Na zgon ś. p. Józefa Zaleskiego

Przedwieczny, którego nam odkrył SynI o którym więc możemy mówić bezpiecznie,Chociaż nigdy Go nie widzieliśmy,Przedwieczny nie pragnie boleści tej,Która osłupia serce ludzkie,W wytrwały je zamieniając głaz.Przenosi On ową raczej, która zwyciężaSiebie samą — i z pociechami graniczy.Ucho Jego pełne jest miłosierdzia,Ani rade słuchać jęków człowieczych,Lecz, skoro się gdzie nadłamie trawa polna,Upuszcza On na nią kroplę rosy,Która z tak ogromnego niebaUtrafia na drobne miejsca swoje.— Dlatego to w epoce, w której jest więcejRozłamań, niźli dokończeń —Dlatego to w czasie tym, gdy więcejJest roztrzaskań, niźli zamknięć —Dlatego to na teraz, gdy więcej jest dalekoŚmierci, niżeli zgonów,Twoja śmierć, szanowny mężu Józefie,Doprawdy, że ma podobieństwoBłogosławionego jakby uczynku!— Możebyśmy już na śmierć zapomnieliO chrześcijańskim skonu pogodnego tonieI o całości żywota dojrzałego —Możebyśmy już zapomnieli doprawdy,Widząc, jak wszystko nagle rozbiega sięI jak zatrzaskuje drzwiami przeraźliwie —Lecz mało kto je zamknął z tym królewskim wczasem i pogodą,Z jakiemi kapłan zamyka hostję w ołtarzu.

Comments

Loading comments…