Męczennik (Norwid)

Konstantynopol, jako kameleon.Mienił się w łuny wszechżądz i wszechbłędów;W koronę cięty imperator LeonSpada przez całą drabinę urzędów,Które potworzył... i przepadł... i gdzie on?...Tento, płaszcz nosząc Najświętszej DziewicyI sam się czyniąc chodzącym bałwanem,Obrazy wyklął, bez cieniu chciał świécy,Bez tęczy arki nad wód oceanem.Kto dotknął pendzla lub dłóta, wygnany.Teofil również pojmował pogany,I Michał Trzeci, Nerona kopista,Co chóry nagich satyrów wyprawiał,Kiedy procesja szła gdzie uroczysta,Albo w kucharską sztukę rad się wprawiał;Mąż popularny, z woźnicami świstał...I Michał owy tym samym sposobemOczyszczał sztukę wygnaniem lub grobem.Był więc mnich Łazarz, któremu Pan zasięDał dar treść wieczną wyobrażać w czasiePrzez sposób pendzla; tego ją wszy rotaChrześcijan powlekła za klasztoru wrotaI w czarnej kuźni ręce mnicha obieUpalonemi w czerwoność obcęgiPo łokcie skwarzy i szarpie, jak wstęgi,I, pośmiewając w twarz, pyta: «Co tobie?»«Co mnie? Nowy wam powie kontemplator,I lilji polnej wdzięk, co ku mnie spływa,

I Łukasz święty, co owdzie przyzywa...»Tu dym go okrył, i znikł. — Sta, viator!

Comments

Loading comments…