Pierwszy list, co mnie doszedł...
Pierwszy list, co mnie doszedł z Europy,Jest ten od ciebie, Pani. — Piszę miarą,Jak człowiek w wielkiej samotności, któryMuzyką sobie nieuczoną wtórzy,I to mu zamiast towarzystwa służy.Musiałem rzucić się na ten ocean,Nie abym szukał Ameryki — aleAżebym nie był tam... O, wierz mi, Pani,Że dla zabawki nie szuka się grobuNa półokręgu przeciwległym globu.I... dotąd, dotąd skorzystałem tylkoZ tego, co podróż daje dwumiesięcznaPrzez te obszary, zaprawdę, straszliwe.Straszliwe, mówię, dla płynących w sposób,Jaki dla takich, jak ja, przystał osób.Dnie były głodu, pragnienia i inne,Dnie moru, dzieci konały niewinneDla mleka matek, które niewczas psowa.Widziałem także okręty rozbiteI twarze majtków, wątpiące o naszym,Widziałem marność ludzką tak, jak nigdy,
Ale bez kłamstwa — ale w prawdzie nagiej,Ale widziałem ludzi, choć tak marnych,Ale widziałem naiwność nicościBez dekoracji cnót, wiary, mądrości.Kto na tej lichej łupinie dał komuLepszego chleba ziarnek, lub «jak się masz»,To był odłamek chleba lub «jak się masz».Zaiste, warto zbiec trzecią część świata,Aby się taką uraczyć rzadkością.Jeśli przyjemnie Pani pisać czasem,To proszę; dotąd nikt nie pisał do mnie,Okrom tych kilku słów, co mam od Pani.Proszę mi pisać o bracie i sobie,O rzeczach, które Pani są najbliżej,O jakich drobnych rzeczach, albo o tem,Co się podoba Pani — wszystko dobrze,Cokolwiek piszesz, Pani. Pani jesteśDobra, a owoc jest tak, jako drzewo.Co do mnie, rzecz jest inna; ja to jestemNa świecie jako w trupie doskonałejNadkompletowy aktor — jeśli kiedyCzyje mi zrobi miejsce zaziębienie,To dobrze — albo jeśli kochanek się spóźni,Lub duch nie na czas włos sobie rozwieje,Lub piorun winien uderzyć przechodnia...To już są moje w dramie specjalności.Są to zabawne historje... dla gości.A nie myśl, Pani, abym żółcią pisał!O, nie... żałuję tylko, że być może,Iż nawet grobu mego mieć nie będę,Tak, jak prosiłem o to mych przyjaciół.Lecz cóż? — Cóż kiedy brakło mi na świecieW słowach...? Na wszystko czekałem dopóty,Aż pękło serce, jak organ zepsuty.To — któż wie?... również będzie z grobem moim...O, Boże!... jeden, który jesteś, Boże,Ja także jestem...choć jestem przez Ciebie.
A wy? O moi wy nieprzyjaciele,Którzy, począwszy od pełności serca,Aż do ziarn piasku pod stopami memi,Wszystko mi wzięliście, mówiąc: «Nie słyszy —Nie wie — nie widzi — nie zna...» wam ja, z górySamego siebie ruin, mówię tylko,Że z głębi serca błogosławić chciałbym.Chciałbym... to tyle mogę... resztę nie ja,Bo ja tam kończę się, gdzie możność moja.
New-York, 10 kwietnia 1853.
Comments
Loading comments…