Na zgon poezji (Norwid)
Ona umarła!... Sąż smutniejsze zgony?I jak pogrzebać tę śliczną osobę?Umarła ona na ciężką chorobę,Która się zowie: „Pieniądz i bruljony».Pamiętasz dobrze ona straszną dobę,Gdy przed jej łożem stałem zamyślony,Łzę mając wielką w oku, co szukało,Czy to, co gaśnie, jest duch albo ciało.Ona zaś (mówię: Poezja), swe ramięBlade ku oknu niosąc, znak mi dała,Bym światło przyćmił, bo uśmiechy kłamie,Jakby jej w oczy wiosna urągała.Nie wiem, czy ranę dostrzegłem, czy znamię,Pod lewej piersi cieniem, gdy zadrżała.O, byłem smętny, jak odtąd nie bywam,Gdy mam już cmentarz i na nim kwiat zrywam.
Umarła ona, Poezja, ta wielkaNiepojednanych dwóch sfer pośrednica,Ocean chuci i rosy kropelka,Ta monarchini i ta wyrobnica,Zarazem wielce wyłączna i wszelka,Ta błyskawica i ta gołębica...Gdy ci, co grzebać mają za rzemiosło,Idą już piaskiem zasypywać wzniosłą!
Odtąd w przestronnym milczenia kościelePo brukowaniu się przechodząc płaskiem,Nie jej ja depcę grób, lecz po tych dzieleStąpam, co cmentarz wyrównali piaskiem.Aż się zamyślą myśli niszczyciele,I grom zawołam, by uderzał z trzaskiem,Wiedząc, iż ogień dla bez ognia ludzi,Choćby w krzemieniach spał, w niebie się zbudzi.
Comments
Loading comments…