Na zgon śp. Jana Gajewskiego
Długo, patrzyli ludzie prostéj wiaryNa dziwowiska oświaty zachodniéj,I myśleć śmieli: że to do pochodniSkradziony ogień Bogu — bez ofiary!...
Myśléć i szemrać: że Lucifer staryPodchwyci święte wzajemności ludów;Nie, heroizmu i miłości — cudówUżywszy — ale, wyzysku i pary...
Lecz TEMU, który jest wszystko, jest wszędzie,Nim, wszystkiém wszędzie oprzeć się poważą;Boga pierw zranią i krzyż znowu będzieDrugi a tenże sam, bo z ludzką twarzą.
Tak, Epopeję gdy machina zgniotłaZgorzałych mozgów i serc objął krater;Potrzebaż było by nie jak bohater,Zacny, Gojewski Jan, zginął od kotła!...
Lecz nie!... śmierć jego nie była dla zysku —Ciał różnych, ciało, z jedném legło licem;Na ziemi obcéj, wyrobnik z szlachcicem,Z Ofiary-synem, Synowie-ucisku...
Braterstwa-sztandar, i tu jeszcze bujaŻywot, ze skonań tu jeszcze korzysta;Jak gdy wygnaniec JAN EWANGELISTAŚpiewał, z wrzącego kotła: ALLELUJA!...
Comments
Loading comments…