbójeckim harcuje narodem.Więc wrzawa, napad; zdala, siedząc obnażony,Patrzyłem, jak gladjator, w widza przemieniony,I koniec końców, sakwy odzyskawszy przecie,Ubrałem się, a kruczek służył tualecie.Stąd zaraz sens moralny.OBYWATEL. Jakto sens moralny?HAROLD. Że kruczek do guzików sprzęt niepryncypalny,Może się jednak głównym stać i najważniejszym.OBYWATEL. I...HAROLD. Wreszcie, że należy też być uważniejszym.

PREZES. Dość już zemsty, rozpaczy,Miłość tylko niech działa.Wszystko będzie inaczéj,Rzecz odmienia się cała.

Tamta spisku osnowaTreści miała niewiele,Teraz będzie rzecz nowa,Nowe siły i cele.CHÓR. Jakże tedy to będzie?PREZES. Naprzód kochać się...WSZYSCY. Wiwat!...EDGAR. Więc już przecie w tym względzieDość jest ognia!...PREZES. A prywatTeż zapomnieć i przysiąc,Że się kochać będziemy,Że ci dawni, to nie my.CHÓR. Więc kochajmy się! Wiwat!Więc zapomńmy już prywat!

KALASANTY. Bracia! Wnoszę, ażebyKażdy serce w pierścieniuNosił...KTOŚ TAM. Lepiej byłobyBez tych oznak.KALASANTY. ...W imieniuZiem, skąd posłem się zowię,Choćby upadł ten wniosek,Nieomylnie go wznowię.Serca, serca, panowie!EDGAR. Niech na sercu trzy głosekZłotem będzie wyrytych:T. A., wreszcie K. — przy tychGłowa trupia i kości.KTOŚ TAM. Pocóż one smutności?SIERŻANT. Że brat gorszy się smutkiem,To mię wcale nie dziwi.W zeszłym boju, acz krótkim,Gdzież bo byli szczęśliwi?RÓŻNI. Wiwat! Tęgo mu zaciął...KTOŚ TAM. Kto tu z moich przyjaciół,Niech mi w pomoc nadbieży!...SIERŻANT. Kto tu z starych żołnierzy,Niech się za mną ozowie —

RÓŻNI. Hura!...PREZES. Przebóg, panowie,Straż posłyszy na wieży...SIERŻANT. A niechby ją!... Tu, panie,Nie o fraszki spotkanie,Tu o honor i blizny.Wiwat miłość ojczyzny...

SZOŁOM. (do Maski, która mu schyla się na ramię) Królu, chwila a strażeWraz uderzą, gdy każę...

MASKA. Cyt! Nie wątpim, lecz raczymPoznać rzeczy te zbliska:Co chcą, gonią się za czémI w czém środek ogniska.SZOŁOM. Wszystkie pany i króleI najwięksi z cesarzówSzli tak samo pod kule,Wiernych tylko pisarzówAlbo mając przy sobie.Świętej miłych osobie.Wszakże sprosną nie zowięOstrożności potrzebnéjI dlatego mam w rowieDrabów oddział służebny.Ile bowiem wam, panie,Bohaterstwo wrodzonem,Tyle siebie zaprzanieNam i służba za tronem.MASKA. Milcz! Pochwalam.

PREZES. ...Pięć galekJest za sercem w pierścieniu.Dziesięć przeciw —OŻÓG. ...Ten śmiałekPrzyrwał sprawę w korzeniu!KALASANTY. Partję sklecił naprędce,Trza pomyśleć o wędce...

SZOŁOM. I zaprawdę, że warto,Gdyż serdecznych przeparto.KALASANTY. Ach, nie wiecie bo, druhy,Gdzie tych rzeczy osnowa.Głowa, głowa, brak skruchyFilozofja ta nowaI to serca wyprucie,Skąd jest wszystko — uczucie!Więc na dobrąby sprawęGłowę trzeba obalić,Wyprowadzić na ławę,Przewotować i spalić.Spalić, mówię, jak czyniZ mumją Arab w pustyniWSZYSCY. Wiwat!KTOŚ TAM.  ...Przebóg, panowie,Głów nie łamcie, jak głowieSkręcić głowę, lecz owszémSądem rządźcie się zdrowszym!Jeśli bowiem sąd miniem(A ten w głowie się sklepi),To, jak głupi, poginiem,To się zgubim, jak ślepi.JEDNI. Z głowy wszystko, nie z piersi.DRUDZY. Wszystko z piersi, nie z głowy.OŻÓG. Prostsi bądźcie i szczersi,A niech, mówię, sąd zdrowyI gminnego ton duchaCoś wypowie na radzie,Wiele bowiem jest z brzucha!WSZYSCY. U, ha!...OŻÓG.  W lada przykładzieZnaleźć mógłbym świadectwo.KALASANTY. Materjalizm!...OŻÓG.  Szlachectwo!...EDGAR. Wzniosłych rozbój podrzutów.SIERŻANT. Tak, lecz żołnierz bez butów...PREZES. To finansów jest rzeczą,Temu bracia nie przeczą.OŻÓG. Więc finanse, wakanse i awanse, jak dawniéj —A gdzież postęp!...PREZES.  Panowie!Wszyscy, którzy są sławniW dziejach, wszyscy wodzowieSzyk cenili przed wszystkiem.Wzywam przeto, ażebyZe spiskowym tu świstkiemKażdy stanął...

PREZES.  DobrzebySkończyć radę tak schludnie,Jak zaczęła się cudnie...

KRÓL. Królowo!KRÓLOWA.  Panie!KRÓL. (na ramiona Szołoma płaszcz zrzucając) Kwiatów wam z przechadzkiNi sielankowej nie wnoszę rozmowy.W jaskini spisku byłem świętokradzkiéj.KRÓLOWA. Przebóg! O panie!...KRÓL.  I cały, i zdrowy,I dziwnie wesół, dziwnie wracam rady.KRÓLOWA. Cóż to jest, panie?...KRÓL. (z przesadą klasyczną) Widziałem szkarady —Nie, gorzej: płaską widziałem pustotęI takie głupstwa takiego pokłady,Że aż mi słodziej deptać tę hołotę,Że aż mi jaśniej stawa się przed okiem.A, rozpatrzywszy wszystkie dzieła nasze

Przeciwko ludu, głoszę się prorokiem.Gdzie płaszcz i wieniec złoty? Podać czaszę!SZOŁOM. (podejmując purpurę i insygnja z marmurowego stołu) O panie! Rzeczy te się gęsto spisząI harmonjami rymów dokołyszą,I wielka epos z tych wyrośnie czynów,Jak rzeka, przez las płynąca wawrzynów.A późny człowiek bardzo się zadziwi,Że taki wielki pan i tak szczęśliwiPoddani kiedyś byli — ci nieżywi!KRÓL. (obwijając się purpurą, teatralnie) Łez tych nie ronić, siąść i skreślić czystoMyśl, co mi w oczach gore promienisto:

Poddani moi! Złe, co was uwiodłoI na okropne zaniosło bezdroża,Czyni, iż miłość bierzemy za godło...Wspaniałomyślna będzie to obrożaNa podłe niecnych karki buntowników.Skąd znaczę państwa odtąd hieroglifem:W pierścieniu złotym serca dwa z krwawnikówNa jednej z dawnym tarczy wężogryfemA każdy z wiernych uczci godło noweJako królewskie, jako narodowe.Scripsi... Niech trębacz jutro tym ukazemPrzy huku kotłów, przy wrzawie rycerzyRozbudzi miasto...SZOŁOM. (uchylając czoła) I rozrzewni razem.KRÓL. Dość jest. Szołomie, wróć!

KRÓL. (podnosząc się z miejsca, do Królowej)  Na szczycie wieżyWśród noctiluce blasku, o Elwiro,Niechbym przeklinał losy w twem objęciu!...KRÓLOWA. Pacholę dawno tam przestawa z lirą,I róże, wonność gotujące księciu...

KRÓL. Elwiro, dziecię to czy zawsze blade?KRÓLOWA. O, znikające i na wyśpiewieniu...KRÓL. (z nie jakiem wzruszeniem) Będzież mi gorzko!KRÓLOWA.  Lekarz złożył radęZ najuczeńszymi, radę o cierpieniu...KRÓL. I cóż? Że stracę, mówili, słowika...KRÓLOWA. Tak, panie...KRÓL. (posępnie) Nowa trumna się odmyka..............Już pozwoliłem, by matkę widywał..............Po jednym z bitnych wdowa generałów —KRÓLOWA. Pozwól jednakże, że i ten zarywałNa chorobliwych pełnego zapałów.KRÓL. Tak — ależ bitwy wielkie mi wygrywał.KRÓLOWA. I równą łatwość w armji miał władaniu,Jak to pacholę w lutni zażywaniu.

Schnie i blednie, z oczu znika,W trumnie się położy,I nie będzie tu słowika,Chyba gniew go wstrzyma bożyLutni urzędnika!...

Doktorowie tam uczeniZ królową mówili,Kupią wkrótce i kamieniNa monument krotochwiliPod koniec jesieni!

Ale anioł lepiej mówi:«Dobrze ci z chorobą,Tu być ptaszkiem trzeba lwowi,Tu z mgły trzeba być osobą,Aż świat się odnowi!.............«Dzieckiem, dzieckiem baw — a potemZewlecz tę dziecinę,

I już zaklnij całogrzmotem,Całożywot zbierz w godzinę,Zapiorunuj grotem!»

PACHOLĘ, (podnosi się i, wyciągając ręce) O aniele niewidzialny,Jak ci to na imię?...

Judyt — Judyt!...

KRÓLOWA.  IdealnyGłos, zwłaszcza przy rymie.KRÓL. Balladę czy też nowy śpiewa panegiryk?KRÓLOWA. Tworzy sam — na przedgrobiu...KRÓL. (z Królową na wierzch tarasu występując) Szczególniejszy liryk.

Smutno jest nań poglądać...KRÓLOWA. Panie, racz być przecie(Jak umiesz) dla cierpiących słodkim...KRÓL. (ze stołu czaszę podejmując)...Biedne dziecię.

WACŁAW. (na krzesło się rzucając)Porcjo! Kochałem wszystko, we wszystko wierzyłem,We sny i w jaw, i w siłę mas, i w siły własne,A dziś... zaklinam ciebie, powiedz mi: marzyłem.Z jaskini spisku wracam. Takie wszystko ciasne,Szpitalne, niedostałe, tak zapalnie nudneI suchotniczo wściekłe (może nawet brudne...),Żebym już pragnął z ciała w przepaść jaką ciemnąWylecieć, Porcjo — tylko, byś ty była ze mną...PORCJA. Codzienne to wybuchy. Przeklinając, tworzyszI trwasz...WACŁAW. (zakrywając twarz rękoma)W cudownem kłamstwie!PORCJA.  O, jak ty mnie trwożysz,Wacławie!...WACŁAW. A więc mówmy, o czem chcesz!...O niczem,Bylebym cię z weselszem oglądał obliczem...

WACŁAW. (wstaje, przechadza się i wraca na toż samo miejsce i znów siada) To nocy odpływanie, ta światłość zarannaPrzy lampie, co, czuwaniem wycieńczona, mdleje,Bawią mnie — radbym dumał, chwiał się, jak dziewanna,Gdy złotym kwiatów deszczem po nizinach sieje,I drobne kochał rzeczy, życie kochał drobne,Zakryte, nieprzystępne, lecz w tobie osobne,I chciałbym... mimo czasów nieprawe owoce,By dniami dnie zostały, a nocami noce,Muzyka nie zgrzytaniem, łkaniem i szaleństwem,A nie malarstwem rzeźba, słodycz nie męczeństwem,Tragedja nie porwanych ogryzków mozajką,Prawda prawdą, i bajka raczyła być bajką..............Ale to wszystko...

Porcjo, czy jesteśmy sami?

Ha, jedno jest, jak pragnę —PORCJA.  Cóż?WACŁAW.  Że łzy — są łzami.

CHŁOPIEC. Wacławie!...WACŁAW.  Co się stało?PORCJA.  Matka gdzie?CHŁOPIEC. (pochylając się ze znużenia)Nie mogę...W kościele — tam z nią byłem...PORCJA i WACŁAW. (zbliżając się do dziecka)  Była tedy z tobą,Lecz teraz?...WACŁAW. Cóż się stało? Mów...DZIECIĘ. (nieprzytomnie) Całą podłogę Kościoła zasypano kwiatami białemi...WACŁAW. To nic, konwulsje lekkie — ma je z urodzenia.

DZIECIĘ. Szedł biskup, potem księży chór, kwiaty na ziemiSzeptały: «Chwała!» — Kwiatów język się nie zmienia,Jak język polski, w sercu zawsze jednakowy...Sam przyznasz — tylko odrzuć myślą cudzysłowy:Fiołek mówił: «Chwała», i lilja biała mówiła: «Chwała!».............Gdzie matka, gdzie? Przed chwilą z książką tam klęczała..............Zakonnik nowy przybył, były obłóczyny —I to dlatego kościół w kwiatach, w blasku, w woni.A wiesz, kto ten zakonnik, i za jakie winy,I jak się zowie? Zwolon, ten pan, co to oniRzucali nań —

Ty mówisz w sercu, że on głupi..............Gdzie matka, a... ja nie wiem gdzie... Lud się tak kupi...

Rozmurowano ścianę z cegieł za kościołem,On wszedł i, jak umarły, stał z żółtawem czołemWśród tylu cegieł żółtych, i wapna, i żwiru...

Powiedzą: «Umarł» — tak jest, językiem z papiéru.Tak ci powiedzą, ale nie językiem kwiatów,Co taki jest, jak polski — zwiany z aromatów,Co nie ma sklepień, aby echem mu odrzekły,Bo czcze są i sklepienia...

Nieraz mi rozciekłyNad wyrzuconym oka promieniem, i czułem,Że, jako namiot włócznią, parłem je lub prułem,A błękit mi strugami lał się przez sklepienia,Albowiem czcze są...

...Śpiewy, kwiaty i kadzenia,Tam matki mojej czoło, nad książkę schylone,A tam pomiędzy cegły wpada dym czerwone,I z dymu tego ręka ku mnie się wyciąga,Jakoby kłos, żółtawa, drżąca tak promiennie,I te mi słowa pisze: «Wy!», a mówi (dziwno,Że ręka mówi; wszakże przyjmij to ode mnie,Bom dziecko) — owoż ręka polszczyzną przedziwnąTo mówi: «Weź nazwisko, które jest ze świata,I już mi niepotrzebne, i już precz odlata,Weź, ale i «Was» dodaj, wszystkich» — i zniknęła.

Jak oni to cegłami prędko zasuwają,I wapnem jak to oni prędko zarzucają!...

Z początku plama była na murze wilgotna,Jak trumny cień, a potem schnąć zaczęła z boków,I tak się, jak osoba zwężała suchotna,I jako runo szarych na niebie obłoków,I jak przelotny ptaka cień na ścianie białéj,I jako plama w oku patrzącego drżąca,Co nie jest na przedmiocie, ale latająca...

Gdzie matka, tego nie wiem. Zbiegłem kościół całyI nic nie chciałem mówić, nic nie powiedziałem,Bo cóż powiedzieć mogłem?...

MATKA.  Zostawcie go!CHŁOPIEC.  Spałem.MATKA. Pogrzebu widok, przytem tłum i dym i świece,Które sprawują duszność.PORCJA.  Perfumy kobiece.MATKA. Cóż tobie? Źle?... Aniołku!WACŁAW. (podnosząc chłopca) On tylko żartował.DZIECIĘ. (do obecnych) Przepraszam państwa...WSZYSCY. Czemu?CHŁOPIEC.  Pewniem tu chorował.WACŁAW. E, gdzież tam!CHŁOPIEC.  Ależ proszę!...MATKA.  Cóż?CHŁOPIEC.  Nieprawdaż, mamo,Mówiłaś raz, że Cezar chorował tak samo?WACŁAW. Zabawny chłopiec.PORCJA. (podając czarkę do ust) Wody napij się, aniele,A tylko pij pomału...WACŁAW.  Chłopcze, pij niewiele!

HAROLD. Wszystko dziwnie się plecieW tego państwa tu świecie,A, kto rzeczby spisowałI połączyć chciał, pewnoCiągby gorzej popsował.Tak bo oschle i rzewno,Tak wrzaskliwie i głucho,Tak wątpliwie i pewno,Tak nie wiedzieć jak... słowem,Że nie z dziejów te dziejeZ ich monarchą treflowym.Ile razy kur pieje,Tyle razy się chwytam,Czy nie znikłem w podróży,I o hotel mój pytam,I o chłopca, co służy.

Chciałem zacząć tu dramę,Lecz spleen przerwał mi nagle.A więc romans? Gdzież! SameBez krwi twarze, jak żagle,Po fal błądzą otchłani,Aż mi parno w tej bani...

CICERONE. Król łaskawie wynalazłHerb dla miasta i państwa.HAROLD. A, winszuję, winszuję...(Artystyczność tyraństwa).CICERONE. Przytém...HAROLD.  Jeszcze coś przytém?CICERONE. Człowiek ma być zabitymKnutem; pono spiskowy,Lecz to sądem ministrów.HAROLD. A, ministrów!KTOŚ TAM.  Graf BystroffDosyć bywa surowy...HAROLD. A, surowy! Cóż począć?HAROLD, (widząc, iż obcy spogląda ze smutkiem naokoło) Czy pan nie chce tu spocząć? —KTOŚ TAM. Chciałbym, ale gdzie daléj!...OBCY. (oddalając się z westchnieniem)Ta się ziemia zawali!

HAROLD. Jeszcze bębna też brakło!JEDNI. Biedny Wacław.DRUDZY.  To liceJakże nagle wyblakło...HAROLD. (szukając, jakby wynijść)Tam zamknięto uliceBagnetowym szeregiem,Tu lud. Trzeba być szpiegiem,Żeby cało się ostać...

Czyż tu będą go chłostać?CICERONE. Trzysta knutów, a potemW minach z taczką i młotem.HAROLD. (zatrzymując przechodnia)Proszę wskazać mi drogę,Wyjść stąd chciałbym koniecznie —OBCY. Przejść pan musisz załogę.CICERONE. Nie wiem, czy to bezpiecznie.HAROLD. Jakto?OBCY. Wnosić stąd mogą,Że swą lubisz iść drogą.HAROLD. Mam ten zwyczaj, niestety.OBCY. I że jeszcze coś przytém —

Przecudowne kobiety!...HAROLD. (ciągnąc rozmowę dalej)Cóż?...OBCY. Że panu niemiło,Iż knut bywa użytym —HAROLD. O tem mi się nie śniło.OBCY. A — to proszę też ze mną,Będę zaraz mu służył.HAROLD. Bardzo mi to przyjemno.OBCY. Mnie, któregoś pan użył.HAROLD. O nie, panie, mnie raczéj.

DZIECKO. (w tłumie) Jeszcze katów nie widać.KOBIETA. Cóż ta zwłoka dziś znaczy?URZĘDNIK. Pewno raczą co przydaćDo wyroku ministrów.OBYWATEL. Może zaspał Graf Bystroff.PIERWSZA DAMA. A pfe, lampa noc całąI dzień cały, bywało,W jego świeci balkonie...DRUGA DAMA. O, biedaczek...URZĘDNIK.  Na chwilęWesprze czasem też skronieI zamruży powieki...

ROŻNE KOBIETY. Ah!...KTOŚ TAM.  Bogdajby na wieki.OBYWATEL. Cóż bo chcecie, prac tyle!...

RZESZA. Oto już w bęben biją, wkrótce przyjdą katy...WIELE GŁOSÓW ZMIESZANYCH.Z drogi! Precz z drogi!!...JEDNI.  Cóż to?DRUDZY. Strzał!INNI.  Wystrzał z armaty!

RZESZA. Cóż to za zamęt? W gardle przeciwnej ulicyTrębacze na spienionych koniach, i łucznicy,A przodem na królewskim rumaku pacholęI wiele ludu, w krzywe zwianego półkole...PACHOLĘ. (z konia rękę wznosząc)Dość jest — królewski zamek pali się...JEDNI.  Łzy nasze!!...DRUDZY. Krew nasza!MATRONY. (w tłumie) Dzieci naszych jęki na Sybirze!I tych, co we wnętrznościach płaczą już..STARZEC.  PrzepaszęBiodra, pójdę klęczkami na żwirzeDo Jeruzalem...GŁOSY ZMIESZANE. Wody!RZESZA.  Siarki!...STARZEC. Niebo pada!PORCJA. (w tłumie) Wacławie!WACŁAW.  Gdzież są nasi?!KTOŚ TAM.  Poszła już gromada.INNI. A wojsko gdzie królewskie?KTOŚ TAM.  Jedni wbok się miotą,A drugich śladem broni porzuconej snopy,Co iskrzą się ciepławą pożaru ozłotą...GŁOSY ZMIESZANE. (w głębi sceny)Hurra!...JEDNI. Wystrzały ciągłe —DRUDZY. (za sceną) Zdobyto okopy!

GŁOSY. (za sceną) Hurra...

STARZEC. (do Harolda się zbliżając) Co słyszę? Zda się, okopy zdobyto?...HAROLD. Nic nie wiem, nie rozumiem... W wulkanu korytoJak stary Plinjusz wszedłem z tabliczkami w ręku.STARZEC. (poznając cudzoziemca)A, pan nie z naszych?HAROLD. To jest — jak pan chcesz nibyto.

STARZEC. Wam, młodym, dobrze czasem posłuchać i jęku,I pobić się, pohulać. Niech Bóg błogosławiWacpana, a wnuk kiedyś niech tak nie zostawi —Choć dobrze zrobił — tylko czy trafię do chaty?...HAROLD. (z atencją) Służę mu.STARZEC. Żeby nie te po dachach granaty,To z moim wzrokiem, nie wiem, jakbym się obrócił.

Póki się zamek palił, widniej było nieco.Gmach duży, król nieboszczyk miljony w to rzucił...

RZESZA. (przez scenę przebiegając) Hurra!!...HAROLD. A teraz zboczmy!STARZEC.  Z głowniami znów lecą...

WANDAGRODNYPANNAPACHOŁ-TRĘBACZCHÓR WIEŚNIAKÓWCHÓR ZNACHORÓWCHÓR WÓJTÓWCHÓR PIASTÓWCHÓR SIEWCÓWCHÓR OWCZARZYCHÓR ŁOWCÓWSKALDŻYDBOJANCZUDY — LECHY — WIESZCZE — STARCY — DZIEWKI — DZIATWARYTYGER ROTNYWEISWORTCHÓR RUNNIKÓWWOJSKA RYTYGEROWE — POCZET STRAŻY PRZYBOCZNEJ

PIERWSZY Z CHÓRU. Przychodzimy spytać się o zdrowiePrawielmożnej pani naszej słodkiej.Grodny niechaj wyjdzie i odpowieCzekającym w progu, jak stokrotki,Kiedy słońce skryje się w dąbrowie.CHÓR. Czekającym u progu i przed bramąNiech odpowie jasno i toż samo.PIERWSZY Z CHÓRU. Chcemy wiedzieć dla jakiej przyczynyNie siaduje nasza prawielmożna,Jako niegdyś, w czas szarej godziny(Kiedy dusza każda więcej zbożna),Czemu nie siaduje na przedwnijściu,Błogosławiąc wracającym z polaPo murawach, jak krople po liściu.CHÓR. Czemu nie siaduje na przedwnijściu,Chcemy wiedzieć. Ta jest nasza wola.PIERWSZY Z CHÓRU. Ludzie dobrzy, owo pachoł grodzkiW bramie wtórej stawa z rogiem turzym,Podtrębując zapiew wojewodzki,Przemawiając słowo głosem dużym.

PACHOŁ. Nowość głoszę i to, co się święci,A ty słuchaj, mężu, białogłowo,Sercem słuchaj, mysłem zamyśl w słowoI na kiju zaznacz dla pamięci!Prawielmożnej trzeba rzeczy takiej,

Takiej rzeczy trzeba jej koniecznie(A ku temu pieśń jest, zioło, znaki),By rozpłakać mogła się serdecznie.To wypłacze one swe milczenie,Oną serca niewymowną bliznę,Oną niemoc, one zniemowlenie,To wypłacze oną swą niemczyznę.Kto więc słowo ku płakaniu umie,Albo zioło gorzkie a zbawienne,Albo jaką dziwną rzecz rozumie,Albo o tem miał poczucie senne —Niechaj zbiega a niech zbiega skoro,Niech przynosi, a przynosi sporo!

Jeśli Kmiet jest, srebrny pług dostanie,Jeśli Czud jest, miedzią kute sanie,Jeśli Bój jest, to szczyt ma w nagrodę,A Lech dobre słowo i pogodę.CHÓR. Jeśli kmiet jest, srebrny pług dostanie,Jeśli człek jest, boskie zmiłowanie.

PANNA. «Ciszy, ciszy, moja złota!... Ciszy!...»Te słów kilka pani wciąż powtarza;Spytać o co, nie słyszy.Dawniej kobzy dudarza,Co siadywał w bramie, słuchiwała,Dziś i o tem ni słowa,Dziś o niczem, wszystko zapomniała,A wie wszystko, i jak się co dzieje,I nic się przed nią nie uchowa,I nic jej nie rozśmieje.GRODNY. Co rozpłacze, może to znajdziemy,Że odejdzie on zawianiec niemy.PANNA. Żeby można konia ze skrzydłami,Co to o nim grecki dziadek śpiewał,Albo jabłoń złotą z owocami,Albo żeby z nieba kto nazrywałRóż błękitnych, albo królewica,Coby jasne miał, jak ona, lica.GRODNY. Królewica! A z ościennych panówMoże tego, cośmy to spotkali,Rudowłosych władykę Germanów,Co szczyt noszą drzewny, pas ze stali,Co nocami głazy toczą z granic,Święte miedzy prawo mając za nic.PANNA. Albo... albo... żeby bajki takiej,Co to wszystkie bajki w sobie mieściI powieści, aż się wypowieści —Albo... żeby sama dała znaki,Co w tej ulży boleści...GRODNY. Rozrzewnienia! Wczora rzekła do mnie:«Rozrzewnienia, bo po mnie...»

WANDA. Łado, Łado, po twym ja przykładzieTaka ładna, że lud cały w ładzie,Że odbijam słońce, jak jezioro,Kędy wodę czystą ludzie biorą.I niczego, zda się, myśl nie łaknie,I nic nie brak, tak, aż... czegoś braknie!

Ha! Kolczyka, widzę, brak kolczykaU srebrnego stanika,Co odprysnął właśnie, gdy westchnęłam...

I ty drugi, odpryśnij, jak gwiazdeczka,I ty, taśmico, zwiń się, przełam,Niech wyfrunę, oj! jak gołąbeczka.................

ROTNY. Runniki wszystkie, a z młotami ostremi,Co na głazach sinych ryć umiejąI siadują na ziemiSami, rzadko się śmieją,A te zwłaszcza, co strzałami wróżąI na dumie cichej posiwieli;Zwołać szeptem, niech oczy za mrużą,Niech, jak widma, staną wkoło, bieli —Wkoło darni, ocienionej jodłą,Niechaj staną, gdzie lwia leży skóraI dymiące odpoczywa siodło.

Hurra!RYTYGER. (skinąwszy ręką) Spocząć!ROTNY.  Spocząć! Hurra!...

RYTYGER. (podnosząc dzban) Tym miodem zdrowie piję weiswortowe!WEISWORT. Niech się obróci w powodzenie wasze!RYTYGIER. Chcę wiedzieć: wojnę wygram i królowę,Albo nie wygram?WEISWORT. Rzucaj, królu, czaszęNa las, daleko tak, jak możesz rzucić!

CHÓR RUNNIKÓW. Tak, a nie tak — nie nasza rzecz.Ludzie radzi się smucić.Wieszczba jak miecz, póki nie błysnął miecz. (po chwili)Póki nie błysnął miecz, wieszczba jak miecz.WEISWORT. Rozkocha się królowa tak, jak nie bywałoZdawiendawna.Cztery orły wzleciało,Będzie sławna.Rozkocha się i białe skąpie ciało.CHÓR. I rozkochała się tak, jak nie bywało.RYTYGER. Stokroć wdzięczny, o, wielce wam rady!CHÓR. Wieszczba jak miecz — to, słowo gdy wyciśnie,Próżna pochwa zostawa, wieszcz blady...WEISWORT. Co poczęte było bezumyślnie,Kończ umyślnie!

RYTYGER. O, wielce wam rady!

RYTYGER. (sam; w głębi namiot i służba)Łyskaniem pierwej mdławem uprzedzony,Jak piorunowa rozłożę się krésa,Królowę wezmę i lud rozpierzchniony.Do wieszczby fortel dołączę, jak lisa.Bogi są dobre, czasem niedołężne,Kiedy im ludzkie nie posłuży ramię,Świecą i wiszą, jak tarcze mosiężneW pięćset czterdziestej zawieszone bramie.

A ona? Weiswort mówi: «Skąpie ciało...»

O, każe tratwy fenickich żeglarzy(Co jeżdżą bursztyn łowić), każę złupić,Wonności zabrać wszystkie, każę kupićKonch, szkła od wszystkich sydońskich farbiarzy,W dalekim Rzymie wannę z alabastruZamówię, taki nimfeon urobięDla niej, jak ledwo grób stawiałbym sobie,I będę miłość pił, jak miód ten z plastru.

Hej, ojce, co tam siedzicie w Walhali,Gdy przyjdzie stanąć mnie pomiędzy wami,Spowiniętemu w jasną taśmę stali,Powiecie: «Syn jest nasz», powiecie sami!

Wando! O, moja ty Rytygerowa!Jako cię kochać będzie wojsko całe,I złotowłosa każda białogłowa,Co z nami dzieli trud a przędzie chwałę,Każda z gwiżdżących w tarczy brzeg ustami,Każda toporzec rzucająca dziewka,I każdy starzec, co pomaga snami,Wid, duch, i lasów szum, i małe drzewka!

Ty skoro uścisk dasz, wyprawę zrobięPrzeciw ogromnej Fenrysa wilczycy,Mur Alp skrzącemi młotami przeżłobię,Rzym spalę, woły zegnam z okolicy,Po dwieście rogów kładąc na ołtarzeCodzień, weselić się pastuchom każę.

Hej, ojce, co tam siedzicie w Walhali,Gdy przyjdzie stanąć mnie pomiędzy wami,Spowiniętemu w jasną taśmę stali,Powiecie: «Syn jest nasz», powiecie sami!

WANDA. (przechodząc zwolna przez środkową komnatę grodu)Tego ja nie wiem, co się dzieje ze mną,Ani dlaczego jestem nieszczęśliwą;Kocham, wszelako mogę być i zmienną,

I niekonieczniem Rytygera chciwą,I niekoniecznie mi potrzeba kogo,Która tysiące mam życzliwe sobie —Tylko mi smutno, tylko mi ubogo.Że nic nade mnie nie stoi w osobie,Że jakbym była na tej góry szczycieSama, jak chmurki płatek na błękicie.O! Żeby źle mi zrobił człowiek który,Albo Bóg żeby zgrzebną wdział mi szatę,Nowemi ptaszkę swoją odział pióryI dał mi jaką gdzie na puszczy chatę,Z gołębi parą na dachu zielonym,Z kamiennym progiem i oknem plecioném.

GRODNY. Z załamanemi tam poszła rękoma.PANNA. Stąpa, a jakby była nieruchoma.GRODNY. Trzeba na oku mieć, jak dziecię chore.PANNA. Które wołanie godzin jest?GRODNY.  Już wtore.

GRODNY. Ktoś jest i za czem?SKALD.  My Skald się zowiemy.GRODNY. A śpiewasz jaką pieśń?SKALD.  Nie jestem niemy.Bywa, że śpiewam naprzód pieśń do ciszy,By usłyszano, skoro śpiewać zacznę —Potem malowną, żeby, kto już słyszy,Oglądał także — potem rzeczy znaczneDla ducha, potem z serca głębokościWywlekam drżący, czysty ton — ten wiodęDalej i szerzej, aż echo zazdrości,A potem wraz go rozkroplam, jak wodę,W tęcz snop, a potem w grzmot uderzam suchy,Jakby się bitwa gdzieś toczyła zdalaI potykały się w powietrzu duchy,Pułkami grubych chmur na siebie wbite,Gdzieniegdzie gwiazdy promieniem przeszyte.GRODNY. Zaprawdę, śpiewasz pieśń, która uboży,Przeto, iż rzadki słuchać ci podoła.SKALD. My, Skaldy, jemy chleb on dziwny boży,Chleb, co opada z dosytnego stoła,A który skrzydła zgarniają przeźroczeBieluchnych duszyc.GRODNY.  Czy mają warkoczeDuszyce owe?SKALD.  Długie, jako sznury,Któremi charty karcą.GRODNY.  I tejże natury?SKALD. Bywa.GRODNY. (dotykając Skalda po ramieniu)  Niżej izba jest przestrona,Wokoło dwieście jasnych stoi włoczni,A w środku ogień modrzewiowy. Spocznij!...SKALD. Gościnność niechaj będzie pochwalona!

GRODNY. Ktoś jest i za czem?ŻYD.  Z dalekiego WschoduJam jest, z za morza, na cztery miesiąceFenicką nawą, potem na rok całyPrzez ziemię. Jestem z wielkiego narodu,Doktór, a leczę na febry trzęsące,Także na bole suche i zastrzały,Zaniemówienie, często na ślepotę.GRODNY. (pokazując gościowi lawę wdali) Spocznij!...ŻYD.  Mam także i pierścienie złoteZ talizmanami wielce skutecznemi,Które tyryjczyk ryje, mam i maście,Wonne, że szczypta na osób dwanaście.GRODNY. Osoba, zda się, mądra...(do żyda)  PoniżéjSpotkacie kilku u wnijścia żołniérzy,Ci wam czekalną otworzą komnatę.ŻYD. Niech będzie szczęsne miejsce i bogate!

GRODNY. Ktoś jest i za czem?BOJAN.  Bojanem się zowię,A jestem z matki śpiewak.GRODNY.  A pieśń jakąŚpiewacie?BOJAN. Co, jak oczy w głowie,Patrzy, a siebie nie zna — oto taką.GRODNY. A czy się królom śpiewało już kiedy?BOJAN. Do kości, panie, do kości! ObręczeMiedziane miałem na nogach... a biedy!GRODNY. A czy umiecie pieśnią wywiać tęczę?BOJAN. I łabędziowe stado wrócić w locie.GRODNY. A jak to w waszej robicie prostocie?

BOJAN. Z serca.GRODNY.  Niewieście umiesz także zwrotki?BOJAN. Bywało, rzucę słowo, to, jak kotki,Głowę na głowę zakładają.GRODNY.  CzemuPrzy tem jesteście biedni?BOJAN. (obracając się do laski swojej)Powiedz jemu,Bo ja pomówić radbym o czem innem.GRODNY. Wieszczowi, jak wy, każdy dom gościnnym.BOJAN. Tak jest.GRODNY. I każdy chętnie was poważa.BOJAN. Tak jest, szczególnie przed bitwy poczęciem,Gdy nastrajamy rapsod... też się zdarzaPrzy uczcie... bawią się, jak ze szczenięciem. (po chwili)Oj, za Dunajem, za szumnym, bywało,Że cesarzowi śpiewałem rzymskiemu,Co stał, ot, blisko tak, z garsteczką małąKonnych...GRODNY. (wskazując lawę)A, proszę, co śpiewałeś jemu?BOJAN. Sławę.GRODNY.  A konie ich jakie?BOJAN.  CesarskiPłowy, w czerwonej do kolan purpurze.GRODNY. A orszak?BOJAN.  Pachoł jeden dziarskiZ laską, na której jest tablica wgórze,Rozeskrzydlona w orła — reszta młodzieżTwarda, jakobyś wyrył aść w marmurze.Półzbroje jasne noszą i półodzież.GRODNY. Właśnie? No... miodem pokrzepcie się, starcze,Bo niżej, w izbie dużej, są tam różniCzudowie, świata całego podróżni,I ci, co, pieśni nucąc, czyszczą tarcze.BOJAN. Zdrowia! (wychodzi)

GRODNY. Wszelaki człowiek, gość, ma być uczczonyI niechaj braku nie będzie w usłudze!Niewiasty z jednej, męże z drugiej strony,Przedwszystkiem starcy; wszakże ludzie cudze,I zaklinacze, niemieckie runniki,I baby, które leczą, mieć na oku.Rozliczne sprawy są, różne praktyki...Rozumiesz...POGOŃ.  Baczę.GRODNY.  A unikać tłoku!

WANDA. Powiadam tobie, nie ścigaj mię, panie!RYTYGER. Wando!WANDA. Co miałam rzec, rzekłam.RYTYGER.  Kobieto!Zawołam imię moje, niech się stanie!Niech mię porąbią Lechy!WANDA.  Nie zabitoNikogo w ogrodzie tym nigdy.RYTYGER.  Zaiste,Jeżeli każdy toż opłaca mytoI jako mary wychodzi przejrzyste...WANDA. Książę! Powiadam tobie całą mocąBoleści, które dla ciebie zakryte,Że słońce gaśnie, błonia się wilgocą,Ciemności na świat lecą niespożyte...Mnie nie czas... Lud mię postawił na szczycie,Jako najbielszy śnieg, i jestem otoOdlatująca w słońce cale życie,Ani się cieszyć mogę tą białotą...Wszechsamstwem mojem stałam się... sierotą!RYTYGER. Więc cóż? To lud twój chce, ażebyś, w bieliStojąca, płaczem rozciekała wiecznym,By błonia niżej zielone widzieli —A ty, w błękicie sama podsłonecznym...WANDA. Książę! Łzy mojej nie widziałeś...RYTYGER. (wyciągając rękę ku piersiom Wandy) ...OtoPo srebrnej blasze na piersiach się goniąDwie, jak listeczki białe pod jabłonią.WANDA (wyciągając rękę ku oknu)A owo dziesięć nad tą konwią złotą,Którą polewać lubię kwiat wieczorem.RYTYGER. (oczy zasłaniając) A owo jedna jeszcze, lecz człowiecza!!WANDA. Ustąp!RYTYGER. Kobietą jesteś... i bez miecza...Jam Skald, poczekam w bramie, gdzie za dworem...WANDA. (zatrzymując Rytygera)Tyś król, a Wanda ja... klękam... Na bogi,

Uchodź... i uchodź szczęsny!... Gdybyś z laty,Germański orle, poznał ten ból srogi,Co jest z miłości bezmiernie bogatej,Tak ścieśniającym wszystko naokoło,Że człowiek nie śmie nastąpić na zioło,To wtedy wspomnij o mnie, lodowatej!

WANDA. Ten Skald niech srebrny weźmie pas na drogę! (uchodzi)

GRODNY. Co tak spoglądasz, wieszczu, na podłogę?SKALD. Pieśń mam, a nuty doszukać nie mogę. (po chwili)Ale wynajdę ją gdzieś w mieczów wrzawieI, jak dziewicę na ręku skrzydlatąBohaterowie noszą, tak podniosę.Zgiełk będzie, lament będzie w onej sprawie,Chorągwi głuchy łomot, jak za kratąOrły, gdy jagnię zoczą białowłose.GRODNY. Dziwna rzecz Skaldy! Szumne to, a bose...

BABY. Pod białemi brzozami dziwne zebrałyśmy ziołaW czyste płachty i w kosze, z łozy uwite zielonej;Sypkie próchna odłamy z miejsca, gdzie stała stodoła,Stu podołać mogąca kmietom, gdy plon w niej złożony —Złote z mrowisk kadzidło i latające nasiona —Wody różne we dzbanach, czystych, jak cegła czerwona.DZIATWA. Dzieci, wnuki, my także, co dźwignąć mogły rączyny,Co po ziemi potoczyć drżące zdążyły ramiona,Za matkami, babkami, na święte niesiem daniny.RAZEM. Niech się pokój uczyni, Wandy niech błyśnie korona,Niech zabłyśnie słoneczkiem na góry, lasy, doliny! (przechodzą)ZNACHORÓW CHÓR. Słowa, słowa, a ciche, te, co przy duchu spoczęłyI od ojca na syna w ostatniej schodzą godzinie,Te niesiemy, i laski pokarbowane, i skrzynieJaworowe, co znakiem się osobliwym zamknęły.WÓJTY. Łado, niech będzie dobrze po świata krainie!RAZEM. Niech się pokój uczyni, Wandy niech słowo zasłynie!

PIASTY. Miodu plastry białego w lipowych niesieni donicach,I motyle, co w nocy brzęczą po kwietnej pasiece,Dziś zaklęciem osiadłe na podniesionych gromnicach.Niech wzlatują co wieczór, kiedy zajaśnią te świece!SIEWCY. Pierwo-ziarna perłowe, z wieńców dożynnych kruszone.OWCZARZE. I lekarstwa niesiemy dziwne.ŁOWCY. I dziwne stworzenia,Zabłąkane niekiedy z dalekich światów w tę stronę,Wiedźmy, ptaki i rzeczy, na które niema imienia.CZUDY. Z ziem odległych, z za morza lazurowego, wiezioneW szklanych, miednych naczyniach, w przędzionych torbach z amjantu,Rzeczy droższe niesiemy od wszechbrylantów brylantu.RUNNIKI. Słowa ciche i uśmiech, a długie miecze i młotyMy niesiemy, jak w chmurze przesuwające się grzmoty. (ciszej)Na głos trąbki germańskiej dalej urnami z ramienia,Dalej wieńcem około cezarowego strzemienia! (głośniej)Słowa dziwne niesiemy, pełne rdzennego nasienia! (przechodzą)

DZIEWKI. Teraz wy, wieszczowie, siwe głowy,

Stańcie pośrodku. — Co ma być,Ogłoście możnemi słowy!LECHÓW CHÓR (podnosząc tarcze)A niechaj żyje, co ma żyć!A niechaj zadrży, co ma drżéć!

PRZEDNI STARZEC. (wychodząc) Sen się stał dziwny do prawielmożnej pani...RZESZA. A-a!STARZEC.  Wszyscy, z czem kto jest, tu zebrani,Złożyć mają w kopiec swoje rzeczy,I rzeczono jest, że to uleczy.CHÓRY. (rozsuwając się ku środkowi sceny) I rzeczono jest, że to uleczy.

TRĘBACZE. (od obu stron namiotu)Łada, Łada...LECHY.  Ona!CHÓRY.  Wanda górą!STARZEC PRZEDNI. Jako pawia białego pióroNa wietrzeStąpa cicho, strzelista...DZIEWKI. A koronę ma w prawej ręce swojej...WIESZCZE. A jest, jako powietrze,Czysta.CHÓRY. Owo przeszła... owo pod kopcem stoi...WANDA. Dobrzy ludzie! Widziałam cień ogromny Boga,Przechodzący po polach, jak szeroka droga.A to był tylko ręki jednej cień; ta rękaJakby przebitą była, bo słońce padałoPrzez wnętrze dłoni nawskróś, jak przez wypaść sęka.Ja stałam i patrzyłam w to rozdarte ciało,Jak ptak z ciemności w jasną pogląda szczelinę,I dano mi jest wiedzieć to...

że dla was zginę.RZESZA. Co jest?... Co rzecze?...WANDA.  Każdy rozrzewnił się szczerzeI przyniósł, na co stać mu, to jest dość na wiekiŻywota dla was. Dziwni będą z was żołnierzeI Prowe bóg szczególnej użyczy opieki...A co jest ze mnie, dam wam.STARZEC.  Gore!CHÓRY.  Dymów skrzydła białeZebrały się, skręciły... rozchodzą w dwie strony...STARZEC. Błękit widzę... Ratunku! Wody!RZESZA. Wisłę caląNa stos wylać!STARZEC. Widziałem tylko błysk korony.TRĘBACZ. (od stosu lecąc) Nie Wisłę na stos — w Wisłę przelało się ciało.RZESZA. Co jest?LECHY.  Niemce!

RYTYGER.  Porąbię w wióry i rozmiotę!LECH. (z konia podając się włócznią)Zaczekaj! W ranę świeżą patrzący, w czerwonąRanę... Sępie!... Jeślić trza korony,To pójdziesz wpław, psie rudy, pójdziesz za koroną...RYTYGER. Królowa gdzie jest?RUNNIKI.  Nie jest...RYTYGER. (obracając się do pocztu)Chłopy! W inne strony!Na świat, na Rzym, gdzie szaleć jeszcze czas i luźno,A miłość nie jest jednem bezsilnem... «zapóźno!»

STARZEC, pustelnikLILJAN, uczeń jegoKRAKUS, książę na KrakowieRAKUZ, brat jegoSZOŁOM, pisarz koronny czyli runnikKIEMPE, wódz skandynawskiGRODNY, sługa zamkowyPŁATNERZ

STARZEC. Dzień mię odpycha a noc mię woła.Czuję, że długo tu nie zabawię;Zostawię tobie świecę, gęśl, zioła,Świecę, gęśl, zioła tobie zostawię.Ostatnie słowo, gdy przyjdzie chwila,Tchnę ci na czoło twe, jak motyla.Człek bierze z ciągu rzeczy zadatek,Acz siłę brania przynosi z sobą.Początek nie nasz, ani ostatek:Ostatnie słowo z ostatnią dobą!

Ostatnie slowo, mój Lilijanie,Choćby mi głosu już nie starczyło,Pokażę tobie palcem na ścianie,I nie zrozumiesz, lecz powiesz: «Było».I nieme pomnieć będziesz kazanie,Chodząc jak senny, z palcem na czole,Aż w myśli tobie wyraźnie stanieJakoby duchem, i dasz mu wolę,Sam przyobleczesz pewności ciałem,I rzekniesz głośno to, co rzec chciałem!

Byli tu nieraz, byli tu przecieCi, co mądrości szukają w świecie.Na jesionowym tym jadłem stoleZ mężem, co dla niej znosił i bole,Het, z za wielkiego przybyłym morza,Gdzie chmur na niebie niema bynajmniej,A w gwiazdach ręka pisuje boża.Gór tam jest sporo, a ziół jest najmniej.Był tu i z Azjej mędrzec koronny,Człowiek słodyczy wielkiej i ładu,I rycerz, co się urodził konny,Pokryty łuską, jak piersi gadu.Królowa jedna w progi tej chaty,Jak zachodzące słońce czerwono,Rękoma ciężkie niosąc szkarłaty,Wchodziła z swoją złotą koroną,A chłopiec, za nią idąc, służebnyNiósł jeszcze drugi płaszcz, niepotrzebny!LILJAN. Ojcze, dwóch mężów właśnie w tej chwiliSłyszę, jakoście słuchać uczyli.Z bioder się mieczów dwa im kołysze.STARZEC. Synu, uczyłem cię słyszeć ciszę.Synu, kto ciszę słyszał aż do dna,Temu i trumna bywa wygodna.Ale jest nocna cisza i dzienna,Jest dno mająca i jest bezdenna,A o tej drugiej rzecz zbyt zawila;Co nie dopowiem, powie mogiła.LILJAN. Ojcze, po suchym listku olszynyNiechby się pająk przetoczył siny,Słuchem,DuchemSzlaki jego zwietrzę.I rzeczy przyszłych bladawe świty,Nim na odległe wpłyną zenity,Mgnieniem,TchnieniemWchłonę, jak powietrze.STARZEC. Synu, zmysł młody i ochroniony,Użyty dobrze zaraz z powicia,

Droższy jest, niźli wszystkie miljony;A jednak któżby znał to za życia,Gdyby mu inny, w czemś umorzony,Takowej wiedzy skąpił odkrycia?A przeto zmarli, a przeto zeszliNie są to jacyś, co ich nie było,Niema, ni może kiedyś być, jeśliI własną przez nich rozrządzasz siłą.Rzecz ta wszelako zbyt jest zawiła.Co nie dopowiem, powie mogiła.LILJAN. Mistrzu, na oko mężów już obuWidzę, bez twego patrząc sposobu:Jeden się z drugim wadzi po drodze.Są królewice, bracia i wodze.Ani za łosiem gnali w te lasy,Po żebrach koni krwawiąc obcasy,Ani zbłąkali się i chcą cienia,Ani im woda ujmie pragnienia.STARZEC. Zgadobliwością zabiec im drogę,Ni poznać, czemu idą, nie mogę.Starcowi nieraz niższych sił zbywa;Dzień mię odbiega, a noc mię wzywa,Odbiega dzień mię, a noc mię woła,Czuję, że długo już nie zabawię,Zostawię tobie świecę, gęśl, zioła,Świecę, gęśl, zioła tobie zostawię.LILJAN. Przyszli i stoją.STARZEC.  Wołaj rycerzy!LILJAN. Chodźcie, mężowie! Staruszek leży.RAKUZ. (wchodząc) Na pocisk procy przed domu progiemNieco się wstrzymać jest rzecz godziwa;Do grodu zwykłem słać chłopca z rogiem,Co, trąbiąc, imię moje nazywa.Trąbienia sztukę zna jako mowę,Tak, że się straże dziwią grodowe,Panny z lipowych patrzają alej,A ja mu kiwam: «Trąb waszeć dalej!»Tego brat Krakus, jakby sosenkę,Z rozkutym koniem zostawił w boru.Dobrze, że, ojcze, nie macie dworu,Przyszłoby wjazd nasz otrąbić w rękę.Książę brat, Krakus, gwoźdźmi złotemi,Gdzie konia ruszy, sieje po ziemi,A ja mam zwyczaj, że koń pierw legnie,Nim się co na nim złamie lub zegnie.KRAKUS. Wstydzisz mię, bracie!RAKUZ.  Sprawiam się raczej,Jak gdy kto naprzód wyśle tłumaczy.Cóżbo osoba może sędziwaMniemać, gdy z jednym koniem i sługąDwóch wchodzi książąt?STARZEC. (przerywając) Nieraz to bywa,Będzie, bywało i potrwa długo.

