Powieść (Norwid, 1934)
Opiszę naprzód mego bohatera,Jak wchodzi do szkół i chłostę pobiera,Z zadowoleniem wielkiem czytelników,Przeczuwających powieść narodową,Pełną wybuchów, facecyj i krzyków,Niedokończoną wciąż, więc zawsze nową!
Gdzieniegdzie farsę dwuznaczną francuskąPrzebiorę w kontusz — indziej przypowiastkęGburną osłonię wełnianą krakuską,Rozegżę starców i spłonę niewiastkę —Tymczasem heros wnijdzie w armję ruskąI już dobiegnie rangi oficera...(Gdy młodszy jego brat chłostę pobiera!...)
Tu zrobię małe, lecz rzewne zboczenie,Wracając na wieś mego bohatera;Opiszę kuchnię, sosy i korzenie,I jak się złoty hydromel podbiera;Pannę ośpiewam, gdy swe łzy ociera,Potem znów ucztę i znów rozrzewnienie!
Końca takowej nie dam Odyssei,Przeprowadzonej krwią przez pokolenia;Wiersz każdy z wierszem, jak krańce alei,W perspektywiczne zwieją się odcienia,Lipowym zgóry osypując kwiatemPrzechadzające tam i sam istnienia —Cichość... gdzieniegdzie śmiech lub groźba batem.
I jako w Danta piekle narodowém(Więcej toskańskiem, niż stara Florencja),Tak w mojej pieśni zamiotem wirowymZbierze się cała poezji esencja —Czytelnik kichnie?... Niechże będzie zdrowym!Z tego jest morał, respekt bo, atencja...
Lecz — pod stopami drżą mi sarkofagi,Wzdryga się niebo, piorun się rozlega —Że pióro więcej miałoby powagi,Bielejąc martwo gdzieś u stawu brzega!Tam — podjąłby je dziki chłopiec nagi,Nie ukształcony autor... kolega!...
Comments
Loading comments…