John Brown (1863)

1.

Jak orły, w klatce zamknięte drucianejSiadują przez dzień, niewoli pamiętne,Lecz z świtem, oczy przetwierając smętne,Do lotu skrzydłem biją w twarde ściany —Aż uderzywszy, tak, co świt, o kraty,Pierze im z ramion obite, wiatr niesie,I każdy, pierzom swym dziwuje się,Na skrzydłach, krwawe oglądając łaty —

I wraca głowę, ze skrońmi płaskiemi,Odpoznawając się w klatce, na ziemi! —

2.

Tak, wy! — szlachetni, różnego naroduWolności świtów, zamknięci orłowie,Przed czasem zgaśli, konspiratorowie;Młodzieńcy w grobach, lub starcy za młodu —— Zdawałoby się że czasów zakonyWłasnymi łamiąc muszkuły i nerwy;Co potem w dziejach, to czynicie pierwejNa samych sobie — jak święty — szalony —Wracając co wiek z oczyma błędnemiDo odpoznania się — w klatce — na ziemi!

3.

Lecz oto właśnie tam, gdzie wolność samaCałą się stawa tradycją narodu,Na wskroś otwartą, z wschodu do zachodu —Gdzie dzieje nie są jak gmach, lecz jak brama:Właśnie że owdzie, w Ameryce młodej,Starzec wiekowi swoim równy wiekiem,Iż człowieczeństwem dzielił się z człowiekiem,Krętszy mającym włos, czarne jagody;Starzec szlachetny — i Mojżesz murzynów,Głowę swą idzie nieść z głowami synów!

4.

O! — ten na trumnie mu przygotowanejSiadłszy — z więziennym gdy rozmawia sługą:Słuchajcie ludy! — bo ubiegnie długoNim się buntownik tak umiarkowanyNarodzi światu — nim wódz tak ogromnyI szubienicznik tak arcy-szlachetny —Tak dzielny starzec, ojciec tak bezdzietny! —Aż się narodzi taki bezpotomny! —Że — wasze wszystkie wystawy-arcydziełNiewarte jego szubienicy i dzieł! —

5.

Wkrótce już — sędzie sami sobie skłamią,By gwiazd-dwanaście Ameryki zbladło;Sprawiedliwości przepęknie źwierciadło —Na czoło starca kapelusz załamią,Deskę usuną z pod stopy zdradzonej —On — rzeknie: amen — i nogi skinieniemJak jeździec konia swego, ze strzemieniem,Odepchnie — cały świat zeźwierzęcony! —I będzie plamą na słońcu czerwonemI plamą będzie na oku strwożonem. —

6.

Ah! Waszyngtonów i Kościuszków cienie,Mężów, co z kończyn obcego naroduNiańczyć ci przyszli, Ameryko! z młodu,By nie zwać cudzem, cudze wyzwolenie —Czy, patrząc z szczytów gdzie jest źródło wzroku;Cienie te z czasem nie zmylą się, raczej? —I wołającym o pomoc, w rozpaczy,Czarny pokażą sztandar na obłoku —A ludzie bladzi, stłumieni i cisi,Rzekną, iż: w Brownie Ameryka wisi?

Comments

Loading comments…