Książę Krakusie, słowy swojemiRzeknijcie za się niebu i ziemi!KRAKUS. Synowie króla jesteśmy z grodu,Gdzie pierwej cudna władnęła pani,Przez którą Niemce są odegnani.Lecz czar się przeniósł w serce naroduI pod czterema zamku węglamiSmok czarną jamę wykopał kłami.Z tym ojciec boje ustawne zwodzi,Jak z nawałnicą leżący w łodzi.I nieraz w okna, gdzie starzec drzémie,Po głazach skrzele wplusną olbrzymie,Jakoby bluszczu zielona struga.Skosisz ją, drzwiami podpłynie druga.Tak co noc! Pokąd jeden z oszczepem,A drugi z kutym stoi pół-cepemPrzy drzwiach, u okien ciosowej ramy,Sto jasnych włóczni na czole bramy,Sto drugie pokąd w odwodzie mamy,Dopóty żywot pędzimy taki,Jak w strzelca domu zalęgłe ptaki.Już w każdej z komnat drzwi, okna, progi,Posoką gadu spluskane, czernią,A jeszcze żyje on rdzenio-wrogiI człony jego wciąż się bezmiernią,I końca niema temu gadowi,Aż ramię w bezwład opadać musi,Aż z wiórów trupa zgnilizna dusi,A niema końca temu smokowi!STARZEC. Któż z was był rajcą, by szukać rady?RAKUZ. Ja pierwszy byłem!KRAKUS.  A jam opieszał.RAKUZ. Naglić musiałem, żeby pośpieszał.STARZEC. Nie będzie gadem, kto zetrze gady,Gadem nie będzie, kto gady zetrze.Sprawa ta stała się już daleko,Za siódmą górą, za siódmą rzeką,A tu nawiewa zowąd powietrze,A tu się tylko ostatki wleką.Dziewicy nogą w ziemi dalekiejSmokowi głowę starto pierwotną;To zaś jest tylko odrośl kaleki,Jeśli już gnije, skoro go potną,Jeśli, gdy mieczem odwalisz sporo,Nowe się gady z niego nie biorą.Byli tu tacy, byli tu przecieCi, co mądrości szukają w świecie.Na jesionowym tym jadłem stoleZ mężem, co dla niej znosił i bole,Het, z za wielkiego przybyłym morza.Ten, sprawę Węża napamięć umiałI znał, co ręka czyni z nim boża.Słuchałem długo, ażem się zdumiał!Długo słuchałem tego pielgrzyma,Co jabłoń owdzie posadził złotą,

Gdzie łucznik konia waszego trzyma.Tę, mówię, jabłoń posadził oto,Błogosławieństwa znak kładąc na niej,A odtąd co rok owoce niesie,Wonność po całym rozlewa lesie,Ptastwo ją mija, robak nie rani.Nie będzie, gadem, kto niszczy gady,Gadem nie będzie, kto gady niszczy.Smok pierwszy runął i zionął jady,I to się jeszcze pryszczy a pryszczy.Książęta, jedźcie za siódmą skałę,Gdzie śniegi leżą na Tatrach białe!Za siódmą skałą najdzie się struga,Co między głazy promieniem mruga,A potem w rzeki urasta żyłę.Wodę z niej hełmem kto pił miedzianym,Bywał mu z wodą i sposób zlanym:Zdobywał fortel, zyskiwał siłęPrzeciwko smokom odwylęganym.Lubo jest rzadki, co fortel z siłąW doraźną umiał zamienić wolę;Zawsze się jedno z drugiem wadziło.Mówiłbym dłużej, lecz cierpię bole,Dzień mię odbiega, a noc mię woła.Lilijan niech wam będzie gościnnym!Zostawię po mnie świecę, gęśl, zioła,Świecę, gęśl, zioła zostawię innym.

Książęta, jedźcie za siódmą skałę,Gdzie śniegi leżą na Tatrach białe.RAKUZ. Strugi jak pytać? I pytać kogo?STARZEC. Cel drogi bywa z skończoną drogą,Grotem się włócznia zazwyczaj kończy,Wrębem się kończą brzegi opończy!Człek nie wie, mówiąc o tem i owem,Że słów granice są jeszcze słowem.LILJAN. Książęta, jedźcie za siódmą skałę,Za siódmą skałę, gdzie śniegi białe!

LILJAN. (do pustelnika) Mężowie wyszli, wadząc się z sobą.STARZEC. Gdzie zwada braci zdwoi rodzonych,Nie kwap się trzecią stawać osobą.Osobą trzecią braci zwaśnionychMilczenie naprzód bywa, a potemSłużalec, człowiek, kupiony złotem,By, zaprzestawszy swego istnienia,Dla powaśnionych był zejściem gniewu.Ten, gdyby zbywał, będą kląć drzewu,Lub z przydrożnego szydzić kamienia,Aż gniew, który jest właśnieże owemZapowietrzeniem po-jaszczurowem,Wyrozpoznawa się i wypienia!

Zmierzyłem ja ich tą siódmą skałą!Dni siedm niech błądzą zdala od domu,By, co jest marą, snem się wydało!A Bóg da resztę, jak będzie komu.

RAKUZ. Trębacza w lesie z rozkowanym koniemZostawić przyszło. Dobrze! Za nim w śladyŁucznika. Dobrze! A teraz mój gniadyDla mnie. (siadając na koń)Nie dzielę się już podogoniem.Braterstwa lękam się równie, jak zdrady.KRAKUS. Zdrady? O, bracie! Gdzież zdrada być może?Tak wiele razy dzieliliśmy łoże,Jedną okryci burką noce całe,Po łowach w dęby tuląc się spróchniałe...A dziś, przypadku małego zrządzeniem,Może nam chwilę przyjdzie czekać jedną.Zostań! Za pierwszem puszczę cię trąbieniem.Mroki się szerzą, ale drzewa rzedną.Rakuzie, podziel się oto siedzeniem,Lub zstąp i bogom razem zrób obiaty!Koń, odpocząwszy, łacniej dwóch uniesie.Przymknę do siodła, do kraju twej szaty,Jako jesienny liść i mało szerzejZabiorę miejsca, niż ile płaszcz leży.RAKUZ. Naród mię czeka, ojciec stary czeka;Obiaty bogom spraw i ruszaj pieszo!Brat się tu wcale brata nie wyrzeka,Losy się tylko więcej od nas spieszą.Złość smoka może wywrzeć się na masy.Poświęć się, bracie, i bądź zdrów! Niech bogiOdmienią losy, niech odmienią czasy!

KRAKUS. Bracie! Co czynisz? Krew!RAKUZ. To nic, ostrogi.KRAKUS. Ostrogą usta i serce mi skrwawił!A teraz jestem, jak zdeptane zioło.Bez chleba kromki w puszczy mię zostawił!Zdeptane zioło, z wstydem wznoszę czoło:Ciemno a ciemno wkoło i nikczemno,Gdziekolwiek spojrzeć, ciemno naokoło...Rozbrat, którego, nie wiem, co pojedna,I węzeł, który, nie wiem, co rozłamie.Żeby choć jedno serce było ze mną!

Żeby choć ręka jedna,Żeby choć jedno ramięByło ze mną!

Do świtu teraz hukać się nie ważę,Ni pacholęcia wołać po imieniu.Niksy chcą ciszy, Niksów nie obrażę,By, na wstrzymanym usiadłszy promieniu,Jak pająk, pieśnią z prostej zbity drogi,Groziły milczkiem. Nie obrażę bogi,Korowodami szłapiące, jak strażeW szerokich wieńcach paproci zębatej;Do świtu wołać chłopca się nie ważę.

Jeleni łańcuch płynie rosochatyW pod-księżycowej mgle, jak tratwa duża;Kozioł na grzbiecie srebrne liże łaty,Księżyc się w bluszcze osłupione wmruża.Cichości magją słyszę prawie drzewa,Jako lepkiemi budzą się pączkami,I widzę, słysząc, jak gdy Bojan śpiewa,W świat cię odległy przenosząc słowami,Które nic z miejsca nie ruszają wcale.A jednak jesteś raz w lesie, raz w polu,Na ławie siedzisz, myśląc, że na skale,Rannym nie bywasz, ale syczysz z bolu,I są to wszystko tylko słowa pieśni,I dzieje się to gdzieś, skoro się nie śni.

Głaz jednak, którym osłupiłem nogę,Za one pieśni słowa wziąć nie mogę!Czy ten głaz wiedział, żem książę zbłąkany,Niezwykły tykać kamienia, jeżeliWytworniej nie jest zgruba ociosany?

Głaz zadrżał! Jako gdy proca uceli,Za rzutem kamień podrywając smagły.

Głaz wstał i idzie... zniknął za modrzewiem!...Pierwszy raz w życiu przebiegły mię jagły,Pierwszy raz zląkłem się, choć, czego, nie wiem.

Głaz, widzę, idzie w blasku księżycowym...Idzie, legł na mchu... widzę, jak na dłoni...Kamień! Choć może progiem był ciosowym,Lub służył we drzwiach do wiązania koni,Deptan i wiązan przez ludzkie zwyczaje,Wylega teraz, gdy ja błądzić muszę!PROG. Najniższy sługa! Książę mię poznaje?Najniższy sługa, próg, zyskałem duszęPo rozwaleniu zamku i, gdzie mogę,Zabiegam teraz podróżnikom drogę.Milczałem wieki, gdy deptano po mnie,Gdy w kości na mnie grywano nieskromnie;Milczałem wieki — raz przecie, gdy nożeZbójców na biodrach mych ostrzono, pomnę,Że zazgrzytałem przeraźliwie: «Boże!»I odtąd wszystko mi już nieprzytomne.A teraz progiem jestem grzędy drugiej,Pałacu, który, gdziebym nie legł, stawa;Ten niewidzialny jest tyle, co długi.Niech książę stąpa! Milczę na usługi,Jak niegdyś w zamku hrabiego Mścisława.KRAKUS. Wierzyć, nie wierzyć? Oto zapytanie!Książę brat Rakuz stąpiłby już dawno,Lub kopnął nogą i całe zadanieObrócił z śmieciłem w przypowieść zabawną.Dlatego pierwszy fortelu dostanie,Dlatego smoka zwali ręką sławną,Nim ja, tułactwem i smutkiem zwątpiały,Do wtórej ledwo dowlekę się skały.Jeszcze krew z wargi wysysam przeciętej,A już mi nie chce się jemu złorzeczyć;Niech będzie zbawcą i na króla wzięty,Kiedy tak umie wspaniale kaleczyć.Może wart byłem, że jestem wyjętyZ pomiędzy mężów, ulubieńszych sławie,Przyłożyć ręki nie mogąc do dzieła,Kiedy mi wszystko niedola objęła.To zrobię jedno, że... że błogosławię!Lecz śmiech mię bierze i łzy mi się garną,Myśląc, że ręki jedynie skinieniemDokładam na wiatr... Byłżebym już cieniemMarnym, któremu rzeczywistość marną?Czyliż, do progu przyszedłszy jakoby,Gdzie dotkliwego wątku już nie staje,Wyjrzałem w zaświat, poznały mię groby?PRÓG. Najniższy sługa! Książę mię poznaje!KRAKUS. Że niewidzialne zamki są, to pewna.Rycerz mi jeden sam się o tem zwierzył,Iż go zaklęta gościła królewna.Czarów się nie bał, ale długo nie żył.

Tarczę widziałem sam, na własne oczy,Przed którą pani ta szukać lubiłaCzystości lica i ładu warkoczy,A tarcza odtąd twarzą jej patrzyła!Nie jestem, widzisz, lada młodzik, któryRycerskie zwierzchu tylko zna rzemiosło,I ramię moje sięgało do góry,I czoło moje wyżej dachów rosło.Wiem, że są boje wszelakiej natury.Ani mię dziwi gościnność kamienia,Lecz jestem smętny, i jestem ten, któryDla siebie nie chce już nic, prócz spocznienia.

A przeto wolę na tym mchu jałowymPrzyleć, niż świetne przyjąć zaproszenia.PRÓG. Książę się kładziesz w ogrodzie zamkowym,W grocie bezwidnej z drogiego kamienia,Gdzie źródło w konchy spada alabaster,Stół z niewinnemi ofiarami czeka,Mleko, owoce i miodowy plasterPodaje cisza, przyjaciółka człeka,Nie kłaniająca natrętnemi słowy.

Spocząłeś, książę, w grocie szmaragdowej!

GRODNY i CZELADŹ Z straszliwą wieścią czekamy na drodze.RAKUZ. (oddając konia) Niechaj wiem!GRODNY. Książę nas opuścił włady.RAKUZ. Kółko mi o tem szeptało w ostrodze.Płaczki niech wyją, niech szlochają dziady!Stos wielki cieśle niech od rana stawią,Chorągwie niech się zbiorą i gromady!

A smok?GRODNY. Drabowie z tym się czasem bawią.RAKUZ. A Krakus książę, brat nasz?GRODNY.  Ani słychuO księciu, panie młodym.RAKUZ. (na stronie) Daj go lichu!Nie temu z bestją harcować żakowi,Ani po starcu dziedziczyć korony.Przyniosłem fortel, co w wodzie się łowi,Smoka jak zażyć, wiem, i z której strony,Tylko mi trzeba śpieszyć się, bo kto wié...Tylko mi trzeba, jak grom przed wystrzałem,Knować sam na sam cichą rzecz.

Zadrżałem!?

RAKUZ. (poznając go) Szołom!

Jak stary zeszedł? Niech usłyszę...SZOŁOM. Panie! Że, będąc koronnym runnikiem.Posiadam sztukę, przez którą rad piszę,Cokolwiek zechcę, tym oto stylikiemNa buku, tudzież, że się tego z nikiemDzielić nie godzi, iż jest rzeczą stanu —Przeto, tak dla tych, co stoją za tronem,Jako i dla tych, co ścielą się panu,Spisałem słowa piórem nieuczonem.Te zaś brzmią:

RAKUZ.  Czytaj!SZOŁOM. (czyta) Szóstego dnia, rano,Krak, książę Włady, chwilę zgadł bezwtorąI kazał, aby z wieży obwołano,Że umrze. Lechów zebrało się sporoU łoża, które jest z czarnego dębu.Tam książę, głowę poruszając bladą,Tak prawił: «Gród ten z pod smoczego zębuWybawi jeden z dwóch, którzy tu jadą;Który zaś, nie wiem, lecz jeden z Księżyców...»I dodał: «Wielu nie będzie dziedziców!»I przemilkł; poczem, gdy bardzo szlochano,Jakoby młodzian porwał się z pościeli,Głosem wołając wielkim: «Niech powstanąDziadowie z grobów, by jasno widzieli,Że się nie lękam śmierci!» i padł. Lechy na to:«Chrobryś był!» Trupa osłonili szatąI wyszli.

RAKUZ. Tablic tych nie dotkniesz więcej,Na wieki legną w żalnicy książęcej.Mimo, iż starzec wróżył niedość jasno,Imiennie głosić nie raczył dziedzica...SZOŁOM. Człowiek, o panie, gdy siły już gasną,Jest tak, jak kiedy dopala się świéca.Dlatego poznać dobrego runnikaPo tem, czy słowa mniej pewne przenika.Ja zaś z mej strony to na marginesieWłączyłem: «Z słów tych Rakuz rozumie się»,Co jednak w tekście nie jest rzeczą główną,Gdyż obu książąt czekano zarówno.RAKUZ. W rzeczach tych każdy runnik doskonałySam wie najlepiej, co i jak się godzi.Mnie to nie tyczy, cudzej nie chcę chwały,Głównie o prawdę idzie.SZOŁOM.  O nią chodzi.RAKUZ. A prawda cóż jest?SZOŁOM.  Cóż prawda jest?RAKUZ.  Słowem.Cokolwiek streścisz aść, przyjąć gotowem.

Ludzie ci, owdzie u zamkowej bronyStojący kupą, jak cygańska rzesza,Co są?SZOŁOM. Z dalekiej są, o panie, strony,Gdzie rola siejby nie zna ni lemiesza;Bagna, zamierzchłe kępy ich mieszkaniem,Skąd się Kiempowie zwą. Ci więc się bawiąDzików obławą, smoków polowaniem.Jeśli zaś wierzyć kto chce gminnej wieści,Mają i księcia w tej bosej gromadzie.Bitni są, piją, co się tylko zmieści,I jak dębowe leżą potem kadzie.Wszakże za dobre wdzięczni i łaskawi;Historja zwie ich wszystkich: Skandynawi.Wczoraj, od ludu słyszawszy o smoku,Zboczyli nieco dla bliższych języków,A jeden z onych, mimo bestji ryków,Mniema, że potwór jest w patrzących oku.Wycie zaś larwy sprawują piekielne,Rade, iż w kłamstwo to wierzą bezczelne!RAKUZ. Gadek tych ważyć nie jest ludzką rzeczą.

Kły musząć być gdzieś, jeżeli kaleczą,A skoro kły są... a jeśli w tej chwiliSłyszym, że draby w progach się bronili...

Lecz za dni mało będę ja sam na samWalczył i wobec narodu pohasam.

Słuchaj! Niech konia trzymają chędogo!Słuchaj! Bo, trzeci wschód nim się zapali,Lud mój ze wszech stron wyruszyć ma drogą,By widział, smoczy łeb jako się zwali.Ja rzekłem i — dość; wiem, co wiem, jak czynię.

Tymczasem Kiempów onych książę zacoNie jest jak w własnej ugoszczon krainie?Pytać nie trzeba, czy podróżni płacą.Z rycerzy błędnych tylko ludzie prościSzydzą, lecz gród mój znan jest z gościnności.SZOŁOM. Słowa te, słowa te same, te sameGrodnemu wczoraj wyniosłem za bramę,Mówiąc: A któż wie? Książę Krakus może,Zbłąkan gdzieś, cudze zalega rogoże,Lub deszcz z zamkowych ocieka nań rynien...RAKUZ. (przerywając mówienie Szołoma) Ludziom tym, rzekłem, wieczerza i łoże!

A książę Krakus? On sam sobie winien!

KRAKUS. (we śnie) Śni mi się... śni mi... że mi się śniłoBolesne jakieś z bratem rozstanie,Które się z ziarnka piasku mogiłąStało, jak ściana, dzieląc mieszkanie.A ja mam cichą z szmaragdu grotę,I zastawiony stół owocami,I jestem z kimsiś, co kocha cnotę;Muzykę słychać, jesteśmy sami,Nic mi nie braknie, nie braknie wcale,Tylko, że pragnę,(porusza się) a nie mam czary!

Więc idę śpiący i pełen wiary,Gdzie słychać źródła, szemrzące w skale.

Bronzowem hełmu czerpnąwszy gardłem,Piję, a ciągle śnię, że umarłem.

ŹRÓDŁO. W miedziany kaskKsiężyca blaskNie tak upada niedbale,Jak wód mych nićPerłowa lśnićSchodzi pomiędzy korale.KRAKUS. (wieczerzając) A ciągle śni się, że mi się śniło,Jakby mię ziemia przyjęła w gości,Twór każdy witał, wszystko mówiło,Jakbym się bawił źródłem mądrości.ŹRÓDŁO. Nakłonem chmurZ za siedmiu górRosnę, lub w niebie się rodzę.Rób-że, jak chcesz!Czy tam mnie bierz,Czy tu, gdzie samo przychodzę!KRAKUS. Ciągle śni mi się, jak rzecz prawdziwa,Śni mi się ciągle, że nikt nie baczy,Iż w dziennym jawie senne przędziwaWsnute są, niby na krosnach tkaczy.Lecz nić ich ciągnie się i nie zrywa,Nad światło szybka i migotliwa.Spostrzeże ją człek, a nie zobaczy!ŹRÓDŁO. Nie jestem nic,Ni rąk, ni lic,Wydźwięk mam tylko perłowy;Rzemiosło moje:Ochładzać znoje.Cóż chcesz od wody źródłowej?KRAKUS. (kończąc wieczerzać) Szczęśliwy człowiek, w śnie czy na jawie,Niczego nie chce, nawet i chcenia.Brat, żeby wiedział, jak ja się bawię,Gościnność jaka jest u kamienia,Jak wiele serca, braterstwa ilePróg mi okazał, kopnięty nogą;Nie rozdarłby mi twarzy ostrogą.

Zdrowie twe, Progu, leżący w pyle!

ŹRÓDŁO. Dochodzić — trud,A dojść — jest cud,Mniejsza, czy konno, czy pieszo;Bo jedni z wasMijają czas,Drudzy mu ledwo wyśpieszą!KRAKUS. (we śnie) Coś, coś, jakoby z pustelni słowa...Jakobym spoczął już niedaleko,Woda gdzieś jakby biła źródłowaZa siódmą skałą, za siódmą rzeką...Spocząłem w drodze, przez próg przechodzę;Gdzie próg? Gród? Rakuz? Kółko w ostrodze?

Ojciec mój... ojciec! Co oni wleką?...To smoka tułów... Ojcze! To smoka!...Czy słyszysz?... Cisza wkoło głęboka.ŹRÓDŁO. Rycerzu, wiedz,Żeś przyszedł lec,Gdzie ludzie progów nie kréślą,Lecz ludziom BógZakłada próg,Nie wszystko pełniąc, jak myślą.KRAKUS. Snu jeszcze zetrzeć nie mogę z oka...ŹRÓDŁO. Więcej już nieśń,Lecz pomń, że pieśńNietylko z rany wylecza.Spróbuj to samU smoka jam!Rymem, ach, będzie cios miecza.

ZORZA. Wstawaj, książę! Czas w drogę.KRAKUS. (porywając się) O! Wiem — wiele wiem — mogę!

RAKUZ. (sam) Dnie, noce jedną stały mi się dobą,Nim chwila przyjdzie, chwila pojedynku.

Miałżeby człowiek wyścigać się sobą,Potem się gonić, będąc pierw na rynku,Ciało za sobą wlec, czuwaniem zwiędłe,I osobistość spajać gdzieś rozprzędłę?Szczęśliwy, kto jest tam, gdzie jest. Ja wcaleNie byłem owdzie! «Dziś» mi cięży chmurą...Dnie, mroki, zorze palę się a palę,Jako ta lampa, nie wiem już, noc którą,I zawsze kędyś mam mój dzień słoneczny,I wszelki bliski jest mi niebezpieczny.SZOŁOM. (wchodząc) Panie nasz! Płatnerz, od świtu wysłanyDo kamiennego królów mogilnika,By miecz pociągnąć o grobowców ściany,Wrócił: stal prysła...

Z urzędu runnikaWinienem zaraz wieszczbę stąd wyśledzić,Że o złym mieczu traf zdążył uprzedzić,

Przyczem jest wniosek, że inny miecz, wtóry,Nie już ów pierwszy, znosić ma potwory.Jakby więc, mówię, duch z grobowców wołał:Syn to potrafi, co ojciec nie zdołał!Niepróżno bowiem runnik jest runnikiem,Skoro zna sztukę pisania stylikiem.RAKUZ. (zdejmując łańcuch z szyi i miecz ze ściany) Łańcuch ten złoty wam; miecz płatnerzowi.SZOŁOM. Panie nasz! Lud się wkoło miasta mrowi,Na drogach wszystkich koczują gromady;Dawno tak wielkiej rzeszy nie widziano.Jakkolwiek liczne są w dziejach przykłady,Iż śmiech opieszał, łzy zaś skorzej lano,Żałując książąt, których brak.RAKUZ. (kładąc rękę na piersiach)Co braknie?Kogóż tu braknie?SZOŁOM.  Stos, mówię, żałobnyI ciało Kraka widzieć każdy łaknie,Lech i oszczepnik, kmiotek nawet drobny.Rycerzy sporo z krainy odległejWidziano w tłumie. Niejacy w kapturach,Smętni, jak grodu zwalonego cegły,Stoją, na ciężkich oparci koszturach.Inni przysięgli zostać tak, jak legną,Póki się stosu wieńce nie zażegną,A inni lica nie odsłonić wcale.Kobiet dostatek w poczestnej odzieżyChórami ciągnie, pośpiewując żale.RAKUZ. Niechże się kupią; co raz wołać z wieży,Że, niźli zorze wtóre się zapali,Rakuz sam na sam smoka głowę zwali.

Kiempów wódz czem się bawi? Niech nas widzi!SZOŁOM. Wczoraj, o panie, chciał wnijść, lecz się wstydzi,Obuwie mając ze skór ryby morskiej;U Skandynawów to obyczaj dworski.Zaś ludzie jego do jamy smokowejRzucali nieco zatrutego jadła,Skąd wraz olbrzymie wylatały sowy;Rzesza patrzących, cofając się, bladła.Wycia niekiedy słychać było z głębi,Gdy z wież, za każdym onych wyć przestankiem,Struchlałych wiele padało gołębi.Chłopcy je dotąd zbierają pod gankiem.RAKUZ. (z obłędem) Miecz czy naostrzon?SZOŁOM.  Właśnie, że go biorę.RAKUZ. Stos czy zapalon?SZOŁOM.  Chcę pytać o porę.RAKUZ. Pora! Ach, pora!... Zawsze, zawsze pora...Cóż jest dziś?...

Jutro, cóż wszak jutro?... Wczora?...Cóż chciałem mówić? Miecz niech mi wytoczą,Konia mi trzymać, jak przed bitwą,A dalej... dalej, co się stanie... zoczą!

Skoro zapalą stos, wyjdę, acz więcejNad popiół ważę żywych sto tysięcy!SZOŁOM. Słowo królewskie jest, jak bystra rzeka.

GRODNY. (w progu) Kiempów wódz w progach Rakuzowych czeka.RAKUZ. Gość w dom, to Bóg w dom.WÓDZ. (zbliżywszy się) Ugoszczony w grodzie,Kłaniam ci, jestem zaś pierwszym w narodzie,Któremu morskie wybrzeża z bursztynuBóg dał, jak krawędź kolebki dziecięciu.Adynoj woła Żyd, my zaś OdynuZowiemy tego, co Bogiem jest księciu.Dziadowie moi od Fenicjan wzięliMądrość pływania po morskiej topieli;Bo nie znam więcej nic milszego Bogu,Jak, w gwiazdy patrząc, uwijać w piroguPo niezgłębionych toniach bożej woli.

To rzekłszy, siadam, by odpocząć gwoli.RAKUZ. Siadaj mość! Inne jest królestwo nasze,Wcale-że inne, gospodarcze, lasze.Acz, co jest morze, wiem i z której strony,Runnika mając, ten zaś jest ćwiczony.Gwiazdy jak nazwać, wie o każdej porze,Ku czemu w czas swój i sypia na dworze.Łańcuch mu złoty dałem, wiedząc o tem,Że wczoraj pomni, dziś zna, zgadnie potem.

WÓDZ. Mądrych się ludzi bynajmniej nie wstydzę;Wiem, naco orły, naco ostrowidze.RAKUZ. (posuwając czarę) Pij mość! Ja piję.

Rzecz twoją o smoku,Który mię trapi, mów. Byłżeby w oku?WÓDZ. Długa jest powieść o smoczej naturze.Ten bywa w oczach, a inny w posturze,A inny jeszcze w obu jest zarazem.Na jednych przeto użyj trąby grzmotów,Drugie tnij mieczem, inne miecza płazem,A inne śmiechem zbądź lekko!RAKUZ.  Ten gotówByć z onych, które są i są obrazem.WÓDZ. Chłopy me w jamę na wici lipowejRzucili jagnię, truciznami dziane.Jęk naprzód, potem wylęgały sowyI dziwolągi szły porozskrzydlaneZ czeluść podziemnych — a potem, a potem,Jako gdy burza zaniesie się grzmotem,Ale nie może całym strzelić gromem,Myślałem, że się loch zapadnie z domem.RAKUZ. Dość jest! Za mało będę ja sam na samWalczył i wobec narodu pohasam.Mość zaś ze swoim pocztem niech zaczeka!Doświadczonego miło gościć człeka.WÓDZ. Rzekę już siódmą od rodzinnych progówPrzeszedłem, błądząc przez cztery księżyce;Draśnięty pierwej od miedzianych rogówDziwa, którego, wciąż śnię, że uchwycę.Tego już moi dwakroć siecią brali,Oszczepem nieraz dotarli w pogoni —Uchodził zawsze! A oni wracali,A ja im miodu i — znowu do broni.I spocząć nie dam, przez młot odynowy,Dopóki rogów nie wyłamię z głowy,Bo, rękę w morzu unurzawszy słoném,Przysiągłem żonie nie wrócić shańbionym.

Żony mość nie masz?(pije) Poznaj nasze panny,Które są włosem trząsające złotymPo piaskach morskich, jak żółte dziewanny,Ciche i wielkie.(pije) Dużo mówić o tem!

W księżyca kiedyś patrząc sierp, jak w próżnęArfę, co złote wyśpiewała struny,Dokończyć przyjdzie to życie podróżne,Smętne, jak popiół, i ciche, jak runy.

RAKUZ. (zasłaniając twarz ręką) Stos ojca mego.(do Wodza) Idź mość zdrów!WÓDZ. (wychodząc) Niech będzieZwycięstwo z wami!RAKUZ. (nieporuszony na ławie) Pomnijcież nas!WÓDZ. (w progu) Wszędzie.

GRODNY. (w progu) Giermki po stajniach koniom obwołali,Że jeździec umarł i że stos się pali.

PIERWSZY CHÓR. Przechodź już, wielka osobo,W powietrze inne ze ziemi.Gdzie losy nie są nad tobą,A ty nad niemi.WTÓRY. Weź chleby, topór, pieniądze,Konie twe, zbroje i sfory,Nim wtóre weźmiesz już rządze,Sam będąc wtory.RAZEM. Lecz czemu, powiedz, ach, czemuTy, coś stał ponad tym krajem,Przechodzisz dziś do podziemu,A my zostajem?PIERWSZY. Przechodź już, wielka osobo,W powietrze inne ze ziemi,

Gdzie losy nie są nad tobą,A ty nad niemi.RAZEM. Lecz czemu, powiedz, ach, czemu!———————————

RAKUZ. Czemu i czemu?! Sto dębów widziałem,Nad przepaściami schylonych przy drodze,A każdy skrzypiał. «Czemuż ja spróchniałem?»SZOŁOM. (bawiąc rękę łańcuchem złotym) Panie mój! Przebacz, iż nieproszon wchodzę;Lecz umiem sztukę pisania stylikiem,Skąd radbym w smutku stać się poradnikiem,Słowy mądremi odegnać tęsknotę.RAKUZ. (nieporuszony) Ustąp! Za pocztem idź, jakbyśmy samiSzli, ja i książę, brat nasz, tarcze złoteObiedwie, z dwoma za pocztem włóczniami.

RAKUZ. (sam) Czuwałem nazbyt! Nie mam słońca powiek,Ni ramion skały nie mam granitowej...Oprzeć się szukam gdzieś, bo jestem człowiek.

Człowiek i człowiek, od stopy do głowy!

O, przecież co noc podziemia się trzęsą,Chwieją się ściany, w broń ubrane, drżące,Jakby wołały o krew i o mięso.Chude, zgłodniałe i kłami dzwoniące.

A przecież jeszcze i zawistnych chmura...

I ten...

Dość, widzę, błąkał się po lesieBlady, jak szkielet, w framudze kaptura.Wątpię, czy oszczep na smoka uniesie...Czuwałem nazbyt. Człowiek i naturaNiech wezmą ze mnie, co się im należy!GRODNY. (w progach) Raz wtóry turniej otrębują z wieży.RAKUZ. Snu, snu!...PŁATNERZ. (wchodzi na palcach z mieczem)  Raz trzeci trąba gdy zawoła,Miecz ten...

RAKUZ. (w marzeniu) Snu tylko, i snu, i nic zgołaWięcej!... Człek jestem, jak wy wszyscy... podły.

Przytomność samą cóż uwcześnić zdoła,Jeśli nie spokój, sumienność i modły?

Wszystkich trzech razem nie znam osobiście.

Słowa mi z ust mych padają nieznane,Lecz, skoro padną, słyszę je, jak liścieSłyszeć powinny drzewa obnażane,Czół własnych wieńce mając pod nogami.

Idź precz! Zawracam koniem i uchodzę.Idź, bo przekreślę ci twarz ostrogami!Słońce już wschodzi, ze słońcem ja wschodzęNa wielkim, pianę toczącym rumaku.Tam lud, i ówdzie lud, i krzyk dokoła...Przede mną tułów bestji na półhakuWleką drabowie, cała rzesza woła:«Rakuz niech żywię! Włady Tur niech żywie!»Lechy do kolan skaczą mi... Ich czoła,Ręce ich widzę u strzemion, na grzywie...Ziemia drży... Sława w cztery trąbi strony...Sława!

Oh! Krakus gdzież?...

Bardzo wzgardzony,Uchodzi, krwawą plamę ma na licu.

Podobnych braci dwóch widzę w księżycu.

KRAKUS. (stając u krzesła) Spoczął. Niech bogi ulgę mu przyniosą,Która jest dobrą panną złotowłosą.Szlachetny Rakuz. Oh! Ileś ty, widzę,Żałobą z ojcem współkonał sędziwym!

Twarzy odsłonić, poznać się dać wstydzę,Niewczesny dwakroć: umarłym i żywym!

Któryż-bo z zacnych trudów twych dzieliłem!Czem cię wyręczyć pośpieszyłem? — Bracie!Czem jestem teraz i czem kiedy byłem...Przed ojca stratą i po ojca stracie?

Śpijże ty, książę! Pod praojców godłyChmura z twojego niech ustąpi czoła!Jaw, czyn i samą przytomność cóż zdołaUwcześnić trzeźwiej, nad spokój lub modły?

PIERWSZY. Ja mówię «Jeden» on zaś «Dwóch» a owyKrzyczy: «Żadnego książęcia nie było!»WTÓRY. Zgadujże teraz! Po rozum do głowy!

PIERWSZY. Osoba idzie w łańcuchu, aż miło.Dworska, lecz któż się spytać jej odważy?SZOŁOM. (przystępując do rozprawiających) Uszanowanie u gminu na twarzyŚwieci, jak łańcuch — złoty, nawet lepiej.MIESZCZEK. Któż pomyśliłby, że sam nas zaczepi?SZOŁOM. Sprzeczka jest o co?PIERWSZY.  On, że książąt obuWidział, powiada, on zaś, że jednego,A on, że wcale — i niema sposobuZgadnąć.SZOŁOM. Sprzeczacie się nie wiedzieć czego.Rozstrzygnąć można tę rzecz, i niezwłocznie.

Wiele tarcz było złotych?WSZYSCY. Dwie, przytem dwie dzidy!!SZOŁOM. (patetycznie) Gdzie tarcz jest złotych dwie, tudzież dwie włócznie,Tam dwóch jest książąt. Lub, gdzie włóczni paręI tyleż tarcz jest, tam, że dwóch, daj wiarę!

PIERWSZY. To tak, jak palców pięć i pięć, dwa razy,U dwóch rąk czyni dziesięć, bez urazy.

SZOŁOM. Jeśli nie błądzę, to dobra wiadomość.KRAKUS. (nie poruszając kaptura)Dobrze jest błądzić, ile można najmniej.SZOŁOM. Jeśli nie błądzę, to książę jegomość...KRAKUS. Żebym choć złoty łańcuch miał przynajmniej!SZOŁOM. Jeśli nie książę, to stara znajomośćZ głosu, i z wzrostu, i z gestu...KRAKUS.  Zaiste,Starszej człek nie ma tu, gdzie wszystko zwodzi,Co więcej, jeśli trafem w świat przychodzi.SZOŁOM. (na stronie) Ktoś, co opiewa prawdy wiekuiste,Albo Szołomów ród zna od korzenia.

Gdybyś, rycerzu, z pod tego kapturaWłos jeden odkrył...KRAKUS.  Jestem z pod kamienia,Z pod mchów, z narodu, który skryła góra.Tam czaszek nagość popiół grzeje szary,Włosów nie trefi nikt w kosy;Księżyc prześwieca przez szpary,Przez krople rosy;Tam, jeśli jesteś rycerzem, wiesz, za co,Kryjąc się, jedni darzą drugich blaskiem;Oklaski ciszą się płacą,Cisza oklaskiem.SZOŁOM. Naród to wielki być musi — i bardzo.KRAKUS. Granice jego granicami gardzą.

PIERWSZY. (w bramie) To nie on! Czemu palcem wytykacie?WTÓRY. Byłżeby książę w tak szczególnej szacie,Kapturem zwierzchu na obliczu kryty?INNY. Harfę ma złotą, lecz stoi, jak wryty.WIELU. Trzeci raz turniej otrąbują właśnie.

WTÓRY. To on, jeśli już trąbiono raz trzeci.PIERWSZY. Harfę wstrząsł, jako kiedy słońce gaśnie,Złocistsze bardziej, niż gdy za dnia świeci.INNY. Śpiewa i przed się idzie w loch smokowy,Wyprostowanej nie ruszywszy głowy,Posągom z głazu podobny wyrżniętym;Fałd żaden na nim zmieszanym, ni krętym,Osoba dziwna...WIELU.  Kto bliższy, śpiew słyszy.WIELU. Ja słyszę.MIESZCZEK.  Rycerz śpiewa, bądźcież ciszej!

Chodź! Stań! Przez wiarę wiarKlnę cię, pożerco dusz!Czar twój skończony już.Czar mój jest żaden czar.Bóg wie, za ile win,Twarz w twarz, począłem rzecz.Broń ma — ten jeden miecz,Pieśń ma — ten jeden czyn.Pieśń ma to nie pieśń już.———————————PIERWSZY. Przystąpił! Harfę podnosi i ciskaW pieczary ciemność!INNY.  Latawców mrowiskaZ dymu słupami wylatują wgórę...WIELU. Widzieć nie można, taka ciemność pada!INNY. Tam, owdzie ptastwo błądzi w niej bezpióre,Jak nietoperzy i sów całe stada...MIESZCZEK. Ktokolwiek pierwszy zoczy co, niech gada!GŁOS W BRAMIE. Co widzisz? Widać co?GŁOS PIERWSZY. Widać, jak chmurę,I jak grzbiet nagle zbudzonej mogiły,Wydzierający się z ziemi rozpacznie!I widać jakby moc, zmienioną w bryły,Co się wyciąga ze snu, nim iść zaczniePo przyczajonych karkach stu tysięcy.

I widać znowu ciemność i nic więcejNie widać, tylko jakby błysk niebieski.GŁOS W DALI. Miecz księcia górą! Górą miecz królewski!PIERWSZY. A teraz widać wał, że jest ochwiany,Zataczający się wał, jak pijany,A zamek nad nim stoi, a wał owyNie jest już wałem — to cielsko jest smoka!...Legł!WTÓRY. Oszczepnicy skoczyli do głowy...Rąbanie słychać... Słyszycie rąbanie?KMIEĆ. Jak gdy kto w puszczy wycinanej stanie,Gęsto rąbanie słychać... jeszcze... jeszcze...MIESZCZEK. Jako gdy w kuźni żelazo czerwoneMłotami biją, obracając kleszcze!WIELU. I jeszcze słychać, jeszcze! Nieskończone...GŁOS W BRAMIE. Książę niech żyje! Mąż, co zabił smoka,Jak rzekł, niech żyje!PIERWSZY.  Straciłem go z oka.GŁOSY RÓŻNE. Na tarczach podnieść wgórę!... Zbawcę wgórę!...

GRODNI. (tłum rękoma rozgarniając)W lewo i w prawo ustąp! Książę kroczy!SZOŁOM. (głos podnosząc) Książę potykać się wyruszył!WIELU OD BRAMY. W porę!!GRODNY. (do tłumu) Ustąp!

PIERWSZY W BRAMIE. Kapturny zbawca zakrył oczy.

INNY. Nieporuszony w kapturze zostawa!WTÓRY. Jestże kim z bogów?... Albo żywa Sława?...GRODNY. (w tłumie) W lewo i w prawo ustąp!SZOŁOM. Panie włady!W bryłę się jedną skupiły gromady,Ruszyć nie sposób.RAKUZ. (targając włosy) Ha! Snu godzin paręDogonić koniem po karkach tej rzeszy —Nie sposób! Kiedyś któż temu da wiarę?GŁOSY WDALI. Górą! Na tarczy górą!Zbawca leszy!GŁOS W BRAMIE. Trębaczy poczet szeregami dwoma,Daje mu drogę ku nam.SZOŁOM.  O, nieruchomaRzeszo, na księżyc patrząca bladawy!Słońce jest ztyłu. Rakuz, książę, czeka!PIERWSZY W BRAMIE. Mąż się kapturem zasłonił od sławy.Widzę go. Tłum się poruszył, jak rzeka,Kiedy rozpuści i idzie z hałasem.INNY. Już i ja widzieć mogę, jak na dłoni.RAKUZ. (skacząc na konia swego) Kto żyw, niech za mną rusza!

Wy do koni,A ktoby strzemion tykał, bić obcasem!

TŁUM. Górą nieznany zbawca!GRODNY.  Rakuz górą!

SZOŁOM. (słaniając się w tłumie) Książę ma słowo z konia do narodu.DWORSCY i GRODNY. Cisza niech będzie! Starsi niech się zbiorą,Niech się na kijach oprą starsi z grodu!Kołem niech Lechy staną!

NIEKTÓRE GŁOSY. Górą! Górą!GRODNY. Kto górą?!RAKUZ. (z konia)  Męże! Ten, co w tym kapturzeStoi, przez wielką pogardę dla tłumu,Iż sławy nie chce, bogom i naturzeBluźni! Przemawiam doń i do rozumuPrzemawiam: Odkryj czoło, zapaleńcze!Ludowi pokłon daj, który cię sławi!On głosi, słucha Bóg, ale ja wieńczę!

Mów dalej, Szołom! Gniew mi tchnienia dławi.SZOŁOM. (na stronie) Mów, książę, dalej! Już słuchają!RAKUZ. (płynnie)  NiecoPrzemilkłem. Czemuż?...

Ah! By posąg owy,Poczuwszy wreszcie wnętrzności człowiecze,Nad tłum zakrytej nie wynosił głowy!Lecz...

koniec słowom! — Niech rozpoczną miecze!

Turniej obwołać, że zaczął się!

GŁOSY WIELU.  Pada!Mąż cichy!TŁUMY. Zbawca, gdzie?!RAKUZ. (z konia) Zbawca? Kto włada!KRAKUS. (odrzucając kaptur, w skonaniu) Skończyłem! Konam...RAKUZ, SZOŁOM, GRODNY. (rzucając się na ciało i zakrywając je tarczami) Jak upadł, niech leży!RAKUZ. Turniej że skończył się, otrąbić z wieży!SZOŁOM. (usuwając tłumy) Wola umarłych, jakaby nie była,Święta jest... Wola umarłych jest święta!Jak kaptur ongi, tak odtąd mogiłaSkryje ten zacny proch, co zerwał pęta!Kończę; głos szczery nie bywa rozwlekły.

RAKUZ. (z konia do cofających się)O czyny wielkie tyś się, ludu, kusił,Rzucam więc tobie ten miecz, krwią ociekły.

Złamał on męża, który smoki dusił.Któż z nas rycerskiej godniejszym jest chwały?W turnieju pierwszy kto? — Co żyw zostanie!

Mów, albo nie mów, ludu osłupiały!STARZEC. (z tłumu) Baczę coś, jakby smoka zmartwychwstanie.

INNY. Obydwa godni są rycerskiej chwały.

GRODNY. (do Szołoma) Gromad się jedność to kupi, to sprzęga.SZOŁOM. (do ludu) Męże! Ja jestem runnik doskonały,Pisarz koronny, który, jako księga,Ramiona ku wam i serce otworzę,Mówiąc: Rzeczone słowo było boże,Bożem rzekł — mówię — słowem książę włady.I liczne tegoż w dziejach są przykłady,Ja sam stylikiem rzeczy takich wieleSkreśliłem. Teraz do dom, przyjaciele!

GRODNY. W prawo i w lewo ustąp! Poczet przodem!SZOŁOM. Ludu! Idź do dom!SETNI. (obwołując tam i owdzie) Kniaź uraczy miodem,Ktoby się w grodzie jawił przed zachodem.STARZEC. (z tłumu) O trupie zbawcy myślcie też, Lechowie,By, jak ocięty karcz, nie próchniał w rowie.SETNI. W prawo i w lewo ustąp! Runnik przodem!

RAKUZ. Mądrości słowo, którem osłupiłemTrzystaset ludu, dziś mię wzamian boli;Nie bacz, że dziwnie ci to wyraziłem.Lepszego nie znam wyrażenia gwoli.Boli mię słowo. Mówiąc, mówię o tem,Że, jakbym napiął łuk i cisnął strzałęI zawróciła mi się w piersi grotem,A jabym czuł ją i czuł, uleciała,I, łuk trzymając luźny, drżący jeszcze,Szukał rannego, sam śmierci czuł dreszcze!Pisania sztukę znając doskonałą,Powiedz mi, naucz, azali być może,By kogo słowo rzeczone bolało?Tkwiło i pruło, jak zbójeckie noże,Słowo, o którem sam rzekłeś, że boże?SZOŁOM. Pisania sztuka zwie się i kabałą,Pisania sztuka ma swe tajemnice,Runnikom samym dostępne.

Ostrożnie!RAKUZ. Zbudził się który?SZOŁOM. (wskazując latarką) Owdzie zbieraj! Świecę.RAKUZ. (podejmując rydel) Jako gdy pola kto sierpami ożnie,Pijani, widzę, spoczęli pokotem.SZOŁOM. Śnią się im wiadra miodu i wiwaty.Nie rozbudziłbyś tej czeredy grzmotem,A cóż dopiero upadkiem łopaty.Radzę ją wszakże nieco zgrabniej trzymać,W ramię rzuciwszy prawe, jak motykarz.RAKUZ. Na życiu łopat nie myśliłem imać.Nie jestżem Rakuz, książę? Kogo tykasz?SZOŁOM. Trzeba się, książę, umieć znaleźć wszędzie.Trzeba mieć rozum taki, jak narzędzie.RAKUZ. (popychając ramię runnika)Szołom! Idź naprzód, nie ucz nas!

SZOŁOM. (skoczywszy do Rakuza, groźnie) Milczenie!Łopata na dół! Kto idzie?GŁOS MIJAJĄCEJ STRAŻY. Sumienie!SZOŁOM. (do księcia) Hasło, tej nocy dane przez setnika.RAKUZ. (osłupiały) Przeszli? Czy przeszli już?SZOŁOM. (klepiąc ramię Rakuza) Wgórę motyka!RAKUZ. (oglądając się dokoła) Osobo mądra! Azali z prędkościNie minęliśmy miejsca, gdzie trup leży?SZOŁOM. (wznosząc latarkę) Tarcz zdaje mi się blask, albo odzieżyBieliznę widzę.RAKUZ.  Mylisz się, to kości,Rwane ze smoka bioder, ptastwo ciskaLub psy roznoszą. Patrz! Za onem padłemPostacie jakieś i jakieś ogniska;Ludzie czy widma?SZOŁOM.  Znikli.RAKUZ.  Wiem, że zbladłem.Wokoło oczów czuję to, na licu.SZOŁOM. Żebra smokowe, czy widzisz, jak wielceCzernieją? Sterczą w księżycu,Podobne żebrom nawy skołatanej;Patrz tam... jak belka po belce.

Lis pełza, owdzie kruków karawany,To się poderwą, to siędą.RAKUZ. (rozglądając się dokoła) Długoż to potrwa, długoż widzieć będą,Że owdzie zwycięstwo było?

Owdzie? Wszak owdzie padł?SZOŁOM.  Niema i śladuTarcz nawet.

RAKUZ. Wdali coś się zaświeciło!SZOŁOM. (porywając za ramię Rakuza)Ludzie, tłum, ogień, stos i śpiew grobowy...Kaptura, książę, nie podejmuj z głowy,Łopaty nabok! — Przysiądźmy w parowie!RAKUZ. (przysiadając z Szołomem pod wyniesieniem wału) Straszliwa nocy!SZOŁOM. Ciągną tu szeregiem...RAKUZ. Drżę... a któż jestem?SZOŁOM.  Jesteś, książę, szpiegiemTajemnic, w życiu ukrytych i w mowie!Ale, i owszem, musisz drżeć?RAKUZ. (groźnie)  Runniku!Nie jestżem Rakuz?SZOŁOM.  Trupów ogrodniku!Byłżebyś sobą, będąc za się branym?RAKUZ. Słuszna osobo! Czyń, jak ci przystoi,Bylebym męża, co w pamięci stoi,Bylebym zbawcę, zwanego nieznanym,Do ziemi środka wparł rydlem kowanym.

STARZEC. Ktoby zapragnął czyn wymazać krwawy,Niech wstecznie kołem istności zawróci.CHÓR. Niechaj zawróci, a gościniec sławyPoczciwej znowu i manowce chuciPrzed zapastnikiem staną do wyboru!Nie starczy może już złego potworu,Lecz starczy mężów potwornych, niestety!STARZEC. Skończył i skonał. O panie nasz, gdzie ty?CHÓR. Gdzie ty, o panie? Świadomszych gromada,Duchy pogodne i wietrzyk ochoczy.Pancerz mogilny w ofierze ci składa,Przyłbicą darni ocienia ci oczy.STARZEC i CHÓR. (rzucając amfory)Miodem i mlekiem lśniące dzbany ciska.CHÓR. Gałęź modrzewiu, i wieńce chmielowe,I mirry bursztyn kładzie w te ogniska,I łzy, i cichą a poczciwą mowę.

