Malarz z konieczności (1934)

Pani — mam mówić z nią o rytmie sił,Które sprawują planet korowody.Każże mi podać wina, abym pił,Cukru i wody —I siądź, na ramię zarzuciwszy szał,Nieumiejętnie, jak nimfy szal kładą:Błękitną niechaj on harmonją fal,Jak z skały, spada kaskadą!Firankę sługa niech odrzuci z szyb,Księżyc potrzebny jest k’temu;Naczynie szklane, złotych pełne ryb.Podamy jemu.

Owszem, lecz śpiesz się, właśnie bowiem czas,Gdy fryzjer, Pinettim zwany,Przyjdzie, a za nim służebnice wrazMnogie przyniosą falbany.

Pani — mam mówić z nią o głosce: A,Ile przyniosła ludzkości,Wspomnę, co mądrość, a co znaczy łza,Nadmienię też o miłości.Siądżże i włosy swe grzebieniem zbierz,Gdy ja przylegnę na proguI będę, jak do feodalnych wież,Śpiewał: nieznanej i Bogu.

Owszem, lecz śpiesz się, oto bowiem kwiat,Nie będąc na czas zrobiony,Odmieniać muszę włosów tok i szat,Wieczór mój prawie stracony!

Pani — ołówek pozwól mi wziąć ostryI ten mój album podręczny;Z natury zrobię szkic dla mojej siostry.Będę ci wdzięczny.

Comments

Loading comments…