O Juljuszu Słowackim
Cierpienia moje i męki serdeczneI ciągłą walkę z szatanów gromadą,Ich bronie jasne i tarcze słoneczne,Jamy, wężową napełnione zdradą,Powiem, wyroki wypełniając wieczne,Które to na mnie dzisiaj brzemie kładą,Abym wyśpiewał rzeczy przeminięteI wielkie duchów świętych wojny święte!
«Tak kościół trzyma, że, gdy Pan umierał,Na północ, głowę skłoniwszy, spozierał,— Gdyż w oliwnymGaju dziwnymWszcząwszy mękę,Skłaniał rękęKu północnym ludziom».
«Spijże, mój kształcie pierwszy, z ducha zdjęty,Świecący wdali, jak księżyc na nowiu;Upiorny, za krew wylaną przeklęty,W koszuli z drutów i w czepcu z ołowiu!Klątwa na ciebie, jak na dyjamenty,Na bazaltowe kolumny w pustkowiuPierwszej natury z ducha budowane,W ciemności, w chmury i w piorun ubrane...»
«Lecz ja na tobie nogę postawiłem,I dalej szedłem; jużem był boży.Morza się cofną, góry pójdą pyłem,I Świat się komet deszczami zatrwoży,Gdy duchem spełnię, co ciałem spełniłem,Duch, ukazany w pierwszej świata zorzy,Któremu Pan Bóg swych zasłon uchyla,A lat tysiące są jak jedna chwila».
«I któżby to śmiał w księgi ludzkie włożyć,Dla sławy marnej a nie dla spowiedzi? —Postanowiłem niebiosa zatrwożyć,Uderzyć w niebo tak, jak w tarcze z miedzi,Zbrodniami przedrzeć błękit i otworzyćI kolumnami praw, na których siedziAnioł żywota, zatrząść tak z posady,Aż się pokaże Bóg w niebiosach blady...»
Ty także sławna, że fal twoich gwaryJakoby z Niemnem w olbrzymiej rozterceGadają. — Tyś zmusiła Niemen staryWyznać, żem wielki, że w sławę płyniemy —Lecz rzekł: «Niech idzie tam, gdzie my idziemy!»Ha! hal Mój wieszczu! Gdzież to wy idziecie?Jaka wam służy, gdzie portowa wieża?Lub w Słowiańszczyźnie bez echa toniecieLub na koronę potrójną papieżaRzucacie wgórę podniesione śmiecie.Znam porty wasze — znam i znam wybrzeża.Nie pójdę z wami i t. d.
Choć mi się oprzesz dzisiaj, przyszłość mojaI moje będzie za grobem zwycięstwo!...Legnie przede mną twych poetów Troja.Twe Hektorowe jej nie zbawi męstwo.Bóg mi obronę przyszłości poruczył...»
Chodzi mi o to, aby język giętkiPowiedział wszystko, co pomyśli głowa;A czasem był, jak piorun, jasny, prędki,A czasem smutny, jako pieśń stepowa,A czasem, jako skarga Nimfy, miętki,A czasem piękny, jak aniołów mowa —Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem.Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.Z niej wszystko dobyć — zamglić ją tęsknotą,Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,Potem w promieniach ją pokazać złotą,Potem nadętą dawnych przodków pychą,Potem ją utkać Arachny robotą,Potem ulepić z błota, jak pod strychąGniazdo jaskółcze, przybite do drzewa,Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa...I gdyby stary ów Jan CzarnoleskiZ mogiły powstał, toby zrozumiał,Myśląc, że jakiś poemat niebieski.Który mu w grobie nad lipami szumiał,Słyszy, ubrany w dawny rym królewskiMową, którą sam przed wiekami umiał.Potemby, cicho mrząc, rozważał sobie,Że nie zapomniał mowy polskiej w grobie.Więc nie mieszajcie mi się tu, harfiarze,Którym dziś klaska tłum! — Precz, mowo smętna,Co myślom własne odejmujesz twarze,Dając im ciągłą łzę, lub ciągłe tętna;Wolałbym słuchać morza na wiszarzeJakiej opoki, co, wieków pamiętna,W szumie, jakoby nie w skończonym rymie,Odrzuca falom jedno wielkie imię...
«...cicha, jak baranekNa chorągwi kościelnej...»
Król-kobieta piorunem boskim zastrzelony.Zamiast w koronacyjne, bić w pogrzebu dzwony!
Rady zasięgnąć warto u człowieka,Który się kryje w tej zaciszy leśnej,Pobożny starzec —
...ku ojczystej stronieWracali niegdyś od Betleem żłobuŚwięci królowie — dwóch magów i Scyta.— Ów król północny zaszedł w nasze żyta,Zabłądził w zbożu, jak w lesie, bo zbożeRosło wysokie, jak las, w kraju Lecha.Więc, zabłądziwszy, rzekł: «Wyprowadź Boże!»Aż oto przed nim odkrywa się strzechaKrólewskiej chaty — bo Lech mieszkał w chacie;Wszedł do niej Scyta i rzekł: «Królu bracieIdę z Betleem, a gwiazda błękitnaTwoich bławatków ciągle szła przede mną,Aż tu zawiodła i t. d...
...stąd nasza korona.Zbawiciel niegdyś, wyciągając rączki,Szedł do niej z Matki zadumanej łonaI ku rubinom podawał się cały,Jako różyczka, z liścia wychylona,I wołał: caca!...
Dzisiaj, (mówi on) odrobić chcę całą pańszczyznę,A odrobiwszy całą, żyć szczęśliwyZ drogą małżonką — całą ci ojczyznęWłożę na barki, a, gdy będziesz dźwigałRzeczy i ludzi, to ja się zakopieW zamku, spokojny... Niechby mi dościgałSad owocowy, niechbym małe chłopię,Dzieciątko może na ręku kołysał —O to się modlę... Ty mi zaś co roku,Z tronu do chaty listy będziesz pisał.Niechaj raz na rok spadnie mi z obłokuBiały gołąbek i pod skrzydełkamiPrzyniesie powieść, pełną tych wielkości,Co budzą uśmiech i sen pod lipamiDają smaczniejszy...
«— O Lachy, ja, nieznany rycerz,Nie mogę przesławnemu władać narodowi;Com uczynił, czyniłem nie dla wyniesieniaGłowy mojej — czyniłem to dla szczęścia ludu.— Jam stworzony do ciszy wiejskiej i prostoty;Dla mnie za ciężką była nawet godność grafaI zniżyłem ją szczeblem, pojąwszy w małżeństwo,Zamiast jakiej królewny, ubogą chłopiankę.
...Czemu się ten rycerzDwudziestą laty pierwej nie urodził?Byłem na tronie, to kraj cały płodziłSame poczwary: jak niezdatny snycerz,Który w kamieniach szuka ludzkiej twarzy,I czyni ludziom podobne kamienie.
Ale bez duszy... Czyliż przyrodzenie,Nim stworzy, długo o stworzeniu marzy,Długo próbuje, naprzód tworząc karcze,A potem ludzi, jak Kirkor?
KOSTRYN. Dwóch językami walczyło po mieście,Lud namawiając do boju...BALLADYNA. Gdzie oni?KOSTRYN. (wskazując) Pan Burmistrz Kurjer i Pismo.
Comments
Loading comments…