SZOŁOM i RAKUZ. (zakrywając się w parowie i przylegając do ziemi)Ciało spalone, kurhan usypany!STARZEC i CHÓRY. (ciskając piasek i odchodząc) Z popiołów cała i z kruszyn oręży,Ziemia krakowska niechże ci nie cięży,

Nietylko, pierw się najadłszy mandragor,Błądziły w limbach szalone kobiety,Nietylko Dante i trzeźwy Pythagor, —Byłem i ja tam... pamiętam, niestety! itd.

OMEGITT, na Omegach pan.LIA, narzeczona jego.EMMA, powiernica.SOFISTOFF, referendarz stanu.MALCHER, służący Omegitta.Komisarze policji — służbowi — agenci — konspiratorowie — maski — etc...GLÜCKSCHNELL, poręczyciel spółki teatralnej.POLAK, urzędnik zagraniczny.Maska DIOGENES — Maska FEUILLETON.POETA GMINNY.KRYTYK.MANDOLIN — CHÓR FIOŁKÓW — ORKIESTRA — FLET — SKRZYPCE.PAŹ — ARLEKIN — PIEROT — Maska SUŁTAN.DIANA — NOC.SEKRETARZ AMBASADY.QUIDAM.FIFFERAQUE, sławny autor spółczesny.

A czy też ona wié —Nie z jawu, to choć z snów —Jaki to bywa koniec lwiSzczerze jej śpiewanych słów?

A czy choć aby wie,Najnieustanniej nowa,Że tu się kona wprzód, nim zwie,A ona zawsze zdrowa!

A czy przynajmniej wieWołająca wciąż «daléj!»W czyich to łkaniach stopy dwieUmywa, jako w fali?...

A czy chociażby wieW swej omylnej pogoni,Że tu się nieraz z grobów rwieKwiat makowy do skroni...————————————

Na posadzkę zapustnej sceny,Gdzie tańcowały pierwej tłumy mask,Patrzyłem sam, jak wśród areny,Podziwiając już pierwszy słońca brzask.

I na jasnej woskiem zwierzchni szybKreślone obuwiem lekkiem kręgi,Jakoby czarodziejskich pisań trybMówił do mnie z ziemi, jak z księgi.

Listek kwiatu, upuszczony tam,Szepnął mi coś papierową wargą...Wśród salonu pustego sam i sam —Rosa jemu i świt byłyż skargą?

Otworzyłem okna z drżeniem szkła,Że aż gmachem moja wstrzęsła siła,Z kandelabrów spadła jedna łza — —Ale i ta jedna z wosku była!...

Nie chcę już smutków, nie!... Już mi za małe,Choćby, jak świata zepsucie, ogromne!Cóż bo tu nie jest naskróś przebolałe?Cóż nie zajęknie mi w ucho, gdy wspomnę?

Dlatego nie chcę smutków, bo nienowe,Tylko że własnej starości nie pomnę —Jakbym nie słyszał wciąż, gdzie wesprę głowę,Że wszystko jęczy a jęczy, gdy wspomnę!

Pyły zatartych pod nogą pomników,I miasta na nich, i twierdze niezłomne,Aż pójdą w gruzach czekać budowników...Wszystko tu jęczy a jęczy, gdy wspomnę!

Dlatego lubię kwiat niezapominek,Bo rwą go zwykle ręce wiarołomne!I lubię nagły w znużeniu spoczynek.Bo uprzytomnia śmierć — pierwej, nim wspomnę.

Dlatego lubię kwiat niezapominek,Bo rwą go tylko ręce wiarołomne!............

Daj mi wstążkę błękitną! Oddam Ci jąBez opóźnienia...Albo daj mi cień twój z giętką Twą szyją!Nie, nie chcę cienia.

Cień zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,Bo on nie kłamie!Nic od ciebie nie chcę, śliczna panienko,Usuwam ramię...

Bywałem ja od Boga nagrodzonymRzeczą mniej wielką:Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym.Deszczu kropelką. —

Wlazł kotek na płotekI mruga;Piosenka to śliczna, niedługa!

Wbiegł ptaszek na daszekKościoła,A wiatr nim okręca dokoła!

«Twój ptaszekJest z blaszek»,— Kot rzecze —«Choć kręci się wkółko, nie przeczę!»

Czemuż ich pieśni już tak mało pewnaTreść i skażonej całości?Lutnie ich czemu z łomliwego drewna,A nie ze słoniowej kości?Ta ich łomliwość czemu jednak rzewna?Spyta mię serce, łzom żyzne:Wygnana oto wdzięki swe królewnaKryje w poziomą pstrociznę!

I ów, co boski duch na dziejów kartyBierze, jak orzeł na skrzydłaSłońce, poeta czemuż nie pożartyPrzez lwy, lecz stłoczon od bydła?Orfeusz czemu mógł piekielne larwyZebrać na strunę, jak pyły,I zatrząść niemi, nie zmieniając barwySłów, ni poniżając siły?...

Furjom wspaniałej nie zabijał odyNa hekatombę piekielną,Choć szedł po żonę urodziwą, młody,Śmiertelny szedł po śmiertelną...............Gdy ty, co śladem tak zacnym ozutąNogę, jak w złotym koturnie,Na popiół stawisz Erebu, jak dłuto,Miękkiej dające kształt urnie —Choć bóg piekielny nie groźnem już bóstwemTobie, przed tobą zjednany:I ty w purpurze (która jest ubóstwem) —Ty, król, ty czemuś poddany?...

Cedr nie ogrody, lecz pustynię rodzą:Próżnia kołyską olbrzyma...Eginej!... Wielcy poeci przychodzą,Gdy poetów wielkich niéma...

Lecz dziejów karta ma niejedna stronę:Jest słowo z brzmienia, jest z ducha,I bywa z dachów poetom głoszone,Co powiedział wieszcz do ucha.

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą,Próżnia kołyską olbrzyma;Wielcy poeci dopiero przychodzą,Kiedy ich niéma!...............

JULJAMARTAFELIKS SKORYBUTERAZM HRABIA FLEGMINSŁUŻĄCY

JULJA. Zaiste, słusznie wyraża się Erazm,Którego każde słowo jest rozsądne,Że ludźmi władnie zbieg okoliczności.Czyliż albowiem chciałabym dni tyleBez odpowiedzi list jaki zostawić?Zwłaszcza przezacnej list cioci Ireny?Cioci Ireny, którą cenię tyle!...Lecz wie się łatwo o chwili i miejscu,Kędy i kiedy my piszemy listy,Nierówno wiedząc, jak i gdzie dochodzą!Gdyby rok temu przysłała mi ciociaOryginała, jak jej wychowaniec,Miałabym czas się zająć poleceniem,Jakkolwiek dziwne jest i prawie błahe.Lecz, na dni kilka przed tym dniem wigiljiList odebrawszy, przyjąwszy oddawcęZ najpoufniejszą krewnej serdecznością,Spełniłam wszystko... i oto jam winna,Nie odpisawszy dotąd na list cioci!I oto winnam ja dla braku chwili,Gdy chwil łych coraz mniej przed dniem jutrzejszym,Tak, iż nie pomnę, jak dawno już z tobąPorozmawiałam!...MARTA.  ...Stąd i pytań wieleNagromadziło się, tak zadawnianych.Co ciocia życzy? Kto jej wychowaniec?Dlaczego wilją dzień obecny zowiesz?JULJA. Z pytań tych każde jest natury innej:Pamięćby trzeba mieć i tę logikę,Którą ma tylko Erazm, by nie zrobić,Jak po milczeniu zbyt długiem zdarza się,Gdy, wszystko orzec chcąc, nic się nie powie.MARTA. (ze znaczeniem) Czy rzeczywiście Erazm tak pamiętny?JULJA. Nowe pytanie!... Wróćmy już do rzeczy!Ciocia Irena jest z tych jeszcze matron,Co utrzymują, że królestwo kobietJest z tego świata; w ich wpływ i w ich władzę

Wierzy, a z drogim wychowańcem swoimRady nie może dać sobie. Ten figlarzPojmuje lepiej własne stanowisko...Raz po raz czegoś, gdy nabroi sporo,Czoło zasępia, a ciocia nuż cieszyćGagatka swego!... Że w innej co tydzieńJest zakochanym na śmierć, mniejsza o to...Lecz, gdy z tej błahej słabostki niedawnoSkandal na imię mógł upaść, bo FeliksDla jakiejś gwiazdy teatru chciał sam sięUczyć aktorstwa, ciocia mu stanowczoWskazała wyjazd do kąpieli morskich —Ufna, iż przykład Erazma codziennyI «wdzięki» moje (bo tak pisze ciocia:Wyraźnie «wdzięki») wpływ uczynią dobryNa roztrzepaną wychowańca głowę.O wdzięki moje! Jakże was publicznieOcenić rad był pan Feliks SkorybutLub jakże dotąd o teatrze pomni,Jeżeli w dni trzy po pierwszej wizyciePośpiesza z lożą i właśnie na wieczórDnia, który... to jest, na jutrzejszy wieczór...

Na wieczór moich zaręczyn... — — Wiesz terazWszystko...MARTA. Dosyć wiem, by uścisnąć ciebie.Lecz z kimże?...JULJA.  Jeśli nie zgadujesz, jeśliOddawna nie wiesz, jeżeli mnie pytasz,Ażeby słyszeć tajemnych słów wygłos...———————————Spomnij, że kiedyś będziesz, jak ja dzisiaj,I że się zemszczę, i że ja odpomnęRumieńców na twej zadziwionej twarzy,Pytając ciebie wyraźnie i głośno.Kto ci obrączkę podać ma nazajutrz?.............Tymczasem moją ja wspaniałomyślnośćPełnię; tymczasem wiedz, iż wieczór jutroMy przyjmujemy kółko nasze zwykłe,Które za tobą od dni wielu tęskni.MARTA. Nie umiem w szachy grać, jak ty z Erazmem.JULJA. Pan Erazm niemniej biegle gra w gry inne.

Tobie gorąco?... Czy wiesz, iż ten wachlarzZyskał ci nazwę u gości kąpielnychI że cię po nim mianują zdaleka?MARTA. Grający w szachy zatrudniają palceI nikt się temu nie dziwi — ja niemniejBez zatrudnienia nie zostawiam ręki.JULJA. Zda mi się, dzwonki słychać i chód osłów.Godzina, w której piją mleko. Luba,Żegnam cię, twej się pamięci oddając.MARTA. (poglądając za odchodzącą)Ten dzień jutrzejszy... prawda, że jest ważny.

FELIKS. (od morza zwolna postępując)Nie, to byłoby gminne; to byłobyCiasne, mizerne i ograniczone,Byłoby (mówmy szczerze) głupie, gdybyZakładał sobie kto dla uczuć ramyI gdyby, jeden cudny widząc profil,Na bezwyraźne tło zamienił inne.Medale mogą kilka mieć profilów,Które na siebie zachodzą, jak chmury,Poosrebrzane po krańcach księżycem.To pejzażowi nie szkodzi, to owszemDodawa życia przyrodzie...

JeżeliSpomnienie divy weźmiemy jak księżyc(Ze swym na czole złotym dyjademem,Jak ją widziałem raz ostatni...); jeśliUważym jedną jak gwiazdę, to inne,Jako obłoków pokłady leciuchne,Czyliż się przez nią nie mogą przesuwać?Pejzaż azali nie jest księgą prawdy,Z której się umysł uczy od tak dawna?

Nie! Donna Klara pozostawa w cieniu;Tem tragiczniejsza, gdy ta oto wczoraBlondyna, Julja, lekką ręką swojąCo nalewała mi herbatę... Istnie!Coś się w powietrzu srebrzyło, jak obłok.Widzę ją! Cóż stąd? Chmurzyska ogromneNudnych Erazmów wleką się z północy,Ulewę niesąc w ciężkich wnętrzach swoich.Robi się zimno — szukasz parasolaI myślisz w domu zamknąć serce smętne.

Tak, odejść, zamknąć się... są to... wyrazy!

Próżno się będziesz przeklinał, i zwodził,I wiarołomił zawzięciu własnemu —Powrócisz do niej, będziesz w progi wchodziłI drżał, że może nie zastaniesz. Czemu?

Sam sobie będziesz jednem słówkiem szkodził,Niepowierzonem prócz tobie jednemu,Będziesz się w myśli kłócił z nią i godziłI wrócisz, wątpiąc, czy zastaniesz. Czemu?

Szczęśliwi przyjdą, jak nadomiar złemu,Kołem osiędą ją. Chwili nie będzie,By westchnąć szczerze... Ah, czemu i czemu?Przyszli szczęśliwi, rozparli się wszędzie,Wszędzie usiedli z czołem rozjaśnionem,Dom napełnili, stali się legjonem!...

Przeczekasz wielu, to choć dwóch zostanie,A jeden w progach ma jeszcze pytanieI, choć, na zegar pojrzawszy, się sroży,Ja nawyknąłem już nie ufać jemu:Wróci, i znowu kapelusz położy,I rękawiczki zdejmie jeszcze.. Czemu?

Aż może odejść stokroć lepiej znaczy,Niźli zostawać po obojętnemu?Wstaniesz i pójdziesz kamienny z rozpaczyI nie zatrzymasz się, precz idąc. Czemu?

A księżyc będzie, jak od wieków, niemy,Gwiazda się żadna z miejsca nie poruszy,Patrząc na ciebie oczyma szlistemi.Jakby nie było w niebie żywej duszy,Jakby nie mówił nikt nieśmiertelnemu,Że tutaj, niżej — tak wiele katuszy!I nikt tam w niebie nie zawołał. Czemu?

FELIKS (obziera się) Służący Julji... List...

...list od niej...

...Słuchaj!Kio w ręce twoje list ten oddał?SŁUŻĄCY.  Panna.FELIKS. (kładąc mu rękę na ramieniu)Musisz być ze swej służby zadowolon?Gdybyś wszelako szukał kiedy innej,Pamiętaj o mnie — i zdrów bądź...

«KochanyPanie Feliksie!...

«KochanyPanie Feliksie!» — to dość jest,To jest z nadmiarem dosyć, to jest wszystko —Wszystko, cokolwiek marzyłem poniekąd!«Kochany»! Julja pisze ręką własną,Pisze «kochany» i to w wierszu pierwszym,I to pierwszego wiersza słowem głównem,Mówiąc «Kochany panie Feliks». Dość jest:Niebo, i ziemia, i morze, i kamień,I piasek, i wiatr, i ta laska moja,I rękawiczka, i ręka, i ramię,Serce... i wszystko niczem w oczach moich!...

ERAZM. Dobry dzień. Feliks!FELIKS.  Skądże już wiesz o tem,Iż dzień najlepszy, jaki mógł być, dziś jest?Ty, który jesteś zimnym, jesteś twardym,Jesteś nieczułym...

...Może wina nie twa!Może nie możesz być innym z przyczyny,Że tobie żadna nie rzekła kobieta:«KOCHANY ERAZM!»ERAZM.  ...Nie lituj się nazbyt,O mój zabawny Feliksie! Dziś wiljaMoich zaręczyn...FELIKS.  I dlaczego wilja?Czemu nie żenisz się jak najprędzej, z kim chcesz?Żyweby ludzkość jedne więcej serceZyskała. Bądź zdrów! Ja, szukam ustroni,Wiszaru szukam nad harfą fal morskich,Gdziebym samotnie odczytał rękopism,Który na sercu noszę...

ERAZM.  ...Jak flanelę!

MARTA. Szczęśliwa jestem, że pana spotykam.ERAZM. Raz pierwszy w życiu nie zadziwia mnie to.Szczęsnym tak wielce będąc, iż umiałbym,Kogobądź spotkam, upromieniać sobą...MARTA. Kogobądź spotkasz pan?...ERAZM.  ...To wyrażenieKu określeniu wszystkości jest słuszne.

MARTA. Więc łudziłam się, że bywam wyjątkiem...ERAZM. «Wyjątkiem»? Pani, ah, wyjątkiem! JeśliO wyjątkowość, o oryginalnośćIdzie, to w porze, tak niewiele skwarnej,Gdy chłód od morza szeroko zawiewa,Pani zaiste, że wyjątkiem jesteś,Piękny ten wachlarz zawsze w ręku mając,Tak, iż kąpielni goście już, słyszałem,Zwą ciebie, pani, wachlarzową palmą!MARTA. (melancholijnie) Ten piękny wachlarz jest piękną pamiątkąWspaniałomyślnej tak bardzo osoby,Iż zapomina, gdy komu co dawa,Lub pamięć grzecznem kryje odniechceniem...ERAZM. (przyzierając się) Wachlarz ten? Prawda, przypominam sobie...Lecz któż o takiej mógł rozmyślać fraszce?.MARTA. Fraszce? — Co nigdy rąk mych nie opuszcza...ERAZM. Przybrała przeto ważność dla niej nową,Nie tą już będąc drobnostką, tą rzecząBłahą, którą jej ofiarował tancerz...MARTA. Zwłaszcza, iż tańczy się nie w każdej chwili.———————————Atoli słuszność pan ma. To jest fraszka..

To jest zbyteczna rzecz — wachlarz w tej porze,Która od morza nawiewa chłód. Istnie,Że tu jest chłodno, zimno — i rozsądek,Którego cenę zna pan, jak nikt równie,Zaleca cofnąć się...ERAZM.  Ja odzianym jestem,Jak zmiany czasu każą, i tu błądzę,Myśląc — ah, pani — myśląc...MARTA.  O czem??...ERAZM.  Myśląc,Iż dziś jest wilja dnia moich zaręczyn.MARTA. Czy się nie mylę, że grzmot słychać w daliI że uderzył piorun!?ERAZM.  To powózkiTętnią jadących po bruku, gdzie targi,Godzina, w której słyszy się to codzień...

Pani zostawia wachlarz swój...MARTA.  Był on miRaz już podanym grzeczną pana ręką.

JULJA. (czule ku Erazmowi) Chwilkę zaczekaj. Kończę list do cioci

Przynosisz, widzę, pierścionki. Zaczekaj!Kończę — do cioci.

ERAZM. (na stronie) Gdyby czynił człowiekWszystko o słusznej godzinie, zaisteAniby śpieszył się, ni czekał nigdy!Wszakże i k’temu omyśliłem sposób,Notatki moje pełniąc, gdy mam czekać,Tak, iż zaprawdę, ściśle biorąc rzeczy,Ani się śpieszę, ni czekam...

JULJA. (z przyciskiem)  ...Na terazMyślę jednakże, że i oczekiwaćI nawet śpieszyć się... nie jest zbytecznem.ERAZM. (zasiadając opodal) Wyjątki zawsze prawa swe miewają:Alić to najmniej nie wzrusza metody!Metodę skoro my dla ciągu następstwMusimy nieraz zawieszać, cóż z tego?Ona trwa niemniej i obowiązuje.Ja mogę znosić i przyjmać wyjątek,Jednakże ludzkość następna, jednakżeNaprzykład syn mój czyliż nie miałby byćŚcisłej metodzie wiernym? Jabym synaMojego wdrożył wcześnie w to uznanie,W ten sens, któryby wcielił weń porządekGodzin, i zajęć, i punktualności.JULJA. (gryząc pióro) A jabym czasem przeniosła dla synaMojego lekki wybuch entuzjazmu!ERAZM. (nagle) Któryby zgubić mógł chłopca!!JULJA. (patetycznie) KtórybyCzłowieczość uczuć wlał weń, a nie system.ERAZM. (słodko) Pogodzić prądów tych w jednej naturzeZda się, iż trudno, albo niepodobna!JULJA. (z lekką ironją) Syn mój jednakże byłby panu bliskim?ERAZM. (z przekąsem) Mój syn, jak myślę, obcymby jej nie był.JULJA. Cóż ta wątpliwość, «jak myślę», ma znaczyć?...ERAZM. (wstając i patrząc na zegarek)Ku morzu czas jest iść. Za małą chwilęDo brzegów Anglji zdąża parostatek.

JULJA. Czy pan się «śpieszy»?ERAZM.  Sens Anglików lubięI kiedy nieraz tu, na kontynencie,Przeczekać jaką należy epokę,Nic tak nie koi, jak zwiedzanie fabryk.JULJA. (namiętnie) Jakież to zwłaszcza fabryki pan radbyZwiedzał i cenił?ERAZM. (bezmyślnie) Zaiste, nie złota,Którego dotąd nie umiemy złożyć!JULJA. Ah, gdyby i to dostało się ludziom,Byłyby ślubnych pierścieni fabryki!ERAZM, (ceremonialnie) Pani list skończyć winna pewno na czas,Poczty albowiem, przesyłając tchnieniaI serca bicie, wszakże są urzędem,I są machiną, i fabryką. Żegnam!JULJA (za odchodzącym) żegnaj, Erazmie! Dowidzenia! Kończę!

Kończę!... Cóż kończę? List, czy własną dolę?Cóż za szczególne są w życiu zdarzenia!Co to jest, naco to, skąd to powstaje?Czy obraziłam go? Czy on mnie? CzyliObraziliśmy jakiś życia atom,Nieznanej wagi i treści? Cóż to jest?

O nędzo, nędzo uwidzeń i marzeń!Wszystko gdy ludzie zgotowali, nagleRozpęka wszystko?... I dlaczegóż? Nie wiem!Byłożby prawdą, że w zbliżenia dramieLudzie gdy ciałem i duchem nierównoKu sobie idą, nadbiega ta doba,Która rachunek kroków takich pełni,I, jako lichwiarz, domaga się liczby?Byłożby prawdą, że kobieta w chwiliZawarcia ślubów oświecaną bywaBłyskawicowym blaskiem wydarzenia,Które jej dawa rozpoznać widnokrąg,Które odsłania jej grę charakterówI czeka, aby uznała, co czyni!?To umysł nieraz badawczy nadmieniał,Lecz prawda gorzką jest, tak gorzką nieraz,Iż łatwiej siebie stracić, niż rozglądaćPejzaże z góry, z której rzucić chce się...

O, nieskończony ten list tak zostanie!Wszystko niech rwie się, ani się dopełniaAni jednoczy, ani ma dojrzenie...

Morze, ty będziesz mą pociechą jedną,Cmentarzem będąc nieustannie żywym.Głębie twe gdyby objęły mię wcześnie,Fal ukochałabym wierne uściski,Przenosząc mdławe blaski konch nad czuciaLudzi. Uchodźmy!... I nie wróćmy nigdy!

FELIKS. (grobowo) Na wierszu pierwszym, na zdradliwym wierszuCzemuż się oko nie wstrzymało moje,Z okiem zaś życie?......Powtórzmy!

«KochanyPanie Feliksie! Loży na ten wieczór,Jakkolwiek miło nam ofiarowanej,Przyjąć nie możem, to jest bowiem wieczórDnia mych zaręczyn»... ............... ...Czytajmy już dalej!«Dnia mych zaręczyn» ...Dalej już czytajmy:«Julja!» — i basta!...

Teraz, morze, idź tu,Jak zwierz na piersi moje skacz, szalone,I pianą pluskaj w oczy! Jestem, jestemŁupem twym, morze, wołam ciebie — słuchaj!

Idzie i wraca! I urąga sercu!...MARTA. (dokoła pozierając obłędnie)Czemuż wachlarza tego nie podjęłam,Pozostawując na losu igrzysko?Mnie-ć należało zgnieść go w ręku mojemI zaręczonej ofiarować! AlboNakreślić na nim słowa dwa ostatnie,Rzucić na piasek... tak, rzucić, niechby goPodjął ktokolwiek, wyrazy odczytał,Jawnemi zrobił. — Niechby głosy rzekły:«Ktoś się w głębokość morza dzisiaj rzucił»...Słowa te Erazm słysząc albo JuljaMieliby może myśl czułą...

Człowieku!Czy tam głęboko?

FELIKS. (grobowo) Dla rozpaczy płytko.MARTA. (z ironją) Urąga wszystkość!...FELIKS. (na stronie) Ledwo tykam łydką.

Są chwile takie, gdy i otchłań zdradza.MARTA. To nie jest rybak ani człowiek gminu.Natrętnik jakiś — — —FELIKS.  To nie dziewka z ludu,Ale warjatka jakaś...MARTA.  Dziśbym radaPopłynąć łodzią na szerokie morze —Mam tam interes — gdy tu łodzi żadnej...FELIKS. (na stronie) Bądźmy ostrożni!...

Dziś płynąć nikt nie śmie...MARTA. Pan się jednakże miotasz w fale...FELIKS. Pani,Perły ja szukam... Jest to namiejętność.Namiejętności, o czem pani nie wie.Ślepe są, co zaś jest ślepem, nie wglądaW następstwa. Ludzie rozsądni, jak Erazm,Który tu idzie, widzę, w mekintoszu,Inaczej rzeczy te pojmują...MARTA.  Nieba!...

Zaiste, idzie ktoś, lecz w stronę portu,Lub, oglądając, wstrzymuje się, jakbyDostrzegał z tyłu towarzysza... Tak jest,To Erazm!..

Myślę, iż, aby w otchłanieRzucić się, chwilka starczy, tak ulotna,Że ci, co idą, znaleźliby się tuZawsze niewcześnie. Takie zagadnienieMatematyczne przychodzi mnie na myśl!FELIKS. Głębokie myśli nieraz wiało morzeNa przechodzących po brzegu, wszelakoPani zbyt jesteś i wdzięczną i młodą,By tak zachmurzać czoło...Tu przeproszę,Jeśli się nazbyt rączo wyraziłem.

Ten, który idzie, zwie się Erazm, on jestPełen rozsądku i cenny w tym względzieDla cudnej Juljl! On zbliży się właśnieW chwili, gdy, choćbym ja się w morze rzucił,Zdołałby pani dopowiedzieć morał,Który zacząłem jej głosić. Takie jestMatematyczne z mej strony mniemanie.MARTA. (wpatrując się w Feliksa)Julja zaś cóżby mniemała w tej mierze —Ona, którą ja tak cenię i kocham,Iż za nią czućbym zdołała i myśleć??FELIKS. (z entuzjazmem) Pani!Dozwól, niech rękę ci podam —

JULJA. (za sceną)  Erazmie!...ERAZM. (nadchodząc i poglądając na zegarek) Spóźniła okręt niezwykła nawałność,Tak, iż naprawdę może czekać przyjdzie,Jeżeli człowiek, w czas swój wszystko pełniąc,Czekać powinien, lub śpieszyć się musi.Atoli widzę, że nadchodzi Julja,Zefirów rannych szukająca...

Pani!JULJA. Dzień dobry, hrabio!ERAZM.  Pani tu, tak rano...JULJA. Pan jedziesz?ERAZM.  Na dziś okręt zatrzymano.JULJA. Ja przyszłam w morze rzucić się, codzieńToż samo czyniąc! I na sługę czekamZ bielizną,poczem piję ośle mleko.

MAK-YKS. (przerywając czytanie) Oto pierwszy promień, z tych, co rażą...

Jakby jedne byty nam znajome.Drugie obce — i le szły w szyby,Jak ktoś obcy, lub obcych zwiastujący...

Ci — swoi — zowąd... powietrzni bracia,Którym ostatnia chleba starczy kruszyna.I jeszcze są za nią szczebiotliwi...Wracający, i nadlatujący...Nie wzięli mnie nigdy więcej czasu,Ani życia więcej, niż ile dałem!

Ptaszek taki odlała z kruszyną chlebaI nie pozostawia chwili bolu —Godziny wstrętu — dnia cierpienia —Roku niewiary w społeczeństwo!Przybył i odszedł w lazur okaNiebieskiego, jak mimowiedna łzaLudzi dobrych...Podobnie płaczącąRaz dostrzegłem ją... Przyczyny nie wiem.

SALOME. (oględnie wchodząc) — O godzinie niezwykłej, tak ranoWchodzę, ażeby pana uprzedzić,że właściciel, sędzin Durejko,Cały dziś dom osobiście zwiedzaStad dawno jesteśmy już na nogach,Nieco się lękając o nas samych,W jakimkolwiek wszystko jest porządku.

— Wiem, że pan z nim teraz ma rachunekNieco opóźniony, ale cóż stąd!Hrabina Harrys, pokrewna pańska(Istny anioł!), czyliż nie jest głównąCałego tu placu właścicielką?

— Pan nawet mnie daruje tę wątpliwość,Iż w rozumie gminnym moim nie wiem,Dlaczego pan tu mieszka, nic owdzie,W pawilonie, obok krewnej swojej.Nie byłożby to panu przyjemnieAnioła takiego mieć przy sobie?

To, co mówię, niechże pan wybaczyStarej kobiecie i starej matce,Która, o synu myśląc rodzonym(A lat tyle zwłaszcza go nie widząc!),W każdym młodym człowieku spominaMacierzyńskie swoje obowiązki.

— Myślałam też pana i ja prosićO protekcję do hrabiny HarrysDla onego to właśnie jedynaka(Co jest teraz w Japonji, z okrętem.Skąd i sam list idzie dwa miesiące!) —A hrabina, że zna admirałówI niemało ministrów...

— lecz, ja toMówię panu jedno jako matka,I więcej nic, tylko jako matka...

Żeby coś o synu mówić swoim!MAK-YKS. Ta rzecz druga, którą mi mówicie,Dobra pani Salome, ta drugaRzecz jest pierwszą dla mojego serca:Takbym rad być usłużnym i wdzięcznym.Ale pierwsza, to jest zapytanie,Czemu tu mnie spotykasz, nic indziej,Oświecić winnaby z licznych względów...

Hrabina jest aniołem, a jednakPodejrzewa w ludziach złe językiI, młodą będąc wdową, chce w domuNie mieszkać nikogo, mego wieku.Zaś pokrewieństwo nasze, to jej wzglądNa oddalonego bardzo członka,To dobroć jej; ja jestem jej niczem —Męża jej powinowatym. WreszcieW interesie własnym mam ją widziećI, cokolwiek sama byś pragnęła,Zrobię...

Tylko mnie nie dziękuj, matko,Nie zrobiłem jeszcze nic a nic!

Hrabina ma nadto rzecz szczególną!...Tyle pełni usług miłosiernych,Obejma tak wiele i tak szybko,że się jej wydarza zapominać.Ja to mówię tylko k’temu... tylko,Żeby błahej nie dać ci nadziei.

Nie mówię, że kogo zapomniała...

Nie! Bynajmniej... Lecz, że się to zdarzaOsobom, pełniącym wiele dobra...

Podobno, że i cherubin, zbyt szybkoLecący z pociechą do cierpliwych,Traci nieraz pióro, które spada,Wyrzucone z anielskiego skrzydła...Cny jest pośpiech, lecz powoduje stratę.SALOME. Ludzie nauczeni lub duchowniWiedzą wszystko, nie pytając o nic;Dlategoż ja pana przeprosiłamZa me proste słowa starej matki.Lat niemało służę w tym tu domu(A panu służyłabym i życie!),Lecz właściciel nasz, sędzia Durejko,Zmienić pono chce cały porządek,Dla kogoś z przyjezdnych oddać wszystko —Dla pana jakiegoś, z którym chodzi...

Oto właśnie oni. Niech pan wyjrzy:Obrócili się ku schodom — idą...Wyminąć ich ledwo że pośpieszę.

MAK-YKS. (z szczerem westchnieniem za odchodzącą Salome) Gdyby ta kobieta to wiedziała,Co odlatujący teraz ptaszekZna i co innym ptaszkom zwiastuje...

Że — rzuciłem im ostatni chleba pył!

I gdyby wiedziała to... ah!... Ona,Właśnie może pełniąca jałmużny.Jako która ze świętych na szybachGotyckiego kościoła... perłowa,Z ametystowemi szat fałdamiI ze złotą limbą wkoło skroni...— Zacna pani!

— — Coś jest szczególnegoW tym powszednim chlebie, w rozłamaniuZłamka ostatniego... Istnieje coś,Jakby się jakiegoś tam ogółuDotykało zabłąkanym palcem...Coś, mówię, co albo milczeć każe,Lub przynajmniej starannie zabraniaGłosić o wypełnieniu niedoli...Jakby niedostatek jaki mniejszyWyznać było łacniej, bez zranieniaBliskich, a fortunniej postawionych.

Stąd prawdziwie, iż tam coś zistniewa,Dotycząc moralnie i tej swojejMiłości własnej i wszechczłowieczej.

— Czemuż głosić tego nierada jestUczoność... Czemu i prostotaMniej wstydzi się opowiadać boleść,Niżli prawdę przez boleść zyskaną!?

Pociechy mam ja mnogie... Ot, ten kąt...

Tam Marji cień, dostrzegalny zdala...

Ciszę umarłych serc w księgach moich,Co nie samem obcują czytaniem.

Bywa, iż zewnętrzność tych tu pism,Rozesłanych tam i sam, przypadkiemOżywiona rzutem światła naraz,Jako grupy mumij w piramidzie,Szerokiemi wargi coś powiada,A mury zejmują to w powietrze,Które całe należy tu do mnie!

Małoczynnym niech mnie kto nazywa!Jeszcze nie obliczyliśmy pracy!Dzień zaświta jaśniejszy ku temu.

— W Babilonie, za Ezechjela dni,Najmniej czynnym, zaiste, ten bywał,Kto z załamanemi nie stał dłońmi,Patrząc smętnie i kiwając głową,I nie robiąc nic więcej — więcej nic!

SĘDZIA. (wchodząc z Szeligą) Jakem Klemens Durejko, dotrzymamChoćby nawet sekretu — co więcej,Że to żaden sekret, to dyskrecja...

— Co komu do tego, czy lokator —

Mówi się tu, lokator godziwy,Przyzwoity człowiek, akuratny,Nie zawalidroga albo próżniak,Nielada kto z ulicy — włóczęga...

Jeśli, mówię, czyni to lub owo...

Sekret a dyskrecja — są dwie rzeczy.Rozróżnienie zaś sensu z literąNależy do prostej prawa wiedzy,Którego się pierwej sędzia uczy,Niż sędzią jest... a Durejko bywałI jest... choć na teraz polubownym.

Astronomję pan zna — ja prawo znam.Niemieckiego mieliśmy doktoraW akademji dorpackiej — ten uczył,Bywało, z anzacem szczególniejszym!SZELIGA. Astronomja nie jest tajemnicąNi jedynem mojem zatrudnieniem.Szło mnie tylko, bym się wytłumaczył,Dlaczego okna te, ta wysokość,Stosowniejsze są dla mnie, niż owe...

Co to jest ów rozstęp między mury,Dający na drogę, czy ulicę?SĘDZIA. Nie ulica to, lecz zajazd owdzieDo pałacu; na lewo w tym parkuOkno jego boczne przełyskujePrzez gałęzie klonów i akacyj.Do hrabiny Harrys on należy,Która tu rozszerza swoje włościI opiekę swą nad sierotamiPłci obojej, a zwłaszcza niewieściej.Lecz Durejki dom, jak stał, tak stoi,Durejkowej pensja pełna panien.SZELIGA. (do siebie, w oknie) Któryż kiedy astronom trafniej Perturbacje gwiazdy mógł uważać —

(Każdy powóz zajeżdża tą stroną,Tamtędy powraca — a to oknoSalonowej oknem jest cieplarni...)

Lat dwa śladu stóp jej nie widziałem.SĘDZIA. (prowadząc spór z Malc-Yksem, stanowczo daje się niekiedy słyszeć)Nie słów tu potrzeba, ale czynów...W całym domu odmienia się wszystko!MAK-YKS. Umowy wszelako pozostają —SZELIGA, (do siebie) — Powóz jej... i nawet kraniec szaty.SĘDZIA. (do Mak-Yksa, głośniej) Co do umów, są ważne i żadne... Dotrzymane z obu stron, lub wcale.SZELIGA. (dwuznacznie, lubo w monologu, i patrząc w okno) Promiennie tu musi jaśnieć Wenus!SĘDZIA. (do Mak-Yksa) Właśnie, że decyzja astronomaDziś lub jutro wszystko poodmienia!

Wenus, i Mars, i Saturn i inneCiała tu niebieskie, jak na dłoni.Mości dobrodzieju!... noce! i dnie!Czynią swoje mądre aparycje.

Które znał litewski nasz PoczobutI opisał lepiej, niż Kopernik!SZELIGA. — Idzie mi więc, czego nie ukrywam,O widok właśnie że w tę stronę...

Mam astronomiczne doświadczeniaSprawdzić, na różnych punktach globowychProbowane z pilnością szczególną.— Łaskawemu panu, widząc jego,Nie potrzebuję dodawać, ileAstronomja jest nauką cenną.A że tu ją jedynie mam na celu,Niższy apartament sobie wziąłemI zatrzymam — te zaś wyższe pokoikiUłatwiać mnie będą obserwacje.SĘDZIA. (gwałtownie do Mak-Yksa)Acan się wyniesie pod strych — i dość.SZELIGA. (dostrzegając spór) Myślę wszakże, że praw tu niczyichNie nadwerężyłem przyjściem mojem,Ani że to stało się istotnąDla kogokolwiekbądź zawadą...Inaczej albowiem ustąpiłbym.SĘDZIA, (w ucho Mak-Yksa, groźnie)Pod strych... i dość...MAK-YKS. (ustępując, szuka między książkami) — Coś... znaleźć pierw... chciałem...

Ojca mego pamiątka... jedyna!...

SĘDZIA. (do Szeligi) Lokator ten musiałby ustąpićDla powodów, których wyjaśnienieDo osobnego należy paragrafu.SZELIGA. Usuwam się przeto od dyskusji.SĘDZIA. Jest to ktoś... bliski czegoś... w głowie!...Na przypadek zaś silnego paroksyzmuMnie należy pamiętać o wszystkich,Którzy zamieszkują dom... Nieprawdaż?...

Książki może mózg zniepokoiły...

Jeśli, mówię, książki, to bynajmniejNie specjalne, nie astronomiczne...

Są złe książki i dobre — są, tak rzekę:«Zdrowe treści» i «próżne frazesy».Tamte uczą, lub księgarz je szybkoNa okrągłe pieniądze przemienia;Te są (za pozwoleniem) do czegóż?...Na cóż, radbym wiedział, greckie baśnie?

— Czyli to nauczyło kogokolwiek,Jak dopełniać swoich zobowiązań?Wstać rano, zimną wodą umyć się,Rachunki swe akuratnie przejrzeć,Posłusznym być sługą, czułym mężem?

— Durejko zna cenę literatur,Lecz przeciwny jest konceptom błahym.Lubi on i książkę w chwilach wolnych;Dziewiętnaście lat mając, cóż, bywało,Nie czytałem w lesie na wakacjach...

— Natchnienie u Litwina jest, jak nic...

— Wszakże zna pan wiersze Mickiewicza,Co zgniótł „wszystkich mędrców i proroków?”— U nas jak Radziwiłł, to Radziwiłł!Nie potrzebujemy wielu... jeden dość!...SZELIGA. (powolnie) Tak — lecz ileż w kopalniach trzebaPiasku podrzędnego wagi różnej,Aby tam był rodzimym diament,Nie zgubionym przypadkiem z pierścienia?SĘDZIA. (bezrozmyślnie, potakując)Ślicznie to pan mówi; u nas jest tak,Mości dobrodzieju, jak w kopalniach.SZELIGA, (dwuznacznie) Raz wraz jedna lampa zajaśnieje, Korytarze oświecając ciemne —A u której można i cygaroZatlić... To rozwesela znudzenie...

Obeliski jednak pojedyńczeMiewają tę niedogodność znaczną,Że z nich domu stawić niepodobnaI zaledwo próżne zdobią place.SĘDZIA. Durejkowa trzyma całą pensjęCórek domów, ze wszech okolicyNajbogatszych i uznania godnych.Tam można nasłuchać, cóż nie uczą,Obojej płci wiedzę stosującDo tego, co panna znać powinna!Ale rzeczą pierwszą jest moralność.

«Wiedza» idzie od «jaźni» — ta znowu

Naodwrót stawa się «jaźniowiedzą»,Jak to nasz filozof narodowySkreślił i jest przez to popularnym,Że w przysłowiach odrazu gotowychWięcej odkrył, niż w głębokich studjach,Dając tym sposobem dla każdegoPatent, kto jest przyzwoity rodak,Dziedzic zacny, kto ziomek porządny,Czysty patrjota i nie «Turan»SZELIGA. (grzecznie) Najprzyjemniej byłoby mnie tezęZ dorpackiej alumnem akademjiPodjąć... — Lecz powróćmy do układów...

Dolny i ten biorę apartament.Gdyby nawet dziś przyszło wypadkiem,Że lunety spróbowałbym mojej,Będę mógł wnijść, nieprawdaż?...

— Te rzeczy,Najmniejszej nie zrobią mnie zawady,Poza domem albowiem jest cel mój.Oko on gdy ujmie, porywa myśl,Podrzędnemi czyniąc miejsce i czas.

Nieco przed oknem próżni i chwilęSamotności od doby do doby,Oto wszystko, czego potrzebuję.SĘDZIA. (do Salome) — Czy słyszałaś dobrze, co pan mówił?

Należy być uważną i pełnić.SZELIGA. Nadół teraz cofam się i żegnam.

SĘDZIA. Egzekucji przyszedł czas i vigor...

Dodzwonić się nie mogłem — gdzież uszy?SALOME. Pani rozesłała ludzi wszystkich,O pana troszcząc się — i tu idzie...SĘDZIA. Egzekucji przyszedł czas i rigor...

Przenieść tego rychło niepodobna,Więc złożyć tak, jak do przeniesienia,Lub ażeby razem można byłoWyrzucić za drzwi... czy pod strych schronić...

Durejkowej słyszę chód pośpieszny.Wiedzieć rada chce o astronomieI o apartamentach do wzięcia.Ciekawa, jak poprowadzę sprawkę.Czuły mąż z dobrą czeka nowinką.SĘDZINA. Gonię wciąż za tobą, o Durejko,Ty, któremu dziś się zwierzyć życzę —Nie, żebym się nie zwierzała zawsze,Ale że okoliczność rzadka jest.

Czemuż widzę Klemensa nieczułym?SĘDZIA. (surowo) Mnie pierw spytać trzeba o fakt ważny.

Astronoma mam w domu — pojmujesz?Apartamenta wzięte...SĘDZINA. (obojętnie i zimno) Cóż to jestPrzy nowinie, którą ja-ć przynoszę?...Posłuchaj: rano hrabina HarrysPrzysłała na pensję z zapytaniemO listę panien...SĘDZIA. (z politowaniem) No, to niewiele...SĘDZINA. Sluchajże mnie! Ciekawa przyczynyWypytałam się posłańca — słuchaj —O Durejko, wszystkie panny będąZaproszone dziś na wieczorynek!...SĘDZIA. (ze śmiechem) To jest akt dopiero, gdy nowinaDurejki jest fakt, i niewątpliwy!SĘDZINA. (obojętnie) Czy akt, czy fakt, jeżeli pomyślny...SĘDZIA. (zimno) Logiki coś nie zna Durejkowa.SĘDZINA. (żywiej) Ona pewno przeczytała więcej,Niż kto inny...SĘDZIA. (odwracając się tyłem) W Dorpacie czytają...SĘDZINA. (ironicznie) Czy całą «Chowannę?» Klemensulku?

SĘDZIA. (przez ramię) I «Ojczyźniaka», panienko!

Akt do faktu jest «jak pięść do nosa».Nie akademickie wyrażenie,Ale jądro myśli kapitalne.W przysłowiach jest więcej zdrowych treści,Niż w paryskiej dziś literaturze.Co filozof nasz sam udowodnił.SĘDZINA. (odejście udając, chroni się za drzwi) Les goûts sont différents, mon cher mari,SĘDZIA. De gustibus disputandum non est.SALOME. Coś przez usta ich gada językami.SĘDZIA. (w monologu) Durejko zna wagę interesówI klasyfikować je potrafi.Czuły jest Durejko, lecz i groźny,Ani lada czemu folgujący.On zna obowiązek pana domu...SĘDZINA. (powracając naprzeciw męża) Durejkowa kształci generacjęNajprzyzwoitszych panien w świecie!Przyszłych matek, żon i bohaterek,Które ci zgon podzielą i tryumf!...Ona, łącząc słodycz z surowością,Trzyma cugle rządu w swoim domu,I nikt pewno jej nie będzie uczył!SĘDZIA. (stanowczo) — Był Durejko sędzią i sędzią jest,Rozumienie spraw posiadającym;Co roztrząśnie on, roztrząśnie nieźle!Potrafi też innym zamknąć usta.SĘDZINA. (gniewnie) Durejkowa nie da się zagłuszyćFrazesom bez gruntu i bez stylu:Treść ceni, lecz chce i formy wdzięku —A czy Klemensulko zna syntezę??SĘDZIA. (z pogardą wychodzi — za żoną) — Antytezę!... bogdaj i protezę!...

— Zagajał Durejko nieraz w życiuRóżnej treści polubowne spory,I już mu niewiele zyskać trzebaTam i owdzie przyświadczeń sąsiedzkich,By na zawsze kompetentnym zostałW komitetach wszystkich, wszelkiej treści...

— Wówczas Klementynka jemu dygnie,Sprawkę tę lub owę przedstawując,Lecz przemilknie ten, co teraz uczy...

Dzwoniąc zlekka palcem w tabakierę —Jednym tylko palcem, raz, i wtóry,Prezes puknie... Cóż, pani Durejko!?...SĘDZINA. (pokazując się jeszcze we drzwiach) Monologów wcale się nie wzbrania.SĘDZIA. (za żoną wołając) «Sobosłowień!» — Przynajmniej mów czysto,Własnych przodków języka nie kalaj! —SĘDZINA. (część głowy ze drzwi okazując) Wyłgiełłówna z rodu zna swój język.

SALOME. (opierając się na szczotce)Takto co dnia, gdziekolwiek zdybią się,Zaraz pokazują sobie język —Ani zgadnąć, czemu, ani wiedzieć,Co szumi z nich słowy niemieckiemi.Poczem naraz jegomość w tę stronę,W owę imość... Dopiero na nowoRozesłani słudzy tam i owdzie,Szukać pana i za panią biegać,By się jeszcze hałaśniej gdzie starli.

Słyszę, spotkał sędzia astronoma.Szczęście wielkie, że ten go zatrzyma;Nie dobiegłszy tym sposobem żony,Ukoją się, choć na chwilę, spory.

Otóż prawie że wszystko w porządku,Jakby lokator umarł...— Boże mój!Cichym ludziom świat miejsca żałuje:Jak powodzią, coraz, coraz dalejObejmani są i ciągle pchani,Aż ostatni dzień czoło zalewa.SZELIGA. (z lunetą w ręku wchodząc)— Dość jest — dość uprzątania waszego:Dla okien tych i dla kilku godzinAni warto, ani się i godziNiepokoić wszystko!SALOME. W domu u nasDla rzeczy najmniejszej robi się tak.

SZELIGA. (do Salome) Lokator, jakkolwiek cierpi obłęd,Zda się jednakowoż być spokojnym —SALOME. Ten, kto powiedział to panu hrabi,Musi częściej cierpieć.— My, odźwierni,Niż ktokolwiek, lepiej znamy rzeczy.

Ludzie cisi są zakałą świata!...I odpycha on ich ustawicznie,Coraz dalej, coraz skorzej z ziemi,Aż nareszcie mówią: «To jest warjat!»— Panną będąc i szyjąc u księżnej,Która może hrabiemu jest znana,Księżnej Orsi, co była aktorką,Tam się napatrzyłam świata dziwów!...

— Niekażdy-bo, co z sobą rozmawia,Jest warjatem — i niekażdy nawet,Co tak skromnie mieszka, jest lada kto!SZELIGA. Macie i tu blisko pałac świetnyTej hrabiny Harrys...SALOME. To jest, panie,Klejnot wielki — to jest laka dobroć,Że tylko dwie równe w okolicy:Ksiądz prowincjał i pani hrabina!SZELIGA. A mąż?SALOME. A któż nie wie że to wdowa?!...SZELIGA. Zapomniałem!... Słyszałem był ongi,Lecz, z dalekiej wracając podróży,Myśliłem, iż wszyscy pożenieni...SALOME. (uprzątając jeszcze w izbie)— Należałoby to i jej począć,Alić, co my sądzim, a co państwo,To odmienne dwie rzeczy bywają.SZELIGA. Małżeństwo dla wszystkich jest jednakie.SALOME. Takto i ksiądz prowincjał naucza,Aż nieraz łzy w okulary kapią,Co jednak w kościele brzmi wyraźniej...SZELIGA. — A hrabina przecież nabożna jestI musi znać ojca prowincjała?...SALOME. (głośno) — To tak, jakby spytał kto, czyli jaZnam te schody i te ich poręcze.

— Gdzieżby święto Przenajświętszej PannyByło obchodzonem z takim blaskiemWoskowych świec, dużych, jak jegomość,Że tu pana hrabiego przeproszę —

Gdzieżby tyle kwiatów, robionych róż,Lilij z liściami srebrnemi,Drogich kadzeń i ornatów, które,Jako blachy złota, tak łamią się —Gdzieżby było tyle w Boże CiałoStrusich piór, kłoniących się, jak dusze,Przed utajonego sakramentem...— Gdyby równych w świecie zbrakło hrabin!

Alić coś należy dać i niebu —Choćby dymu wonnego obłoczek,Jeśli nic dać z siebie nie może człek,Wszystko jakby pożyczone mając.

Ja to wszakże mówię — może zbytnio...Z przeproszeniem pańskiem stara sługa...

SZELIGA. Rozrzewniła mnie doprawdy!... Człowiek,Nieraz się ubrawszy od stóp do głów,Odprawia pielgrzymki nienajbliższe,By wreszcie usłyszał rozmowę mdłą,Gdy oto tu schylona staruszka,W prochy ziemi nawykła poglądać,Diamentowem słów światłem darzy!

