Krytyka (Norwid)
REDAKTOR. Dziennik założyliśmy. Któż będzie krytykiem?SEKRETARZ. Czego?...REDAKTOR. Literatury, życia, sztuk — trzy działy,Porządkiem liter, które czernią nad stolikiem;Tu fakta, tam uczoność, ówdzie ideały.SEKRETARZ. Z literatury przeto.KRYTYK. (czyta) «Narodowa powieść,Kreśląca obyczaje; tej treść jest następna:Autor, przez Wacława, stara się nam dowieść,Iż miłość zbytnia prawie może być występna.Wacław, syn kasztelana, kocha Dolorozę,Tej ojciec jest w niezgodzie z Wacława rodzicem,Stąd córki wybór budzi w nim boleść i zgrozę.Przyrzeka zatem córkę, lecz, z kłamanem licemBłogosławieństwo dając, gotuje jej trumnę,Zwłaszcza, iż rody oba zarówno są dumne.Tu następuje jeszcze epizod wojenny;Wacław z swej przyszłej ojcem gromią najezdnika,Pierwszy przez pole bitwy przepływa, jak senny,O Dolorozie swojej marząc. (PolitykaI cnota męska bardzo zły stąd przykład mają,Lecz jeszcze to wybaczę). Po bitwie wracają.Wracają w noc pochmurną, ale cóż zastają?!Trupa panny — więc Wacław do konia i znika,Gdy Dolorozy ojciec ciche łzy ociera,Modli się i, kościejąc na grobie, umiera.— To opuszczenie domu po jednym wypadkuDaje się nam domyśleć, iż Wacław zbyt małoWywiązać się był zdolnym po takim zadatku,Że więcej się tam siebie, niż cnotę kochało.Bohater niedość silny, panna romansowa,Wyrzekłszy się go, żyłaby, byłaby zdrowa —Starzec nie byłby umarł z rozpaczy, ni drugiKu uduszeniu dziewki wyprawiałby sługi.Gdyby więc autor powieść tą nastroił drogą,Byłaby wziętszą; czytać tę nie wszyscy mogą».KTOŚ. Tu, wybacz, jedno tylko zachodzi pytanie:Czy byłaby to powieść?KRYTYK. Jakto? A więc cnotaWystarczyć na interes nie byłaby w stanie?KTOŚ. (pokazując książkę) A zatem byłażby to powieść ta, patrzajże, o, ta?Czy raczej inna — powieść pomysłu krytyka?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?
SEKRETARZ. Teraz niech nam zda sprawę obyczajów krytyk.KRYTYK. (czyta) «Przed okiem prawdy żaden fakt drobny nie znika,
I żaden nie jest drobny; ten czynimy przytykDo wielu nowin z tego właśnie karnawału,Który był arcyświetny. Tańce są zabawą,A tańczy się i prędko, i tańczy pomału,Co, zda się, iż zależy od wieku i osób,Bo jest sposób tańczenia i tańczenia sposób...Tu... kropek kilka kładę... Któż jest, pytam dalej,One Domino Złote, czerwono podszyte,Pragnące bardzo, w bufet, jak statua, wryte,Co, wciąż brzękając szklanką, wykrzykało: «Nalej!»Czy gdzie z dalekiej przyszło a świętej podróży?(Ale pielgrzymom z damy obcować nie służy).Damy, osobnym druku kształtem... potem jeszczeKropeczek kilka w sposób wzmiankowany mieszczę.Oto jest mój artykuł...»KTOŚ. Tu zachodzi małaKwestja — czy wzmiankowana powyżej zakałaNie zrodzi w tenże sposób odezwy w dzienniku,A ta przytyku znowu i ten znów przytyku,W sposób, iż forma, z jaką jawności się służy,Zaciemnić może, albo, zamiast skrócić, zdłużyI zrobi skandal z rzeczy błahej, a z kropeczekPlamy, a z atramentu kropli — parę beczek.KRYTYK. Sposób jest na to wskazać tylko na pręgiérzu,Nie umieszczając odezw...KTOŚ. Czy nie lepiej może.Zamiast koszule chorych rozwieszać na krzyżu,Piękne czyny wyjaśniać i natchnienia boże,By się nie czuła samą praca, mądrość, cnota?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?
SEKRETARZ. Teraz — niech krytyk sztuki swoje nam odczyta!KRYTYK. (czyta) «Odkąd, potrzeby czasu zgadłszy, czujni stróże,Daliśmy pochop sztukom przez nasze zachodyW świadectwie i wytrwaniu, patrzą już narodyNa pierwociny szkoły nowej w minjaturze.Niechże nam wolno będzie po takim zadatku.Rozebrać kwiatek każdy, a kwiatek po kwiatku.Tu, że pominę wiele, zwracamy też okoNa pejzaż. Cóż jest pejzaż? Widokiem natury.Niechże zachwyca albo niech uderza zgóry.Jak znowu, z drugiej strony, obraz niech głębokoPorusza szczytną myślą. Różne bo są celeI różne środki; inna malować w kościele,A inna przedmiot jaki treści nieświęconéj —Pierwszy niech z życia czerpie, drugi z wyższej strony.Jakoż naprzykład rzeczy z apostolskich czasów,Które się w Syrji dzieją albo w starym Rzymie,Mogą brać wzory z tych to codziennych zapasówMowcy jakiego albo z niewiasty, co drzémieW niemieckiem mieście jakiem na progu gospody?Jakże nieczujną pannę sztukmistrz weźmie młodyI parabolę zniemczy biblijną!?... Tej wzorySą raczej na pustkowiu libańskiem lub niżéj,Gdzie palmy drżą dotychczas łagodne z pokory,Albo na skale, kędy trzech szukano krzyży».Oto jest mój artykuł...KTOŚ. Tu kwestja zachodzi,Ażali celem sztuki jest zakrywać słowo,Czy raczej je objaśniać? Prawda bowiem rodziDzień w dzień, i coraz kartę przewracamy nową,I coraz lepiej, baczniej; w tém codziennem życiuWidzimy przecież pracę dziewiętnastu wieków,Widzimy w bliźnim każdym, acz źle lub w ukryciu,I krzyż, i gąbkę z octem, i nadgłowia ćwieków,I grób, i promień chwały — inaczej zaś cnotaMiałażby ciał swych nie brać chociażby z kaleków?KRYTYK. Skąd więc i dokąd moja sięgać ma robota?
Comments
Loading comments…