Zaiste, tylko podróżnik umiePodróżować i we własnych stronachMonumenta odkrywać, lub czynićNieznane dla innych spostrzeżenia.Dlategoto może Anglik, któryPodróżuje najdalej, i często,Najoryginalniej został sobą...— Rzeczy, obok których bliscy co dnia,Opierają swe rubaszne łokcie,Uderzają wzrok mój, budzą mój słuch...Podróżuję wciąż i wciąż, jak w Syrji!

SZELIGA. Cyt! Nadchodzi ktoś, szemrząc do siebie,Jakby sprawę toczył z każdym schodem.MAK-YKS. (w głębokim monologu)Zaiste, że ja wracam do siebie!

Lecz zostaje mnie jeszcze wiele piętr,Wyżej coraz, aż gdzie posiadłościI samego Durejki... kończą się...

Wielkie szczęście, że glob jest w przestworzu,

Którego nie pomierzyła ludzkość —Wielkie tak, jak otchłań, i jedyne.SZELIGA. (półgłosem na stronie) Cokolwiekbądź ta staruszka mówi,Lepiej jest ostrożnym być z osobą...MAK-YKS. (wchodząc powoli) Miejsce, widzę, że już mnie odpycha!

Obmierziono mnie nawet i oknoTak, że odwracam się odeń, nie chcącAni dnia światłości, ani księżyca.

Potylekroć tam byłem, i owdzieLecz napróżno!Acz wiem o tem pewno,Że ani mnie myślano zaniedbać...

Tak — pewność jest o słońcu, iż wstanie,Ani wątpimy o niem; wszelakoBywa, iż mróz zniweczy wszystek kwiat,Niźli wiosenne powrócą tchnienia.Zajdę jeszcze, zajść muszę jeszcze raz!O synu Salome mówić z nią będę —Nic o sobie...Zbieg różnych ironijŚciera osobistość — chcieć się nie chce!

Nieszczęście psowa wolę czynu,Zamieniając ją w szał lub atonję.Szczęście niemniej wpływa na uczucia,Czyniąc ludzi tępych i leniwych...Tamte i te zarówno psuć mogąc,Są-ż niedolą lub dolą człowieka?...

Przyjdzie wreszcie i kierunku nie mieć,Przyjdzie powoli stąpać przed siebie,Jakby za pogrzebem swego sercaKtóś, idący z własną piersią próżną...

Więc z pogodną twarzą!SZELIGA. (uważnie) To poprostuNieszczęśliwy wielbiciel...Któż ode mnieWięcej winien mieć dlań względności!

Po sąsiedzku, witam!MAK-YKS. — Nie wiedziałem,Że już po sąsiedzku — lecz przepraszam.

Wszystko widzę tak przygotowanem,Iż zrobi się tu próżnia... lada dzień...

Pono że uniosłem... przedmiot główny...SZELIGA. W Ameryce nie izdebka taka,Ale salon w każdym bywa domu,Dla zamieszkujących równie spólny.Swoich gości każdy w nim przyjmuje,I nie wadzi to nikomu wcale.

To jest także postęp społeczności.MAK-YKS. Europa się wystrzega próżni,Jak chemiczny proces...SZELIGA. (męsko) — Stąd też wieleIstot, które się nie rozłożyły,Lub nie odebrały sobie życia,Przechodzi przez inną śmierć — cywilną,Czyli wyojczyźnia się na stałe...A z takowychto zmartwychpowstańców,Co pomiędzy siebie i wspomnieniaSzeroki ocean rozesłali,Utworzyła się nowa społeczność.Irlandczyków iluż tam uchodziOd swego szmaragdowego kraju!...

Lecz pana przepraszam. Nazwisko twePochodzi z Irlandji albo Szkocji?...MAK-YKS. (zimno) W kraju każdym są różne nazwiska,Zwłaszcza dawne, z zatartych kart dziejów;Zaś pochodzę ja, zaprawdę, z owych,O których mówiliśmy pierwej,Składowych ciał, nie wytrzymującychParcia chemicznego Europy.— Zeznania posuwam do szczegółówZ powodu, iż mnie pan o nie pyta.SZELIGA. Przywykłem w podróżach przerzucać sięZ miejsca w miejsce i z tej treści w owę,Skracając czas przez nabytą baczność.Dlatego, więcej coś panu powiem,Dalej posuwając się:

— Służby meBezzawodnie ofiaruję panu,Gdyby jego stałą myślą byłoW zaoceanowy odpłynąć świat.

Nie ku temu, zaiste, zbiegłem glob,By sobie zgromadzić fotografy.Wiedza wkłada obowiązki: ludziomJej udzielić i siebie winienem.

MAK-YKS. (serdecznie) Mówiących tak, jak pan, słyszę rzadko...Ale jest źle podawać się chwili,Iż są, w których nie samą Europę,Lecz ziemski glob opuściłby człowiek!

Wszelako przyjmuję najzupełniejW danym razie tę bratnią łaskawość.SZELIGA. (podobnież) Gdy wypadnie zażądać tej ręki,Będzie służyć.

— Zważałem, iż dotądSpołeczeństwo jest tak postawione,Że zarazem zarabiać i kształcić sięDo niedalekiego można stopnia.Przyczyna, dla której są uciskiPrawie że moralność dotyczące.MAK-YKS. (ze szczególnym uśmiechem i różnoznacznie) Dotąd dziwiłem się, że pan za dniaSpostrzeżenia robi...SZELIGA. (bystro) Pojmuję żart.Świat należy i o dniowem świetleBadać i promieniom tym słonecznymNiekoniecznie ufać...

Ja, na teraz,Badam raczej położenie okienLub podróżnych lunet przecieram szkła,Ku czemu wszelakie światło służy.MAK-YKS. (obłędnie) Dla mnie także, o panie, okna te,Swą osobną mają tajemniczość.SZELIGA. (żywo) Rzeczywiście? I jaką?MAK-YKS. — Rzecz drobną —Szczegół mały...SZELIGA. (żywo) Niechże pan mnie powie!MAK-YKS. Arcydrobną rzecz.SZELIGA. (na stronie) Miałżeby i onTakimże samym być astronomem!

Proszę z wszelką otwartością mówić,Zwłaszcza, że jego tu zastąpić mam;Wszystko mówić proszę — —MAK-YKS. (wpatrując się w Szeligę)Niechże więc pan...Lecz, widzę go tyle —Zaciekawionym...SZELIGA. (zimno) To jest z przyczyny,Że pojąć nie mogę, jakby okna,Nie obejmujące nic szczególnie,Prócz nieco przestrzeni...Prócz tych otoAstronomicznych ledwo względów,Mogły mieć dla osób dwóch interes...MAK-YKS. (ku oknu) Przyjaciele moi... tam mieszkają.SZELIGA. (przeraźliwie) — A — a!!?MAK-YKS. Gniazdka w tych drzewach sobie wiją.SZELIGA. (spokojnie) A!...MAK-YKS. (opowiadając) — — Różne są to ptaszki — wszystkie znam!W okna te zlatują na dzień dobry...Nawyknąłem chleb mój z niemi łamać;Przeto, niźli sam wyciągnę rękę,Myśląc o opuszczeniu Europy,Niźli, mówię, sam będę, jak oni.Proszę za moimi przyjaciółmi.

Niewiele rzuca się im, tam i owdzie.SZELIGA. (wstając od okna) Radbym jeszcze dziś zastąpić pana.Lecz — zbliża się godzina...MAK-YKS. — GodzinaOdwiedzin i wizyt — nie z lej sferyGości, co, zaiste, że są mili,Niewymagający... i pamiętni...SZELIGA. Społeczny świat także ma swe obroty,Przesilenia swoje i eklipsy.

Oto jaki zaraz o tej porzeRuch powozów przez ów rozstęp widać.Zdałoby się, że właśnie zbudzone,Albo, że coś niezwykłego zaszło...A to tylko godzina przyjmowań...MAK-YKS. (przyskakując ku oknu)Za łaskawego pana pozwoleniemChwilkę spojrzę .......

SZELIGA. On nie ptaszków czeka...

Powóz Marji!... jej kolory...MAK-YKS. (odbiegając od okna i wychodząc, do Szeligi) Żegnam.SZELIGA. (sam) Wątpliwości niema, że to jest ktośNa ścieżce tej samej, co astronom.

— Pokazuje się wciąż, iż odkryciaNie są nigdy absolutnie noweI że ja, który właśnie myśliłemByć najtrafniej tu naprowadzonym,Nie najpierwszy obserwacje czynię...

Tak!...Lecz któż sprawdzić za mnie podoła,

Czyli nie moja to podejrzliwośćGra tu moją myślą... i samym mną?

Niejeden ten przecie mignął powóz...

Nie ona tylko ma te kolory...

Nietylko jej wyglądają z okien...

I niejedna ona na ziemi jest!

Nareszcie ten młodzieniec...Ten człowiek —Bywa-ż w świecie? Miałżeby on znać ją?Zdaje się to być niepodobieństwem!

Nie, to podejrzliwość serca mego...

Lecz ta melancholja, chęć podróżyPoza Europę, zrozpaczenie,Formy towarzyskie i znajomośćNatury naszego społeczeństwa................Nie! Człowiek ten zna ją... bywa u niej!

Otóż są zaiste-że zaćmieniaświata moralnego...— Ah, astronomie!

Umieć wzrok swój zdłużyć poza oko,Gdy się tegoż na wewnątrz nie umie,Jest to przez jedne, płaskie patrzeć szkło!

HRABINA. ...Wiesz zatem nieledwie, że wszystko,Lubo nadto zostawiam i notę,Numerami uporządkowaną,Tak, jak mąż mój niegdyś to czynił,Ze zapomnień mych się uśmiechając.Gdy porządku uczył mnie, jak dziecię,Dwie go rzeczy szczególniej bawiły,To jest: moja pozorna niepamięćI moja pozorna zabobonność.Tamtę i tę pozornemi zowięLub tak nazywać je sobie życzę.Co do drugiej jednakże nadmienię,Że sprawdzającemu się przeczuciuNie dać wiary jest niepodobieństwem.

Pierścień ten, rzecz zaprawdę zmysłowa,Do której nie przywiązuję ceny,Gdy zginął mnie, wraz miałam przeczucie,A którego sprawdzenie nadeszłoWłaśnie, gdy odnajdowałam zgubę.Że nie od pierścienia to zależy,Lecz w przeczuciu istnieje, to-ć wiem ja,Dosyć posiadając filozofji,By przyczyną nie nazywać trafu.

Jakiż związek ma pierścień z akacją,Którą wczora burza starła w piasek.Jakby śniegiem zasypując ścieżkęKwiaty białemi?...A oto właśnie tejże chwiliOdebrałam telegram... Lecz wróćmyDo uporządkowania zatrudnień,Tak, jak uczył mię był mąż mój drogi!MAGDALENA. (spostrzegając) Nie notatkę dałaś mnie, lecz telegram.Więc, naprzód mówimy już o tym punkcie,Zapisanym (jak widzę) w instrukcji...Cóż nauczyć chcesz mnie o Szelidze?Którego raz — kiedyś, gdzieś — widziałamI odtąd słyszałam tylko ciągle,Że wielbi cię — żeś dlań nieczułaI że odtąd zwiedza morze MartweTudzież gruzy spalenisk dokoła...Więcej zaś nic sama o nim nie wiem.HRABINA. (surowo) Mieć sobie będę zawsze do wyrzucenia,Że popełniłam coś, podobnego do kłamstwa,Ale ta Szeligi ziemska miłość.Niekiedy podobna do uporu.Dała mnie myśl nasunąć mu wieściO możliwem mojem zamążpójściuOdtąd telegram tylko raz, ze Smyrny,Przysłał mnie ten, arcynieczytelny!

«Wracając do ziemi, nawiedzę ją...»MAGDALENA. Skrócenia konieczne są w telegramie.«Do ziemi» znaczyć ma do dóbr swoich,«Ją» znaczy ciebie, nie zaś ziemię...Słowem, wraca — i zechce cię odwiedzić.Należałoby ci tylko śpiesznie«Możliwe» twe spełnić zamążpójście,

Zamieniając zmyślenie na wieszczbę.Wówczas, jak ją zowiesz, ziemska miłośćUpornego Szeligi zapewnePrzemieniłaby się w coś innego;Bo muszą też być i inne czuciaDla rozmaitości we wszechświecie,I nietylko sama, jak ją zowiesz.«Ziemska» miłość, tyle ci natrętna!...HRABINA. (zimno) — Na boku zostawmy to i wróćmyDo dziennego prac naszych porządku!MAGDALENA. — Gdyby więc pod twoją nieobecnośćSzeliga przybył...HRABINA. Przyjm jak najgrzeczniej,Lecz nie uroń w rozmowie ani słówka,Zbliżonego najmniej do nadziei!Całej to zręczności twej polecam.Nie chcę, aby mnie cobądź wiązało,Odkąd się oddałam obowiązkomI znalazłam wielkie dobro: spokój!STARY SŁUGA. (wygłaszając) Mak-Yks, panią hrabinę chce widzieć...HRABINA. Nikogo nie przyjmę przed wyjazdem —

Mak-Yks! Jakbym też go zapomniała...MAGDALENA. Cóż ty z tego kuzynka chcesz zrobić?HBABINA. Ja nic. — On zaś sam co z siebie zrobi,Czasu nigdy nie miałam zapytać go.Dobre to chłopczysko i lubiącyNieledwie że pustelnicze życie.Raz, widząc go z brodą niestrzyżoną:«Cóżby to był za śliczny kapucynW ermitażu, pod zielonem drzewem!»Pomyśliłam...Lecz czyli to jemuPrzyjdzie na myśl kiedy przed zwierciadłem?Choć zapewne, że szczęśliwszym byłbyW cichej celi, hodując sobie kwiaty...Gdzie znalazłby dobro wielkie: spokój!MAGDALENA. To, co mówisz o człowieka losie,Przypomina mnie coś kapucynów,Które zastępują termometryLub tych, co z kart dla dzieci się robi:Tamte kaptur zdejmują w pogodę,Lubo się nią wcale nie obchodzą;Te się wszystkie społem wywracają,Skoro jeden z nich i jak się potknie.HRARINA. — Mogłabym go wreszcie i ożenić...Przecież małżeństwo, to sakrament.Lecz potrzeba wprzód posażnej panny,Tegoż wieku, wzrostu i tak samoDo cichego ułożonej życia...MAGDALENA. Naturalną znalazłszy harmonjęWzględów tylu: wieku, wzrostu, mienia,I temperamentów, i skłonności,Jak w gałęziach dwóch jabłoni jednej —Spytać chce się, czemu jeszcze wgórzePonadprzyrodzonych szukać zręczyn?

— Jaskółki dwie, całkiem równe sobie.Nie sąż przez to samo ożenione?A jakaż byłaby ludzi wyższość?HRABINA. Zawsze umiesz jakieś dać pytanie,O którem pierw z ojcem prowincjałemRadziłabym bardzo ci pomówić..

Niewiele mnie czasu już zostawa.

O czemżeto mówiliśmy dotąd?MAGDALENA. O Szelidze naprzód — i że jemu...HRABINA. Nie uronisz słóweczka nadziei.Moja luba, to jest arcyważne.MAGDALENA. I że przyjąć go mam jak najgrzeczniej...HRABINA. Jak to pięknie, że pamiętasz wszystko.

Jak najgrzeczniej dlatego, by jemuCzemś osłodzić stanowczą odmowę.Miłość bowiem, jakkolwiekbądź ziemska,Gdy ustaje, to nie jest rzecz miła!Przynajmniej tak sądzę, moja luba,Że to nie musi być najprzyjemniej...MAGDALENA. A teraz, cóż dalej?...HRABINA. Czytaj w nocie!MAGDALENA. (krotochwilnie) — Zrobiłam z niej, patrzaj, kapucyna,Który się wywraca za powiewem...

«Numer drugi: parę taneczników...»Cóż to może znaczyć? Proszę ciebie...HRABINA. Czytaj dalej...MAGDALENA. (czyta) «Zaprosiłam pannyZ całej pensji, kilku małych chłopców,I panią Durejko, ochmistrzynięZ mężem swoim».HRABINA. Wszystko jak najgrzeczniej.Zapraszalne listy jedne wyszły,Reszta leży owdzie; wyszlij i te!

MAGDALENA. (z uśmiechem) Przejrzę tylko, czyli w nie przypadkiemNie wtrąciłaś czego innej treści.HRABINA. Winisz mnie o błahe nieuwagi,A jednak może i jest niewieleKobiet mojego położenia, któreByłyby w stanie tak dużo rzeczyRóżnorodnych zgodzić i prowadzić.To, że w mojej biblji, na rycinie,Znalazłaś raz miasto przezroczegoPapieru bankowy bilet, z tegoWyprowadzasz bezzasadne wnioski.Fraszki zapomnieć mogę, nie celu.Są dnie, których godziny wszystkieMam rozrachowane, jak zegarek,I spisane rzędem w wilję wieczór.Teraz jadę na zbór miłosierny...

MAGDALENA. Gdzie w sukni rozdartej niepodobnaBrać głosu o biednych bez poddasza,Bo to wyglądałoby na komedję...HRABINA. To przypadek jest... i bez znaczenia.

Naprędce proszę fioletowy stanik.STARY SŁUGA. (Mak-Yks; za sługą wchodzi sam) Mak-Yks się powtórnie anonsuje —SŁUŻĄCA. (podając stanik) Pani hrabino, nieco powolniej...HRABINA. (do sługi) Niechże wnijdzie, jeśli jest w potrzebie...MAGDALENA. Ten młodzieniec wchodził — lecz, gdy zobaczył,Że dopełniasz ubrania, cofnął się.HRABINA. Wina jego! A może jest w potrzebie?MAGDALENA. Mogłażbyś ubierać się przy ludziach?...HRABINA. To nie są ludzie. Daj, proszę, szpilkę!MAK-YKS. (który niezupełnie cofnął się był) «To nie są ludzie!» Ah, nie, o pani!...Daruj, iż podnoszę słowa twoje,Które byłbym pominął, jak możeWiele innych pominąłem mówień —To są «nie ludzie», pani, to tylkoObowiązani tobie lub arcyUmiejący cię cenić — nie ludzie!...Przy nich można sobie zapiąć guzikBez zmylenia rzędu, akuratnie...

Daruj, przebacz, pani i kuzynko!Słowom, które się z ust wydzierają,Będąc silniejszemi niźli mówca!Daruj, ale więcej jeszcze powiem:Bywa, iż ci, co dziś ludźmi nie są,Pewnego dnia i godziny pewnejWłaśnie że tylko oni zostają...Od tła to zależąc, nie przedmiotu.Gdy się tło odmienia, wraz i rzecz z niem.HRABINA. (silnie) Mak-Yks! Ile zraniłam, przepraszam.Uczyniła wyrazów pośpiesznośćSens, którego ani pomyśliłam...MAK-YKS. Miałem ci, o pani, nie to mówić —W innej treści i mało odwłocznej...

Lecz ot, pękło coś w toku myślenia,I nie jestem już w stanie dodać nic.MAGDALENA. Scenę zrobiliście lub robicieDla jednego błahego wyrazu,Dla sposobu mówienia, na świeciePrzyjętego — — a który nie jest jej,Wcale nie jej... zaręczam to panu.— To jest wyrażenie niewłaściwe,Mimowolnem przejmowane tchnieniemOd ogólnej świata atmosfery,Która bez nas naszą rządzi mową...MAK-YKS. Panie! Ja szczerości nadużyłem,Wyrzucając niewstrzymalne słowa,I, jeżeli to słabość, że muszę,Nie skończywszy rozmowy, stąd odejść,To słabość ta jest tylko ma własna,Osobista i nie należącaDo «ogólnej atmosfery świata,Która bez nas naszą rządzi mową!»HRABINA. (silnie) Mak-Yks! Ja chcę... Przyjdź dzisiaj wieczór!MAK-YKS. (ceremonjalnie) Pani — kuzynko moja — — zapewne.

HRABINA. Podaj mi kamforę i zegarek...MAGDALENA. Zaskoczona zostałaś zdarzeniem,Wychodzącem za porządek dziennyI nie zanotowanem w książeczce —Świat albowiem nasz jest coś podobnymDo tych miernych artystów, co, ledwoWyrobiwszy parę charakterów,Całą przyszłość sztuki chcą nakłonićDo zamknięcia się w ich korporacji.Utyskują, że Cezar SzekspiraZa wielki jest o głowę dla sceny;Alić kto od drugich chce postępu,Winien ciągle on sam postępować.HRABINA. (niecierpliwie) Racz mnie nie zaprzątać... Czasu nie mam!

Instrukcję ci zostawiłam całą.

Jeszcze coś... Zapomniałam mej książkiDo nabożeństwa, biorąc wzamianZeszłoroczny miejski kalendarzyk.MAGDALENA. Oto książka twoja. Dowidzenia.

MAGDALENA. (w monologu) — O ty, z zeszłorocznym kalendarzemW ręku i z rozdartą twą suknią,Lecz z oczyma niebem błękitnemi,Jesteś święta!... Umiem cię podziwiać —

Kto inny w ironję obróciłbyUsterki twe — mnie są one cenne.Wzieram przez nie, jak ów więzień, któryPrzez szczeliny jasne patrzy w okno,Czy wolniejsi są ludzie na ziemi...

MAGDALENA. (pozierając na kartkę — dzwoni) Wypisane wszystko, co mam spełnić.Należy, bym zarządziła stosownie.

Cofnąć trzeba stół i krzeseł szereg,Czyniąc miejsce, jakby tańczyć miano;Podobnie i w dwóch salonach bocznych.A ktoby tymczasem nadszedł, przyjmę.NOWY SŁUGA. (wchodząc) Graf Szeliga!MAGDALENA. Chwilkę.

— Teraz proszę.

MAGDALENA. (uprzedzając rozmowę)Marji Harrys zastępstwo niegodneZastaje pan w Magdalenie Tomir,Która miała jednakże przyjemnośćNie być obcą panu... Lecz gdzie, kiedy?Nie zdołałaby odpomnić wiernie.SZELIGA. Pani! Było to lat temu paręW nieszczególnie poetycznem miejscu,Bo u dworca żelaznej kolei,Gdzie mój krewny pani towarzyszył.MAGDALENA. — Ah, pan Lesław!... Teraz pomnę wszystko.Odtąd, ni pierw, pana nie spotkałam.SZELIGA. Odtąd właśnie, od owego progaU kolei żelaznej odszedłszy,Nie wracam aż teraz do Europy,Którą opuszczając i do którejGdy powracam, znów spotykam panię...MAGDALENA. Po raz drugi w życiu — i podobny.SZELIGA. Tak, że jeśli atom fatalizmu,Ze wschodniego na mój mózg turbanuSpadłszy, usprawiedliwia zabobon,To nanowo winienbym się jeszczeNie uważać, jak przybyły stale,Lecz znów żegnać miejsce...MAGDALENA. (dwumyślnie) Lub na nowoPrezentować się mnie, jak nieznanej.

Lecz nic się tak ściśle nie powtarza.SZELIGA. Z czego może więcej na tym świeciePociechy, niż żałób.MAGDALENA. Prawda.SZELIGA. Nie mówimy nic o pani domu...MAGDALENA. (smętnie) Owszem, owszem, bo, ktokolwiek dumaNad marnością......ten myślą jej bliskim!Ona, więcej niż kiedy, nadziemska!SZELIGA. (żywo) A — podobno — jeśli się nie mylę,Była bliską... lub jest bliską ślubu...MAGDALENA. (zabiegliwie) To śluby są mistyczne... mistyczne...I dlatego już jakby dopełnione,Że mistyczne... Cóż mam więcej mówić?I czy mówić coś więcej milo jest?SZELIGA. (smętnie) Wydarzenia są, w których lakonizm Najmiłosierniejszą bywa formą.MAGDALENA. (stanowczo) Lepiej często wiedzieć: tak, lub nie...SZELIGA. (stoicznie) Szczegóły są tylko anegdotką.MAGDALENA. Rzecz główna, gdy kto istotnie przyjąłJedno z owych postanowień, któreCałę reformują osobistość.Stałość, według mego rozumienia,Cennym, zaiste, jest klejnotem:Lecz i ona oszukiwać może;Bo na cóż stałym być względem komet,Których odmieniły się obroty?

SZELIGA. (z dziwnym akcentem)Wdzięczny pani jestem za coś... Nie wiem...

Jak też zdrowie hrabiny?...MAGDALENA. (zimno). O... dobrze...SZELIGA. (wstając i patrząc ku oknu) Mieliśmy dziś rano coś, jak burzę...MAGDALENA. Która też powietrze ochłodziła.SZELIGA. (obłędnie) Letnie burze, z gromem i błyskawicą,Nawet z ulewnym deszczem, są miłe...MAGDALENA. Mnie one dla kwiatów zawsze cieszą...

Okna pełne mam kwiatów u siebie,Zaplątane w rozmaitość liścia,Tak, że słońce gdy je tknie promykiem,To na cały mój biały salonikCienie listków padają ze drżeniemI w girlandy wiążą się prześliczne.A znam je tak wszystkie... — że gdy jeden,Kwiatek jeden, ktoś urwał był z oknaI to błahy!... geranium ponsowe,Wraz poznałam.SZELIGA. (krotochwilnie) — Jakto? Czy też same,Ukradzione, spotkawszy geranium,Odpoznała pani?!...MAGDALENA. (żywo) — Ah, nie... to nic!Lecz, że w oknie kwiatek jeden brakł mi...SZELIGA. (widząc, iż Magdalena pogląda na zegarek) Są osoby, między któremi czasZdaje się być naprzód ukróconym...MAGDALENA. I odrazu jest się z niemi blisko...Jeżeli spojrzałam na zegarek,To, iż Marja dała mnie instrukcje —

Instrukcje jej są, jak militarne.SZELIGA. Osoby są — mówiłem — śród którychNikną czasu warunki — istotnie.MAGDALENA. I odrazu blisko jest się z niemi.SZELIGA. W Europie stan to wyjątkowy —Na Wschodzie, tradycją obyczaju,Wiarą otrzymany lub nałogiem;Cień namiotu czyni u Araba,Że, kogo ogarnie, wraz ubratni.MAGDALENA. Braterstwa nie znamy w Europie —SZELIGA. (krotochwilnie) Za to bywa siostrzaństwo niekiedy...MAGDALENA. Uwagi też nie zwróciłam nigdy,Że to wyraz jednej płci właściwy —Że braterstwo męskie jest.SZELIGA. To dowód,Ile je pojmują w Europie.MAGDALENA. Ja też coś mam wschodniego — doprawdy!Matka moja jest z tej szlachty polskiej,Co przybyła z Armenji.SZELIGA. (dopatrując) Ah, prawda,Pani ma wyraźnie coś wschodniego.MAGDALENA. Nieraz było to mnie aż szkodliwe.

Dziś, w świecie, kobiety są za innychZłe... ...I to zowie się wychowaniem!Ręki podać nie można otwarcie,Gdy są inni, co źle to pojmą...Nie można uśmiechnąć się, bo źli są,Którzy uśmiech źle sobie wyłożą...SZELIGA. (głęboko) Instytucje, a nawet reformy,Mające na celu ulepszenie,Podobno że się już nieinaczejTworzą, tylko z tą głównie bacznością,Aby pasje złych w interes objąć;I ażeby nie drasnąć przypadkiemUśpionego gdzieś antropofaga!Droga arcypraktyczna — do chwili,W której nagle się można samemuWłożyć w smoka paszczę i nareszcieNie mieć co oszczędzać i co chronić!MAGDALENA. (z odrazą) Zepsucie zgadywać nieustannieI cudzym się uniewolnić fałszem,Nie móc się poruszyć, bo są błędni,Którzy źle ruszenie twoje pojmą —To — golgota antichrystusowa!...

Arab, jak pan widziałeś, da rękęOt tak... ...I ufa — i, że wierzy,Bzadziej, niż my, zdradzonym bywa!

HRABINA. (zimno) Przepraszam, że mało trafnie wchodzę...

Ja to powiedziałam z tej przyczyny,I dlatego powiedziałam to,

Że Magdalena mnie zastępuje;Więc powinną byłam się anonsować,Nie będąc na teraz panią domu.

Spóźniłam się na zbór miłosierny!

Nieczytelny telegram ze Smyrny.

Ona dopiero mnie wyczytała...SZELIGA. (na stronie) Jak też zimno mnie już przyjmuje!

MAGDALENA. (przerywając ciszę) Czy się państwo dawno nie widzieli?HRABINA. Gdzież ja mogę szczegóły pamiętać!SZELIGA. (serdecznie) O pani, lat dwa ja nie widziałemNawet i jednej kropelki w jeziorze,W którem odbijał się ten obłok,Na jakim spoczęło jej oko...HRABINA. (wstrętnie) Ah, ah, cóż za zmysłowy obraz!MAGDALENA. Nieco orjentalne wyrażenie,Lecz właściwe, gdy kto z Wschodu wraca,A którem przerażać się nie masz co!...Odpomni pan północne mówienia,Jaśniejące przezroczystym szronem...HRABINA. (z lekką ironją) To znów drugi telegramu wykład —

Lepszego tłumacza czy miałeś panW Palestynie?...— A propos: a czemuJerozalemskiego pan różańcaNie przywozi... i widzę, nie nosi?...SZELIGA. (gorzko) Z łez jeden — gdy mnie wpadł w Martwe morze,Zapewne przypadkiem... zamyśleniemO odległych — przemienił się całyW opałowe ziarna... krystaliczne...Niesłychanie twarde... — jasne... jak lód.I — odtąd różańców zaniechałem!MAGDALENA. (podejmując treść) Zniechęcić się można do wszystkiego...Gdy usuwa się nam z rąk fatalnie.I to może nasze wielkie szczęście.HRABINA. (silnie) Najzupełniej twego jestem zdania:Z rzeczy ziemskich cokolwiek traci się,Daje wzamian więcej rezygnacji...

Lecz czy różaniec ziemską jest rzecząLub nie?... Popytać się o to muszę...

SZELIGA. Ten, o którym ja mówię, był z łez:

Z człowieka łez, nie całej ludzkości,Więc był niewątpliwie ziemską rzeczą,Arcydrogą!...Ja sam — tylko jestemCzłowiek, wychowaniec tego globu.Na którym są burze, i wulkany,Nawałnoście i gromy w powietrzu................Rzecz, o której często aniołowieTak zapominają, jak mieszczanie,Którzy, nie zajmując się rolnictwem,Cenią nawałnicę po ich wpływachNa parasol... na szybę w karecie...HRABINA. (sobie i innym) — Aniołowie lepiej wszystko wiedzą —SZELIGA. (ceremonjalnie) Jeśli to jest przekonaniem pani...HRABINA. (ze znudzeniem) — Ah, powiadam panu: oni nigdyNie spóźniają się dla miłosierdzia!Przybywają wczas do komitetówI, cokolwiek pełnią, pełnią lepiej.

Mamy dzisiaj maleńki wieczorek...MAGDALENA. Który może być prawie anielskim,Bo panienki z pensji przyjdą tańczyć.Śliczne wszystkie i pełne dobroci.HRABINA. Tańczyć?!... Może... lecz w różne niewinneGry bawić się, to postanowione.

We wszystkiem lepiej jest ominąć świat.

Dowidzenia wieczoremSZELIGA. (pełniąc ukłon) — Tak, pani!...Świat — jest zaprawdę trucizną ludziom,Bo on kształci ich... a nie rozwija.

MAGDALENA. (z miejsca, do Szeligi, który z kapeluszem zatrzymuje się)Czy koniecznie zaraz chce pan odejść?SZELIGA. Sądziłem, że minął czas przyjmowań.MAGDALENA. Nie jest to tak ściśle określone,

Skoro nawet w komput komitetówMożna nie utrafiać na godzinę...SZELIGA. (poruszając fraszki na stole rozrzucone) Ten różaniec... nie jest z Jerozalem.MAGDALENA. A przeciwnie, brano go za taki.SZELIGI. Weneccy złotnicy robią równe,Lecz one są dla ozdoby dłoni.Różnobarwne zbliżając kamienieDo blasku płci, lub do rękawiczki.Podobną użyteczność, jako woń,Mają jeszcze osobne różańceMahometan z Konstantynopola.MAGDALENA. (naturalnie) Jedne przeto ubierają, drugiePerfumują, i trzecie nareszcieSą poręką modlitw...SZELIGA. (szczerze) Nic przeciw industrji takiej nie mam,Skoro ta gdzie z wiadomością kwitnie;Owszem, radość i rozweseleniaNie sąż z nabożeństwem zbliżonemi?Pokrewnemi nie sąż, powiedziałbym?...MAGDALENA. Gdy jeden był kościół w JerozalemI cały naród doń biegł na święta,A świąt tych tak czekał z upragnieniem...SZELIGA. Gdy się rozlegały wszędzie śpiewy,Po wszechścieżkach pachnących balsamem...MAGDALENA. (dostrzegając, iż gość zatrudnia ręce swoje) Rękawiczkę Marji pan chce zepsuć!...SZELIGA. (dwuznacznie i krotochwilnie) Tak małą... rzecz... gdybym też i spsował?MAGDALENA. (zanosząc się od śmiechu) Cha — cha — cha... cha —cha...SZELIGA. Co tak śmiesznego??MAGDALENA. Małą??...To jest... rękawiczka moja!Cha — cha — cha...

Patrzajże pan, czy tak mała!A pan już myśliłeś, że to Marji,I zaraz się coś panu zdawało...SZELIGA. (podnosi się i całuje rękę, ubraną w rękawiczkę) Przepraszam.MAGDALENA. (powstając) Niech teraz pan już pójdzie!

Ale i to... nie z przyczyny godzin.SZELIGA. (mocno) Jeżeli to nie z przyczyny godzin,Która jest nad siłę śmiertelników,Toć nieusprawiedliwiony byłbym,Gdybym odszedł.MAGDALENA. Jest to jednak pora,W której chciałam, żeby pan powrócił.

Dlatego, że pan mniej jesteś smutny,Niźli kwadrans temu... Goryczy mniejDostrzegam w rozmowy prowadzeniu.SZELIGA. Odwiedziny osób... ta napozórBłaha rzecz ma swoją treść głęboką.Są, z któremi gdy się znajdujemy,Jesteśmy subtelni i naiwni...I są, dla których nawet RafaelMusi stać się malarzem szyldów,Rysując wyraźnie i potwornieKażdy szczegół, a dla których przetoStajemy się sobie przeciwnymi —I wyższym uczuciom... i stylowi.Sprzeciwieni będąc tak, cierpimyRodzaj gwałtu, paroksyzm konwulsji,To zaś sprawia gorycz, gdy obyczaj,Słusznie zalecając tok i gładkość,Jeszcze zewnątrz wszystko to hamujeI dodawa jedną więcej trudność!MAGDALENA. (arcysmętnie) Grać dla takich osób BeethovenaMusi być szczególną przyjemnością.SZELIGA. Ponieważ się podobało paniByć lekarzem tych właśnie-że cierpień,Dlatego jej z gruntu kreślę słabość,

Albowiem to jest słabość... ah, słabość...MAGDALENA. (solennie) — Skoro się zna, że słabość?...SZELIGA. (wstając i pełniąc pożegnanie)— Zna się ból!

MAGDALENA. (zbliża się do stołu i podnosząc swą rękawiczkę) Rękawiczka ta jest mnie rzucona...Moja własna! Turniej szczególniejszy!

Polecenia Marji gdyby wszyscyTak starannie pełnili...STARY SŁUGA. (wchodzi i wygłasza)NadzorcaTych, co urządzają ognie sztuczne,Przysłanym jest od pani hrabinyPo niejaki abrys...

MAGDALENA. — Ona w głowieZapala mnie fajerwerk — doprawdy!

Niechże wnijdzie, ho ani wiem. co chce.SZTUKMISTRZ. (wchodzi, poprawia ustroju włosów i jednym tchem mówi z płynnością) Miałem zaszczyt przedstawić hrabinieWzory kilku fajerwerków, któreZapalane były z pewną sławą.Że tak pochlebiam sobie...Zwłaszcza ówWyobrażający pawi ogon,Przedzierzgnięty kupidyna lancą,Gęsty powielekroć zyskał aplauz.Tak, że mnie na rękach z przeproszeniemWielmożnej pani, chciano unieść...

— Lubo wówczas dodałem, przyznam się,Dwie fontanny serc, a każde sercePękało za sceną — i to byłaJakgdyby porażka w małej bitwie,Gdy na przodzie gorzał jasny tryumf —Nie zrobiło to jednak hrabiniePrzyjemności... więc proponowałemCałę postać kupida w płomieniuRóżowego koloru...MAGDALENA. (wstrzymując śmiech)Cóż na toPani hrabina?SZTUKMISTRZ. Jakoś nieraźniePodjęła myśl... Chciała coś lżejszego,Kupid bowiem cały, to machina,Której się nie stawi w parę godzin.Dalej, zeszedłem więc do rzeczy prostszych:Do słońc, gwiazd, komet...MAGDALENA. (ze znudzeniem) Na czem stanęło?SZTUKMISTRZ. Tu przysłany zostałem po abrys.MAGDALENA. (z ukrytą ironją) Czy nie możnaby naprzykład... zero?SZTUKMISTRZ. My, w sztuce, nic «zerem» nie zowiemy,Lecz «pierścieniem».MAGDALENA. Ah, myśl doskonała — —SZTUKMISTRZ. (z zapałem wielkim)Zrozumiany zostałem! NareszcieW życiu raz! Za pozwoleniem pani...MAGDALENA. (na stronie) Jeszcze i ten mnie hołdy swe niesie...SZTUKMISTRZ. Dwa pierścienie można przeszyć strzałą.

Bardzo można... owszem — to się rabia:Dodając po bokach skrzydła papug.Przecierając tło ognistą miotłą,Tam i owdzie popierając grzmotem,Błyskawicą zlekka budząc efekt —To uchodzi... to miewa swój urok.MAGDALENA. (ze znudzeniem) Więc najprostsza rzecz... niema co szukać...Szczegóły obmyśli sam artysta.SZTUKMISTRZ. (z zapałem gorącym)Nareszcie zostałem odgadnięty,Raz na życiu!...Uniżony sługa.

MAGDALENA. Zacnej Marji słyszę lekkie kroki,Muszę jej maleńką scenę zrobić...— Droga, dobra, niekiedy zabawna.Krytykuję ją i kocham równo,Raz naiwność dziecka w niej, drugi razCoś posągu kamiennego widząc.To jako piastunka, to jak sztukmistrzNa tę śliczną patrzy się postać...

O mało, że wszystko nie zniszczone!O mało, żeś nie zdradziła siebie!............Przyjęłam ci Szeligę, jak chciałaś,Osładzając jemu jak najgrzeczniejTwoje ostateczne odmówienie —By zaprzątnąć czarne jego myśli,O zwyczajach mówiłam pokoleń,Co patrjarchalnie jeszcze żyją;Gdzie ceremonjały samobójstwaNiespełniane są na ludzkich sercach —Pokazywaliśmy sobie wzajem,Jakie są tam gesta w towarzystwie:Ty nadbiegasz... i z przekąsem ziemskim,Widząc nasze ręce połączone,Usuwasz się... Jakże można byłoDać mu przeto nadzieję tryumfu?

Doprawdy, że pełnić instrukcje twojeZadaniem jest płótna Penelopy!

Musiałam się potem upracować,Tokiem waszych obracając rozmów.Jak zębatem kołem gdzieś w fabryce...Tak niezręcznie zdradziłaś się pani!

HRABINA. (surowo) Zdradzić się nie mogłam, Magdaleno!Wyszło mnie z ust może i dzieciństwo,Lecz umiałam się cofnąć natychmiast.MAGDALENA. (żywo) Cofnięcie to było jeszcze gorsze!HRABINA. (smętnie) Bo — może — też i ja kiedyś... miałamKruszyneczkę ziemskiego uczucia...Dla osoby, którą dziś oddalam.MAGDALENA. Otóż to, co właśnie zaszkodziło...HRABINA. Kruszyneczkę!... Jakiś błahy atom...MAGDALENA. Trzeba cofnąć i to, mój aniele!Bo popsowasz znów, co naprawione;Trzeba, abyś ziębiła go ciągle.HRABINA. Gdzież ja zdołam tylko tem się zająć!Lecz ty jesteś dobra, ty cierpliwa:Ty zbawiłaś mnie już raz, przed chwilą,Zbawiaj, proszę, dalej — ciągle zbawiaj!Zbawicielką będziesz twojej Marji.Magdaleno, proszę cię, bądź dobra!MAGDALENA. Trudne jest to, lecz początki niezłeUmiałyśmy zaszczepić...HRABINA. Nieprawdaż?Zdało się mnie, iż odszedł, jak przyszedł.MAGDALENA. (dwumyślnie) Niezupełnie, lecz coś podobnego.

Przyjmę wreszcie trud ten zbawicielstwa,Na cokolwiek mnie on może narazić.Daj mi wszakże słowo, że, co kiedyMówić będziesz lub czynić w tej mierze,Zastosujesz do baczności mojej.HRABINA. (solennie) Uroczyste słowo daję na to.MAGDALENA. — Więc naprzykład... Siądź tu, chwilkę jeszcze!

Czy nie miałabyś czego na oku,Coby twoje puste miejsce wzięłoW sferze serca dla pana Szeligi?

Panienek tu będzie znaczny dobór,Skoro szłoby o osoby młodsze.HRABINA. Całej okolicy przyszłe matki,Coś, doprawdy, jak wtóra społeczność.Zapominasz tylko... kwestji wieku:Żadnej niema... naprzykład w twych latach,Żadnej twego wzrostu...MAGDALENA. (stanowczo) NajzupełniejWyjaśniłaś mnie niepodobieństwo!HRABINA. Wszystkie prawie są dziećmi — —MAGDALENA. (z udanem zdziwieniem) Ah! prawda! —

Mniemasz wszakże, że pomysł dobry jest,Gdyby się go potrafiło użyć,I że miewam oka rzut sokoli,Gdy tobie pragnę być użyteczną?HRABINA. Magdalenko, ty masz wielki rozum.MAGDALENA. Zziębiać, chłodzić trzeba nieoszczędnieTe ziemskie uczucia wielbiciela,

Sposobem tym możeby i przyszłoDo wygluzowania zupełnego,A mógłby on także znaleść spokój.HRABINA. (obłędnie) Brodę nosi, był i w Jerozalem...MAGDALENA. Tylko, że różańce gubi w morzuMartwem...HRABINA. Apolog niezrozumiały,Który ledwo że mnie potrafiłaśNa człowieczą mowę wytłumaczyć...

Magdalenko, ty rozum masz wielki.

HRABINA. (krzątając się) Dzięki, że przyszedłeś.MAK-YKS.  ...Nawet wcześnie.HRABINA. Niekoniecznie, jest już wiele osób.MAK-YKS. (zbliżony do obnoszącego ciasta) A nie było mi to arcyłatwem,Bo czuję się cierpiącym cały dzień.HRABINA. Nie jedz tego: może ci zaszkodzić.To dla dzieci, co dużo biegająI apetyt mają zaostrzony...

Mak-Yks, hrabia Szeliga!

JEDEN Z GOŚCI.  Ta willaZawsząd smakiem tchnie pani hrabiny.DRUGI Z GOŚCI. I ozdobą jest prowincji naszej.HRABINA. Grzeczność panów nadaje jej ceny.DRUGI. Pani grzeczność czyni tę uwagę.SZELIGA. (do Magdaleny) Kto jest Mak-Yks, jeśli spytać wolno?MAGDALENA. Daleki pokrewny męża Marji.SĘDZINA. Panienek nie mogę uspokoić,Tak im u hrabiny jest wesoło.PIERWSZY Z GOŚCI. Bez różnicy wieku i płci, wszyscyPodzielają uczucie też same.DRUGI Z GOŚCI. Werandy odpatrzeć się nie można.MAGDALENA. (do Szeligi) Pan, co wiele widziałeś ciekawości —Czy gdzie takich ślicznych istot gronoZachwycało kiedy oczy jego?Skoro obskoczyły panią domuDzieweczki te i prawie dziewice,Napatrzeć się dość nie było można.SZELIGA. Piękności nieco widziałem — prawda —Nie byłem jednakże tak wysoko,Ażebym się przytomnym tam znalazł,Gdzie Najświętsza Panna z wysokościUśmiech swój rzuciła śród aniołów...HRABINA. Słuchać tego nie mogę — to grzech jest!SZELIGA. (na stronie) Wyobraźnia zamarzła!MAGDALENA. (do Hrabiny) Wybornie!Ciągle tak trzeba ziębić.SZELIGA. (donośnie) Więc to grzech,Co wszystkie natchnionych mistrzów pendzle,Dłóta i litanje wyśpiewały!?SĘDZINA. Jest to tylko fikcją, nie już grzechem.Ale pani hrabina purystką jest,Jak Durejko.SZELIGA. (na stronie i z niesmakiem)Tak, coś podobnego...MADALENA.MAGDALENA. (do Szeligi) Czemu pan znowu smutny?SZELIGA.  Bynajmniej!Tylko przy wesołości ogólnejDzieci tylu może się tak zdawać.MAGDALENA. (z umyślną niezgrabnością) Ty sama zapytaj, z twym dowcipem,Czemu on smutny!HRABINA. (idąc umyślnie do Szeligi)Jeżeli pan smutny,Niech pan je, lub co chłodnego przyjmie!SZELIGA. (zbliżając się do stołu)Powiadają, że smutni jeść winni.MAK-YKS. Jest to stan nietyle apetytuWzbudzający, ile sił trawienia.SZELIGA. Rzeczywiście? Więc, westchnąwszy, jedzmy!MAK-YKS. (jedząc) Na morzu się także często jada —Odpływając naprzykład od ziemi,Która rąk za nami nie wyciąga.SZELIGA. Są, którzy na morzu jeść nie mogą...

PIERWSZY Z GOŚCI. Weranda jest, bez przesady, cudo.Akuratnie że cudo... i koniec.SĘDZIA. Jest to zaczarowana wyspa. Cóż?Czy kto schwycił porównanie lepsze?Mości dobrodzieju, te cyprysy,Któreto są drzewa romantyczne,I innych dość krzewów pochylonychCzynią widok extra ujmujący.HRABINA. Brakuje tu jeszcze jednej rzeczy,Lecz nie obmyśliłam dla niej kształtu:Chcę, ażeby od strony cyprysówMały ogrodowy grób przeświecał...PIERWSZY Z GOŚCI. Ah, pani hrabino dobrodziejko,Jakże można grób tak blisko domu!HRABINA. Ogrodowy grób, pozór jedynie.Gdzieby można wieczorem odetchnąć.SZELIGA. U Egipcjan z trumną poufałośćDochodziła do spółwieczerzania.SĘDZIA. Przyznam się, że i ja w Durej WoliPołożyłem psu grobowy kamień,Na którym brzmi wiersz Durejkowej:

Jak jest ten wiersz? Wydeklamuj, proszę!MAGDALENA i HRABINA. A, to ślicznie! To pani poetka!Czemu też to było nam ukrywać...PIERWSZY i DRUGI Z GOŚCI. A, to ślicznie! Pani wiersze robi!...SĘDZINA. (do męża) Dajże pokój — śliczny przykład pannom!

Klemensulko sobie żarty stroi —Taki dziś jowjalny.

MAK-YKS. Czyliż wierszeUwłaczają temu, co je tworzy?SĘDZIA. (gwałtownie) Homer z biedy umarł, mój paniczu!Ale jest w przysłowiach wierszowanychSporo sensu i zdrowego umu,Zwłaszcza, kto je zgłębić usiłował.MAGDALENA. (do Szeligi) Jak ten pomysł grobu się podoba?SZELIGA. To nie swój jest pomysł, to Egipcjan,Co byli z mumjami ożenieni,Jedli z niemi, pili i tańcowali.MAGDALENA. Co też zgrabnie musiało wyglądać.SZELIGA. (melancholijnie) To jest pomysł smutny, z tej przyczyny,Że miewają go ludzie, wyzuciZ pewnego uczucia żywotnego...Ale nie chcę panią w te głębokieI mało zabawne wieść tajniki...MAGDALENA. Proszę, proszę, jak najpiękniej proszę.SZELIGA. (serjo i powoli) Zgon brzmi nieustannie w ładzie życiaI nieledwie w każdem dopełnieniu,Jedną ze strun jego stanowiąc;Kto ją odrzuci z żywota harfy,Naddać potrzebuje, co pominął,Potrzebuje widoków cmentarnych...Z przyczyny tej jest to arcysmętne,Nie z przyczyny nagrobków kamiennych.MAGDALENA. Jak ja to rozumiem!SZELIGA.  A rzadko kto...HRABINA. (zbliżając się do mówiących)Co tu państwo mówią zabawnego?MAGDALENA. Ciągle o tym grobie ogrodowym.HRABINA. Niemało się sama namyśliłamO tej rzeczy i, jak pocznę, nie wiem.Chcę, by to był i grób, i altanka.

Mak-Yks, żeby nie wyszło z pamięci:Jutro u mnie być musisz koniecznie,Należy coś swobodnie pomówićO różnych zaległych interesach.MAK-YKS. (ceremonialnie) Pani!...HRABINA. (donośnie) Wybierajmyż grę dla dzieci.Lub dwie różne, stosownie do wieków.SĘDZINA. Ja głosuję za dwoma lub trzema.PANIENKI i DZIEWICE. (wbiegając)Na werandzie, o tak, na werandzie!Bawić się życzymy wszystkie razem!Tyle miejsca owdzie i tak równoNa ścieżce ostatniej, jak w salonie!Pomiędzy gałęziami wonnych drzewSzklane globy tam i owdzie wiszą,Jakby niedojrzałe pomarańcze,Które błysną światłem na czas mroku.MŁODSZE. Brzegami trawników, na werandzieGrać wybornie w «pantofel» i w «kotka»!Starsze panny w salonach niech sobieZ poważnemi przestają osoby!STARSZE. Panieneczki przeciwnie w salonachNiech pod okiem starszych zostawają,Gdy my pójdziem, w ścieżkach ocienionych,Ramię w ramię, każda z przyjaciółką...Zwiedzić wszystko, co jest... aż do murów!WSZYSTKIE RAZEM. Na werandzie! O tak! Na werandzieŻyczymy się bawić wszystkie razem!SĘDZINA. Panienki te, co są uwieńczone,Mogą bawić się i na werandzie.HRABINA. Gry tymczasem znajdziemy stosowne.SĘDZINA. Trzeba zawsze dystynkcję zachować,Jakkolwiek są wszystkie umiejętneI kształcone według systematuDurejkowej... powiedzieć mogłabym,Lecz, z rozlicznych czerpiąc pedagogij,Nie przywłaszczam sobie ich esencji.SĘDZIA. (doskakując od drzwi werandy)Esencja zowie się «wszechwyskokiem»!Według rodowitej samowiedzy.SĘDZINA. (przez ramię swoje) Ale nie jest wyskokiem wszechstronnym...— Mon mari est puriste!...PIERWSZY i WTÓRY Z GOŚCI (razem)Arcysłusznie!Arcysłusznie! — Wiwat, panie sędzio!Przyszedł czas własnej terminologji!MAGDALENA. (opiekując się jedną z panienek) Każdej wieńce z lauru zamieniamyNa kolory, do włosów stosowne.Jak jej pięknie w niebieskim!

— A Marla?

SĘDZINA. Ukształcić gust niedrobną jest rzeczą,I lubo podrzędną, jednak słuszną.Same musim znać się na ubraniuWedług pory i potrzeb społecznych.

HRABINA. (obchodząc się z inną panienką) Jak jej pięknie jest z amarantowym!A Anielka?

STARSZE i MŁODSZE. (od drzwi werandy) W pierścień! W pierścień! W pierścień! Niech AnielkaPozwolenia grania w pierścień zyska,Wielkiem kołem równo i wesoło!

A pan będziesz fanty miał w koszyku,I dopiero sąd!... Dopiero kary!WSZYSTKIE DZIECI. W pierścień, w pierścień, jednem wielkiem kołem!SĘDZINA. Starsze niech zostaną na werandzie,Młodsze mogą w pierścień grać w salonie.HRABINA. Miejsca tam więcej jest, niż potrzeba!WSZYSTKIE. W pierścień, w pierścień, w pierścień! Calem kołem!HRABINA. Sama wstążkę dam... i tę obrączkę.PIERWSZY Z GOŚCI. Wielki Mogoł mógłby nieść u czapkiBrylant pani hrabiny — istotnie.DRUGI. Jakby błyskawicę kto nawłóczył.MAK-YKS. Wszelki brylant jest z czapki Mogoła,Albowiem umarłym on klejnotem;Świeci, ale zatrzymuje wartość...HRABINA. Zdaje mnie się, że dziś najwłaściwiejBłyskotka ta będzie używana.Swą wielkością, blaskiem swym, doprawdyJakby na ten cel była zrobiona.PIERWSZY Z GOŚCI. Klejnot taki cenę ma sam w sobieI nietylko dzieciom się podoba.DRUGI i INNI. (chórem) Pierścień pani podoba się wszystkim.Wszystkim się podoba pierścień pani.SZELIGA. (który na ustroniu z Magdaleną siedział, porywając się) Pani swój daje pierścień? To ja gram...HRABINA. (surowo) Nie — ja mój pierścień cofnę od grania.MAGDALENA. (do Hrabiny z przyciskiem) Dobrze.SZELIGA. (na stronie) (— aż mnie zimno się zrobiło!)HRABINA. (do Magdaleny, donośnie)Ona swój da pierścionek...SZELIGA. — O pani,W takim razie ja nie gram — dlatego,Że musiałbym w drugim być salonie,Gdzie dla blasku fraszki utraciłbymUczestnictwo w blasku właścicielki.MAGDALENA. (wysłuchawszy Szeligi mówienie, do Hrabiny) Daj swój pierścień, Marjo!HRABINA. (posłusznie) Sama włożę.SZELIGA. Aklimatyzować się nawykłem,Jednakże poczuwam chwilę febry...MAGDALENA. (patrząc w oczy Szeligi)To nerwowe tylko przesilenia,Które często z przyczyn są tajemnych.Ludzie, choć klimatów nie zmieniają,Bywa, że tym podlegli są wpływom.Jest to czasem i z moralnych przyczyn:Rozczarowanie nieraz, jakby dreszcz,Przejmuje, i to tak istotnie,Że można być z ducha zaziębionym.Wyrażenie, które pan DurejkoZastąpić umiałby szczęśliwszem,Lecz które pewny stan niezwany,Ale znany, określa mniejwięcej...SZELIGA. — Osoby są, od których odchodząc,Ziemia nam przestaje być okrągłą,Niesłychanie płaszczy się a płaszczy —Słońce ma ckliwy blask i mosiężny.Zieloność jest, jak na bilardzieSukno czyste, równe i porządne.MAGDALENA. Dlaczegóż to ludziom przypisywać?SZELIGA. Bo inne są osoby, od którychNiekiedy odchodząc, widzisz schodyI próg dziwnie nadobnych kształtów;Spostrzegasz, że sień, że przedsionkiŚwiatłem są owiane szczególniejszem;Słońce tam mistrzowskim działa pendzlem.A jeżeli wtedy wiatr i burza,To otwierasz piersi ku zamieci,Coś w niej uskrzydlającego czując.

MAGDALENA. (z udaną obojętnością)Jakże i próg może być pięknym, oh!SZELIGA. Homer w Odyssei próg opiewa,Gdzie stanęła stopa Penelopy.MAGDALENA. Dowód to niemały!... Lecz ten ot próg?SZELIGA. Nie jest i on bez pewnego wdzięku.

MAK-YKS. (w monologu) Pokazuje się, że jedna chwilaZwątpienia, że jedna porywcza myśl,Chociażbyśmy zapomnieli o niej,Przez dzień cały ciężyć jeszcze może!

Pistolet ten trąca się o meble,Jak zbyteczny.

Byłem czczy, istotnie,Ciało zamierzało sobie «skończyć»...

Słusznie Byron mówi, że odwagaMężów starożytnych powielekroćOd strawności dobrej zależała.

— Wybrzmiewa to, jak cynizm. Komu? Im,Którzy, na tragedję patrząc zdala,Nie zbliżając się do fatum nigdyI nie dotykając palcem bożków,Przez to właśnie są bałwochwalcami.SĘDZINA. (żwawo wchodząc) — Weź pan koszyk i idź fanty zbierać!Jak można być tyle materjalnym?Tam bawią się, a pan je i pije,Najszczęśliwszą tracąc okoliczność...

Tu panny są z całej tej prowincji,Jako bukiet, pięknie uzbierany,Żony przyszłe, matki, gospodynie,Co podzielą kiedyś zgon i tryumf.Reputację niech pan sobie zrobi.Jak młodzieniec miły i do rzeczy,A lat wiele mówić jeszcze będąW domach wszystkich, jak stugębna sława.Że wyrażę się attykiem znanym, —Będą mówić: «Mak-Yks jest do rzeczy,Przyzwoicie mógłby się ożenić».Weź pan koszyk i fanty idź zbierać!Jakby czuła matka, to mu radziDurejkowa z chrześcijanki sercem.MAK-YKS. — Służę pani — co zaś do jej uwag,Myślę, że są dla ludzi szczęśliwszych.SĘDZINA. Człowiek sobie szczęście sam urabia!MAK-YKS. O, nie, pani! Podróżnik, jeżeli.Kurzem biały od stopy do czoła,Znosi spiekę, chłodzi go cel drogiI ze samych znużeń on szczęśliwym.Lecz co pani powie o tem drzewie,Usadzonem przy publicznej drodze,Którego najlżejszy liść i pączekPrzez całe dnie ostry kurz wapiennyWarstwą bladą piasku osypuje?Czem pociesza ono swą zieloność,Na mimo idące patrząc koła,Jak na koło jedne swej tortury,Miotające nań tłoczonym pyłemI zawracające je do ziemiPrzez każdego listka ciągły pogrzeb?SĘDZINA. Czemu pan kawałków nie tłumaczyDo deklamowania dla panienek?MAK-YKS. Później o tem! Idźmy fanty zbierać!

HRABINA. (wchodząc) Fanty zbierać! Bo dawno już grają.Mak-Yks, pośpiesz rozerwać się z dziećmi!

HRABINA. Otóż główna rzecz zaspokojona.Jedne koło pląsa na werandzie,Drugie krąży w salonie — i dosyć.

Niespokojna byłam o ich radość,I czy ten świat potrafię ugościć,Świat uśmiechów na rumianych twarzach.Państwu przeto się nie uniewinniam.Że tamci mnie zajmowali gościeI że dotąd byliście tu tylkoPomocnymi w dopełnieniu dzieła.

Wzamian, jako moim spółdziałaczom,Spowiem sekret, ukryty dla dzieci:Szło mnie bardzo o koniec wieczoru,Bardzo mnie szło o zamknięcie zabaw —Chciałam, aby ten młody świat wróciłZe wspomnieniem uroczego blasku,I dlatego od strony cyprysów,Tam, gdzie myślę grobowiec postawić,Urządzony jest śliczny fajerwerk.PIERWSZY Z GOŚCI. Ha-a! Istotnie, że myśl arcydzielna.WTÓRY Z GOŚCI. Każda myśl hrabiny jest feniksem.

SĘDZIA. Który wstawa z ognia, jak fajerwerk!PIERWSZY i DRUGI GOŚĆ. Wiwat, panie sędzio!SĘDZINA.  — KlemensulkoOrjentalną ma imaginację.SĘDZIA. (doskakując z głębi sceny)Wyobraźnię wschodniego ustrojuPowiedziałby «Ojczyźniak» poprawny...SĘDZINA. Durejko ma słuszność.MAGDALENA. (do Szeligi) Cóż pan mniemaO sekrecie naszym?SZELIGA. (dwuznacznie) Coraz mniej jużCzuję się do tego uzdolnionym,Bym w ogólnej rozmowie brał udział.By wszelako pytanie zawdzięczyć,Powiem, że mnie fajerwerk jest milszymOd grobowca, nawet pozornego,Tak dalece, mniemam, że jest słusznaBezpotrzebnie nie zasmucać bliźnich.Lubo dwie te rzeczy, wzięte razem,Mogłyby się śród cyprysów zmieścić,Trzecia nawet, to jest i altanka,Gdzie mały niekiedy podwieczorek,Złożony z łakoci, byłby słodkim...MAGDALENA. (krotochwilnie) Popytajmyż Rózie i Anielki...Ile podzielają zdanie pańskie!Sąd ich jest na wyżynie rozmowy,Którą prowadzimy po ich myśli.Zbliżenie do dzieci styl odmładnia.PARĘ OSÓB RAZEM. (z zadziwieniem)Coś stało się w salonie!...MAGDALENA.  Co to jest?SZELIGA. Wywrócił się któryś cherubinek.SĘDZINA. Bez przypadku nie pląsają dzieci.MAK-YKS. (wchodząc z salonu) Wstążka pękła i pierścień stoczył się...Wcale już nie grają...MAGDALENA.  I tak prędko!HRABINA. (machinalnie) Owszem — owszem — lecz pierścienia niema!SĘDZIA. Jakto niema! Poszukamy zaraz...MAGDALENA. Nim się znajdzie, proszę mój założyć.HRABINA. (z dziwnym przyciskiem)Daruj, nie chcę! Lepiej niech się znajdzie!Raz ginął już...MAGDALENA. Ah, prawda! Masz słuszność.

MAGDALENA. (półgłosem) To jej przesąd... Każdy ma słabostki...SZELIGA. Właśnie tego nie myśliłem nigdy.By słabostki miały aż tam miejsce.MAGDALENA. Pan uwidział w Marji doskonałośćI zapewne, że się mało myli.SZELIGA. (zimno) Nie! Lecz wszystko ma stosowne sfery.Tak naprzykład: śród lodów GrenlandjiChować się nie mogą ananasyDla zbyt czułej wrażliwości krzewu...MAGDALENA. (grożąc z uśmiechem)Zacznę bronić Marji, a bój ze mną,O panie, ze mną bój śmiertelny jest!STARY SŁUGA. (ze szczotką, wchodząc od salonu) Wszystkiem ręczę, że go niema w sali,W sali, w której lat trzydzieści sprzątam.Chyba skrzydła miał i wzleciał wzgórę...MAGDALENA. Raz już ginął —STARY SŁUGA. Ah, wszyscy toż samoSpominają, że ginął raz. Prawda,Toć ja wiedzieć muszę, bom go znalazł.Gdzież to było jednak? Czy w salonie?Tam każdego sprzętu kącik każdyDzień w dzień ręką ocierając z kurzu,Człek i we śnie zgadłby ruchem palca,Gdzie co leży, albo zbywa czego.Starzy słudzy jako starzy mówią.Lecz nowy jest, przyjęty niedawno.Może nowy nowszego coś umieć.SĘDZIA. (gwałtownie) «Nowy sługa!» Te słowa są ważne...

Co może być wart rzeczony pierścień?MAGDALENA. To ów znany brylant, który właśniePodziwiali wszyscy tu zebrani,Jak meteor na emalji ciemnejJaśniejący, dość niezwykły ceną.Wszakże, o czem nikt zapewne nie wie,To zarazem jest Marji talizman...Jeśli słuszna względem niej cośkolwiekTak przesądnie lub lekko nazywać.Mimowolnie ona przywiązujeWiary rodzaj do tego klejnotu.Wolałaby zgubić wszystkie inne,Niż dopuścić, że się ów zatracił.SĘDZIA. (szukając kapelusza) — Znajdzie się on, skoro energiczneTemu gwoli uczynią się kroki...

— On się znajdzie! Zaraz państwu służę.

MAGDALENA. — Co pan robić chcesz, panie Durejko?SĘDZIA. (wychodząc) — Egzekucji przyszedł czas i vigor...

PIERWSZY GOŚĆ. — Sędzia swoje ma prawne widoki.DRUGI GOŚĆ. — Dojrzał sędzia coś prawnika okiem.SĘDZINA. Klemens ma wzrok bystry, lecz niekiedyUnosi go natchnienie.PIERWSZY GOŚĆ.(do Sędziny) Małżonek,Jeśli poetycką wenę miewa,To może kohabitacji skutkiem.Skoro pani domu robi wiersze...SĘDZINA. — Ah, ten drobny dla pieska nagrobek,Uroniony przypadkiem...DRUGI GOŚĆ. A którego nam nie wygłoszono.SĘDZINA. To naśladowanie z Lamartine’a.PIERWSZY i DRUGI GOŚĆ RAZEM.Tem niesłuszniej ze strony poetkiUkrywać dwóch laurów latorośle...PIERWSZY GOŚĆ. (do Szeligi i Magdaleny) Niech pan swoje także doda słowoDo naszych próśb!... Niech pani wstawi się!...O wydeklamowanie nagrobkaDla wiernego pudla z Durej Woli!Gdy zapalą fajerwerk.MAGDALENA. Może lepiej czekać aż do chwili,PIERWSZY i DRUGI GOŚĆ RAZEM.Wytwornie!!PARĘ OSÓB. (z zadziwieniem) Cóż zaszło znów...SĘDZINA.  To głos jest sędziego.SZELIGA. Naczelnik policji i straż...MAGDALENA.  Co to?...SĘDZINA. Klemens energicznie rzecz zagaił.MAK-YKS. (wchodząc z salonu gry)Pan Durejko sprowadził policję!PIERWSZY Z GOŚCI. Skoro poszukiwanie ma powód,Zbyt pośpiechu nie należy ganić,Niezwłocznie z takowym stanem sprawyW parze idzie, dla przyczyn wiadomych,Lub które odgadnąć arcyłatwo!MAGDALENA. Ależ Marji spokój — domu godność...MAK-YKS. Brak tych względów u niektórych osóbNazywa się energją... wigorem...SĘDZINA. Sędzia wyjątkowym jest przez tytuł,Wiek i położenie w społeczeństwie:Co roztrząśnie on, roztrząśnie nieźle.MAGDALENA. Niepokoję się o nerwy Marji...SZELIGA. (zimno) Czy istotnie, że jest tak wrażliwa?PIERWSZY Z GOŚCI. Zróbmy salon na stronie!DRUGI Z GOŚCI. HrabinęUprośmy, by pozostała z namiDeklamacji posłuchać — i kwita!SĘDZINA. (mając się ku werandzie)Panienki mam zwyczaj w takim razieDo ogrodu posyłać po kwiatki,By majowy wiek oddalić niecoOd jesiennych nawałności życia.GŁOS. (od głębi z za proga salonu)Skoro taki jest urzędu rozkaz!...NOWY SŁUGA. (na progu) Dlatego, że służba dawna w domuMnie, nowego, ciągle szykanuje,Czy mam być już przeto podejrzanym?Szczególny to rodzaj prawa u was.Podobny wypadek był w HamburguGdzie z margrabią jeździłem; tam, kiedyZgubił perłę ambasador perski,Tak samo panowie, jak i słudzy,Ci, co znajdowali się podówczas,Obszukani byli równo grzecznie.

A jeśli przypadkiem z panów który,Chustkę z krzesła podejmując, w kieszeńWsunął pierścień? Szczególne coś prawoMacie tutaj... Lecz są inne sądy!...SĘDZIA. (wprowadzając pod ramię Hrabinę) Niech pani hrabina zechce chwilkęWydalić się na ustęp!

Klementynko!Sercu twemu panią Harrys zlecam.GŁOSY Z ZA PROGU. Jestci to i prawda — czemuż tylkoSłużący być mają pod prawami?SZELIGA. (podnosząc się) Bynajmniej! I owszem! Wszyscy, wszyscy,Którzy podczas gry przytomni byli...HRABINA. (siadając, osłupiona) Nigdy w domu moim nie myśliłamPodobnego doznawać afrontu.

Tak bardzo się czuję poniżoną...Ani widzę, jak przeprosić zdołamGości moich... To wielkie nieszczęście!SZELIGA. Niema nic w tem. Durejki pośpiesznośćI konieczna forma...HRABINA. Ah, Durejko!...DZIEWECZKA. (wbiegając z salonu)Nic zabawniejszego, jak panowieZ powywracanemi kieszeniami!Każdy składa w kapelusz drobnostki,Które miał przy sobie — jak w grze fanty.SĘDZINA. Bawić się nie trzeba tym widokiem,Który pani Harrys jest niemiły.

Niech panienki pójdą admirowaćNa werandzie bliski słońca zachódI fijołków poszukają w trawie...

URZĘDNIK. Jeszcze tylko pan Mak-Yks i koniec...MAK-YKS. Ja się rewidować nie pozwalam!SĘDZIA. Po nitce do kłębka dochodzimy...MAK-YKS. Słowo moje wystarczać powinno,Zwłaszcza, że nie grałem...URZĘDNIK.  Pan, co więcej,Trzymałeś fanty —MAK-YKS.  Ja nie pozwalam!SĘDZIA. (okrążając ręką ubiór Mak-Yksa) Zdaje się, że pistolet — — ostrożnie!MAK-YKS Tylko jedną nabity kulą!URZĘDNIK. (solennie)  Dość!Niech wnijdzie straż!HRABINA. (wyciągając rękę z siedzenia)Mak-Yks jest mój krewny...MAK-YKS. (zimno) Krewny bardzo daleki.SĘDZIA. (donośnie) Daleki.URZĘDNIK. Szczegóły te są nam obojętne:Nabita broń — w czasie poszukiwań —A wpierw niepozwolenie rewizji —Oto czego dotyka się urząd.W imię prawa, pojmany pan jesteś.HRABINA. (siedząc) Ależ, panie, jam nie pozwoliła!Mnie się podobało zgubić pierścień...URZĘDNIK. Ubliżeniem to domowi nie jest.SĘDZIA. Pani raczy swę uwagę zwrócić,Że tu dzieci z całej okolicySą przytomne — że w dzieci naturzeLeży mówić o zdarzeniach drobnychA wybitnych, że stąd będzie powieść...URZĘDNIK. (obojętnie i zabierając się do pisania) Powieść jest już!... Już osoby w mieście,Które przyszły oglądać fajerwerk,Zgotowany jawnie i będącyDla dzieci jedynie utajonym,Stojąc rzędem przed podmurzem willi,Uważały straż miejską i urząd —I zapewne domysły zwiększoneO niejasnem zdarzeniu się szerzą.Niewstrzymalne są trafu następstwa,My zaś to wytwornie znać musimyWprost z przyczyny naszych powinności.SĘDZINA. Co najgorsza, skoro takie gadkiNie miewają rozwikłania wątku,Durejkowa, oh, takich nie cierpi...Gadki, gadki, z których potem narazOsławienia powstają realne...

Szczerem sercem to pani hrabiniePrzedstawuję, acz czułość podzielam.

Splendor domu pewno umie cenićKlementyna z Wylgiełłów Durejko...W moralności również niepomiernieDozwalała sobie ona ćwiczeń,Ochmistrzynią będąc pensji panien.SĘDZIA. Ubliżeniem to nie jest domowi.Tak powyżej brzmi w urzędu ustach.Trzeba wszakże, by tu sędzia dodał:

Że pojmany miewa obłęd... Jest toKazus, prawem przewidziany...HRABINA. (machinalnie) Tak jest,Krewny mój niekiedy obłęd cierpi...MAK-YKS. (groźnie) Nigdy!... Wcale!... Uwłócząc mu zewsząd,Niechże losy choć tyle zostawią,Że warjatem nie jest!— Skąd ten pozór?

Proszę błahych nie spisywać zeznań,Zwłaszcza, iż gwałt na mej jest osobiePopełnionym — i że względność takaMoże być na korzyść gwałcącego.URZĘDNIK. W razie takim zeznanie to cofam.

Nie widzę tu bowiem obłąkania.

SĘDZIA. W takim razie cofnąć konieczna jest.

Kto się zgubić chce, ma zawsze drogę!I to według mnie obłędem zwie się...MAK-YKS. (do Durejki) Zaś to, co pan robisz, i co potemŁagodzisz niezgrabnie, to według mnieDobitniejszą się mianuje nazwą.

Zapomniało się już bowiem, widzę,Że są zła, określeń nie mające,Te zaś pełniąc, jest się przyzwoitym.

Skrócę wam treść...

resztę sił zdobywszy,Iż od rana byłem czczy...

Dzień całyWyjątkowe odbierałem ciosy —Mieszkanie mnie wreszcie usunięto,A nikogo nie zastałem w domuZ powinnych mych, lub dla mnie przyjaznych.HRABINA. (porywając się coś mówić)Mak-Yks...MAK-YKS. Wstyd mnie jest, zaiste, wyznać...HRABINA. (podnosząc rękę) Mak-Yks! Ja ci darowałam pierścień!MAK-YKS. (do Hrabiny) Niech hrabina raczy nie przerywać!

Wstyd zaiste... wyznać... iż miałem myśl,Najgminniejszą z myśli tego świata:To jest — skończyć wszystko jednym strzałem!Rzecz, której, nim zajdzie, mogą ludzieWzbronić — i dlatego to powoduRewidować się nie pozwoliłem...

Oto broń jest — —

To zaś... są to jeszczeZłamki chlebów, wziętych z tego stołu...

Dwie rzeczy te... niech tłumaczą wszystko!

Jestem człowiek: cóż do tego prawu,Że się słaby człowiek gdzieś zastrzela!URZĘDNIK. (rozdzierając akta) Cała przeto sprawa, znów, jak pierwej...ANIELKA, STARY SŁUGA i INNI (wbiegając, u drzwi) Pierścień pani, pierścień znaleziony!Doprawdy, że szczególniejszym trafemNa świecznika gałązce bronzowej,Przy złamanej i zgasłej tam świecyZawisnął, jak gwiazda!STARY SŁUGA.  W tańcu skoroPękła nić, na której grały dzieci,Wyprysnął widocznie.GOŚCIE.  Świecę strąciłI zastąpił jej blask diamentem.STARY i NOWY SŁUGA. Chodźcież państwo zobaczyć, jak śliczny!Nikt ręką tam nie potrafi sięgnąć.WIELE OSÓB. Chodźmy! Chodźmy! Zdarzenie szczególne.SĘDZIA. (z natchnieniem) Drabinkę przystawić — rzecz najprostsza.GOŚCIE. Sędzia zawsze ma na wszystko środki.SĘDZIA. (wybiegając) Drabinkę z werandy ogrodową...URZĘDNIK. (do Mak-Yksa) Panu naprzód, a potem hrabiniePrzedstawuję wymówki, acz zbytnieZe strony urzędnika...

— Ustąpcie!

HRABINA. (do urzędnika) Żegnam go.URZĘDNIK. (podając rękę Mak-Yksowi)Lepszego zdrowia życzę.

SZELIGA. (przystępując do Mak-Yksa)Panie! Wszyscy...

Panie! Wszyscy są zajęci trafem,Pozwól, abym człowiekiem się zajął:Czy nie chcesz doktora?HRABINA. (nie podnosząc się z siedzenia)  Zaraz — obok —Jest mój Miłosierny Szpital.. DoktórTam zostawa zawsze, a może być,Że i sam prowincjał...

Co ty cierpisz?!

MAK-YKS. (do Szeligi) To jest nic...Przysiędę ze znużenia.

Czczy byłem... Te złamki... — jadłem szybko...

A czułem zbyt... lecz... stało się wszystko.

Tylko jeszcze... dwa słowa do pana...

Twą porękę przyjmuję — odpływam!Tu od jutra znieważonym będę.Wieść dawno już krąży niewstrzymalna,Skoro tak i sam twierdzi urzędnik,Dostatecznie we względzie tym świadom.

Zresztą — strute mam serce... i wesołość...Poniekąd zużyty czas i zdrowie —Pozostało imię... te osławią...HRABINA. (poruszając się z miejsca)Mak-Yks! Ze mną pierw wszędzie pojedziesz,Do każdego z domów w okolicy,I gdzie zwyczaj bywać na przechadzce,Ażeby cię obok mnie widzianoJak bliskiego, którego poważam.Nadto jeszcze sama cię przedstawię,Żebyś został członkiem komitetuDo wieczystej zapisanym księgiW naszem Towarzystwie Miłosiernem.MAK-YKS. (szukając kapelusza) Ja jestem nim... jestem chrześcijanin.HBABINA. (milcząc podnosi się, bierze pierścień i idzie do krewnego swego)Mak-Yks! Ja ci ten pierścień — tak, jak jestWłożony na moją rękę prawą...Ja — ci — tak — go daję... Ludzie zamilkną!Słyszysz? — jakie milczenie stało się —MAGDALENA. (prawie klękając)Marjo! O całą kobiecość jesteśWyższa od siebie samej! OddawnaPrzeczuwałam cię...HRABINA.  Mak-Yks! Odpowiedz...MAK-YKS. (z ukłonem) Pani! Brylant twój mnie «darowałaś».Dopuszczając, że się przy mnie znajdzie...HRABINA. Nieprzytomną byłam!!... Lecz na terazNie sam daję ci pierścień. — Odpowiedz!MAK-YKS. Pod naciskiem skandalu twa rękaGdziebykolwiek skłonić się raczyła,O pani, czyliżby niesła z sobąNajdroższą rzecz, to jest: wolę wolną?...Skandalowi miałżeby twój przyszłyWinnym być to, co rad dłużyć tobie?...

Nie, o pani! Ja w blądbym cię wewiódł,Możebym i zdradził, jak ów, któryPodałby się za strzelców książęciaDlatego, że właśnie, gdy on celił,Piorun odbił sokołowi głowę...

Nie, o pani, szlachetna kuzynko!Wysoko się mylisz, lecz mylisz się:Szczytność dlatego właśnie jest szczytna,Iż przypadkiem się nie otrzymuje.Z niebieskiego ona idąc źródła,Samotchnienną i wolną jest zewsząd.

Wspaniałym któż przez konieczność bywa?Jeśli nie oszukujący wolę własną,Która w odwet omyła go zczasem?

Mężczyzna, któryby naraziePrzyjął tak ponętny nadmiar serca,Okazałby się tylko zręcznym. Ja,W epoce tej, w dziewiętnastym wieku,Nie raczyłem się w zręcznościach ćwiczyć.Owszem, bywałem niezgrabnym często!Niezgrabnym być — może przenosiłem.Czemu? Niech zrozumie, kto jest w stanie!HRABINA. (groźnie) Słuchaj! Mężczyzny to jest rzecząZamieniać doraźne wzniosłe chwileW potoczysty i równy ciąg życia.Lecz, jeśli ty zbyt słabym jesteś,Mężczyzną jeśli jesteś niedość,By takowy podjąć obowiązek,Ja go spełnię.MAGDALENA. (z zapałem) Marjo, jesteś wielka!SZELIGA. (do Hrabiny) Pani, pozwól, bym twemu krewnemuDanego mu słowa nie dotrzymał.Obiecałem mu albowiem podróżDo nowego świata, za ocean.Obietnicę tę na teraz cofam.

Słowo złamać, panie, jest boleśnie.Ja przyjmuję następstwa... Złamałem.HRABINA. (patrząc w oczy Szelidze)Prawda, panie, że to trud niezwykły,Co w tej chwili zrobiłeś i robisz:Dla kogokolwiekbądź to podjąłeś,Szlachetnym jesteś dwakroć, gdy, łamiącSłowa twe, zostają ci bez skazy.Chwilkę czekaj, nim ci podziękuję,Hrabio! Krewnego chcę pierw zapytaćO odpowiedź, na teraz niezbędną.

Mak-Yks! Czy mnie nie kochałeś nigdy?

MAK-YKS. (kłoniąc się do jej stóp)Na tak wielką odległość... i coraz,Coraz to niemiłosierniej większą,Że, zaprawdę, nie wiem, czyli równiePod stopami naszemi w oceanji,Lub gdy konstelację krzyża ujrzęZ pod obcego żagla... nie wiem... czyliTenże sam, co tu i co w tej porze,Nie połączy nas promień...Istotnie,Oddalony, zawsze byłem bliskim,Aż z pomiędzy nas miejsce ubiegło,Aż za miejscem czas poszedł...Doprawdy:Tych, co kochają tak, łub niema dziś,Lub nie z tego są świata...HRABINA.  Nie!... Oni,Właśnie oni, są ludźmi!

On mówiO świętego węzła tajemnicy,Choć, co mówi, nie wie...

Ty tak mówisz,Jak przed chrześcijaństwem wielcy ludzie,Albo ludzie cierpiący wiele, mówiliChrześcijańską myśl wargami błędu:Ty prawdziwie mnie kochasz...SZELIGA, MAGDALENA, WSZYSCYOnaż to?

HRABINA. (do Magdaleny) Magdaleno! Ręki mojej uściskOddaj hrabi... Me obiedwie dłonieZbyt są mocno zajęte w tej chwili.ANIELKA i DZIEWECZKI. (wbiegając)W pierścień, w pierścień! Albo fanty sądzić!HRABINA. Mój już nie mój...MAGDALENA. A mój się mnie znowuGdzieś zapodział, i niewarto szukać...

Ale patrzcie!... W niebie dwa pierścienieBrylantowe cale!WIELE OSÓB. (ku werandzie) Całe, jak z gwiazd!!!DUREJKOWA. (patrząc przez lornetkę)Fikcja wyśmienita!...SĘDZIA. (doskakując do żony) Kto jest miłującym narodowość,Nie używa «fikcji...» lecz «udania...»PIERWSZY Z GOŚCI. Udanie ogniste!... Ani słowa...WTÓRY Z GOŚCI. Ani słowa, że niema co mówić...

SĘDZIA. (sam) Wszystko to coś jak w komedji, któraMoralny ma sens, gdy się ją zbada.Któż albowiem sprawił to?... Kto, proszę,Pierwszym stał się powodem? Kto tu jestSprężyną, czyli zrządzenia energją?Czyli osią?... A kto jednak nigdyNie ma sobie nic do wyrzucenia?...Że nareszcie attykiem już spytam:Exmachiną... któż tu jest?...

Durejko!!

EUKAST. Jakgdyby wczora mówił z bazylogrammatąLub z trzymającym wachlarz z lewej strony tronu,Tak każdy dzisiaj myśli, że czasów zna sekret,I rad pouczać drugich, a najskorzej — wyższych.U Rzymian pono k’temu osobne jest bóstwo,Forum Romanum zwane, którego kapłaniNie golą bród, są sprośni i mający pozórSapiencjiRYCERZ. Tego niema, to błaha jest powieśćFertur bez świadomości, lub jej mając pozór...Rzymianin bogi wielkie zna i jest chędogim,Nie goląc się co trzy dni, jak księdze egipskie;Lecz pospolitej rzeczy (a która świat dzierży)Tknięty afektem, zwłaszcza w chwili znamienitej,Jak Nil wzbiera — wylega populus na forum,Mało się trapiąc, czyli pełni ceremonjał.Rzecz, zaiste, za czasów, jak jest nasz, bynajmniejPogardzenia niegodna, iż jesteśmy w wojnie —Wojna zaś nie jest jako, teorje jakkolwiekSwój ma porządek...KONDOR. Niemniej są królewskie łowy:Skoro chędogi mosiądz trąb (bywało) każęW tętno podjąć i lekkich mam przy koniu ludzi,Posuwistych, jak nowy z papirusa sandał,Pantera drży... sokołów świętych całe stadaLatają mi nad głową, «Diih, dih, dih!» wołając...RYCERZ. Bywa i tak! Lecz w wojnie nie sam jest animusz,Lubo ten miejsce trzyma wielkie oczywiście...Atoli jest przedwszystkiem marszów kunktatura,Grodów kastrametacja, tudzież dyscyplina;Trzy rzeczy, w których bardzo Rzymianin ma góręI porównania prawie z innymi nie znosi...EUKAST. Oh?...KONDOR.  Oh!...EUKAST.  Jakgdyby swoich nie znało się wcaleEgipskich wojowników, których zastęp nieraz

Prowadzi mąż tak duży, jakiemu równegoMiędzy Rzymiany niema! Ci po ojcach idąZ Filistynów kretońsko-syrjackich i czyniąPostrach halabardami; za nimi dopieroOficerowie nasi, każdy z dziadów dziadaDziedzic rycerskiej ziemie, mogący co chwilaZdać urzędowi sprawę z dóbr... ludzie porządni,Nie zaś auksiliary...

Cofnijmy się nieco,Niźli posłuchań przyjdzie godzina i wola:Być godzi się, lecz nie być z urzędu należy...

Każdy coś dzisiaj myśli, że zna czasów sekret!...I każdy jakby mówił z bazylogrammatąLub z trzymającym wachlarz z lewej strony tronu!...

KLEOPATRA. (sama) Pałac ten nie pałacem już, ale namiotem:Monarchini królową nie jest...

...Sfinks jest sfinksem,On, który się uśmiecha w swoje własne ustaI powstrzymuje wyraz twarzy...

...lecz we wnętrzuOn sam tylko jest szczerym kamieniem, nie więcej!...

Słudzy nasi, czy jeszcze są sługami — pytam.

KLEOPATRA. Wiadomości dziś jakie?... Jutro gdzie będziemy?RYCERZ. Księżno, przed której stopą upadam, i, jeśliSłowem jeno, nie czołem, to wedle wygłoszeń,Z wysokości przez usta zaleconych wasze,By zbrojny mąż nie kłonił pancerza na ziemię —Księżno — gdzie dziś będziemy? Rozkażesz, albowiemNiema już dziś, są tylko momenta dzisiejsze...KLEOPATRA. Pięćdziesiąt galer moich doszło Pompejusza...RYCERZ. Pompejusz był.KLEOPATRA.  ..Co słyszęRYCERZ,  ...Wieść, zda się, niemylna,Iż tułów jego pływa, głowa zaś z pierścieniemKonsularnym wybiła pokłon temu, któryJest twoim, księżno, mężem. bratem i monarchą...KLEOPATRA. Te słowa ci przebaczam, żołnierzu!...

...Brat we mniePiastunkę miał, sam będąc pacholątkiem drobnem;Monarchy Kleopatra nie zna — mężem dla niejBył jeszcze ów brat mały, zajmujący w łożuMiejsce gazeli...

...Zaraz! Dokończę mówienia.

Kondor!...Trzeba popytać o gazelę moją,By zwierzę na człowieczych nie cierpiało nędzach,Zaniechane w czas wojny. Królowej EgiptuZwierzę jest symbol święty...

...Pompejusz, powiadasz,Zeszedł? Gdzie, kiedy, jako?.RYCERZ.  ...Głoszą hieroglifem,Umiejętnie pisanym, iż, skoro przypłynąłZ Kornelją, żoną swoją, i synem Sekstusem,Słał posły do monarchy, którego rodzicaNiegdyś gościł był w Rzymie. Lecz rada naroduPrzemogła u świętego ucha monarszego.Dzielnych wysłano mężów, którzy zręcznie z łodziWewiedli Pompejusza na brzeg i, gdy wchadzał,Cięciem ztyłu zwalili nawznak, poczem, głowę

Odrąbawszy i pierścień zezuwszy z prawicy,Rzeczy te dwie odnieśli monarsze...

...Dodają,Iż lud chciał bohaterów tych w tryumfieDo świątyni, lecz wrota zawarło kapłaństwo,Któremu prefekt rzymski, Gabinius, w czas głodu,Syłał zboże...KLEOPATRA. ...Przez Sfinksa! Tych kilku służalcówOszalało...

...Niech każde słowo wieści każdejDochodzi ucha mego bez opóźnień. Odejdź!...

Między sfinksem a mumją naród wychowany!...Biada monarchom...

...Śniadać chcę — sama... z Szecherą...

Nie słyszałeś królowej, iż rzekła ci: «odejdź!.»Lub czyli prośbę do niej szczególną chcesz zanieść?RYCERZ. (przyklękając na jedno kolano) Monarchini! Człek, który w bitwach trwał trzydziestu,I widziano, że zdejmał hełm w niebezpieczeństwie,By poznanym był zdala... człowiek ten przed chwiląNie śmiał myśleć, iż powie królowej, co zaczął...KLEOPATRA. Wstań — mów — —RYCERZ. (z wybuchem) ...wodzowie gardzą radą mą i planem,Raz, że im są Rzymianie nieznani, drugi raz,Że ja, pochodząc z Rzymian, właśnie przeto znam ich —Że ja nie z kasty jestem urodzonych wodzów...Przez Bachusa! Śród wiernych zastępów królowejNiedawno jeszcze liczyć można było przecieDo dwudziestu tysięcy tych Rzymian, co ongiPod Gabiniusem przyszli dla waszego ojca,Egipskie żony wzięli i, jak cedry, służą.Tak, że, cokolwiek jeszcze w armji trwa, to orlęRzymskie... lecz oni z wodzów kasty nie pochodzą...

Księżno! Twoi wodzowie, we trzy ufni rzeczy,W liczbę, w twierdzę i spore marszu oddalenie,Na hieroglifie mają skreślone, gdzie Cezar.O monarchini! Dzisiaj, przed słońca zaciemką,Gdy pierwsza błyśnie gwiazda, możesz być zdradzona!Cezar gdzie? Czyż kto o tem wie, gdzie plamkaMalenieczka na niebie, co, dojrzana ledwoOkiem wielkiem gazeli, juże spadła na niąDwoma ciężkiemi skrzydły sępa, który zleciał,Jak oderwany kawał granitu z gór nagich?Cezar ma ośmset jazdy, pieszych trzy tysiące,I żadnej twierdzy... prawda... My — we trzykroć tyleżI niezdobyte mury, gdzie oblec go możem...Ale Cezar oblegał nieraz oblężony!...Ale Cezar nie sprawia szyków, jak generałEgipski, według stylu, i, bywało, garstkąLegjonu przeciął drogi siłom znamienitszym,Zamieniając je w jedno, równe swemu, skrzydło,Na które od słabszego potem wpada flanku,Twarz w twarz, na krótkość miecza, z gromem i z błyskotem,Jakby tam sta tysięcy wiódł za chmurą kurzu,Piasku, zamętu, koni rżenia – i Victorii...

Niech ochłonę...KLEOPATRA. (na stronie) ...ten człowiek, o czemś wielkiem mówiąc,Stawa się wielkim!

Słucham, co dalej masz zwierzyć.RYCERZ. Dalej, o bezpieczeństwie świętej twej osobyGdym rzekł coś, wszyscy wodze przyjęli mię śmiechem.«Jemu, co z kasty nie jest niedotkliwej» — rzekli —

«Wydawa się, że króle są, jak prosty rycerz»,I nuż podrwiwać, dzwonić na tępo mieczamiO stół, by szkło fenickich kielichów się tłukło...Ja przemilkłem...KLEOPATRA.  ...Zaś plan twój.. na dziś?...RYCERZ. ...Monarchini!Co między sobą króle poczną, lub co leżyUpowite we fałdach na kolanie bogów,Tego się wywiadywać nie jest rzeczą moją.Alić w rycerskiej sprawie i męża rozumemTrzeźwego istnie widzę, że stąd trzeba nieco.Przed nocą dziś się cofnąć, zostawiwszy znaki,Jakoby dwór królewski na miejscu zostawał,A odchodziły wojska... taki dając pozór,Lecz czyniąc wodwrót, czyli, wojskiem kryjąc wojskoPrzez dwa stosowne ruchy. I dwie przeto rzeczyOtrzymać, ważne na dziś: czas i bezpieczeństwo.Czas przeto, iż nie wiemy, po śmierci Pompeja(Z którym jednakże flota działała egipska).Jaki sprawa kierunek weźmie... Żeglarz żadenNie powrócił, bynajmniej — nie wiemy nic zgoła!KLEOPATRA. Znaczące jest, co rzeczesz.RYCERZ.  Co do bezpieczeństwa,Ani się o królowej mówi, której ramięOparte jest o bogów ramiona, ni wcaleO dobrem wojsku, które zna niebezpieczeństwo,Ani o generałach dobrych, mówię, którzy,Z wodzów kasty od dziadów dziada że pochodzą,Więc rozumieją dobrze wojenne ćwiczeniaI rzeczy słuszne czynią...

...Mówi się pogłównieGwoli prawdzie, gdy działać nie można natomiast...KLEOPATRA. Pojmując i przyjąwszy rzecz, królowej łacnoDać wam, rycerzu, sygnet na bieżące trzy dni...

Kogobyś zaklął, skłoni się; co każesz, spełni —Jak długi Nil po brzegach obu... Czy jednakżeMyślisz, że cię zakryje pierścień przed zazdrością?............

Eukast! Bandelety Izydy i berło,I ksiąg dwoje hermejskich z końca...

Przystąp — usłysz!

«...Tedy obmyślił kastę wszelkiemu bytowi:Albowiem ptaszek mały jest zarówno pięknyJak krokodyl.— — — I owszem: spostrzega się codzień,Że, po jedzeniu skoro krokodyl odpocznie,Na piasku śpiąc i paszczę mając niedomkniętą,Ptaszek drobny mu zęby wykała swym dziobem,Kasta albowiem wróbli inna jest, a innaIbisów krzywodziobnych, inna krokodyli,Te zaś pomiędzy sobą rzadko mają zawiść.Święty jednak krokodyl drugiemu świętemuZajrzy, bocian zawiści bratu bocianowi.Tak, zazdrość jest pomiędzy tymi, którzy nie chcąNic ze siebie uczynić trudem osobliwym.Lecz naśladować rzeczy, przez drugich poczęte,I uwłóczyć ich sprawie...———————Tak, z ogrodu kiedyKradnie owoc ogrodnik leniwy drugiemuOgrodnikowi, radby swoje własne śladyNóg swoich zatrzeć nogą swą, jakby nieswoją,I trop swój. jako tego, co okradł, podeptać...— Stąd i przeto jest kasta. aby jeden człowiek

Śród zazdrosnych oparł się o zazdrość szerokąCałej kasty...»

Rycerzu! Jesteś z kasty wodzówRYCERZ. Wielki jest Hermes, wielka Egiptu królowa!...KLEOPATRA. Sfinksa dotknij i odejdź!

...Śniadać mam — z Szecherą.

EUKAST. (podchodzi ku drzwiom głównym i woła) Kondor! Służba!...KONDOR. (w głębi)  Szakal! Her!

EUKAST. (zamyślony i sam do siebie)Egipcie!Nilu!... Słońce!... Jakże się rzeczy odmieniły!Królowie po południu śniadają! Coś wszystkoToczy się kołem, nawspak zakręconem OngiByłoż co, jak monarszy czujnego żołądek,Który ze słońcem równo szedł, by słońce wtóre?KONDOR. Stołonośców zamkowych że pod ręką braknie,Używam tych od lektyk drabów...EUKAST.  Niech przynajmniejOwi, którzy dotknęli mumii, pozostanąU drzwi. Jakkolwiek baczę, że nierówni wzrostem,Lecz dziś pono się wszystko równa arcyłatwo.

Ongi inaczej było!... Dziś w zamężcie idzieCórka rybaka do dom kościelnego sługi,Co, strzegąc obelisków lub kadzenie paląc,Jako żyw nie ułowił i płotki na wędę!...Pisarza syn żeni się z ogrodnika dziewką.Stan pomieszano wszelki bez ceremonjału.Coś za wiele w Egipcie jest inteligencji!...Aż stąd przyjdą wyrodki... I już poczęły się,Już są... Czasy dawnemi kasty, jako schodyDo Świątyni z granitów, lub z porfirów stopnie,Twardo miały granice swoje określone —Ksiądz z księżną, pisarz żenił się z córą pisarza...KONDOR. Mumifikator, który wnętrznoście wydziera.Żenił się z wnuczką cieśli, robiącego trumnę...EUKAST. Syn rolnika zostawał rolnikiem. Bywało,Że tym porządkiem już się rodziły półbóstwa.Sam znałem był matronę rodu książęcego,Poślubioną księdzowi, co powiła dziecięDo czestnego podobne kota; inna dałaCórkę, mającą boskie krokodyląt formy —Widoczna łaska niebios...KONDOR.  ...Przez Izydę,Skłócono rytm muzyki, zaś muzykę zmienićTo — obyczaje...EUKAST.  Król Aulet słoneczny,Rodzic księżnej, ostatni wielki Ptolomeusz,Cóż cale życie robił?... Nie grałże, bywało,Dnie i noce na kobzie? Cnotliwy monarcha!...Pomnę, gdy w dzień ostatni z pachnącego łożaPalec ku mnie wyciągnął. przykląkłem strwożony,Ziemię całując — biło mi serce... On rzecze:«Chór kobziarzy i miech mój — podaj!» Wołam chóruI złotą kobzę ciągnę choremu królowi.Ale żądać już nie mógł, tylko się zanosił,Że do dziś słyszę, zda się, jak pożądał wybrzmiećNieśmiertelny dech jego — i nie mógł — i ustał...KONDOR. Gdyby przez życie całe więcej nie nie wskórał,Jużby na piramidę zasłużył!...EUKAST. (spostrzegając Szecherę, o kiju wchodzącą) ...Oto jestOna, jeszcze dawnego stylu Egipcjanka,

Starożytna Szechera, wiedząca o wszystkiem,Cokolwiek się gdzie stało — milczkiem uśmiechliwa,Baczna, choć słów nieskąpa... O niej król był mawiałTę treść, nakamiennego hieroglifu godną:«Sowy są, aby w nocy widziały». Szechero!Dzień wam szczęsny...SZECHERA. (półgłosem) ...U sfinksów zewnętrznychZostawiłam dwóch młodych chłopców z kasty ludu,Ku którym dziś królowej łaska zajaśniałaEUKAST. Gdy powołani będą, przejdą przez podziemia —SZAKAL. (nadchodząc pośpiesznie — do rozmawiających) Słońce u dziewiętnastej kolumny przysionkuZajaśniało, przybliża się sandałem złotym,Lada chwila skłonimy czoła — —HER.  ...U kolumnyJedenastej królowa, przystawszy na chwilę,Sobie samej coś rzekła, łzę otarła jednąMgłą chusty i przez ramię tę chustę cisnęłaPoza cień kroków swoich...EUKAST. (do całej służby, stosownem półkolem grupującej się) ...Córka Ptolomeów wchodzi!

KLEOPATRA. (kończąc czytanie) Ludzie! Przypowieść stara egipska się pełni,Ucząca nas, że zamki monarchów, i grody,I domostwa, są tylko zajezdnemi wroty,Groby zaś mieszkaniami istotnemi. Tak jestOczywiście i z gmachem tym na oko świetnym!Kleopatra z wami trwa w Egipcie, i w prawie,I w sercu: nikt się przeto lękać nie ma przyczyn,Ani się wieściom, mylnie szerzonym, poddawać.Wszelako, gdy cień pierwszej kolumny przedsieniaPołoży się długością wschodów, wynijdziemyZ miejsca tego.. na pozór zostawując znaki.Jakbyśmy, dwór nasz i wy, nie cofnęli kroku.Czasu więc, gdy cień, ległszy na schodach, dosunieDo progów tych, służebne podepną mi szaty.Podadzą pas rycerski, też misiurkę z czepcem,A biały mój, najlżejszy uklęknie dromaderÓw, o którym raz rzekłam, że jest strusiem piórem,Poruszonem na wietrze palcami dziecięcia —A to mówienie ryte jest na obelisku...

Zeszły lub zeszła!... Ciebie pozdrawiam w braterstwieNicości.

...Syryjskich nie chcę śpiewaków — są miękcy.Nie chcę rozmów hermejskich — są ciężkie! Chcę życia,A mam za towarzysza ciebie —

— nicość cichą!Któraż z poddanek, licząc osiemnastą wiosnęI słynną będąc wdzięki swojemi, tak śniada,Jak Kleopatra?... Wzamian oddalone dwory,Miasta i chaty baśnie wymyślają o niejDla ucieszenia uszów, przypowieściom skłonnych.

Manek arabski przyszłe długą karawanąZwierciadło, osadzone rubinem, i zwitekZ logogryfem miłosnym!... Judzki Herod rudyNadeszłe w skrzynce wonnej liść lekki papiruZ napisem: «Serce niewiast»! Emirów niemałoDrobnych i aż od Pontu książąt długowłosychDwuznacznemi pośpieszą mię afekty raczyć —

Z kast nawet niskich chłopcy próżne i ochoczeWespną się ku lekkiemu Kleopatry sercu!...

Śmiej się im w parze ze mną — z niewiastą umarłą,Która istnego męża nie widziała nigdy,Lub w błędzie jest, mniemając, że widzialnym byłby!

Miałażbym serce, które uroiło sobie,Że kochać można wielką miłością na zawsze!Lub jestże to tytańskim przeciw niebu szałemIdeał czuć, co nie był uciosany w kamień?...

Poślubiona dziecięciu, które łoża częściąUdarowałam, jakby maleńką gazelę,Lecz pozbawiona brata, gdy ów mężem stał się,I nie znająca przeto żadnego z nich obu!...Niemniej ojca, albowiem gościł na wygnaniuU Pompejusza tego, co idzie tu zginąć;Matki, bo onej pamięć we mgłach gdzieś niknęła;Siostry, bo stała mi się spółrywalką tronu;Towarzyszek, przeto, iż ptolomejskie imięKleopatry nie znosi równych sobie dziewic...Nigdy — nigdzie — nikogo przy sercu...

...prócz ciebie,Larwo niema — do kogo należąca, mniejsza!...

Zaprawdę! Sądom, sędziom podziemnym starczącePosyłam za umarłych zadośćuczynienie —I jasno ci pogląda w czaszkę, o umarłaLub umarły, ta, nigdy co nie była żywą.Moglibyśmy uścisnąć się, jak znani dawno,Jak z tejże bezserdecznej kasty pochodzącyChoć o tobie podobnież może, jako o mnie,Niestworzone gadają rzeczy powieściarzeI ta, która się zowie historją, ta dobraStaruszka... już, co baje, niespełna pamiętna,Czci godna i osobnych dla wieku jej względów.Szechero, jestem smętna, jak nowowyrytyW granicie grób, na kogoś czekający — — Pragnę!

Nie! Tego nie chcę wina — idzie tu przez morze,Siły nabiera, tracąc natomiast kwiecistośćJedną poziomkę, właśnie zerwaną z kroplamiRosy, przenoszę nad ten ociężały nektar.Wody pragnę, co granit ma za dno i nieboLeżące, jak w zwierciadle! Lub, czego chcę, nie wiem...

Szechero, przystąp bliżej, podsuń sobie dywan,U nogi królewskiego stołu misę postaw,Złotą misę... Zabierzesz ją w podarku do dom,Skoro mi wszystko zgadniesz, o co pytać będę...Szechero!...SZECHERA. (usiadając u stóp królowej) ...Na dnie wszelkiej misy prawdę widać.KLEOPATRA. Zgaduj, jaki królowa dziś spotkała omenSZECHERA. (patrząc przed się, powoli) Ona wyszła, ażeby poznaną nie była,W stroju mieszczańskiej kasty — szła opodal łanówFaraońskiej pszenicy, lecz cały ją obszarPoznał i każdy z kłosów pięknie się jej skłonił.KLEOPATRA. Nie cały obszar poznał ją...SZECHERA.  ...Kłos jedenNie mógł jej poznać, rzęsy mając ocienioneSkrzydłami dwóch motylów, co igrały na nim...KLEOPATRA. I nikt więcej?...SZECHERA. ...I jeden młodzieniec — AbdalaGanimedjon, żniwiarski syn, z BelzerowegoPokolenia, szczególniej gładki na obliczu,Który z glinianej bani dawał pić dziewczynie.KLEOPATRA. (na stronie) Na jego lica blaski widziałam, nieznaneSercu i oczom moim, blaski tajemnicze...

Czy więcej nikt królowej nie uznał?...SZECHERA.  ...I jedenMąż dorodny, nioosący mały ciężar w chustce,

A który, jakby wielbłąd biały, posuwiściePrzeskoczył cień królowej, leżący na piasku...On jest syn nurka, Faleg-Mun; stoją obydwaU podnóża zewnętrznych sfinksów...KLEOPATRA. (na stronie) ...W oczach, w uściech,W rozegrzanem obliczu i włosie rozwianym,We wzdętych piersiach — czucia widziałam nieznane...

Eukast! Niechaj ludzie ci staną obydwaPrzed królowej obliczem! — Szechero! Thot tobieWzrok dał, jakiego rzadko dziś na dworach.SZECHERA.  ...DworyWysokie są, jak skały, na których zaledwoCedry trwają — podlejszy i czulszy krzew niknie.KLEOPATRA. (do służby) Wazę złota, na którem nowo jest odbity runek, chcę mieć pod ręką...EUKAST. (w głębi)  Mun-Faleg,Starszy od chłopca, pierwej od Abdali wchodzi.

KLEOPATRA. (do Szechery) Spytaj, czemu nie uznał królowej...SZECHERA.  ...NiewszystkoWieszczemu oku dane jest czytać — dlategoMasz się sprawić, Mun-Faleg, jeśli o poranku,Niewielkie uwinięcie gdy niosłeś z pośpiechem,Królowej zaś cień leżał na piasku, ty rączo,Jak biały wielbłąd, cień ów stopą potrąciwszy,Nie uznałeś w nim wielkiej królowej Egiptu —FALEG-MUN. Mądra Szechero, której wiadome są treści,Mało rzeczone głosem ludzkim, powiem tyle:Dzisiaj jest dzień, gdy wreszcie wykupiłem skrzynkę,Zawierającą rękę ojca mego, nurka.Na wieku skrzynki onej pendzlem jest pisane,Jak spory rekin chwycił rodzica za ramięI jak się ja rzuciłem z nożem i odjąłemStarca — ja, Faleg-Mun, szczery syn jego...Wszelako, on niewiele potem dłoń utraciłI stradał moc rzemiosła swego, jednoręki!I sporo trzeba było czasu, aby spłacićBalsamowanie, które służy w życiu przyszłem.Szechero! Cienie, ranną światłością rzucane,Są długie, u piramid i u stopy królów,A żywot ludzki bardzo jest krótki, a rękaOjca mojego jest ta, którą błogosławił,Gdy pojmowałem żonę i chatę spokojną.Zaś dzień, w którym odniosłem ojcu ciało jego.Weselem upoił mnie, syna..KLEOPATRA. (na stronie, wpatrując się w twarz mówiącego) ...Właśnie — właśnie,Ten sam uczucia promień nieznanego widzę —

Odejdź! Królowa cieszy się, że ty... masz ojcaI że chatę masz swoją... spokojną...EUKAST. (przypominając Kleopatrze)...KolumnaDotyka cieniem schodów...

EUKAST.  ...Oto jest AbdalaGanimedjon!...KLEOPATRA. (do Szechery) ...Mów jemu, co zechcesz. Szechero!SZECHERA. Ganimedjon, Abdali synu! Dzisiaj rano,Skoro żniwiarce do ust amforę chyliłeś,Przechodziła osoba królowej... i ty jejZaniechałeś należną czołobitność oddać.Mów szczerze — jak zdarzyło się wszystko?GANIMEDJON.  Szechero!Przez Apisa! Było tak, iż na tle różanemPorannych niebios, w kłosach do kolan Melmeja(Przyszła moja0 stanęła, wołając: «Pić daj mi!»Zaczem, amforę prawem podparłszy ramieniem,Chyliłem ręką lewą gliniane jej wargiW usta Melmei, która ku mnie nie patrzyła.A skoro ja patrzyłem na rzęsy jej... (iż ma

Czarne rzęsy, choć blade, jak żyto, warkocze)Być może, iż królowa świata przechodziła...KLEOPATRA, I tyś królowej świata naówczas nie widział?Ani poznałeś cieniu jej, porzuconegoNa twarz Melmei... ani cieniu piersiKrólowej, co upadał na Melmei ramię —Cieniu, który się kładzie u jej stopy?Patrzaj!Chłopcze, patrzaj... ty jesteś prawdziwie zbrodniarzem!Melmeja także nie jest na wzorowej drodze,Gdy ma warkocze blade, a rzęsy z hebanu(Przeciwieństwo, wyraźnie fałsz znamionujące!).Chłopcze, dlatego tobie nic królowa nie da...

Cóżby ci ona mogla dać więcej!...

...weź tylkoZłoty ten pieniądz — widzisz — z twarzą Kleopatry,I rękoma go uczep na Melmei piersiach,Tak, ażebyś znał odtąd królowej oblicze...SZECHERA. Pięknie się skłoń i odejdź...

KLEOPATRA. (wstając od stołu). Poddanych mam, którzy,Mają ojców, i synów, i oblubienice,I wnętrza chat spokojne...

Pono cień kolumnyWypędza mię z pałacu ojców?!

Pas, hełm, dzidę!Biały mój wielbłąd niechaj uklęknie, jak łabędź!

Teraz ten chłopiec i ów nadobny mężczyzna,Świecąc kruszyną złota między gwarnym ludem,Pole dadzą szczególnym przypowieściom o mnie,Miasto poda je miastu, zwiększając i barwiącI z Kleopatry serca czyniąc Nil miłostek,Wielkim pomiatający kałem...

Pragnę!... Daj miPerłę jedną winnego grona...

Dopnij sandał!

Błogosławieństwo woli królewskiej nad wami!WSZYSCY. (i za sceną — w okrzyku) Wielkie jest Ptolomeów imię! I jest wielkaKleopatra, jedyna Egiptu królowa...

EUKAST. A co teraz?SZAKAL i CHŁOPCY SŁUŻEBNI....A teraz — co?!...EUKAST.  Mądra Szechero!Oto twego wieszczego umu czas...WSZYSCY.  ...Cóż będzie?EUKAST. Cóż z tego będzie?

KONDOR. (zbliżając się do stołu) Zdanie moje jest poziome,Lecz obowiązujące: primo — skrzepić ciało,Ażeby się zmocniła dusza...WIĘKSZOŚĆ GŁOSÓW.  PrzezacnegoŁowczego słowo niechaj pochwalone będzie!KONDOR. Secundo: było w mowie królowej rzeczone,Aby zachować «pozór», z czego istny wniosek,Że tu rzeczywistego pola walki niema.Tak naprzykład skoro się owy weźmie pasztet,Który ma formę pawia, i skoro się z wnętrzaFormy onej odejmie treść, a kształt zostawi,Pozór ptaka nietkniętym może jaśnieć wdziękiem.

Niech popiję dla głosu czystszego...SZECHERA. (która dotąd upowijała w chusty misę złotą)  Co czynię,Śpiesząc, bym dar królowej w moje wniosła progiI nie dała się złupić żołdactwu bez wodzówLub rzymskim zwiadom, — starczy za całą odpowiedź:Błogosławieństwo z wami!

HER. (nadchodząc zpowrotem przez drzwi główne) ...Widzieć trzeba byłoPtolomejkę, gdy wstawał dromader, a onaRosła na niebo hełmem i swą krótką dzidą.Lud dalej w drżących grupach — przed nią, za nią jezdni,Dzwoniący rynsztunkami. Cezarby się uląkł!Rzymianie pierzchną — spełzną Rzymianie. jak tumanKurzu, strachem bladego, co za wojskiem upadł!Domowej wojnie z nimi koniec się położy.Oto co, za próg ledwo wyszedłszy, wciąż słychać,I co lud, i co mówi postawa widoku.KONDOR. (u stołu) Dobrych tłumaczu nowin, posil się u stołu,EUKAST. (do Szakala i służby) Szechery wieszczej wcale słów nie lekceważę.Co droższy sprzęt, uważnie składajcie mi w kosze.Nie wy, lecz ja dworowi odpowiadam za nie...

HER. (u stołu) I będzie znowu Egipt, jak przez wieki wszystkie.KONDOR i INNI. Będzie i będzie — wiwat!HER.  Przejdziemy i morze,I Tyber... (trzeba wiedzieć, że Rzym jest nad rzeką).KONDOR. Ależ! Co to za rzeka! Jedenby krokodylWypił...HER. I, lubo z kasty wodzów nie pochodzęPrzyznam się, że bynajmniej nie byłbym zdziwiony,Gdybym miał do czynienia sam na sam naprzykładZ wielkim, jako ów wielki Pompejusz... bezgłowy!...EUKAST. (do swych podwładnych) Dla «pozoru», te, co są jeszcze w rękach, sprzętyI zastawienia stołu niektóre — a mówię,Iż niektóre — opuścić należy. ZalecamTudzież usunąć mumję... Święty to obyczajEgipcjan starożytnych, lecz niezawsze wszyscyZrozumiewać umieją go... Czas się odmienił.

HER. (u stołu) Z ludów świata najstarszy, wprost od bogów idąc,Niepodobna, ażeby innych w karby nie wziął...KONDOR. (u stołu) Myśl mi przyszła. że, jako kasta jest do kasty,Tak Egipt do Etjopjan, do Poncjan, do Rzymian...EUKAST. (z ostatniemi koszami i służebnymi chłopcami cofając się)Błogosławienie z wami!HER. (u stołu) ...Myśl, co po wielekroćW głowę mię uderzała, gdy na wyspie byłemDalekiej, gdzie fenicki sprzedał mię podróżnikDla dziwnych wdzięków moich o wiośnie żywota...Tam poznawałem ludy zamorskie i inne,Tam uczyłem się sensu kapłańskiego. Dzisiaj,Jako przez sen. albo przez mgłę, sobie przypominam...KONDOR. Skrzep ciało kroplą... i mów!HER.  ...Tamże jedno pokolenieUznało mię za boga... jak przez mgłę...

KONDOR.  ...KolegęPozostawić w niejakiem dumaniu jest grzecznie.Lecz widzę, że Eukast i inni spełniliGłówną część obowiązku, uchraniając rzeczy,Których kosztowność mogla na szwank je narażać.Nieopieszalej zatem pocznę, gdy niektóreSam uniosę...

...Szakalu pilny, zostawuję-ćBłogosławienia moje...

HER. (oparty na stole) ...jak przez mgłę dym, parę...SZAKAL. (do pozostałych dwóch chłopców służebnych) Łowczy wielki może spostrzec, iż zaniechałObjąć tej złotem gęsto nabijanej czarki,I owej, mówię, płaskiej ze srebra podbutli,Tudzież fraszek podrzędnych... Bądźcie pilni, chłopcy!

HER. (u stołu) Wszystko... jak przez papierek... cienki...

CHŁOPIEC PIERWSZY. (zbliżając się do Hera)  ...Czy nie lepiejUsunąć mu z pod palców kubek...DRUGI CHŁOPIEC.  ... i podstawkę —OBAJ CHŁOPCY RAZEM. I dwa błogosławieństwa zostawić. Uchodźmy!

PIERWSZY CENTURJON. (obzierając się dokoła) I tu jeszcze nikogo!...DRUGI.  ...Istotnie, że musiałPrzez szpiegów mieć plan gmachu całego.Gdzieby się oprzeć mogło kilku ludzi wszystkimSiłom załogi naszej. Takiego ot stosuZłożonych tak granitów się nie lekceważy!...Musieli go poprostu obeznać pierw z miejscem...PIERWSZY. Kiedy, kto — jeśli chwili dotychmiast nie było.Żeby królewskich posłów mu przedstawić?... JeśliPosły królewskie — uważ! — włóczę pod mą strażąBo czasu nie miał Cezar zsiąść z konia i mówić...Bynajmniej! Nikt mu żadnych nie donosił zwiadów:Obrócił koniem, palcem załogę rozdzielił,Od dwóch stron kazał w gmach ten wnijść. My z Fortunjusem,Jako widzisz — on, z jednym liktorem... wiesz lepiej.Co i którędy począł...DRUGI.  ...Jak we własnym domu,Na pierwszy schód przysionka zesunął się z konia,Ręce obie za biodra zarzucił leniwo.Liktor Toraks szedł przed nim... on, stopień po stopniu,Między jednakie sfinksów wstępował profile,Krokiem równym przemierzył krużganek i salę,I znów krużganek wnętrzny, aż, gdzie wody szelest,Spadającej do wanny z porfiru, dał wiedzieć,Że się jest w łaźni. Cezar nie postąpił dalej:Przyjmuje kąpiel, może Kalligjon mu czyta!...DRUGI. Tymczasem zbiegów kilku lub marnych włóczęgówW gmachu nieznanym zamach wykonaćby mogłoNa wielkie czoło, które jest fastigium Rzymu!

OKRZYK. Górą szósty italski legjon!...Konsul górą!...HER. (przebudzając się u stołu) Przez Amenti!... Cóż stało się!...PIERWSZY CENTURION. ...Nareszcie jedenMieszkaniec gmachu tego!...

...Ktoś jest? Chodź tu, spowiedz!DRUGI CENTURJON. (obzierając dokoła) Czy nie z desek tej mumji wyszedł niespodzianie?...HER. (pokazując na mumję, w głąb sali usuniętą) Właśnie z nią schadzkę miałem w tem samotnem miejscu,Zdala od natrętnego świata... Moje imięJest Her, zaś jestem w gruncie to, co Grecy zowąSofos — siedm lat milczałem...PIERWSZY CENTURJON. ...Za lat siedm abstencjiUracz gościnnie Rzymian! Z jakiej partji jesteś?Z kim trzymasz: z Arsinoe, z królem, z Kleopatra,Z Emiljusza Lepida pełnomocą — alboPompejuszowi może służyłeś?...HER.  ...Sapiencji!..DRUGI CENTURION. Trza go wziąć na tłumacza zwiadom...HER.  Partji korzeńPowstaje z nietrafnego się wytłumaczenia.PIERWSZY CENTURJON. (na stronie)Nieźle mówi po grecku...

Ten gmach pod znakamiPtolomeów dlaczego niezamieszkan stoi?HER. Zamieszkanym jest w duchu... znaki są pozorem,Jak wszystko na tym świecie... Wedle przypowieściArchi-egipskiej gmachów mieszkalnych tu niema,Lecz są gościnne dworce — grodami zaś groby!FORTUNJUS. (wchodzi, wkładając miecz do pochwy) Konsularne insygnja zatknięto — posłowiePtolomejscy wnijdą tu i staną. Ten człowiekKto jest?...CENTURION. ...Bezbronny jeniec...FORTUNJUS.  ...Wziąć go za kohorty.

KALLIGJON. (do Fortunjusa) Zdrowia!FORTUNJUS. Wzamian — —KALLIGJON. ...Godzi się przyznać, że, jeżeliPałace podrzędniejsze są tego wytworu,Cóż musi być w Serapjum?!FORTUNJUS.  I że rzymski wielkiPompejusz u swojego znajdzie przyjacielaMiejsce, by oprzeć głowę...KALLIGJON.  Dla mężów, którzy sąGodni nazwania tego, sama nie-FortunaJest tylko przeciwmarszem albo odpoczynkiem.FORTUNJUS. Tak to brzmi!... Niekoniecznie się sprawdza zarówno.A dowodem: że, gdyby tak wiodły się rzeczy,Nie byłoby na świecie tragedji...KALLIGJON.  Tragedja!Zaiste, że jest boską i że jest obrzędną,Jak była na początku swego na świat przyjścia.Zawsze ona wyjątkiem, piorunem Olimpu!Wszelako i tragiczność ma swój wątek...FORTUNJUS.  Kiedyś,W Tuskulum w cichej z bukszpanów aleiPrzedyskutować trzeba ten przedmiot...

...NareszcieNiechże już z podarkami swemi posły oweZnudzą Cezara — ławy niech zajmą u wnijścia...

Rzadko miejsca, polami bitw zajmowanego,Któreby się dawało zużytecznić składniej:Zaiste, że nieledwo trybunalnie możnaW takowym się rozłożyć gmachu...

LIKTOR. (od wnętrznych drzwi sali)...Konsul — tędyPrzechadza!...

KALLIGJON. (w zbliżeniu do Cezara) ...Główny z posłów zwie się Achillesem.CEZAR. (na stronie, jakby z półuśmiechem) Się zwie! — — —

ACHILLES.  «...Ptolomej, król i prawoistnyNastępca Auleta egipskiego, władca,Mocarz i pan, a ludu rzymskiego przyjacielI Pospolitej Rzeczy rzymskiej osobliwyMiłośnik: konsulowi, wodzowi, gościowi —Pozdrowienie! —

Jakkolwiek bogaty jest Egipt,

A serce władcy jego wylane dla braciWładców, jednak wewnętrzne tu i tam niesnaskiCzynią, że godne trudno wymieniać podarki:Przeto król idącemu w pogoń za przestępcąPierścień jego i głowę posyła, by winnyOddała pokłon...» — te są wyrazy monarsze —

KALLIGJON, FORTUNJUS, CENTURJON i LIKTOR. Eheu! Pompejusz Wielki. — Zaprawdę, że on!CEZAR. Bezecni!... Precz ode mnie! Darów tych i okiemCezar nie tknie — nie może tknąć RzymianinKiedyżKróle i władze wasze, jeśli nie wy sami,Pojmiecie, że Rzym wcale się nie mści — on karze!Cezar — że się nie bije... że on walczy tylko,A konsul, gdyby miał się mścić, to chyba zemsty!Wy, uszedłszy stąd żywi, świadectwem będziecieSłów rzeczonych...

...Tak smętny jestem, jak był wielkim Pompejusz!...ACHILLES i SPÓPOSEŁ. (widząc Cezara milczącym) ...Ci, co treści odnoszą i rzeczy,Jako im są zwierzane, znać mają powinnośćWyrazy, monarszemu przeznaczone uchu...CEZAR. (nie obracając profilu do posłów) Rzym pogardził, wódz grozi, a zapłakał Cezar!

KALLIGJON. I to ten sam Pompejusz, u którego, pomnęJak dziś, widziałem ojca egipskiego króla,Wygnanego do Rzymu...FORTUNJUS.  ...i to ten sam, który,Gdy z Mitrydatem walczył, a zdradą mu chcianoUłatwić tryumf, zdrajcę, poradnika swego,Skazał na śmierć...KALLIGJON. To ten sam, nasz wielki przeciwnik,Za którym goniąc, doszliśmy do kresu, odkądJego i Rzymu bronić przychodzi... TragedjaI wojna, ręka w rękę, jak dwie taneczniceObrzędowe, solennie do przeznaczeń wiodą!...

KALLIGJON. Konsul — co każe?...LIKTOR. Miejsce lustralną zmyć wodąI zarzucić lwa skórą.

Wskazał, że nie przyjmieSprawy żadnej, prócz ważnych z obozu doniesień,Głębokiej życząc sobie cichości dokoła.

KALLIGJON. (rozwijając jeden z papierów do Liktora) Lamp potrzeba!...

Cóż powie Rzym za dni niewiele?!FORTUNJUS. Zwłaszcza, iż smętne wieści dochodzą drogami,Których żaden wódz dotąd nie potrafił przejąć.KALLIGJON. Szczególna rzecz, a istna...FORTUNJUS.  ...Przedostatniej nocy,Gdy nie mieliśmy chłodnych ścian wokoło siebie,Lecz pustynię i skóry namiotów, sen dziwnyUpadł na mnie. Wydało mi się, że z konsulemSzIiśmySzliśmy pośród zawici, trzęsącej gwiazdami,Nawoływania słysząc w powietrzu, Gdzie niegdziePrzeginały się palmy włosami na piasekI brakło tchu... A konsul do mnie: «To początek.I taki bliski końca!..» Zbudziłem się, słyszącSzczekanie gdzieś szakala i chromy chód hien.

FORTUNJUS. (do Liktora) A ty — snu czy nie miałeś?LIKTOR.  Miałem-ci, wybornySen, tak, że mi się zdała noc cała jak chwilka.

FORTUNJUS. (do Kalligjona) Tego gdy życzę sobie, radbym tobie niemniej,Lecz wiem, iż czuwać będziesz...

KALLIGJON. ...Vale!

SzczególniejszaDoba! Imperjum zewsząd pod ręką się pełni:Od Pontu do Hiszpanii, od wysep BrytańskichDo tego stołu: na zdłuż i na szerz — nietylkoSens stanu, lecz i siły są w grze tajemnicze.Nieraz śmierć robi tyle, co żywot, a życieŚmierci się równa... Nieraz dnia jednego wątek,Za lat sto lub na sto lat pracując, zawieraPierwociny ogromnych na świecie wydarzeń...

Jemu śni się, mnie trzeźwa dawa sny rozwaga.

CEZAR. Fortunie... która zowie się i pomścicielką!...

CEZAR. (wyciągając się w polowem krześle) Stanęliśmy w poczęciu wtórego rozdziału...KALLIGJON. (czyta) «O egipskiej potrzebie: paragrafJedenasty — księga pierwsza»CEZAR. (dyktując) «CezarZ dziesięcioma nawy rodyjskiemiI z azjackim posiłkiem prowadziłTrzy tysiące dwieście mężów pieszychI osiemset jazdy. A tak we trzy dniSzedł na Aleksandrję... .......... znał naturęEgipcjan, iż są zepsutymi,I, jak mało ufać im się godzi,Zatykając ówdzie rzymskie orły...»CENTURJON. (od drzwi głównych, zadyszany) Fortunjus! Kallig!... Który z dwóch nadbież-no, proszę,Bez konsula tej sprawy rozstrzygnąć nie można...CEZAR. (obracając się twarzą) Konsul jest tu w osobie — co rozstrzygnąć winien?...CENTURJON. Zupełna osobliwość! O wnijściu księżycaLekka łódź posunęła się do brzegu — straże,Znak odebrawszy pewny, podały go innymI dopuściły przejścia przez łono obozu.Mąż silny (co bez wyższych zleceń zda się nie być)Uniósł z łodzi osobę, starannie owitąJak się penatów nosi posążki, lub jakoPółbóg nimfę z kibicią, niedotkliwie skłonną,Albo jak nurek perłę w muszli — i tę postaćPrzeniósł aż tu pod zamek, tak szybko, że przebłyskZłotego jej koturna, wspartego na dłoniUnosiciela, wydał mi się, jak meteor...Tą osobą jest sama królowa Egiptu,Zaś dokonanej sprawy szybciej — nie widziałem.Zda się, że już nadchodziCEZAR. (wstając i robiąc krok ku drzwiom głównym, do Centurjona z półuśmiechem) Nie byleś pod bronią,Kiedyśmy przechodzili Rubikon...

KLEOPATRA. Konsulu!CEZAR. ...Klęknąć tobie pozwalam, królowo!Nie z tytułu, bo całej nie objąłem władzyW Egipcie, który posłów nie ma i jest zbrojny.Ni teraz czas, ni miejsce właśnie trybunałów.

Lecz — przebacz pani — wyznam przy prawdziwym świadku

Traf, dla którego widzieć cię skłonioną chwilęNa miejscu tem, pokrytem grzywą lwa, życzyłem.KLEOPATRA. Byłaż tam pierwej przepaść?...CEZAR.  Miejsce to zakląłemDla Fortuny, która jest pomścicielką razem,

Jak patrycjusz, jak kapłan!... Szczegóły na później...Przypuśćmy, że tam wielkiej wartości naczynie,Że cudna grecka waza rozbiła się pierwejI że tę stratę odnieść chciałem do nagrodyTrafu trafem...KLEOPATRA. ...A ja ci nie przynoszę darów!I nic godnego nie mam z sobą. Wszakże — otoW kolcach mych słynne owe dwie perły na świecie,Które «nierozłącznemi» nazywają. Wybierz.Jeżeli zdołasz, jedną i miej ją w agrafiePurpurowego płaszcza, by ktoś dostrzegł kiedyś,że Kleopatra, ucho ku twym kłoniąc słowom,Zapomniała łzy ciężkiej i białej, łzy morza!CEZAR. Inne wszystkie, o księżno, łzy we faldach togiKonsularnej, na piersi pochować rad jestem.KLEOPATRA. Więc moją pierwszą będzie ta, którą wylałamNad zgonem, o Cezarze, przeciwnika twego.Tak jest!... Wielki Pompejusz mego ojca gościł,Za jego dni wygnania, w Rzymie. Dla mnie ojciec,Chociażby nie miał uczuć, ojcem był i królem,Poprzednikiem korony mojej... Jam uklękła,Konsulu, by spowiedzieć, że ku osobistejPompejusza i żony jego straży dałam wprawdziePięćdziesiąt galer zbrojnych... Lecz cóż pięćdziesiątGaler przeciwko twojej, Cezarze, Victorii?...CEZAR. Zwłaszcza, że moich było dziesięć ze mną...KLEOPATRA.  Z tobą!CEZAR. (wzbraniając Kleopatrze dokończyć zaczętego sensu) Racz mówić dalej...KLEOPATRA. ...Wojny ja nie podzieliłamCałą armją i flotą...CEZAR.  ...A druga łza twoja,O królowo i córko króla poprzednika,Którego Pompej gościł na wygnaniu w Rzymie?...KLEOPATRA. A druga moja łza?... Pozwól, Cezarze, chwilę,żebym mogła przypomnieć sobie. Ah, dziś ranoMój, czy twój, żołnierz — nie wiem (bo wszyscy żołnierzePoniekąd są twoimi) — człowiek monstrualny,Zabił gazelkę moją i zjadłCEZAR.  Eheu!...KLEOPATRA.  Ty powiesz,Że więcej miljon gazel mam w moich pustyniach?Lecz ta nawykła była poglądać mi w oczyŹrenicami, jak wielkie dwa kamienie drogie,I drżała nie przestrachem n mych stóp, lecz drżeniemDelikatności czlonków.członków. — Patrz, Cezarze, zawszeTaka uważna, jak kwiat, co, się rozwijając,Wlepione ma spojrzenia w słońce...

Że orłom dobrze w górnem szybować powietrzuLub spaść, jak grom, na łup swój, to czyliż dlategoŻołnierz mnie ma gazelkę zabić?... I tę, któraTak mi wyobrażała egipski lud, jak onBywa obrazem Rzymu!...CEZAR.  Sfinksów królowo! Ty, któraDziewięcioma języki mówisz, mów po rzymskuAlbo helleńskiej mowy użyj...KLEOPATRA.  ...Ten egipskiLud dobry jest, gdyby go zostawiono sobie.Co tem łacniej, iż nie chce on panować drugim,Rad przestawa na swojem, nawykły do Nilu,Prosty, jak trzcina jego, skłonny i nadbrzeżny,Z bogów wyszedł przez swoją starożytność wielkąI w bogi wraca znanym mu losów porządkiem.Co piękniejszego i co pyszniejszego więcej?Cierpliwy jest tak wielce, że, choćbyś go ścinał,Poszle ci wzamian uśmiech wstrzemięźliwy tyle,Co uśmiech sfinksa... Zdeptać go możesz kaligą

Rzymską, on się u posad rozpłaszczy, jak piasek,Lecz piramidy szczytem dotknie konstelacyj!CEZAR. Duma jest długim trudem godności — i wcaleNie nabywa się ona żadną chełpliwością:Lud twój nie ma jej, właśnie dlatego ma pychę.Z dziadów, z kości, z popiołów, lecz nie z odetchnieniaWolnych piersi, To źle jest być więcej, niż pierwszym,Lub nie myśleć, że pierwszym trzeba być w czemśkolwiek.

Nie wy pytacie jedni, co ma Rzym do ludów,Które się na swych starych zatrzymują prawach...Cezar odpowie, że nic... i dlatego właśnieRzym ma zwyczaj przyznawać ludom ich istotę,Często ją własnych orłów osłaniając pierśmi.Jest wszelako inaczej, skoro gdzie w pustyniOsobników się coraz kilka ubezczelni,Wpatrzonych tylko w siebie i, co chcą, robiących,Nad rzeczy miłość stawiąc intrygę i pieniądz.To jeżeli Rzym króci, jeśli równa prawem.Łagodzi stylem — właśnie, że osłania ludy,I właśnie, że przeciwko prawu ich nie idzie.

Ucz mię, proszę królowo, jakiemi drogamiPostępować ma godny Rzymu obywatelTam, gdzie monarcha gościa zabija podstępem...Ale on nie nie winien! Zrobił to z poradyMinistra, który był mu niezbędny, zaś owyPostąpił tak przez poszept żony, która wreszcieEunuchowi swojemu przyrzekła to spełnić!...Ty zaś, szlachetna pani, stąpając po ziemi,Uczynionej tak śliską, powtarzasz mówienieNieświadomych: «Dlaczego Rzym ludy ogarnia?»Cezar, czy myślisz, księżno, że konsulem byłbyLudu, który tak oto nie chciałby być ludem?Raczej przebyłby może oceanu przestrzeń,Jak Leander, ramiony własnemi ku wyspie,Zapowiedzianej wieszczów szlachetnem marzeniem.

To nie jest łatwo stawać się podobnym bogom!...Trud to jest właśnie z tego duży, że codzienny.Łacniej, królowo, stokroć wygodniej zaiste,Arcykapłańskie raz w rok wziąwszy bandelety,Podjąć nóż i ofiarne bydlę jakie ubić,Pokłony za to mając rzesz olbrzymich ludu.Tu jednak, pani, widzisz, co posiada Cezar,Jak on szuka miękkiego w świecie przestawania.Podróżne krzesło, skąd się rozsądzają sprawy,Skórę lwa i purpurę, czasem miecz, albowiemNawet i miecza wniosków niezawsze on słucha.

Wielką sensu powagą i ciała Rzymianin,Jak planeta, wywiera działanie, nie gromem!...Jemu grom sam upada w przestankach, jakobyU wytwornego w dykcji pisarza heksametr!Pisałem i ja rymy, wdzięczna Kleopatro,I wiem, jak się dać pojąć... i zapewne żadnaZ gazel twych równej mowy pogrzebnej nie miała,Jak ta, którą skończyłem...KLEOPATRA.  Cezarze, o więcejMoich łez już nie pytasz, a patrz: takie szybkieI jedna się za drugą wnet doganiające,By po raz pierwszy męża istotnego widzieć!

Jakże biedną i biedną była Kleopatra!...CEZAR. Pani, widzisz po ziemi migocącą światłość?...To jutrzenka...

KLEOPATRA. Już?...CEZAR.  Konia mego słyszę rżenie —Legje się budzą... Wprawdzie śpieszyć się jest rzecząPolitowania godną, lecz i czas ma prawa...KLEOPATRA. Cezarze! Po raz pierwszy słyszę to mniemanie.CEZAR. Pani, nikt się nie śpieszy ustawniej, niż dzieciI ci, co nigdy nigdzie wczas się nie znaleźli.

Chłód ranny niech mi prawo da, bym twe ramionaPurpurą odział, ramię, bym cię poprowadziłPrzez obóz mój, królowo!KLEOPATRA. (przyjmując usługiwanie)Na ramieniu człowieka oparłszy się, czuję że się oparłam o świat —CEZAR.  — To konsula ramięOpowiadasz tem słowem, o szlachetna pani,Nie Juljusza Cezara...KLEOPATRA. (opóźniając krok umyślnie)  Ta światłość jutrzenna,Latająca po ziemi, jak błyskotne fale,Wstrzymuje mię... Czy nigdy wschód mniej pięknym nie był?Czy to jaki dzień wielki słońca dziś? Czy ty, Cezarze,Czujesz zarówno palec różowy jutrzenkiNa źrenicach?...CEZAR. W obydwóch perłach twych zausznieWidzę jak się zwierciedlą: zorza i świat cały.KLEOPATRA. Cezarze, takich pereł, wiesz, że jest dwie tylko!

EUKAST. Przez Hermesa! Rycerzu, mądry kapłan jeden,Z kapłanki urodzony, którego ja jeszczeDziada, kapłana, znałem, powiedział te słowa:

«Z Cezarem do Egiptu przyszedł czasu genjuszI w zodyjaku mnogo przyśpieszył» — skąd idzie,Że wszystko pod rękami wydąża i bieży.Wazy dwie wczora ja sam — słyszysz, sam ja zbiłem.Toczyły się się tak w palcach... Dwie wazy! Ja, staryI w służbie stołu biegły!RYCERZ.  Do jednego królaRzymskiego, który zwał się Hostiljus, FortunaW nocy wchodziła oknem. Niepodlejszym Cezar!Straże coś podobnego, bywało, w księżycuWidywają u jego namiotu, gdy czuwa.Jakoż dni temu jeszcze kilka oblegany,Oblegających obległ w tych uliczkach ciasnychI pod stróżą latarni morskiej, tak obronnej!...Siedemdziesiąt pięć galer pobił, nic nie mając,Sam nieledwie noc całą na falach własnemiRękoma z piany ciało ratując jak nurek.Natomiast król, doparty do Nilu, na wiekiŻółtą wię wodą upił...EUKAST.  Uśnie on w balsamach,Które cały nekropol znosi. Sam widziałem:Pobożność wielka pełni się...RYCERZ.  Ledwo to CezarSpełnił, alić niemało i dziś weszło wozów,Naładowanych łuki, kołczany i dzidy,Tudzież okrytych pianą rumaków bez siodełZ pola walki, co ledwo cztery trwała godzin.Zaś mąż, który nie widział Partów kawalerji,Niech, proszę, milczy o niej...EUKAST.  I jeszcze nakoniec(A tuszę, że-ć nakoniec!) dziś legiony wyszłyNilu brzegami w strony oddalonych pustyń...Co wam lepiej wiadome jest — i czynię błędnie,Mówiąc o tem.

KALLIGJON. (do Rycerza) Zdrowia wam!...RYCERZ.  Powzajemnie!AELIUS CINNA.  Zdrowia!

Zdało mi się przed chwilą poić się muzyką,Teraz wonią kadzideł... Czy to dzień teoryj?...RYCERZ. Zwykłe pytanie świeżo przybyłych w te kraje...EUKAST. (na stronie, z głębi sceny)Nasz cały Egipt jedną teorją jest zawsze!CINNA. (na stronie) Praktyką — Rzym...RYCERZ.  Galera królowej EgiptuPoruszyła się w porcie, skąd masztowe liny,Przepojone woniami, zabrzmiały w powietrzuI doniosły tu zapach, gdy trzy ławy wioseł,Urobionych na wzorze narzędzi muzyckich,We falach zwisłe, akord wydały, i owyKręgami ich dopływa ucha...CINNA.  Te dziwnościW oczach moich bynajmniej nie przenoszą wdziękówPortyku tego. Myślę, iż miejsce jest dobreDo odbierania hołdów, rzeczypospolitejNależnych od narodów, lub ku temu, abyPompejuszowym cieniom sprawić stypę... Chciałbym,Chciałbym, mówię, ażeby zbyt nie tracić czasuI abym mógł co rychlej odpłynąć z listami,Jedną może uwożąc ciekawość z Egiptu,To jest, że krokodyla radbym mieć żywegoDla wodnych igrzysk...

CEZAR. Pani!KLEOPATRA. Cezarze! Widzę, iż mamy przynajmniejTen sam chwil naszych rozkład...CEZAR.  Gdziekolwiek i kiedySpotkałbym cię, czarowna królowo, zarównoByłaby to harmonja jedna więcej w świecie.Na polu bitwy wczora o tobie myślałem —KLEOPATRA. List twój zowąd u piersi noszę. Czy podobna,Że tak niedługo trwała walka?.. Racz, konsulu,Opowiedzieć, opisać, ty, którego stylusRówna się zwycięskiego miecza rękojeści!CEZAR. Czyliż natychmiast z pola działań ta ciekawośćNie była uprzedzoną? Rzecz stała się prosto:Stanąłem na czas... okiem rzuciłem... i zniosłem!KLEOPATRA.  Piorun, gdyby o sobie rzekł, małoby dodał.CEZAR. I dlatego jest bóstwa posłem — albo przetoWczesny, iż służy niebu.

Epoka ta w niczemNie cierpi odwłok. Wszystko, cokolwiek się dzieje,Pochyłościami zbiega da kresów...

NależyWielkiego many uczcić, listy słać do Rzymu,Należy...KLEOPATRA. ...chwilę spocząć...CINNA.  Zaiste, czas nagli...

CEZAR. (do Kleopatry) Ah, spocząć?...

Na półwazie z alabastru u mnieW sypialni listy moje leżą... W nocy miałemKu temu czas...

CEZAR. Dyktować pozwól mi, królowo,Treść, co obchodzić winna senat, acz niewieleDla potocznego sensu może być zachwytną —

Imperjum obszar, ciągła zmienność społeczeństwa,Obywateli rzymskich dalekie zasłaniaNa długie nieraz lata lub nieprzewidzialne,Wyczekują w ustawie małżeństwa rozszerzeń.

Legat, lub pełnomocnik czy właśnie dlategoUmierać ma w niektórych swoich atrybutach,Iż, wyrażając prawo, a przeto tembardziejMocen niem będąc, żenić się nie może w miejscuPełnomocnictwa swego i stosownie do prawLudu, któremu małżeństw Rzym nie przepisuje?

Zdałoby się, że, jako prowincji istotaObyczajowa wolną jest. tak i mąż każdyLub niewiasta, bez względu na miejscowe śluby.W mieście Rzym i w obrębach jego pierw zawarte,Żenićby się i zamąż chodzić mogli znowaNa prowincjach i wedle właściwych im ustaw.

Azali legat, w Gallji lub Germanji z żonąRzymską i prawowitą będąc, ma od Gallów,Ma od Germanów branym być za bezżennegoDla Gallji, dla Germanji? Lub odwrotnie, czyli,Skoro nie towarzyszy mu żona, on samymŚród ludów tych ma zostać poza społeczeństwem,Jak tymczasowy jakiś przychodzień — co arcyRzeczpospolitej szwanku wnosi na powadze?...CINNA. (przerywając) Przeciw takiemu Julji prawu, o konsulu.Ja powstałbym —CEZAR. To będziesz, o Cinno, jedynymLub jednym z powstających...KLEOPATRA.  Dwadzieścia tysięcyZ armji rzymskiej, co przyszła ojca mego poprzeć,Poślubiło egipskich cór tyleż tysięcy.Lecz, jeżeli królowa, przyjaciółka luduRzymskiego, ma w tej mierze swe okazać zdanie,To ja proszę cię, Cezar, daj mi ten pargamin.

Gdyby te kwiaty były z Gallji lub z nad Renu,Pomyślałyby teraz, że śnieg upadł na nie!Ale egipskie słońcu ufają...

CEZAR. (do Kleopatry) To byłoTylko postscriptum...CINNA.  Konsulu!...Rękę przyjm — i odprawę królowej wziąć pozwól.KLEOPATRA. Lwa ci dać poleciłam na złotej obroży,Przyjm i jedź zdrów —

Weź także i ten róży listek...Siły obraz i obraz słabości zarazemNiech ci przypomną Egipt!CEZAR.  I śmiertelnych... Vale!

KLEOPATRA. Cezarze! Między ludźmi, co się rozumiejąPodobno jest rzecz jedna straszna — cień nieprawdy!Więcej nic!... Znać to lepiej ode mnie winieneś,Która, wciąż będąc tylko nieletnich małżonką,Niezrozumianą byłam pierw, niż obojętnąZa prowincję i pamiętać o nich (w piśmie, któreCisnęłam w oczy kwiatom) nie chciałam ci ustyNiewieściemi dziękować. Tam są kobiet serca,Istot, które tę mają przeraźliwą wyższość,

Że się rzucają całe w prąd żywota pierwej.Niż podobieństwem bywa, by znały, co czynią.Mąż jest poniekąd zawsze mężem stanu, alićKobieta, jak ochwiany posąg, w ręce spływa,Gdy on, jakkolwiek kochał nie zaraz przepada,Gdzież jest ów, o Cezarze, co, dostrzegłszy promieńŚwiatłości serc, wraz za nim poszedł aż do końca —Ufny, że być nie może na nic taka boskaRzecz, taka boska... Bo miłość boska jest...Cóż myślisz, lubo i sam podobny do bogówCzy oni zapalają miłość bez światłości?I rzecz najwyższą, którą czynią, uczyniliNiedość poprawnie, arcyułomnie, niecało?I czy nie jest wyższością to rzucenie sobą,Zaledwo się trzymając na piersiach strun liry,Jak niegdyś poetessa jedna z pierwszych grecka?...

Powiedz. Juljuszu!... Ty, coś bez uznań senatuPrzeszedł Rubikon koniem wpław, przed tablicami,Na których wcześnie śmiałym groziły przekleństwa...W walkach czy nie to samo jest — i nie to samoPo zwycięstwie, gdy umysł oddawa się spocząć?W chwilach wielkich, Cezarze, zawsze się przepada!...Lecz kobieta nad wszystko jest chwilą!...CEZAR.  HeroizmPodobno że jedynym prawdziwym spoczynkiem.Alić on sam to tylko jest dziewictwo woliI myśli!...KLEOPATRA. ...Słyszę ludu okrzyk i stąpanie.

CEZAR. Kazałem dziś legjonom iść w marsz — a gdzie? CzyliżWiemy, tak częstoliwie kart nie mając w ręku?...OKRZYK. (niewyraźny z za sceny)«Górą kapitoliński legjon... Cezar górą!»CEZAR. Kazałem iść legjonom od rana. Gdzie? CzyliżPotrafiłbym na piaskach wykreślić nieznanych?

Nie wiem, gdzie poruszyłem orłem... Wiem, że leci...Żadne mu pióro w skrzydłach nie drży... PomyśliłbyśŻe odpoczywa... Wiedzieć? Czyż tak wiele można!Czyż wszędy są poszlaki dróg?... Ani my znamyStoków Nilu, ani, gdzie ocean szerokiWaży się wód ciężarem... Nocyj nieco drobnychZaraz zrobiło ludzi maleńkich hardymi,Zrobiło ich bez onej ducha wspaniałości,Która jest miła bóstwu, iż od niego idzie.Starcy egipscy patrzą w konstelacje niebios,Ja z Europą w dziejów głębokość poglądam.KLEOPATRA. Cezarze, chodź... Niech sferę rozwinę przed tobąOdpowiednią i piersi twej i twemu czołu — —

(mają się ku odejściu)Jedną przestąpmy deskę od progu na statek,Który purpury nasze dwie zamieni w żagle,Ciskające je pod gwiazdy co noc, jak rzecz lekką.Poglądać tam spokojnie, gdy wiatr niemi igra,Amarantowych płaszczów miotając fałdami,Jest to zarazem patrzeć i w niebo i w serca...CEZAR. (podchodzi pod jedną z kolumnad wnętrznych i woła głosem znacznym) Kalligjon... pisma! — Toraks, miecz mój i hełm!...

Płyńmy!Pokażę-ć, gdzie się kończą te imperja świata,I zadziwiona będziesz, że tak blisko...KLEOPATRA.  Płyńmy.

JEDEN OKRZYK. Wielka jest Ptolomeów córa!WTÓRY OKRZYK. Górą Cezar!

FORTUNJUS. Końcem końców dwie tylko legje pozostały!...Na całe miasto!... Mówiąc ściśle, i latarniMorskiej czem osadzić nie było...CENTURJON.  FortunaKonsularna pogłównie służy za kohorty.FORTUNJUS. Cinny z listami odpływ (które nic nie mówiąO stypie Pompejusza, ni spocznieniu manów)I wyruszenie równie przedwczesne CezaraDwoma są zdarzeniami mało fortunnemi.CENTURJON. Wieść sieją, iż najskorzej wyszły legjon wcaleOchoczym nie był...FORTUNJUS. Skądże wieść mogła już dobiec?CENTURJON. Na skrzydłach fatum!

Oto dawny nasz, co ongiPod Gabinjusem przybył prostym legjonistą,Rycerz... nowostworzony...FORTUNJS.  Co brzmi ciekawego?RYCERZ. Uczta ludu po całem mieście, gdzie królowaPrzechodziła dziś stopą swoją... A jednakżeI stos na bliskim placu...FORTUNJUS.  Kornelja PompeaNiezbyt rada na powrót cezarowy czekać...RYCERZ. Będzie to więc prawdziwie na sposób egipski:Spopielenie pozgonne i huczna wesołość!

CENTURJON. Stoły, zda się, już kwitną napitkiem i jadłem...

EUKAST. Królowej słowa brzmiały: «Gdziekolwiek stąpiłam,Niechaj wesołość będzie! Podskarbi ku temuZaliczy». Poczem jeszcze, głowę obracającZ nad ramienia Cezara, rzekła: «O Eukast!Zrób mi, proszę, szczęśliwych sporo w Aleksandrji,O co, gdy wrócę, spytam sama. Czy rozumiesz?»Wyraz ostatni w uchu nieustannie słyszę...

Jakoż przyznaj, że lud jest usługiwan śpieszniejOd wielu książąt z kasty kapłańskiej...KONDOR.  «... Rozumiesz?»Słowo to rzeczywiście ma swoje znaczenie.To tak, jakby powiedział kto: «Weź się do rzeczyI nie przebieraj wiele, jedno i na prawoI na lewo, gdzie kogo zdybiesz, uszczęśliwiaj!..»Alić znaczenie wtóre tego słowa uczy,Że zdrowej kuchni folgę dać trzeba i winu...SZECHERA. (tam i sam przechodząc, rzuca Eukastowi półgłosem)Melmeja chór żniwiarek nowopoślubionych,Ganimedjon zaś chłopców chcą prowadzić...EUKAST. Myślę,Że nie byłoby także przeciw zbudowaniu Mumifikatę piękną sprawić wszystkim trupomSzczęśliwych, to tej nocy zasnęli...KONDOR. (chcąc w głąb sceny odejść)Maksymą,Maksymą jest: z każdego stołu uszczknąć nieco,By istnie poznać kuchnię, to jest «sine qua non»,Jak powiada sekretarz cezarski...EUKAST. (zatrzymując Kondora i Szecherę)  Zasiądźmy!Pojrzmy na lud, ucieszmy serca, o SzecheroMądra... i ty, Kondorze wstrzemięźliwy! Poczem,We trzy głowy, zebrawszy sens, uradźmy wszystko,Nietylko tu albowiem szerzy się wesołość,

Ani u świętych progów jednego z pałaców,Lecz, jak piorunu iskra, po mieście już przeszła!...KARPON. (przeciska się przez tłum i podchodzi do przodu sceny) Wytwornie rzekł wielebny Eukast! To przeszłoJako piorun po całej Aleksandrji... WłaśnieOczyma was szukałem... Dozwólcie, niech spocznę...

Biegnąc i biegnąc ciągle, ostrzyłem ciekawość.Tłum coraz większy — alić coraz to mniej ludziSpotykałem świadomych, jak wy, Eukaście!Wy, łowczy dworu, lub wy, Szechero głęboka...Głoszą jedni, że młody król ma wkrótce ślubyZawrzeć z monarchinią, i skwapliwie patrząKu tarasom, gdzie niańki swemi wachlarzami Bawią infanta...EUKAST, KONDOR, SZECHERBA etc.— Króla Auleta testamentNiech pochwalonym będzie: po synu drugi syn,Po jednym bracie-mężu ordynkiem następnyMąż-brat dla Kleopatry łona jest przepisan...Jako na wieczystego aloesu liściach,Któremi się umarłych serca upowija,By przeniesienia w inny twór oczekiwały:Wiwat... oto wieść...KARPON.  ...Inni gadają, że CezarKleopatrę uwozi do Rzymu. Wstyd słuchać!Inni, że taka wola królowej, by miastSprawiło bachanalję na cześć cudu, któryStał się w owym pałacu, skąd do AleksandrjiNa wielbłądzie zjechała białym... że tam dziwyO jednej nocy dziać się miały — tak, legjeI Cezar nie wiedzieli, co począć z przestrachu.Wyznać muszę, iż temu gwoli przyczynił sięNiepomału urzędnik dworu, człowiek łebskiI dobry patrjota, co był jeńcem rzymskimNa polu bitwy...EUKAST. Dworski?!KARPON.  Niejaki Her...EUKAST, KONDOR, SZECHERA.Proszę!!!KARPON. Ten skwapił dwóch poetów i ma ich przy sobie:Greka, który mu pisze «Herejdę» i głosiŻywot rycerza tudzież glorję czynów jego —I wtórego, co, staroegipskiem narzeczem dziejeStawiając wielkiego Ptolomeów państwa,Bawi niemałe tłumy na przechadzce walnej.KONDOR. Przez krokodyla, zawsze miał on coś w zanadrzu,Ten nasz Her...EUKAST. Już mniemałem, że na wieki przepadł,Stawszy się dotąd może szczęśliwym chrabąszczemLub żórawiem...KONDOR. (kwapiąc się ku odejściu)Mniemanie moje, Eukaście,Po rozważeniu sporem jest treści następnej:Skrzepić ciało, zaś rzeczy, jak są, pozostawić,«In statu quo», co z rzymska wyrażam, albowiemSkoro lud, uprzedzając zlecenia monarsze,Pełni je, więc jakoby z natchnienia to czyniI «prorokuje» — jest to wyrażenie judzkie,A niemniej akuratnie rzecz określające.Nadto — po grecku — dodam to jędrne zaklęcie:Przez Bachusa!SZECHERA. (zagadkowo i poważnie)Dopóki płynie woda żywaZ piersi źródeł, niema co przesłaniać jej chustkąKu wycedzenin czystszych kropel... i, jakkolwiekŻrzałą myśl klo wypowie i językiem jakim,Nienaganionym będzie mówcą.EUKAST.  Przez Hermesa!...Nikt mi lepiej nie wraził w czoło całej pięści!Oto prawdziwa jeszcze Sybill egipska!Zapomniano już równych... dla kogóż?? Dla owych

Nieogładzonych Greków, brodatych i bladych,Którzy się filosofos zwą!... Lecz wątpię, żaliDorośli, aby sowy, w szczeblowaniu bytówCokolwiek wiedzą, wziąwszy nie zinąd, jak od nas,KONDOR. Tandem jest uradzone, Eukast, Szechero,Karpon i my, w myśl słowa królowej Egiptu,By, szczęśliwymi stając się, nakłaniać innychKu tejże treści, czyli uzupełniać misję.Z placu jednego w drugi wzierajmy z pilnościąI od jednego uczty stołu do następnychOko miejmy... aż chwila otrąbienia przyjdzie,Rzecz, do której jeżeli przywiązuję wagę,To, iż trębacze mnie są, nie komu, podlegliI że zleciłem mosiądz trąb chędogo trzymać.

WOŁANIA TŁUMU. (w głębi sceny)...Górą harfa EgiptuKARPON.  Chór jeden!.. NiebawemZ drugim nadejdzie i Her w zupełnym pancerzu,Jaki, odkąd był jeńcem, dla pamiątki przywdział...HARFIARZ. (u przodu sceny — śpiew)

Niech sobie obce ludy mają mnogośćSycących potem skibę pracowników,Przestawa Egipt na jednym i starym,Który po dziś dzień służy, jak sługiwał, —Na ogrodniku swym przestawa Egipt:Na świętym Nilu.

CENTURJON. (przy jednym z bocznych stołów) Co więcej, że samemu służy Egiptowi!...GŁOSY TŁUMNE. Wiwat harfa Egiptu! — przez Hermesa, wiwat!...HARFIARZ.

Niechaj zwycięzcy porywają ludomPanny, z białego idące marmuruDo widzów, którzy są Pygmaljonami...I niech przynoszą je do swoich stolic;Stalsze ma Egipt pomniki dziewicze.Ma piramidy!

FORTUNJUS. (przechodząc około stołu, do Centurjonów) Kibić których pomaga do westalskich zalet!...TŁUMNE GŁOSY. Górą patrjotyczny nasz wieszcz!... Uciszcie się!...HARFIARZ.

Niebo dał Egipt oku zdziwionemuI ziemię odkrył, i umysłów płytkośćU tych, co zinąd naukę czerpali...Wreszcie, ażeby dobytek wszechskarbówNa pokolenia utrwalić balsamem,Pismo wynalazł!...

RYCERZ. (u stołu Centurjonów) Zaś tem hermetyczniejsze, że on sam je czyta!...TŁUMNE GŁOSY. Skończył śpiewak, gdyż pieśni końca nie byłoby,Za cel mającej cuda Egiptu, więc świata!...U STOŁU CENTURJONÓW. Górą legje, od wysep Brytańskich do Nilu!Niech żyje boski Julius!HER. (ku przodowi sceny) Wieszcz, co prawdę głosiłLudowi, dla bogactwa treści słusznie przymilkł,Lecz nie sam on ze źródła popija świętego —

Psymacha uczniu, weź go dytyrambem swoim,Z Homerem równo stawiając...LIRNIK.  Uciąć z tego wolęJeden więcej Herejdy zarys...

Hera śpiewam!— — — Nie Muza, ni treść są przeciwne,Lecz zaziębienie gardła...Hera śpiewam, który

Długą niewolę cierpiąc, ćwiczył się w sapiencji...Ani podołam więcej, tak mi gardło skrzypi...HER. Nie śpiewaj Hera, uczniu Psymacha!... Daj pokój!Raczej skrzep wycieńczone długim znojem członki!Dość czuwałeś...KONDOR i INNI. (rzucają się ku Herowi) Zaiste — nasz Her!! Herze, salve!HER. (półgłosem) Nie noścież mię w tryumfie!Bądźmy incognito, Przysiądźmy na ustroni...GŁOSY W GŁĘBI. Górą chór pasterski!STAMTĄD I ZOWĄD OKRZYKI. Pasterski chór, nad wszystkie chóry dawny, wiwat!Idą kobzy, opodal żniwiarkowie młodziI panny ze sierpami, rzuconemi w ramię,Jak zaniedbane jakie księżyce na nowiu...MŁODZIEŃCY W TŁUMIE. Sierpy, czemu wy, plącząc się w jedwab warkoczy,Stępiłyście swe ostrza?...OGÓŁ GŁOSÓW. Słuchajmy śpiewania!

CHÓR MŁODZIEŃCÓW.

Zato, że chłopcom pokradłyście serca,Nie nie umiejąc poczciwszego zrobić —Zato, że chłopców poczarowałyście,Rzucając na nich z zasadzek jabłkami,A do rozpuku po sieniach się śmiejąc —Niebawem wszystkie, jednym długim chórem,Pójdziecie wdzięcznie Dianę przeprosić...

Pójdziecie, kosze wyplatane niosąc,Śpiewać i świeże ofiarować placki...CHÓR DZIEWIC.

Któż temu winien, że chłopcy widzieliWieńce u okien chat.. i kto ich prosił,Żeby zbierali jabłka latające,Które z ogrodów ciska wiatr, jak zechce?...

My poniesiemy objaty Dianie,Skoro pójdziemy zamąż — i nie pierwej!EPOD.Kogut na straży, w hełmie koralowym,Da znak, że trzeba wstawać nowożeńcomDo pracy, wespół podzielanej odtąd,Do pracy tylko, i do pracy zawsze...CHÓR DZIEWIC.Koguta niema w żadnej u nas chacie,Tylko gołębie i tylko turkawki.EPOD.Kogut, na jednej czuwający stopie.Zapowie, że się odmieniły wczasyI niekoniecznie zawsze bywa radość...CHÓR DZIEWIC.Pogoda wraca po ulewnym deszczu.CHÓRY RAZEM.Gołębie wzlecą i pary turkawek,W tęczy obetrą mokre pióra swoje...

HER. W życia wiośnie, gdy byłem na dalekiej wyspie(Gdzie mnie dla wdzięków moich sprzedał Fenicjanin)Między Cyklady, znałem jednego poetę,Który ówdzie wygnanym był i kreślił jambyPasterskie arcyudatne — wszelakoZawsze do wojennego rytmu czułem pochop...KONDOR. Zupełnie, jak ja!...EUKAST.  Eheu! Teorje zniknęłyKlasyczne, owe szczeroegipskie, naprzykład:«O krokodylu, łzami zalanym z miłości,W dwudziestu siedmiu strofach, z chorały i gesty».Któżby to dziś potrafił?...

PIERWSZY CENTURJONÓW.  ...Hej, bracie centrujo!Cóż tak za żniwiarkami poglądasz przez palce,Jakbyś w oku domacał źdźbła lub rosy zimnej?DRUGI CENTURJON. Spłynęła mi w garść kropla, podobna do owej,Którą na wiatr zrzuciłem nad brzegami Tybru,U progów jednej chaty, skoro weteranomRozdawano lemiesze i grunta...PIERWSZY CENTURJON. Zaiste,Coś dziwnego ma w sobie brzęk sierpów... ma w sobie

Coś, czego ani tarczy nie przygłuszysz drżeniem,Ani kubka i kości, kolego, mehercule!

OBWOŁYWANIE. Koniec uczcie! Na placu tym, placu królewskimTrąbienie wtóre...GŁOSY W TŁUMIE. Nikt z nas nie słyszał pierwszegoDzięki śpiewaniom i graniu...OBWOŁYWANIE. Za trzeciem trąbieniemCisza stanie się, jako w powszedniem mieszkaniuPrawowiernych Egipcjan, alias w grobie...

FORTUNJUS.  Głoszą.Że na przedmieściach był już dosłyszany okrzykLegionów... Kupcy, zsiadłszy z wielbłądówRozpowiadali, że ich na puszczy doleciałPowiew balsamu, z graniem pomieszany dziwnem,Z czego królowej okręt «Talam» zgaduje się.Aleksandrji to przymiot lub wada, że wszystkoUprzedza się mówieniem skorem albo wieszczem

CENTURJON. (nagle powstając) Alić tego nie podał głos do wiadomości,Że się dopala — widzę — stos Pompejuszowy.DRUGI CENTURJON. Przez Herkulesa!FORTUNJUS. Patrzcie! U kolumny ówdzieOstatni odbłysk wzięła jeszcze na oblicze,Jeszcze zwróciła głowę... To Kornelja!.. Ona!PIERWSZY CENTURJON. Wraca, przechodzi tędy...

FORTUNJUS i CENTURJONOWIE (wygłaszają) Salve!...KORNELJA. (podnosząc ku nim rękę)...Przez was bioręUszanowanie rzymskich wojsk dla cieniów męża.Choćby jeden się skłonił orzeł, to wystarczyTemu, co był prawdziwie Wielkim...FORTUNJUS.  Pani, niech żałobaNie będzie ci nad siły!KORNELJA.  Pompea spomoże.Gdyby Kornelji przyszło omdleć!...

KARPON. (w reszcie tłumu rozchodzącego się)  WonnościamiPowiał około przedmieść wiatr i już są ludzie,Co widzieli tych, który dosłyszeli okrzyk(Jest wieść, jakoby w legjach był bunt...)FORTUNJUS.  Kto ją pierwszyUsłyszał, niech zaniesie jawnie przed trybunał.KONDOR. Ostatnim byłby!... Otóż i trzecie trąbienie —

FORTUNJUS i GRUPA RZYMIAN. Ten lud szuka piersiami woni, którą «Talam»Liny purpurowemi rozbrzmiewa w powietrzu.A ówdzie wdowa, męża wielkiego żegnając,Szuka przedłużyć arom smolnego łuczywa...EUKAST i GRUPA EGIPSKA. Wcale zwątpienia niema o weselnych godachI, że wrychle królowa będzie poślubioną:Infant-brat cały jest pstry od złota i cacekA dworskie damy naprzód próbują, jak tańczyć.

GRUPA RZYMSKA, Wielki mąż pozostawia po sobie śród JudziJakoby cień, leżący na wszystkich ich myślach,Który budzi się, wzmaga, blednieje lub wstawaZ następstwami wypadków, idących za śmiercią,Same zdarzenia, mając pieczę o pamięciOpłakanego, wznoszą swoje ręce nikłeDo pochylonej wdowy!...GRUPA EGIPSKA. Testament Auleta,Nakazujący córce iść za swego brata,Po raz drugi tem święciej będzie wypełnionym.Jak mumja jedna ciągła, nasi monarchowieZachowują tenże sam porządek od wieków!GRUPA RZYMIAN. Śmierć jest silna i strzały Diany są szparkie,Lecz pospolitej rzeczy miłość uprzytomniaMężów wielkich i dobrze sprawie zasłużonych,Poszukiwać ich radząc w ustawach i w życiu,Nie zaś w mumifikacji cedrowym balsamie!...GRUPA EGIPSKA. Zdałoby się, że ludu śpiew wracającego —Zdałoby się, że słychać już muzykę wiosełZepsowaną odbrzmieniem wojennego marszu...GRUPA RZYMIAN. Coś, jakoby grom kroku wracających legijLub orłów tętno, żeńską spasowane muzyką,Zda się utrapiać uszy...WOŁANIE Z POZA SCENY. Talam! Talam! Talam!JEDEN Z GRUPY EGIPSKIEJ. (podbiegając w głąb sceny) Zaprawdę purpurowa plama wzdętych żagli,Jak zachód słońca w morzu, falą ku nam płynie,Już liny można widzieć — a jużci je zliczyćJuż ciskają kotwicę — — Słyszycie głos tłumu?Już są! Królowa wiedzie Cezara.JEDEN Z GRUPY RZYMSKIEJ. Już CezarWiedzie królowę.WOŁANIE Z GŁĘBI SCENY. Górą kapitolińskie orły! Egiptu królowaI Cezar górą!EUKAST. W szranki dwa po stronach obuPrzystać radzi zarówno okoliczność sama,Jako i ceremonjał...

WSZYSCY. ...I wrychle do portówDomostw przybić, jak statek do stolicy portu.

KLEOPATRA. Raz, jakkolwiek na twojem oparta ramieniu,Poczułam chwilę trwogi, wrychle —Kiedy legiony dalej nie chciały iść...CEZAR. OtoKrańce imperjum świata!KLEOPATRA.  ...AleksanderNie doszedł dalej, jedno ówdzie, kędy,Falang bunt...CEZAR. I dlatego, wyskoczywszy z łodziPrzypomniałem ci, pani, że dotrzymał słowaJuljusz, że tobie jego nie zbrakło ramieniaAż, gdzie stanęły orły na stertach, jak wryte,Aż, gdzie się świata promień zatumanił w piaski,Aż, gdzie na teraz koniec okręgowi dziejów...Mówiłaś «Pójdź!» — poszedłem. Nie jesteśmyż ludźmi?Aleksandrowi dobrze było sobie tuszyć,Że Ammońskiego synem on ze krwi... Młodzieńczyk!Kleopatro, czlowiekiem być to także zacność.To w diademie przejść się pod jarzmem, to więcejNiźli dość... O, tak, pani! Królowo-kobieto!...Być człowiekiem w obliczu ciebie, jest zarazemKłonić się i brać wieniec.

Obejmij raz jeszczeRęce Juljusza! Księżno, niezadługo konsul.Spełniwszy swoje, wróci na Kapitol,Wzywany dwakroć, ludu głosem i senatu.KLEOPATRA. Podaj chustkę... kobiecie... Cezarze!

KrólowaEgiptu wyjdzie nieco na ganek — lud czuwaBy orzeczono ślub jej z młodszym bratem, królem,I aby pełnomocnik pospolitej-rzeczyRzymskiej wygłosił króla zeszłego testament.

EUKAST. Ananasy poniosłem monarsze i rzekłem,Że monarchini w czoło go całuje...KLEOPATRA. (mając się ku odejściu, do Eukasta)  IleUszczęśliwiono ludzi pod moją niebytność?Chcę to podane pismem widzieć i mieć w rękuKrólowi trzeba ponieść wielbłąda z papieru...

CEZAR. (wstaje i za Kleopatrą woła)Kleopatro, nie za mnie ślub ten!KLEOPATRA. Za Rzym...CEZAR.  AniZa Rzym! On byłby od narodu twegoZ tobą razem przeklęty, gdyby nie dynastja!...Sługą byłabyś Rzymu, nie zaś pośredniczką Ludów...Za poprzednika króla niedołężnośćZa swojej własnej siostry intrygi, za brata i męża nicość...— Za lud, wwychowanyMiędzy sfinksem a mumją!KLEOPATRA.  Konsulu! KrólowaCzasu nie ma przedłużać mów tych...

Dowidzenia!

Raz jeszcze dowidzenia — dziś, na owem miejscu,Które sam poświęciłęś Fortunie-mścicielce.Tam!... i o tejże porze... Juljusz!...CEZAR. (pochylając czoło)  Milczę.KLEOPATRA. (powracając parę kroków i zatrzymując się) Tyle jeszcze: że miłość zupełna jest zawszeSzczęsną... dlatego, że jest!

Cezar, dowidzenia!..Pisz!... Ty, co wynalazłeś listowną rozmowęLub nadałeś jej życie...

W wazach twej komnatyPozostawiono wschodni szarlatny anemonJak purpura!... Odwiedzić go niekiedy pójdę...Może coś słońce liśćmi napisze, nim zwiędną...

CEZAR. (sam — z niejaką obłędnością)...Słońce tli się pod ciężkiem sklepieniem piramid,Co ukamienowały niebo... Czasem tylkoGniewny kometa ciemność odpycha ze wzgardą...............

KALLIGJON. Kapłańskiej kasty główne posły z testamentemAuleta!...CEZAR. (zimno) I senat i lud zna od wiekówTen testament — tekst cały — wszelaki papirus,Pism tak wiele trumiennej treści! Mumji odórBalsamuje mi głowę po ramiona... JakbyW przestworze tym nie można było skrzydeł rozwiać,Coś zlepia pierze orłom i nagle je czyniMumifikatą, świętszą od ptaka, lecz niższą...

Kapłańskiej kasty męże arcypełnomocni,Jeżeli chcą wnijść, mówić, czuć i znać niech wnijdą.

PIERWSZY Z KAPŁANÓW. Potężnemu odwieczni — pokłon.CEZAR.  Wzamian, wzamian!PIERWSZY Z KAPŁANÓW. Od tysiąca lat w świętych grobach stróżę mającNad całością królewskich ciał, a z których żadneNadłamanego nie ma palca — tak piękne są! —Przechowując zarazem i zbiór odpowiedni

Alabastrów, śród których spoczęły wnętrznoście(Jakkolwiek te doczesne są, jeśli monarchaDoczesnym się w jakowej cząstce okazywał),Silni zasługą swoją, umocnieni kastą,Urzędem zawołani i mający w rękachAuleta, zeszłego monarchy, testament —Przychodzimy, by akt ten w dzień królowej ślubuNie pozostał za ręką rzymskiego konsula.CEZAR. (biorąc papirus) Dotknąłem — i powracam.

DRUGI KAPŁAN. Miejsce, znamieniciePrzestronne, dla królowej cielesnego kształtuI dla monarchy, męża jej, na wiele naprzódPilnie pookadzane co dnia, miejsce w rzędzieNastępliwe — hodować umiemy...

CEZAR.  A co brzmiZ godnych słyszenia rzeczy?RYCERZ. Ludność dwóch prowincyj,Peluzji i Kanopy, rozkazem królowejZmieniono w poczet stałych biegaczów z listami,Wici przytem o nocy zapalane będą —To zaś obrotem galer na morzu się znosiAż pod Cyklady!...CEZAR. Czuwać zewszechmiar jest słuszna.Dobrze pozdrawiam!...

Zamek, w którym po raz pierwszySpocząłem i gdzie blade czoło PompejuszaZastąpiło mi drogę, zwiedzę dziś o nocy...

Legje nad ranem w drodze spotkają Cezara.

PIERWSZY KAPŁAN. I oto, jako było na początku, tak jest!...Zewszechmiar spokój — król i królowa ciż sami.Rzeczy egipskiej tylko mądrość to potrafia,Precept tylko hermejskich sprawuje to siła.Mąż, zaiste, że wielki opuścił te progi,Acz drobne sprawy raczej nad miar go zwiększają!RYCERZ. «Przybył — pojrzał — dopełnił...»PIERWSZY KAPŁAN. Rzeczy jednej zbywa,O rycerzu, nad wszystkie ważnej i dla której,Tu, tam, teraz co chwila trapieni jesteśmy —DRUGI KAPŁAN. Konjunkcji ciał niebieskich!...PIERWSZY KAPŁAN. Ongi nie bywałoKrólewskiego małżeństwa bez gwiazd połączenia.DRUGI KAPŁAN. Niejaki przebłysk, wielce wątpliwy, zdalekaDawa się podejrzewać, atoli...

PIERWSZY KAPŁAN. Atoli Zwać tego nie godzi się przebłyskiem, co ledwoJaki Archiprezbita lub jaka SzecheraDługim postem w głębinie niebios domacali.Prawdziwy syzyg, istnie horoskopu godny,Cale innego blasku jest, niż to widzenie.

Atoli w świeckiej (jeśli się tak godzi mniemać)Wiedzy ćwiczeni męże rozeznają przecieżSyzyg zodyjakowy od widzeń światłości.PSYMACH. Ile różnem jest oka niebieskiego wnętrzeOd wnętrza niebios!...OLYMP. Młodość człowieka od wiosny!...

KLEOPATRA. Jeszcze i tu spotykam wiernych i szczęśliwych.KAPŁANI. Wszędzie i zawsze — —

KLEOPATRA. Jestem zmęczona... Zaprawdę.Iż miałam czem!...

...Co możesz, z tej szaty weselnejOdbierz! Niechaj odetchnę...

...Aah! Rycerz!... Ty bierzeszStraż tej nocy w Serapjum po ludowej uczcie?Arcy to jest rozsądnie...

On jest gwiazdą wojska!On jest ten, który pierwszy królowę ostrzegał,Jak niebezpiecznym Cezar... wojownikiem byłbyW danej chwili... On w zamku jednym w okolicyKrólowę prowadzącą wojsko, zbawił... Tak jest...RYCERZ. Monarchini!...PIERWSZY i DRUGI KAPŁAN. (przyglądając się osobie Rycerza) Jak zrodzon w kaście wojowników!W dostojnej wodzów kaście jakby na świat przyszedł.KLEOPATRA. (mniej głośno i z westchnieniem) On pierwszy mi Cezara zwiastował przybycie!...

Rycerzu! By podzielić w czemś twe trudy na dziś,Kleopatra ci hasło znajdzie. Weź wyrazy:«Zorza i perly»... choćby zausznic mych perły!

Szaty słów dworskie ciążą niekiedy zarówno,Jak te, których już nieco odjęłaś, Eroe!Jeśli zdołasz co jeszcze zwlec, odrzucaj wszystko!...

Medyku! Doświadczenie pouczyło gminneLiśćmi ochładzać skronie — i stąd wieńce poszły,W czas uczt przyjęte do dziś... Jaki, mniemasz, z liściBłogo uśmierza ciężkość głowy nadużytej?OLYMP. Wawrzyn, lubo ma nieco trucizny. NiekiedyBluszcz, albowiem chłód trzyma. Czasem liście wonneTymu. Poniekąd wschodni czerwony anemon...KLEOPATRA. (z dziwnem poruszeniem)Anemon?... Do purpury podobny!... Anemon!!...OLYMP. Wszelako spokój ducha, tudzież kontemplacjaFirmamentu niejedną leczyły gorączkę.PIERWSZY KAPŁAN. Eter boski, na szczycie niebios przestający...DRUGI KAPŁAN. ...którego rzadki człowiek zakosztował...KLEOPATRA.  MożeZarzucę na się jaką opończę podrzędnąI, w pierwszą lepszą łódkę stąpiwszy, popłynęPoglądać w gwiazdy... Nie wiem, jak poradzę sobie.Tyle znużona jestem!...

Mądry Psymachu! Ty, któryBibljotekę dla mnie zbierasz w AleksandrjiI uczniami masz co dnia zapełniony portyk.Mów! Chcę o filozofji coś słyszeć. Mów, czemuZ błogosławionych torów wielkich szkół wyszliście?Ongi mędrcowie siłę znamienitą mieliPrzeistoczenia uczuć w nieznane potęgi,Jak boski czynił Platon, że przemilczę starszych...Dziś wszelako... Chciej, proszę, powiedzieć mi: czyliGdyby naprzyklad oto Eroe niechcącyTknięta była piorunnym miłości pociskiem.Czyli też z was kto wzorem starożytnych mistrzówWziąć umiałby tę piękną głowę, jak amforęI odmienić w niej całość zawartą w treść inną?

Jak królowa, o dobro poddanek staranna.Pytam — — słucham...

PSYMACH. ...Przykładem mistrza szkoły starej,Poprosiłbym o jeden dzień namysłuKLEOPATRA.  TylkoO jeden dzień! No, proszę... Dlaczegóż nie o wiek?

EUKAST. (do obecnych półgłosem)Królowa, jeśli wolno tak rzec, jest znużona.RYCERZ. (półgłosem) Hasło, mnie dane. wkrótce obejmę...OLYMP. (półgłosem)  PozorySnu nieraz rzeczywiste przynoszą owoce...EROE. Królowa mówić głośno pozwala, gdy marzy.

PIERWSZY KAPŁAN. Konsul dotknął.KLEOPATRA. (porywając się) Juljusz!... Cezar?... To dotknął... Co to jest?DRUGI KAPŁAN. Testament.KLEOPATRA. (powstając z krzesła) ...Zbyt bolesne spomnienia... Eukast!Niechaj z konfitur zrobią podobieństwo kształtnePapiru tego i niech monarsze poniosą!Mąż mój rączkami dwoma dotknie się tej rzeczy.

Królowa was pozdrawia!...

PIERWSZY KAPŁAN. Jak piękna jest miłośćKoronna! Godna tego Ptolomeów rodu,Z którego po dziś każdy stoi w mumji swojejI złamanego nie ma palca!DRUGI KAPŁAN. Dobrze okadzoneFramugi, tudzież skrzynie z drzewa pachnącego,Niepróżno tak zaletne stadło oczekują!

Rycerzowi słynnemu skłonienie.RYCERZ.  Wzajemne!

PSYMACH. Dziewięcioma języki mówiąca osoba,Greckich świadoma rzeczy, a celna w egipskich,Nauczona więc mądre zagadki stosować,Bardziej słowy olśniła mię teraz, niż berłem.Często wracam myślący z królewskich posłuchów,Napotykając wielkie tych sfinksów oblicza,Które się wylęgają tam i sam na słońcu.

«Miłość odmienić w nowe potęgi i wyższe...»Żali to się jednemu z mędrców zalecało?...Cóż powiedziałbyś, walny rycerzu? Czy, względówChloe nie mogąc dobyć, szedłbyś do portyku,By cię nauczał znosić to pitagorejczyk?Albo czyli z kapłany szedłbyś egipskimiPo eter wszechkojący w zodyjaku otchłań?RYCERZ. Nieraz, na dzidzie brodę oparłszy o nocy,Na pustyni placówkę gdy odprawowałem,Szedłem okiem, gdzie świeci konstelacja PannyI w dalekie Lwa gwiazdy lubiłem pozierać.Lwy tymczasem dokoła zbiegały pustynię,Więc spokoju ku takiej treści rozeznaniuW głowie mojej nie stało — słów dziś braknie w uściech.Tuszę, iż rzeczą dobrą przeciw melancholjiJest gra rozsądna w kości, lekkie wino, tudzieżWiedza uzasadniona, iż Chloe są mnogie.PSYMACH. Mnogie są Chloe ani jedyna jest Wenus!Epos ma ciąg apostrof i różność rapsodów:Nadewszystko zwątpienie, pochodzące z onejTroistości — zwątpienie to filozoficzne,Któremu też i panny bywają skwapliwe,Skwapliwi są zarazem rodowi ich krewni,I rzeczypospolitej interes, i pieniądz.Takiej sprawie i silnie tak ustatecznionej

Gdyby zaprzeczył mędrzec, zaprzeczyłby słońcu!...Gdyby z nią walczyć zechciał, byłby odrzuconymPoza rzeczywistego rozumu całokształt,Zaś ostatnia z mnogiego szeregu tych ChloeCisnęłaby mu w oczy swój zużyty koturn!Zarówno więc i grzeczność dla niewiast pełnimy,Do ich starań usilnej dokładając ręki,Jako i filozofji oddajemy hołdy,I pospolitej rzeczy kształcimy harmonję,Obejmując zwątpieniem treść, rzeczoną wyżej.RYCERZ. Straży zastęp zbliża się.

PSYMACH.  Niech «Perły i zorza»Ubezpieczą mnie równie, jak w zadaniu ciasnemFilozoficznie hasła logiki użyłem...

Lecz cóż widzę! Jednego z mych uczniów prowadzą!RYCERZ. Kto i czemu pojmany jest?...STRAŻY NACZELNIK. (zaczyna opowiadać)  Libacyj zbytek...POJMANY. (nietrzeźwo — przerywa dialog) Zawiedzionego serca... ofiara! Dla płochejHarinoe, co hołdy wzgardziła i rymy(Acz gęsto jej śpiewałem...). Mało czuli ludzieNie są skłonni, by pojąć udręczenie wnętrzne,Zaledwo się przygasić zdolne oceanem!I trapią mnie dla jednej rozbitej amfory...Hasła chcą?... Tylko mistrze nasi hasła wiedzą!PSYMACH. (do Rycerza) Zezwól mi go!POJMANY. (spostrzegając mistrza) Psymachu wstrzemięźliwy!PSYMACH. (ujmuje pod rękę pojmanego i mówi do Rycerza) Pozwól!Podejmę silną tezą ten umysł, zdrowemiTreściami wesprę, do dom powiodę lub wzniosę,I filozofa godnym powrócę ćwiczeniom.

RYCERZ. Tylko straż nocna prawdę zna!... I tylko owi,Co bruki pomiatają, między zorzą bladąA znikającej nocy cieniem, widzą życie!SETNIK. (mieszając w ręce kości) Spokój powszechny kostkę pozwoliłby rzucić.

Dziesięć!RYCERZ. I dziesięć!SETNIK.  Jeden —RYCERZ.  I jeden! Szczególna — —Sąż fata symetryczne?... Symetrja przypadkówZnakomitem byłaby dla mędrca pytaniem.SETNIK. Aż zakręca mi w głowie sama myśl tej tezy!RYCERZ. Jeden Cezar zdołałby traktować ów przedmiot.SETNIK. Jako?RYCERZ.  «Alea jacta est!»SETNIK.  Wybornie!RYCERZ. (ostrzegając znakiem milczenia) Słyszę...Stąpanie lekkie, drobne, jako liści szelest...SETNIK. (wpatrując się) Kobieta!... I z kibici jej toku — mehercle! —Sama się postać jawi nazewnątrz opony.Jedna z tych, co, uchronić się nie mogąc wdzięków,Kiedy je kryją, kłamią!...

RYCERZ.  Poznałeś. — Królowa!...SETNIK. Widocznie łódź jej czeka...RYCERZ. (postępując ceremonjalnie kilka kroków ku królowej) Obowiązek każeWyrazić znak czujności — —KLEOPATRA, (przechodząc) Hasło me w kolczykach...

RYCERZ. (powracając do Setnika) Tak to jest!... Strażnik tylko zna istotę życia!W tę stronę mędrzec z uczniem pijanym się kwapi,Gdy monarchini w ową samotna o nocyIdzie poglądać w gwiazdy, modlić się i dumać...SETNIK. Izydy jest kapłanką z rodu.RYCERZ.  I z umysłu.

SETNIK. Dziesięć! Co też się w Rzymie dzieje?RYCERZ.  Mężów otoDwóch, którzy oczekują trzeciego z powrotem.SETNIK. (rachując) Moje czterdzieści!Jeden z dwóch Antonjusz Marek,A trzeci, co z powrotem, Cezar... Drugi?... Nie wiem.RYCERZ. No!... Lepid...SETNIK. Przy tamtych dwóch postać znikająca.Przecie go tu w Egipcie zbliska widzieliśmy.RYCERZ. Przezorny człowiek, arcy w kunktaturze bystry.SETNIK. Ah, pozwolisz, rycerzu — nie tego legjonom Szukać!... Antonjusz rusza się... i rusza płacę...Ciska kości...RYCERZ. I gęsto przegrywa.SETNIK.  Niekiedy!

— — Grunt jest, że Rzym ma ludzi w legjach od wyprawyWielkiego Pompejusza, ludzi, co widzieli,Gdzie świat się kończy i gdzie pierwej rzymska stopaNie tykała twardnącej częstym szronem ziemiStron, co są aż pomiędzy Kolchidą północnąA wschodnim brzegiem Frygji; gdzie HiperborejeMieszkają, mając głowy okryte kapturemZe skóry zwierząt. Tam są i stepy i morza,Smętne bory, brak słońca; tam znudzone ptactwoWielkiemi bandy chodzi, leniwe do lotu...Stamtąd jest piana soli, z morza wychodząca,A jeden lud wojenny zbiega te pustynie,Kryty łuską, z końskiego struganą kopyta...RYCERZ. Podobną Cezar powiózł z ostatniej potyczkiZ Party.SETNIK. To rzecz jest inna.RYCERZ.  Jakże? Sam widziałem —Łuska w łusce przezrocza, jak paznokieć...SETNIK.  PartySą Party. Lecz jest plemię na HiperboreiKawalerskie, odmienne, z wąsami u wargiPokrętnemi, jak węża gdy ptak w dziobie niesie...A które wypoczynek ma w obrzydliwości,Ziemią się nie zaprząta, czci bogów zna mało,Klnie i hasa na koniach chudawych, lecz skorych,Klacze doi... okrutnie lęka się czarownic...RYCERZ. (porywając się i dając znaki uciszenia) Słyszę pęd biegnącego — wcale wołań straży!Cóżby to znaczyć mogło?...SETNIK. Tak jest — — bieg wyraźny...

WTÓRY KAPŁAN. Rycerze!SETNIK. Ktoś bez hasła?!WTÓRY KAPŁAN. Dane było przy mnieI to fortunnym trafem stało się — inaczejNie przeszedłbym przez wszystkie straże...RYCERZ.  Ah, zaiste,To wy...WTÓRY KAPŁAN. Niechno odetchnę chwilkę...RYCERZ.  Coś ważnego?SETNIK. Coś gwałtownego...RYCERZ.  Pot mu ocieka po brodzie.WTÓRY KAPŁAN. (zaczynając mówienie) Od wielu nocy...RYCERZ.  Nie kwap się mówić!WTÓRY KAPŁAN.  Od wieluNocy Szechera mądra z kapłany na wieżyZodyjakowej światła śledziła niebieskie,Czekając mniemanego syzygu, — aliściDziś, gdy sama czuwała z szczególnem kwapieniem,Mając źrenice w jeden nieba punkt utkwione.A postami osłabłe członki, usłyszałemKrzyk jej, jakoby pękłej struny, lub naczynia,Gwałtownie strzaskanego... Był to jej krzyk... ślepej!RYCERZ i SETNIK. Ah!...WTÓRY KAPŁAN. ...Która, śledząc światło, zyskała ciemnoście,I, horoskopem drugich zajęta, stradałaGwiazdy własne!...Wielka jest przypadków ironja!Za ociemniałej krzykiem podążyłem. Ona,Słowy wypowiadając to nieszczęście, zewsządBudziła echa wieży, a słowa te byłyPomieszane z proroctwy ciemnemi. Może być,Że nieszczęśliwej naraz ze wzrokiem i umysł

Stradał jaśnię. Zaś pewną jest rzeczą, iż wcaleBez pozwolenia archiprezbytów szły głosyProrokujące z wieży i że to skandal jestSzczególniejszy.Uchwycić ją za ramię chciałemNa skręcie wyższych drabin, lecz, jak szybki pająk,Okraczający znaną mu nić, raz zaledwoŚród księżyca sylwetkę wyszczerzyła czarnąI zniknęła, dopadłszy stopniowań kamiennych.Brzmienia zostały za nią, wygłaszane echemSklepień i gadające o królestwa losie,O bohaterów cieniach...Wszystko rzeczy, któreBez przyzwolenia arcykapłaństwa stały się...RYCERZ. Bez tegoż wzrok stradała!WTÓRY KAPŁAN.  I to jest zaiste,Niepowrotnym skandalem!... Was, rycerze, pytam,Żali tędy lub — co mi właśnie przyszło na myśl —Żali do Nekropolis nie pobiegła?... ÓwdzieZ groby rozmawiać?...RYCERZ. Z niewiast tu nikt oprócz jednejKoryfei Izydy, nie przechodził — ta zaś,Zaręczyć wam możemy, że jest arcypiękna!...WTÓRY KAPŁAN. Nie ona!...

Nekropolis jest jedynem miejscem.Kędy nieszczęsną ponieść mógł szał; tam się kwapię.

RYCERZ. Z dwojga onych kto umysł ma trzeźwiejszy, wątpię...SETNIK. Zda się, iż grę na nowo zagaić nie pora.RYCERZ. Praesagia nie są arcypogodne...SETNIK. Zaprawdę,Wszelka noc zawsze musi mieć coś szczególnego.RYCERZ. (nagle) Towarzyszu, przychodzi mi na myśl rzecz bardziejWażna, niźli ucieczka Szechery do grobów.Straż nazewnątrz obejmiesz ty... przed moją czatą,Ażeby się gdzieś nazbyt blisko nie spotkaliProrokini i kapłan... Cóż albowiem żołnierz,Pełniący służby swoje, umiałby podołaćW tak wysokiej niesnasce?...SETNIK.  Ergo: słucham — idę...

RYCERZ. Rzekł dobrze, iż noc każda coś ma szczególnego,I niech mi kto potrafi ją na dzień przerobićTak zupełnie, potocznie, równo tak, jak dnie są.My, co czaty od tylu nocy sprawujemyPo różnych roku porach i w miejscach niejednych.Znamy tę osobliwość, przynależną cieniom.Dużo uczonych, nie chcę już powiedzieć: mędrców,Słowa jednego nocnej nie znając zagadki.Wstają codzień i chodzą, jako małoletni,O których pierwej myślił ktoś i ktoś się nimiZajmował, kiedy oni ani dbali o to!Sam, niejedną twarz bladą rano napotkawszy,Gdy powracałem z czatów, sam umiałbym nierazTakiej po wiedzieć twarzy dwa lub cztery słowa,Którychby ona nigdy nie myśliła słyszećOd nikogo, prócz siebie.To szczególna rzecz jest...Każde miejsce inakszą ma nocy symfonję!Tu zaczyna się ona huczną wesołością,Spadającą oklasków i śmiechów kaskadąNa bruk miejski, przez lżejsze akordy. NastępnieTony te milkną — ptaków nocnych słychać poświst,Szczekanie psa nad brzegiem kanału, plusk w wodzie,Wykrzyk daleki jakiejś wątpliwej natury,Uciszenie głębokie —— potem szelest drobnyNiewieściego trzewika lub flet, który zaczął.Lecz nie dokonał pieśni... potem jakby duchaNiedotkliwego smętek w powietrzu i spadekJednego listka na bruk — potem wielkaNocna cisza...— Aż nagle gromada wielbłądów

Szłapie z rżącemi osły, koła tętnią — wreszciePrzeklinania woźniców i modły poranne!

Nowy ton, nieznajomy, dobiega mych uszu:Coś, jakby odrzucona harfy struna długaWiła się jeszcze w piasku, sycząc i brzmiąc razem...

To... Szechera!...SZECHERA. (idąc omackiem)...Od jednej kolumny do drugiej,Jak pomiędzy dobrymi ludźmi, ślepa idzie!...

Straż lub służbę w portyku kto trzyma?...RYCERZ.  Ten samy,Który cię czcił widzącą, teraz ufa dla was,Lecz i boleje!...SZECHERA. Synu!... Świat zmierzchem się kończy...Kończy się świat ciemnością...

— — która z wewnątrz bucha...Syzyg, jakiego kapłan szuka z wieży liczbą,Nie nadejdzie i gwiazd dwóch nie złączą się astry,I poślubienia w niebie nie ujrzą...Ta ziemiaEgipska pod epokę, która już, już blisko,Stanie się tylko jedną rzeką, tylko Nilem,Tylko korytem, nie już krajem i mocarstwem...

SZECHERA. (ciągnąc proroctwo) Kapłanowie z pod klucza gwiazdę wypuścili,Która idzie. Daleko jeszcze jest, daleko —Egipt przejdzie, i wielkie morze przejdzie, i nad RzymemStanie, z rozczochranemi włosami, czerwona!...Nad wzgórzem, jednem z siedmiu, które jest spaniałe,A Kapitol nazwisko jego (w mowie ludzkiej...),Tam kometa zatrzyma się dla namyślenia,Czyli roztrącić, albo nic roztrącić, państwa,Królestwa i świątynie...I płomienną głowąKiwać będzie o nocy nad miastem... Tam wielkiMąż, którego wy wszyscy znacie...

Mów, rycerzu,Czy tu nikogo niema oprócz ciebie?...

RYCERZ. Niema...SZECHEBA. (ciągnąc proroctwo) Tam mąż wielki, co trzymał świat w prawicy czystej,Nie dla siebie potężny, przez męstwa dojrzałośćPanujący koniecznie, cały mąż, jak filar —Od zawieruchy krótkich puginałów wziętyZdradą — dwadzieścia i trzy pchnięć, a wszystkie w piersi,Zgarnie rękoma, jakby purpurę zarzucałPluskiem krwi, jak fałdami płaszcza...I polegnie!...I Rzym polegnie odtąd!... I świat nieco!...ImięMęża...

...Synu mój, odrzecz mi rycerskiem słowem!...Czy tu królowej niema?...RYCERZ. (pogląda na Kleopatrę milcząc)..............KLEOPATRA. (daje Rycerzowi znak ręką, aby skłamał)..............RYCERZ. (do Szechery) Raz powiedziałem...SZECHERA. Rycerskie słowo?...RYCERZ.

...Słowo rycerskie!!

SZECHERA.  ...Mój synu,Wielkiego męża imię jest: Cezar!KLEOPATRA. (zataczając się w omdleniu) JeżeliTak — się on — zwie, to Rzym się odtąd zwie przekleństwem!

OLIMP. Jest inna dawać wieściom ucho, a inna jest,Co się należy, pełnić. Lekarz, gdy ma pieczęO cierpiącym, zawzywa domowniki jegoI poufnie przez sprawy Hygici zaklina,Przez Apolla-Medyka co najwięcej. Przeto,Nie pomijam, iż głoszą w mieście o królowej,Jakoby dla komety, co nad światem stała,Zamilkła i nie mawia wcale, tak, iż ciszęW Nekropolis o całą jedną otchłań głębsząPoczuwa się... Rzecz wszakże, wulgarnie rzeczoną,Wykładamy niezawsze, jako brzmi w mówieniu,Godziwem więc jest spytać.EUKAST.  Owszem, monarchowieEgipscy od tysięcy lat żali nie mająDietetyki, prawem skreślonej osobnem?Kilkadziesiąt dynastyj czy inaczej żyło?Bynajmniej! I, jeżeli dzisiaj król egipskiZechciałby z nilowego bekasa mieć danie,Mieć one może, ale osobnym edyktem,Co więc nie zmienia rzeczy. A tak jest ze wszystkiem,Czy to z rozkładem godzin, czyli nawet, nawet —Z ceremonjałem!...

...Bezmowność atoliMonarchini jest wieścią kłamną lub wysnutąZe solenności berła...O Cezara zgonieKiedy wiadomość przyszła z Rzymu, ceremonjałZalecać mógł ten, owy w dworskiej rzeczy ustrój.Co niechaj głosi albo orzeka mąż biegły,Jak wy, lub niechaj mówi o tem jaki kapłan,Starannie ogolony i w bieliźnie czystejOd stóp do głów, lecz niechaj na rynkach stolicyTen, owy milczeć umie, palec w usta kładąc,Przez Ozyrysa imię i moc!...OLIMP.  ...O wielebnyEukaście, przez słodkie imię Pytagora,Rzadkim jest, arcyrzadkim człek, co mówi z człekiemTak, iż słychać mówienie, treść powiadające.Jedni albowiem, mówiąc z kimś, naprzykład z księciemO ostrodze książęcej, będą blask jej głosić,Jak słońca tarcz, a przeto oni nic nie mówiąI tylko z kimś gadają, sami nic nie mówiąc.Przeciwnie, drudzy, niebądź z kim gdy mówią, zawszeZe sobą są jedynie w gwarze, nic nie biorącDo nich idącej treści, ni prawdy, a przetoI ci milczą. I oto milczenie jest wielkie,I oto, mówię, cisza jest na świecie, którąMędrzec, słysząc, niezawsze chce zdradzać lub może.EUKAST. (półgłosem) Olimpie biegły! Jeśli tak jest, a zaprawdę,Że jest tak, to królowa od Cezara zgonuNie rzekła nic i wcale nie mawia... Sam będzieszSłyszał z ust jej... I oto wielkie jest milczenie,Które słysząc, Eukast zdradzić nie potrafi...OLIMP. Słowo ostatnie jednak, to ostatnie słowo,Które rzekła, czy wiernie umiałbyś powtórzyć?Pyta was o to medyk nadwornej królowej,Ceremonjału najmniej nie łamiąc — i owszem...EUKAST. To było tak... Było to, gdy posłańcy tajniOd cezarowej wdowy, Kalpurnji, przywieźli

Skarby wielkie (i mogę rzec, iż przyzwoicieZapakowane w skrzyniach z włoskiego orzechu).Te karawaną mułów i wielbłądów weszłyPod sklep głębokiej bramy; królowej znać danoPrzez Eroe, która jest wielką kaneforą,I przez udatność słów jej — — a było to wieczór...Listy królowa, wziąwszy, odemknęła palcemObojętnym... a potem wzrok jej się zapaliłJakby gwiazd dwie iść miało z sobą na wyścigi,I, opuszczając papier, w dwie klasnęła dłonie,I te dwa rzekła słowa: «Haracz Rzymu!». WięcejNic, tylko te ot słowa: «Haracz Rzymu» —OLIMP.  Tylko — — —EUKAST. Lecz to, jakkolwiek słów dwa, tak rzeczone było,Że się porwały straże w krużgankach — i więcejSta halabard upadło na marmur z tętentem,A echo grom nosiło po salach... Myśliłem,Że z bazaltowych sfinksów na łapy wstał któryI zawył... Obróciłem się z uszanowaniemI widziałem błysk tylko sandału złotegoW obłoku szat... Królowa tak odeszła szybko...Odtąd, cokolwiek mówi, głos ów brzmi sfinksowy —

KLEOPATRA. Odkąd w komety tego poglądałam grzywę,Zrobiło mi się w duszy jasno, jak w Amenti,Jak w pieczarach piekielnych... Dobrze widzę wszystko,Szczegół wszelki — słomki źdźbło, każdą okolicznośćCzytam... wytwornie czytam i coraz to głębiejNaskróś tej samej smętnej księgi i, jak wiremTreści, bywam imana i ciągnięta na dno...

Dopóki ręce moje, oczy me, spomnieniaMogły jeszcze się wspierać na Juljusza piersi.Nie myśliłam o Rzymie, którego istotęSłonił mi wielki człowiek osobą lub słowem,Niekiedy gestem, nawet niekiedy skinieniem.Tak, gdy przeciwko tobie usiądzie kto w oknie,Wychodzącem na miasta widok, on ci łokciemLub płaszcza rąbkiem miljon mieszkańców zasłania,Palcem twierdze warowne, świątynie ramieniem...Lecz dziś dwadzieścia i trzy pchnięć miecza odparłoTę szlachetną osobę z przed mych smętnych oczuI, gdybym przez dwadzieścia trzy patrzyła szczelin,Jużbym widziała tysiąc dwadzieścia trzy przekleństw!

O, tak! Rzym ma wielkiego coś, czułam to nieraz,Gdy na «Talamie», wsparta o ramię Cezara,Słuchałam pieśni wioseł i czaru słów jego;Widzę dotąd, nietylko słyszę, co mi mówił...To jednak «wielkie» Rzymu jest już wielką zbrodniąI, jeśli Egipt niemniej kończy, to dwa światyKu końcowi słońcami dwoma schyliły się...I dwa się serca w światach dwóch niknących zeszły — —Juljusz i Kleopatra trwali jeszcze z sobą,Jak dwoje bytów żywych, lecz z kobietą CezarJuż był jak posąg, z cieniem rzuconym na piasku.

Rzymu wielkość zaciera społeczność... MężczyźniZwolna, zwolna do tego dojdą, iż z kobietąNic prócz słabości własnych nie potrafią dzielić.Kobiety mężom wzamian tylko dać potrafiąJeden więcej tryumfu publicznego przyklask.Wielki jest Rzym... lecz wielkość ta nie znosi człeka!...Ojca i króla wzięło mi to miasto z sercaI z Egiptu, by oddać płaskim niewolnikiem.Dziewicze piersi moje podwakroć rękomaBrał Rzym i dawał chłopcom-braciom do zabawy,Jak krągłe do rzucania cacka!... Wreszcie i samPrzed żywego człowieka wielkiem sercem stanął,Może zadrżał, zgiął czoło... tak, jak byk je zgina,By tem raźniej na ostrze rogów wziąć wnętrzności...Cezarze! Ja nie pójdę za wojskiem z szarpjami,Żeby otulać rany twoich weteranów.W kilkaset galer zbrojnych wolałabym prostoIść na Kapitol... piersi twe oglądać krwaweDwadzieścia i trzy razy, o każde z cięć spytać...

Eroe, przysłoń okna!Na niebo nie mogęPoglądać, odkąd w oczy komecie spojrzałam,I — niestety, — nie dziwię się Szecherze ciemnej...

A co dzieje się z wieszczką straszliwą i dobrą?EROE. Na dumaniu i lasce wsparta, mało pomniO ślepocie; powiada tylko, że od chwili,Gdy utraciła oczy, nie ma już dwóch wzroków,Lecz jeden wzrok, jak wszyscy...KLEOPATRA.  Te słowa są cięższeOd ślepoty, daleko cięższe...

...Spazm dziś cierpię.Eroe, podsuń skórę lwa pod trzewik! To jestTaż sama skóra, z zamku?...EROE.  Dałam za niąLiktorowi Cezara sześć równych i uśmiech.KLEOPATRA. (wyciągając palec). Rękę moją pocałuj tym uśmiechem twoim...

Na tej grzywie uklękłam raz w życiu — —

Co mówiGość, w pałacu królewskim pierwszą noc przebywszy?EROE. Wiem, co poufny mówi Marka Antonjusza,Deljus, rzymski kawaler, lecz, co on sam, nie wiem.Pierwszy wszelako słowa wtórego wygłasza,Iż po walnym królowej wjeździe do EfezuNie mniemali, by mogło być co spanialszego —Że królowa widocznie nigdy ku nikomuNie podjęła tak świetnych starań i że wszyscySą pod wpływem jej czaru...KLEOPATRA. (zanosząc się od śmiechu)Cha-cha-cha-cha-cha-cha!Naturalnie, że, aby podjąć Antonjusza,Wszystek mych dziadów przepych kazałam poruszyć...Czegóż on więcej szuka lub co umie życzyć?...(Suknię, jak twoja, taką miałam u CezaraI dwie te w kolcach perły...)Eheu! Cóż więcej?...EROE. Zadziwieni są wielce wyborem mieszkania,Twierdząc, że to królowej przesądy egipskieDoradziły opuścić główny dworski pałac.Gościom — życie, lecz sobie że królowa paniPozostawiła groby (mówią), choć nad żywot,Daleki od niej, oni przenieśliby cienie!KLEOPATRA. Jest to gładkie... Lecz Marek Antonjusz, gdy zechce,Ile i gdzie mnie widzieć, jak najsnadniej może...Konno z nim jeżdżę, wędy zarzucam, śmieję sięJak szalona!... Wyglądam, myślę, że niezgorzej...Cóż chcieć jeszcze?... Ja wcale kocham Antonjusza...Czyliż co więcej można?..Najściślej tę miłość,Której on chce i którą może pojąć, ja mam,Najistotniej, na jego rozkazy — nie zdradzam!

Wiem, czego mnie i jemu potrzeba — mnie zajęć,Mnie roztargnień, i jeszcze nadto mnie potrzebaSamotności zupełnej... a bądźże samotną,Będąc samą!...I jeszcze trzeba mi niekiedyGwaru, wiru, wielkiego zamętu i szałuZbytku... wesołych ludzi, jak Marek, i, jak on,Uszczęśliwionych...I więcej!... Mnie trzebaDobrego wodza... Wojsko Egiptu jest żadne —Prócz zaciężnych z legjonów Rzymu......w marszu słabe,Bez umiejętnej służby — Ja mam plany...Kielich mi daj!

— — Spazm cierpię!...

— — To taż sama skóraZ zamku?EROE. Taż sama skóra lwa...KLEOPATRA.  ...Niczem tak gładkoNie ociera się stopy, jak tą grzywą złotą.

Marek Antonjusz może istotnie rachowaćNa miłość moją — — Nie on, lecz sam Brutus nawetByłby mi może...

...Brutus byłby miłym:On chociaż cień Cezara widział pod Filippi!...

Czego te łzy wylewasz?...EROE.  ...Te łzy są królowej...Zapłakałam niechcący...KLEOPATRA. Jesteś wielkie dziecko...Wielkie a bzdurne dziecko... Słuchaj! W tych dniach otoTrzeba, żebyś mi była zakochaną — słyszysz?...Rozumiesz?... Mnie to może być arcypotrzebne.Kochaj się sobie, w kim chcesz, tylko gorejąco!...Ku temu, iż mnie samej zbywa na pomysłachI nie umiem bez końca znajdować fortelów,I nie umiem rozrywek nastręczać ponętnychAntonjuszowi... Serca kochające, owszem,Umieją tworzyć, wiedzą, iż to albo owoZakochanemu sprawić może niespodziankę,Uszczęśliwić go nad miar!... Służebna mi któraśPoszepnęła, by nurek, pod falą ukryty,Wtykał ryby solone Markowi na wędkę —Koncept, który się udał i który potomnośćKleopatrze przysądzi, nie pannie służącej.Historja jest niewdzięczną dla pomysłów szczytnych...EROE. Kogokolwiek królowa każe, wraz ukocham.KLEOPATRA. To właśnie, co się na nic nie przyda nikomu!Miłość taka zaledwo poradzić ci zdolna,Ażebyś, nic lepszego nie umiejąc czynić,Została matką bliźniąt!.....Daj kielich —EROE. (podając kielich — i, kiedy Kleopatra dotyka go ustami) WszelakoZasłona wielka w głębi tej sali pochodziProsto z myśli królowej?...KLEOPATRA. (powstaje, robi parę kroków ku zasłonie, wrycie na nią spoziera i powraca) Zasłona! Zasłona! —Zasłona — — — Wymyśliłam zasłonę! — To wszystko,Cokolwiek jeszcze własną stworzyć umiem siłą...

KONDOR. Królowo! Bezprzykładne starania i zachódŁożony, aby planom jej stało się zadość,Czynią w ceremonjale dywersję (że z rzymskaTak się wyrażę). Psymach biegły i EukastPobożny, i rozliczni mężowie są arcyZatrudnieni około tego arcydzieła,Które królowej palec nakreślił w abrysie.Błogo jest, iż nie od dziś wszczęli PtolomejeMonumentami ziemię zapoznawać z niebem,Czy ku Zodyjakowi iglicami mierząc,Czy o przestronnych grobu lochach mając pieczę.Jednakowoż, skoro tak zaprząta się ogółI spółdziałania mężów zdolniejszych, natomiastStary i wierny Kondor pełni wszystkie służby,

Sam wygłaszając nazwy poddanych lub gości

Deljus, kawaler rzymski, i rycerz złotegoŁańcucha, oczekują, który wnijść ma pierwej?...KLEOPATRA. Po rycerzu Deljusa chcę widzieć, zaś owyZnać to winien, albowiem rycerz z powinnościąPoddanego przychodzi do królowej swojej.KONDOR. Na obelisku słowa te, nie na językuKondora, powinniby śmiertelnicy czytać.

KLEOPATRA. Cokolwiek masz, rycerzu, powiedzieć lub donieśćNiech ci to będzie łatwem. Słucham.RYCERZ.  Znam, królowo,Jak drogie są i trudem zajęte godzinyŚwiętej czynności waszej: dlatego, jeżeli,Skrócając treść, okażę ją mało oględnie,Niech to majestatowi w niczem nie ubliży.Wieści i doniesienia mniejszej były wagi,Dopókąd się prowincji całej nie zmieniłoNa biegaczy z listami, a ogniste wiciNoc w noc dopókąd słowem nie brzmiały. AtoliDziś otrzymać wiadomość z Cyklad, ergo z Rzymu,Łacniej, niźli takową rozwikłać i sprawdzić,I łacniej, niż powstrzymać od rozgłosu złego.Wojsk przytem kilkadziesiąt tysięcy italskich,Królowej służąc, ma swe rodzinne stosunki,Obozy zaś przez całe pustynie ku morzuStoją i starczy słowo w Serapjum powiedzieć,By, jeżeli jest ostre, utkwiło w Italji.

Wojna miałażby rzeczą być dotyla pewną,Iż lada kto roznosi o niej głos i zdanie?Nie pytam o to, będąc żołnierzem, nic więcej...Spowiem tylko, że nawet w czas wojny wydanejLub w czas odebranego najścia są niejakieOstrożności, koniecznie niedostępne wszystkim.KLEOPATRA. Miałżeby wódz tak słynny uspokajać mało?

Mnie dość, że ja znam Marka Antonjusza — alićPomnę i tę przytomnić lubię okoliczność,Iż o Cezarze pierwszy ty mi wiedzę dałeś.Ku temuż życzę dzisiaj znać, co powiedziałbyśO tryumwirze?...RYCERZ. — — — Tryumwir, królowo,Jest jednym z trzech... Sam Marek Antonjusz, zaiste,Jeśli za życia dawał diadem monarszyCezarowi i temuż po zgonie holokaust,Znać musi, czemu równać go z Boskim nie można...KLEOPATRA. (wyciągając palec ręki)Ucałuj rękę moją na znak przebaczenia,Iż tak o Antonjuszu mówisz...RYCERZ.  SprawiedliwośćRubaszną bywa... Marek Antonjusz ma wszelkiWodza dużego talent, lecz Fortuny niedość...A jak do Hostiljusa, twierdzą starożytni,Że Fortuna wchodziła oknem o księżycu,Tak zaiste wódz, trzeba, by Victorię dzierżył...KLEOPATRA. (powstrzymując się) Ciągle mów!... Ale śmiech mnie bierze. — Jakże można,Ażeby wódz przerywać sobie sny dozwalał?...Mów — mów!RYCERZ. Tryumwir — śliczny plan miał pod Modeną,Lecz się musiał do Gallji cofnąć, a z PartamiLubo najznamieniciej walczył, cóż stało się?...KLEOPATRA. Pod Filippi?...RYCERZ. Przez wielkie bogi, pierwszy jestemNie uznawać się godnym, bym tryumwirowiKaligę zapiął!... Alić sam Antonjusz, skoroKasjusza zbił, zawołał: «Wreszcie zwyciężyłem!»Tamto zaś i to zamiast uwłóczyć wodzowiPrzyznawa mu sąd rzadki... Owszem, to, co mówię,Kwapi się nie ku czemu innemu krom tego,Iż obiegają mało hamowane wieści,Jakoby wódz dla zbytku swego animuszuNarażać zwykł chorągiew... I, że tylko umysłKrólowej, tylko mądra królowej oględność,

Umie to rzecz stosownie łagodzić, to naglić.Tak dalece, że, gdyby do wojny przyjść miałoBez córy Ptolomeów wyraźnego słowa,Legje nowozaciężne italskie poszłybyZ Antonjuszem, lecz reszta wojsk... nieco wątpliwie...KLEOPATRA. Wojna — czy jest, czy będzie jutro albo wcale?...Trzy pytania w zupełnej równi jednakowe.Stan, zaiste, osobny — stan ciemny dla ludu,Szczególny dla monarchów, dla kapłaństwa dziwny.Nie Egipt sam, lecz świata imperjum tak stoi...Nie sami monarchowie, ni ludy, lecz czasy,Lecz bogowie u wrót się janusowych zeszli,I cokolwiekbądź zechcą, stanie się, stanie się!...Że tryumwir, że jeden dziś z dwóch panów Rzymu,Że królowej Egiptu przyjaciel, AntonjuszMarek, przywództwo wszelkie obejma w Egipcie,To sta tysięcy Rzymian egipskich niech wielbią!Jak oni hasty swoje królowej oddali,Tak on swój miecz poświęcił i przykładny afekt.

RYCERZ. Niechaj żyje Antonjusz Marek!...KLEOPATRA.  Ze zbliżeniaDrogi pomiędzy Rzymem a Serapjum jeśliStugębna wieść się chełpi to porówni możeI Victoria swój sandał nieśmiertelny zazuć,Ku tymże szlakom kroki wielkie obracając...Rycerzu, mało więcej powiem: miej się dobrze!

Królowa wie, co począł Antonjusz z poselstwem,Lecz to poselstwo ona odnosząc do niego,Nie inaczej, jak gościa przyjąć ma i raczy.Miej się, rycerzu, dobrze...

KONDOR.  Deljus! Gość królowej! —

KLEOPATRA. Obywatelu miasta Rzymu! Deljus miły!Czeka cię Kleopatra, zbliż się i posłuchaj:Będę ci mówić, co mnie powiedzieć przychodziszOd uprzejmego Marka — a naprzód «Dzień dobry»,Życzenie, które często mimo przeświadczenia,Iż dzień nie jest najbielszym znaczony kamykiem,Powtarzamy wszelako i będą powtarzaćMoże lat trzy tysiące. Owszem, rzekną jeszcze,Że «Dobry dzień» to prosta rzecz i że ówczesna!...Z naiwnością podobną owej ty przychodzisz,O Deljus, i pouczyć chcesz mnie, że AntonjuszGniewny jest, nie umiawszy przyjąć posłów Rzymu.Zażalenie, doprawdy, interesujące...

Eroe!...

Zażalenie wcale niepomierne...

Kawaler rzymski zechce usłyszeć od ciebie,Jakie dziś stroje weźmie na turniej królowa,I powiezie tę od niej Markowi wiadomość...

Krzesło złote Antonjusz przy mnie zajmie. Powiedz,Że ramiona mieć będę owiane mgłą gazy...EROE. Gazy, którą Izydy pas gdzie niegdzie spina...KLEOPATRA. (do Deljusa) Powiesz mu, że za posłów stanowczo nie bioręTych, co między Oktawją a nim pośredniczą.Domowe są to sprawy lub gadki poufne...Grzecznie uczynię, panów tych prosząc na turniej,Którzy wrócą i mówić będą o Egipcie...Mówić, mawiać z Oktawją... o...

...Jak dziś ubieramStopę?...

EROE.  ...Królowa weźmie złoty i podłużnyKoturn egipski, z wierzchu odkryty zupełnie,Lecz długie szaty zwierzchniej strzępy nań upadną,A z tych każdy jest sznurkiem drobniuchnych perełek,Jak krople, wiatrem z fali nagarnięte morskiej,Tak, iż się palce w pianie pereł ciągle kąpią...KLEOPATRA. (do Eroe) Dość jest — odejdź i czekaj.

...Jak na KapitoluNogę kiedy postawię, pomyślą, że Wenus(Babka Cezara...) z piany wyszła i stanęłaNad Rzymem, o Juljusza pytając...

...Idź zdrowo.Idź! Co ci na myśl przyjdzie, to Markowi powiedz...DELJUS. (z głębokim ukłonem) Będzie to zawsze więcej nad to, o królowo,Co pozwoliłaś, żebym ci był wypowiedział,Łask i słów jej potokiem zewsząd uprzedzony.KLEOPATRA. Dodaj, że każde z uczuć Marka dla mnie czytamNa odległość pół mili i przez głowy tłumu,Jak kiedy kto, z wielbłąda na obelisk patrząc,Rozwiązuje udatnie ryte hieroglify.Jeśli więc nieco czekać dziś smętno mu będzie,Niech tam, ówdzie, w przysionkach między kolumnami,To zwolna, to gwałtowniej chodząc, myśli o mnie.

Grobów pałac szeroki jest jak miasto — —

— — Kondor!

Eukast, Psymach, Olimp i mój rycerz wiedzą,Każdy wedle służb swoich, co i jak wypełnić.Posłuchanie skończyłam.

...Czy kto jest na ziemi,Co mniejby mówił z ludźmi, więcej był samotnym?Głębszą dokoła ciszę poczuwając, czy ktoDumał spokojniej?...Powiedz mi, Eroe, czemuNie weselisz się? Trzeba mieć serca naiwność,Dzieckiem być... umiejętnie... Człowiek jest niemowlę Niewysłowionych rzeczy....Weź z przed kadzielnicyPiasku nieco i usiądź na ziemi i baw się...Ot tak — tak — —Usyp siedem na ziemi mogilek,Siedm — — tak!

A teraz ustąp! Królowa się cofaZ sali posłuchań swoich.

Te siedem szczypt ziemiTo siedm Rzymu pagórków porównanych!Rzekłam!

PSYMACH. Dany zwysoka abrys zleceniem królowej,Która zna rzeczy greckie, jak mało kto teraz,Dopełnionym jest, mniemam, nad życzeń gorącość.Amfiteatrum, w głębi spore, jak hipodromI otwarte, a przeto ludowi dostępne,Zgadłby kto, że od strony tej zasłona kryje,Godząc przeto attyckie stylu powinnościZ wulgarnemi na zewnątrz potrzeby turniejów.OLIMP. Mądrości wszelkiej klucze, słuszna jest, by Egipt,By Aleksandrja bardziej dzierżyła, niźli Rzym.Ammona syn, młodzieniec wieków, Aleksander,Gdy, rozsypawszy makę z żołnierskich furgonówNa miejscu tem, wykreślił palcem plan stolicy,Zaiste, znał konieczny tych okolic genjusz.

KONDOR. Powietrze zdrowe, ryb i mięsiwa dostatek...Ziół wszelakich i gadzin mnogość...PSYMACH.  UmysłWłaściwy miejscowości... ten rzeczą jest główną.OLIMP. Aleksandryjczyk, łącząc zdolności GreczynaZ naturą wschodnią, stawa się w każdem rzemioślePracownikiem wytwornym...PSYMACH. W tej mierze nie znam nicGodziwszego, jak Wendo-Skita: naród jedenDaleki, a z którego niewolnika miałemW Atenach, gdy słuchałem jeszcze geometrji.Przepadał za mną człowiek ten i potrzebowałZawsze przepadać za kimś. Zwał się Naśladomir.Szewc kupił go, to on wraz i koturn ci uszył —Krawiec — to on ci krawczył... Wystarczało krzyknąćI zagrozić... Sam tylko nie zdołał nic z siebie —I niewolnikiem przeto zostawał. Niekiedy,Cudze łapiąc pojęcia, jak rodzime brał je,I wstydził się twórczości własnej i czerwienił,Arcywygodnym sługą będąc. NaostatekRaz, gdy dwóch spoznał panów, równie mu ponętnych,Wybrać nie mógł... To jedno, zawsze co mu brakło,Iż wybierać nie umiał.. Więc na dwoje przepękłZ umartwienia...

Równego gdybym tu miał draba,Gdybym miał tu takiego, czegóżbym nie dopiął!KANDOR. Żałować czego nie masz, o Psymachu biegły,Amfiteatrum dziwne skoro zbudowałeś,Ani sobie wyrzucaj cokolwiekbądź, mistrzu!...OLIMP. Machiny równej dawno nie widziało miasto.PSYMACH. Sędziów niedość, opartej dobrze kompetencjiNiedość. Więc się odnoszą do znanych już precept,Nie śmieją iść: a jako na okręcie bywa,Że niestawiący krzepko stopy jest od dołuPorwany wirem ruchu aż do zakrztuszeniaI, co nierad był uznać, musi potem zrzucać,Tak są późne ich zdania. Dziś klaskać umiejąLub bezcześcić! A to jest z tej właśnie przyczyny,Iż gwoli innym sądom trza nie mieć zawiści,Lecz oświeconą miłość żywić.KONDOR.  Temu zasięNajwygodniejszą strażą jest kasta.PSYMACH.  W Egipcie!OLIMP. Ludzie nietylko źli są, iż złość ich porywa:Są źli ludzie, jak zły jest albo dobry marmur,Źli, bo gatunku złego... Liścia dotąd jeszczeNi zaradczego płynu w tym względzie nie znamy.PSYMACH. Szczęśliwi, co się mogą odnieść do potomnych,Alić nam u spółczesnych trza uznanie zyskać.Amfiteatr ma za cel przyjęcie w EgipcieCałego świata posłów, którzy wrócą do domI po wszech ziemi kresach głośna z nimi fama:Egipt albowiem nigdy nie stał, jak dziś...KONDOR. (przerywając).  Otóż,Co i ja mówię. Alić są utrzymującyPrzeciwnie, i, że wojen czekamy ze wszech stron.OLIMP. Kleopatra jest panią świata!...PSYMACH. (rozwijając pargamin planu swojego) Godziwsza jestMonument pojąć, niźli dawać czas powiastkom.Kiedyś i znać nie będą zwalczonych trudności,Które spotykał sztukmistrz...

...Szło o to, by naraz,Jak narodzone dziecię, można było odjąćAmfiteatr od gmachu nekropolijnego,Tu grobowe drzwi, ówdzie odkrywając fronton —Rzecz, której ja dokażę na skinienie ręki.OLIMP. (radząc się planu) Plan to jasno wyraża. Kto pojrzy, odgadnie.

PSYMACH. Bogdajby!...

PRACOWNIK. Mistrzu, jeszcze twojej tu osobyZbywa —PSYMACH. (idąc za głosem, cofa się ze sceny) Kiedyż będę mógł zniknąć w dziele mojem!KONDOR. (do Olimpa) Mędrzec taki gdy nasze potwierdza mniemania,Uspokojonym czuję się o kraju dobro.OLIMP. Wieści o wojnach mogą nie być bezzasadne,Monarchini albowiem, co chce, zdołać może,Będąc panią na wszechświat nieograniczoną.Króle wszystkie swych posłów szła a szlą... Cóż z tego,Choćby i wojna była?... Wojna zawsze gdzieś jest.HER. (przez jedno z wewnętrznych wnijść wbiegając) Luby Kondor! Kolego, szczęsny Her cię wzywa...Pójdź! Czy nie widzisz blasków na jego obliczu?KONDOR. Świecącego coś baczę na policzkach obu!HER. Żaden Orfeusz, kiedy swą lubą odnalazł,Nie był olśniony tyle jej czarem, ilem ja.Marzyłem zawsze spotkać gdzieś wielkiego męża!Czułem zawsze, że półbóg istnieje... Wciąż śniłemBohatera po mojej myśli... I nareszcieStało się... Niech uściskam cię, Kondorze, ciebie,Medyku, niechaj całą ucałuję ludzkość!— Dziś pół dnia jak cień chodzę za wielkim człowiekiem.Rozumiecie już wszystko!KONDOR.  Rozumiemy mało.OLIMP. Arcyniewiele —HER.  Wszystkie nekropolitańskieMiędzysionki, chodniki, arkady przeszedłem,Niewidzialny, daleki, patrzący na niego...Jak cień...

...i tak znikliwy, jak cień...Raz albowiemZatrzymał się i uszczknął różę, i piorunemObrócił się, wzdychając jak lew, a oczymaNa pawilon królowej iskrząc...Już mniemałem,Że zoczył mnie! Lecz byłem szybszym i zwinniejszymOd spłoszonego ptaszka. Wielki mąż nie dostrzegł,Iż się napawam, patrząc nań, od blisko pół dnia...Resztę wiecie!...KONDOR. (do Olimpa) Zbyt albo niedość rzecz wyłuszcza...HER. (w uniesieniu) Mamże wyrzec, że mężem tym, że tym półbogiemMarek Antonjusz... wy zaś, że jesteście z drzewa,Z cegły, niewypalonej słońcem... Czy wy wiecie,Iż człowiek ten gdyby mi wskazał końcem palcaSto legjonów, godzących w pierś mą, i powiedział:«Zwalcz je!» — przez Herkulesa, zbiłbym sto legjonówAlbo ległbym i ziemię przeszyłbym nawylot.

Rzekłem! I dość...MAREK ANTONJUSZ. (przybliżając się niezmienionym krokiem, kładzie rękę na ramieniu Hera) Czy możesz być liktorem?...HER.  Wszystkiem!Dopókąd waszą czuję nad sobą prawicę.MAREK ANTONJUSZ. Zapał nie jest naganną rzeczą.

Byłbym zdania,Ażeby ludzie moi, których mam u boku,Do suchego pioruna byli podobnymi,Żebym, mówię, gdy gestem zagaję w powietrzuIskrę ciosu, mógł naraz gromami uderzyć.Pallas moja jest taka!... Kunktatur nie lubię!...

Czy bawisz się trzeźwością?...

U mnie człowiek dzielnyMoże i podpić; tchórze niech pijają wodę...

«Podpić» a «podpić» — spora wyrażeń różnica!Melancholja gorszą jest od podochocenia.OLIMP. Ona jest niewolnictwem ducha...ANTONJUSZ.  U mnie — ludziePrzyboczni niech mi będą wszyscy rozkochani,Jak kto może! To mędrzec i wódz był ten Bachus!Nie obelisków zeschłych stróż ani zakrystjan...

ANTONJUSZ. (rzucając przed Eroę różę) Piękna Eroe, nie kłoń się... ciężar masz w ręku...Róża zaś pierw, niż mogłaś jej dotknąć, uwiędła.Liktor mój ją podniesie...

Ja chciałem marsz wstrzymaćI dopiero wojenne rozwinąć działanie.

A naprzód, o Eroe, twój pośpiech jest zbytniLub udany. Wonności są-ż potrzebne kwiatom?Słyszał kto, żeby róże zakwitłe podlewaćPłynem aromatycznym? Medyku Olimpie,Daj świadectwo, czy błędnych tu rzeczy nauczam?

Powtóre... proszę usiąść ze mną na tych stopniach.

Jeszcze powtóre: gdyby królowa spytałaO przyczynę spóźnienia...KONDOR. (przyjąć chcąc od Eroe złote naczynia) Byłoby to winąKondora, który zaśpiał wyręczyć Eroe...EROE. Ah, mnie wyręczyć?...MAREK ANTONJUSZ. (ciągnąc krotochwilę)...Trzeba powiedzieć królowej,Że jeden z gości, ten sam, który obiecywałNie podzierać poczętych prac, aż w ich rozkwicie,Wszystkie zasłony zewsząd poodsłaniał, wszystkieWelony z lic posągów. Niech tak panna powieI nieinaczej, nadto dodając, że takąNiedyskrecją rażona, o Eroe, chciałaśŚmiałka powstrzymać... ale, że czyn tak usilnyI heroiczny stał się spóźnienia powodem.EROE. Spamiętać nie potrafię tylu słów wątpliwych...

MAREK ANTONJUSZ. Her, uprzedź nas do zamku...HER. (biorąc krok przed Antoniuszem)Tryumwir Antoni,Gość Egiptu, przechodzi!...KONDOR i OLIMP. (wypełniając wielkie ukłony) Gość i pan!...ANTONJUSZ. (familjarnie) Towarzysz!...KONDOR. (patrząc za odeszłymi) No, i ten Her coś zawsze miał w zanadrzu — otoRachowałem był nieco na pomoc choć jegoO tej porze, gdy w służbie nikt na miejscu nie jestI gdy chyżo czas lecąc już prawie nas zbliżaDo prologu turniejów...OLIMP. (spostrzegając Eukasta) Ten cię nie zawiedzie,Co więcej, iż z posiłkiem przybywa stosownym.

EUKAST. Chłopcy! Ceremonjału precepta jest jedna,Jeden jest kanon, który za króla AuletaZnany był, a i dzisiaj sekretem nie bywa:Uczta winna być z pompą taż samą stawionaI odstawiona!... Niema na dworze różnicy:Czyli ty złotą cofasz półmisę i czyliPróżny dzban bierzesz, albo napełniony stawisz,Wszystko jest jedno...

Z tronu i złotego krzesłaZasłonę skoro zdejmam, jakże to mam czynić?Jużci z tąż samą gracją (że się tu wyrażęPo grecku), jakbym tronu rękoma dotykał.

Oto jest wszystko... Nie znam nic prostszego w świecie.

KONDOR. (wskazując Eukasta) Chłopcy, weźcież ćwiczenie skłonnie i uprzejmieZ nauk męża, co lata swe k’temu poświęcił.Kondor od siebie radę tylko jedną doda:Czerpajcie światło!... Tego wam życzę gorąco:Światło czerpajcie!

OLIMP. Krótkim będę z mojej strony.Przez Hygieę, miewajcie mi się dobrze!

EUKAST. (poglądając na chłopców, dokończających przybory) W czasachBłogosławionych, chłopcy, czuły rodzic, kiedyNa dworu próg posyłał syny urodziwe,Dawał im po sto kijów na trzcinianej macie,By pamiętali węchem Egipt, a sam przytemNie szczędził zacnych precept. Z tego są dziś ludzie,Którzy czynią ozdobę kwitnącego kraju.Czerpajcież światło i wy, jak to orzekł Kondor,Idźcie za głębokiego Olimpa wskazówkąI, co zleca pobożny Eukast, pełnijcieNa cześć Izydy i dla ojczyzny splendoru!CHŁOPCY. (chórem). Vivat!...

EUKAST. (patetycznie) Wtórą preceptą (?) jest: Iż, skoro (nieczyt.)Miejsca swoje zajęły, służba (nieczyt.)

PSYMACH. (w dworskim ubiorze)

Zniknąć we wykonaniu dzieła — oto sztuka!Kapitalniejszej nie znam precepty i myślę,Że znać innej nie może uważny pracownik.Powiadają, że dzieła mają nas uwieczniać:Nie to wszelako czyni je drogiemi. One,Gdyby nasz przewlekały żywot z nędzą jego,Ze zazdrościami ludzi, z odbytych walk trudem,Zaiste, że cenniejsze byłyby, im wiotsze!EUKAST. Lud już nazewnątrz gwarnie przed frontonem stoi.PSYMACH. Alić nie samą tylko zajęty budowlą.Karawany przybyłe posłów i ich strojeBawią rzeszę. Prawdziwych wyglądam ja znawcówŚród tych, co stąd raz (?) pojrzą, ale znają abrys.Tym, bez których nic niema, uznanie i pokłon.Błogosławienie.Znamy, iż gmach nekropoluWyjrzał amfiteatrem, lecz tak, jako mędrzec,Zawierający usta, może on bez szwankuZawrzeć napowrót przestrzeń między kolumnamiI (nieczyt.) powrócić sfinksom... Rzecz (?) chwalebna,A doskonalsza w jednem (?) (nieczyt.) oka!

HEROLD. (w głębi sceny)

PIERWSZY KAPŁAN. Wszelkie poczęcia nie są jedynie z rąk ludzkich.Rzuć kadzenie początku, by za nas dym odszedłI wzbił się nad nas...

KLEOPATRA. (rzucając mirrę) Ani dopełnienia rzeczyNie są z nas samych!...

Rada, chcę radosnych widzieć!

Czy dym kadzideł znosisz?ANTONJUSZ. Z twych rąk...KLEOPATRA. (na stronie do Antonjusza, tajemniczo) ...Uważałeś?...ANTONJUSZ. Uważałem.KLEOPATRA. (na stronie do Antonjusza) Dlatego nie obejmę tronu,Ani ty. Usiądź przy mnie, aż posłowie twoi...ANTONJUSZ. Moi??..KLEOPATRA. Aż ci posłowie wnijdą.ANTONJUSZ.  Tak niech będzie,Jak wszechwładna chce, mimo, iż...KLEOPATRA. (przerywając) Tybyś się możePostarał, by nie mogli wcale...ANTONJUSZ. (przerywając i kończąc)— wcale chodzić!...DELJUS. (do Kleopatry) Plan królowej uwielbił Psymach wykonaniem.MAREK ANTONJUSZ. Bibljoteki mojej dwakroć sto tysięcyWoluminów dziś składam pod stopy jej mości.KLEOPATRA. Na obłokach miałażbym stawić stopę?ANTONJUSZ.  Owszem!Zefiry po obłokach pląsają.KLEOPATRA. (głośno i do wszystkich)AntonjuszApoteozę dla mnie marzy — gdy ja żyć chcę,Gdy ja kobietą jestem najmniej idealnąW Egipcie!... Rzymskich to jest dam zapewne szkoła!ANTONJUSZ. (z pogardą) Ah, zapewne wilczycy akademja!...KLEOPATRA.  Deljus!We dwoje brońmy Rzymu!... Marek w każdem słowieGodzi na święte miasto i społeczność jego.DELJUS. (z lekkim uśmiechem) Dotychczas Rzymu bogi broniły, królowo!Ty znać możesz, co czynisz — — Ja nie jestem tytan...ANTONJUSZ. A jeśli znudził bogów kąt siedmiopagórki?KLEOPATRA. Podobno i bogowie niekiedy nudzą się,O czem Homer w początku jednego z rapsodówSwojej Ilias wytwornie śpiewa, jakby kreśliłKolosalne ziewania...DELJUS. (z ukłonem) W tak strasznym wypadkuZostawiłbym Rzym w rękach Fatum — i mój pierścieńKawalerski — —KLEOPATRA. (do Antonjusza) Posłowie wnijść winniby teraz.ANTONJUSZ. Usłyszeć ostatniego z kawalerów rzymskich!DELJUS. (z lekkiem westchnieniem) Ostatniego...PSYMACH. Zwiedzają oni właśnie twierdzęAleksandrji — na mocy planów z ekspedycjiBoskiego...KLEOPATRA. (głośno i do wszystkich)Jeśli czynią to Cezara ślady,Że Kleopatra dotąd nie widzi ich, jeśliTylko dlatego nie są u tronu królowej,To przebaczam!... Wielkiego męża cień na ziemiBardziej żywym jest nieraz od rumianych twarzy!ANTONJUSZ. (dotykając czary ze stołu bliskiego) Słowa te bogom Manom poświęcam!... LibacjęUczynić im, królowo, pozwól czarą, któraTak pełna jest, że, jakby fenickie zwierciadło,Odbija twarz rumianą, koralowe ustaI wzroku blask...

Niech bladość oceniają cienie!Niech wielbią martwość, która jest monumentalną(A dla której załączam mój ukłon głęboki),Lecz sam przenoszę gminny rumieniec żyjących!

Brutusa biłem właśnie i zato, że blady,Że dostawał się gwałtem do cieniów, że tak goWujaszek Katon popchnął w martwienia i posty,Aż znudzili mnie obaj!... Te konspiratoryBez krwi, a szukający krwi!... Sobie gdy skłamią,Kłamią bogom!... Ja kłamstwem brzydzę się — ja pijęWszystkich zdrowia i sam też rad zdrowie oceniam.

OLIMP. W ciele niechorem duch niechory!...KLEOPATRA.  Wszakże Kasjusz,Owszem, zbliżał się chętnie do żyjących stylu?ANTONJUSZ. Handlował jarzynami jakiemiś i czosnkiemZiemi egipskiej z godną Merkura zręcznością.Ależ to blade rzeczy i jedzenia postne,Którychby ledwo dotknął Katon...PIERWSZY Z KAPŁANÓW. I Pytagor...ANTONJUSZ. (krotochwilnie) Bab, któż wie, co Pytagor jadałW piekle... i czem popijał — i czy limonadą?

Dla tak elementarnych i praktyk, i ćwiczeń,Które się stoickiemi zwą, dla tych skądinądSzanownych prób jeżeli kto sobie popsowaOrgan jeden, naprzykład żołądek, pytanie,Czyli uczynił słusznie?...

KLEOPATRA. (donośnie) A jeżeli naródZgładza wielkiego męża dla tychże prób, jeśliKasjusz i Brutus (arcypowściągliwi ludzie!)Dla tychże doktryn senat krwią obleli... Deljus,Obywatelu!... Czyli śród niebieskich zaklęćNiema i tego, co zwą «Fortuną-mścicielką»DELJUS. (na stronie i do siebie samego)Najświętsza z zemst jest jeszcze osobistym czynem!...EUKAST. (po chwili rozmowy z posłami — donośnie) Goście Egiptu! Rzymscy podróżni — posłowie!..KLEOPATRA. (do Antonjusza) Słyszysz, jak się nazwali?ANTONJUSZ. (do Kleopatry i nie uważając na obwołanie Eukasta) Słyszmy ciąg rozmowy!KLEOPATRA. Marku! Ty mnie rozumiesz czasem.ANTONJUSZ.  Czasem?KLEOPATRA.  CzasemRozumiesz — ale zawsze masz dla mnie uczucie!ANTONJUSZ. Nie zawsze rozumiejąc?KLEOPATRA.  Tak.ANTONJUSZ.  O resztę mniejsza!...Mojej bibljoteki dwakroć sto tysięcyWoluminów pod stopy twoje podesławszy,Cóż rozumieć mam nadto?...PSYMACH. Przymiotem jest bogówNie skorzej rozumować, niż działać i woleć.ANTONJUSZ. Centaury i frygijskie karły, (ile wiemy)Mieli sękate czoła i nabrzmiałe mózgiem;Apollin nie tą jedną panuje skorupą,Lecz zupełną całością proporcyj...KLEOPATRA. (w monologu) Te słowaRozmowę przypomniały mi z Juljuszem!...ANTONJUSZ.  Pani!Jego cień nieustannie widzisz...KLEOPATRA. (z melancholią) Jakbym byłaPołową piersi w limbach — i dlatego lubięPółmroczne chwile ranku, godziny hermejskieŚwiatłocieniu!...EUKAST. (donośnie) «Egiptu goście! Rzymscy podróżni — »KLEOPATRA. (przerywając) Cezara Rodacy!... — —

Gość w Egipcie nie czekał nigdy na przyjęcie,Czy to w trzcinianej chacie, czy w progach monarchyEgipskiego — lecz, jeśli dostojni podróżniW kraju tym napotkali wraz królowę świata,Objęci są już pierwej szerokością sercaDworu onej i miejsca niech gotowe zajmą.PLANKUS. (z przyciskiem) Pani! Królową świata przez swe jesteś wdzięki.Tym ażeby bezbrzeżną pozostawić sferę,Jako podróżni, jako cuda zwiedzający,Zatrzymali się nieco posłowie imperjum...DOLABELLA. I wdzięczni ci są, że cię widzą...KLEOPATRA. (zimno — do Eroe)Ten komplementZawdzięcz, Eroe piękna, rzymskim kawalerom.

DOLABELLA. (do Eroe) Togi nie pozwalają nam być dość składnymiW wykwintnem obcowaniu. Przywdzieliśmy one,By nieinaczej odzian nawiedzał RzymianinPola walk, gdzie Cezara weteranów popiółPierw, nim posłowie Rzymu, dotknął tego piaskuZhołdowanej prowincji...

EROE. (wyczytując z oczu królowej, co ma mówić) Widzimy tu nierazPoważny ten strój...PLANKUS. (poglądając w stronę Marka Antonjusza) Który wszakże od sposobu,W jaki noszonym bywa, zyskuje swą cenę.

MAREK ANTONJUSZ. (zrzucając purpurową togę na rękę Hera — do Królowej) Cięży mi to niezgrabne odzienie, ilekroćIzydzie mam podawać ramię.KLEOPATRA. (odrzucając welon z ramion) Antonjuszu!Niewiastą jest Izyda: nawet mgła welonuZawadza jej, gdy dla niej ty rzuciłeś togę.Więc, żywe ramię kłoniąc na twój pancerz w łuski,Chce ona śnić, że wyszła z fali na delfinie...GŁOSY OGÓŁU. Niech żyje Ptolomeów córa — pani świata!KLEOPATRA. (zajmując tron) Krzesło złote przy tronie zajmij, tryumwirze...ANTONJUSZ. (siadając na wzniesieniu)Dla zewnętrznych miejsc turniej podrzędny już dawnoWszczął się...KLEOPATRA. (do Eukasta) Sztukmistrz niech pierwej zda sprawę — i rycerz!Uznać chcę i nagrodzić.PSYMACH.  Królowej był pomysł,Ażeby nic nie zmieniać w tym gmachu jej dziadów,Którego wielkie głazy poległy na sobie,Jako olbrzymy śpiące, — ażeby z poważnejBudowy wybiegł w miasto cyrk, tak, aby narazNietylko obustronnie pogodziła sztukaZ wulgarnemi potrzeby turniejów na zewnątrzSmak attycki tych siedzeń, lecz i cały, mówię,Gmach, skoro zechce, zwierał się, jak niegdyś, w siebie.To stało się. Rzym jeszcze nic równego nie ma...KLEOPATRA. (przerywając, do Antonjusza głośno) Rzym nic równego nie ma...PSYMACH. A tego następstwemJest, iż wszelaki może gmach nekropolijny,Nie tracąc nic, raz życie obejmać publiczne,Drugi raz w niedobytą twierdzę się zamieniać...ANTONJUSZ. Z czego więc tysiąc nowych twierdz...KLEOPATRA.  Nierównie więcej!...DOLABELLA. Niezbyt szczupły zakres...PLANKUS. (z wpóluśmiechem) Lub wymowny.KLEOPATRA. (do Psymacha) Czarę, której ustami dziś dotknę, przyjm w darze!

ANTONJUSZ. (podejmując sztukmistrza)I uściśnienie ręki...

RYCERZ.  Myślą monarchiniByło, ażeby w porze, gdy hołd jej świat niesie,Niejakie poruszenie wojsk dało się uczuć,Zakres biorąc na trzy dni marszu w okolicy.DOLABELLA. (do Plankusa) To aż, gdzie stoi flota galer — —RYCERZ. (ciągnąc mowę) Z tego względu:Sto tysięcy zaciężnej italskiej piechoty(Pochodzenia rzymskiego)PLANKUS. (na stronie) Włóczęgów!RYCERZ. (ciągnąc mowę) — i jazdyDwadzieścia dwa tysiące uczyniło łańcuchOd królowej złotego podnóża w kraj świata.Dalej, gdzie Neptun ziemię ukrócił, stanęłoNa kotwiach pięćset galer, a z których jest dwieścieZbrojnych równo, jak jeden mąż...ANTONJUSZ. (oparty o poręcz tronu)Tak, że, gdybyś paniTrąciła stopą, złotym wstrząsnęła koturnem,To te ciężarne gromem chmury wojowników,Jedna o drugą parte, jak z szczytów Olimpu,Uderzyłyby gromem...KLEOPATRA. (do Rycerza) Ja tobie, rycerzu,Nic w nagrodę nie daję — jest to, co najwięcejZwyczaj ma dawać swoim wiernym Kleopatra.Królowa świata na to jest, by był ktoś możny

Niedania nic w nagrodę znakomitych usług.Inaczej bowiem wszystkie razem szczeble nagródNie zbiegałyby w ona, która jest największa,A jest największą, bowiem wolną od zazdrości!———————————

MAREK ANTONJUSZ. Tak zrządziłem, jakkolwiek zrządzeń sam igrzysko!...Zrządziłem tak, iż, stać się cobykolwiek miałoZ purpurową królowej galerą, lub z siły,Wieńczącemi jej namiot — tu odnieść s!ę winno,Choćby pozostał jeden mąż z złamanem wiosłem!...Zrządziłem tak... a kiedyś rzekną dla przegranejO Antonjuszu, iż był nieobacznym wodzem,Ustatecznionych zewsząd nie mającym planów...Her, kielich staw tu — dobądź amfory fenickiejZ napisem nieczytelnym... pieczęć odmieć mieczem!

Miecz ten poświstu nie ma, jak należy — mój weź!Ujęcie, widzę, dagi trafne masz...Czy HomerNie jest ci obcym?...HER. Mówi Homer w miejscu jednem,Iż nagiej widok broni dawa ręce rzutność...MAREK ANTONJUSZ. A co nependys znaczy?HER.  ...«Nependys» jest, panieI wodzu mój, filtr, który tessalskie niewiastyArcystare przy nowiach księżycowych robią,Nawołując Hekaty... Filtry, że różne są...MAREK ANTONJUSZ. Kielich napełń i sobie staw — mów — lej ostrożnie!HER. Że osobliwe filtry są, ergo: nepenthesSprawuje bohaterski sens i zacne dawaCiepło wnętrznościom...MAREK ANTONJUSZ. Wychyl z Markiem Antonjuszem,Tryumwirem pobitym, mężem smętnym, któryCezarowi boskiemu radził był marsz na RzymI wielkość dał mu... potem koronę mu dawał,A pod Farsalą prawem zwycięstwa był skrzydłem.On zgon Cezara sławą Cezara zgotował,Lecz przyjacielem umiał być wiernym po zgoniePrzyjaciela — —(...pamiętaj, Her... wychyl!)...gdy miastoHarangą swoją wzruszył dyktatorobójcze!Pod Filippi aż krusząc dwadzieścia trzy mieczeI Augustowi dając znów sławę...

...on wielkośćI jej tragedję dawał tam i sam... nie mierzyłPunickim łokciem świetnej purpury, jak handlarzSydoński!... On czy wielkim, powiedz... albo, jeśliUmysł ku temu czujesz, powiedz, co jest wielkość!HER. Nieco popiwszy filtru, czuję umysł możnyKu wszelakiej imprezie czy słowem, czy siłą...Szczególna rzecz, wyzwałbym istnie że HerkulaPrawą ręką, gdy lewą wziąłbym voluminaMędrców i na dysputę powołał kapłany...Wielkość, myślę, że tak jest, jakby kto, od góryZa piramidy wziąwszy, raz po raz trzy razyRzucił je na Rzym kształtem wypróżnionych amfor...Jak przez mgłę, jak przez cienki papirus, oglądam

Trzaskanie się bazylik... Zaś Antonjusz Marek,Wódz i pan mój, ażali tegoż nie próbował?Ergo: jakkolwiek dziwny jest fortuny obrót,Wielkim zostaje zamach i wielkim tryumwir,I nie sam on... sa ludzie przy nim...MAREK ANTONJUSZ. Herze, słuchaj!Dawałem wolność, wielkość, sławę, jak patrycjusz,Szczodrą ręką... i tobie klejnot dam — dam tobieKawalerstwo, iż kresu mojego dobiegam...Trzeba atoli k’temu praktyki i ćwiczeń...

Pono nie więcej, jak dwa w amforze kielichy?Nalewaj i bądź myśli dobrej!

LiberalnieWystosowanym listem weźmiesz kawalerstwo.

Skończyłem! — Patrycjalny mając wzrok, znam czasy!...Ludzie tacy, jak Juljus, Pompej albo MarekNa nic już są...

...Gdy biłem Żydów za lat młodych,Raz zasłoniłem z konia judzkiego proroka,Którego wlókł za brodę centurjon; ten prorokOdkrył mi był, że czasy są, nietylko czas jest!.............Herius Nependius! Miecza, jak kawaler, dobądź!Próbuj, ażali w łuszczkę — tam, u lewej piersi,Pomiędzy nity — wrazisz bez chybienia ostrze,W łuszczkę tę, zwierciadlącą cały blask... Dopiero,Bez chybienia, po dwakroć skoro tego dopniesz,List ci dam i potrącę w ramię......Zaś po dwakroć,By nie przypadek miotał ciosem, lecz prawica.

Znamienicie!! Czy wtóry raz podołasz niemniej,Gdy znak dam?...HER.  ...Razy dziesięć utrafię, szablicyNie powracając w pochew...MAREK ANTONJUSZ. ...Pij, Herze Nependzie!Gdy dam znak, miej się ostro......Ludzie, jak ty, wezmąPrzyszłość imperjum... Oko moje patrycjalneW chwilach ważnych i w sferach publicznych bystre jest.Juljus, Pompejus, Brutus niepoziomy, Kato,I my, którzyśmy chcieli świata epopei,Przeszliśmy i byliśmy!... Czas nowy chce nowych,Chce praktycznych rycerzy...HER.  Słyszę jakby tętent...Jakby podjazdu trąbkę...MAREK ANTONJUSZ. Słyszysz, co jest twego,Słyszysz czas nowy, ku nam idący —...Daj pancerz...

Rzuć dookoła okiem! Trza porządku zewsząd.Kielichy niech czekają i list liberalny!...

Nowy czas jest praktycznym — tak, że, mniemam, gdybyZ bogów który z Olimpu między ludzi zeszedłI w filozofa płaszczu, boso, uczyć chciał ich,Sprzedaliby go może gdzie na posługaczaLub zasiekli...

...Ostroga niedosyć upięta...Popraw! — Z purpury plamkę tę odmieć uważnie!...

Daj mi kielich!Sam miecza dobądź i raz wtórySzczęścia popróbuj!... Uderz! Ugódź!HER.  Co ja słyszę!MAREK ANTONJUSZ Słyszysz czas odchodzący, przeszły — — a zrąbię cię,Jak psa, rycerzu nowy, gdy cofniesz się.Dalej!!HER. (wychyla gwałtownie swój kielich i rzuca się ze szpadą) W obronie własnej...

ANTONJUSZ. (konając, potrąca ramię Hera) ...Zdrów... bądź, rzymski... kawalerze!...

Comments

Loading comments…