Psalmów-psalm
W ton pozaprzeszłych prac, pieśń bezśpiewacza a żywaDlugo o, długo nam tęcz ukrywała przędziwa.Długo o, długo myśl po narodowym obszarzeW imię latyńskich muz nawoływała żniwiarze.
Starego świata pan, kiedy, jak słońca oblicze,Do oceanu wpadł, blaski wyplusnął zwodnicze,Co, jakby rosa skier, w źrenic tak wciekły zwierciadło,Że weszedł księżyc już, a jeszcze im słońce nie zbladło!...
Więc, było smutno nam — smutno i tamtym przed nami,Że pozachodni blask bezwłasnowolnie tu mami.Więc nieraz upiór Grek z lachczisowej zapory«A! mówcież» wołał «im, że my tu sami, upiory.«A głoś-że!» krzyczał cień rzymskiego mówcy do Kloto,Że, póki żyłem tam, nienawidziłem retory.
«A klnijże, mówię ci!» (wykrzykał Cezar z sromotą)«Koronowańców tych, z którymi działu nie miałem,«Z którymi nie mam nic... nie sam się «Cezar» nazwałem»
Ale na świecie tym — czyjaż to wina, ach, czyja,Że nieraz cieniów cień żyjące tłumy zabija? —Ale na świecie tym mów widzącemu, że widzi.To może zślepnie wraz, tak zawstydzenia się wstydzi.
Więc Ten o, dobry, tam, gdzie miłosierdzia źródliskoŚpiewaki swoje nam sprawił i przysłał tu blisko —By każdy, każdy z nich, coraz to skonem łatwiejszymOj, przekonywać mógł, że i tu rodzą się ludzie,Że i ten naród nasz od onych mało podlejszym,Że, i dziś cudy są, byleś się poznał na cudzie.
Malczewski naprzód zgasł i ani znaku, gdzie leżyOn, który zaczął pieśń, sam niewidzialny, jak z wieżyPieśń, jak Aldony pieśń do przyszłych słowa rycerzy,On, który dotąd sam Polki nakreślił oblicze,Wziąłże, choć jeden kwiat od was, o mary zwodnicze,Francuskich sylfy strun albo kwiateczki pod krzyżem,Ale bez dziejów tu, choć w niebogłośne paciérzem...
«Kobieta, marny puch!» Gustaw aż zawył litewskiI gdzie miljony zszedł, i przez trumienne znów deskiZ pierwszego grobu w grób ciemnego wszedłszy więzieniaO, jakżeż musiał kląć serca i mózgi z kamienia!Tu za Konradem w chór śpiewaków tłumy powstałyI każda z polskich ziem już prześpiewiona w chórały,I każdy oddźwięk słów, i każde barwy poczucie,I każda głosu łza... Na jednej brakło nam nucie:Na nucie struny tej, co jest cięciwą łucznika,Tej, co zamyka pieśń, a rzeczywistość odmyka,Na nucie struny tej, której harfiarzem Maurycy...
Więc przyszedł i mąż ów, lecz tłum go przeklął stolicy,A prawdy, które niósł, wonczas dopiero uznane,Gdy z umarłego zwłok serce wyjęto spękane!
Więc znowu, znowu ból i katakomby wygnania,I katakomby tam, gdzie nawet niema śpiewania,I znowu, znowu ból: aż do katakomb zaświtałIrydjonowy hełm i co «w nieboskich» snach czytał,I to, co z boskich wie, czem się w zajutro «przedświtał...»— O smutny, piękny mój, i ty już z tarczy Gorgonę,I ty już z hełmu laur w cierniu przerzucasz koronę,
Co kwiatów białych śnieg ze skroni strząsa na ramie:I ty już nieraz tu plunąłeś światu, że kłamie!...———————————
A teraz, bracia, cóż, gdy każda z ziem już opianaW szabelny Pola dźwięk, w gwiazd harmonijkę Bohdana,W Juljusza pryzmat barw, każdego kryształ wyrazu,
Gdy każdy wiersza tok, jak struna, dobrze ograna,Gdy prozy nawet grunt ogniem zrumienion podziemnymI każdy słowa pąk odśniwa zdaniem promienném?
A teraz, bracia, cóż, gdy wiosna pieśni przekwita?Czy «nad pieśniami pieśń» salomonowa nie wita?Czyż nie omyli znów ludzkość, gdy z łoża powstanie,Za oblubieńcem swym wołając: «Tęskno mi, Panie!...»
...Pieśń śpiewała — przez wiekiTę pieśń śpiewała: Miły,Miły mój, wina ścieki,Rubinowe ścieki mię karmiłyRubinowe, słoneczne;Przekroplone ze krwi twojej — wieczne.
Wszakże piersi twoje, usta twe,Wszakże miłość ust twych, gdzie się rwę,Słodsza miłość, o, słodsza,Niż słoneczność najzłotsza,Niż krwie rubin, niźli chleby mleczne!
Ależ, Panie, miłość, znamże ja,Która miłość ust twych, która twa?Pociagnijże ty zgóry,Samże porwij, sam pociągnij pierwejMiasta wiecznego mury,Ducha ludów, dusze, serca, nerwy...
Bom jest czarna, ach, zaprawdę, czarnaKadzielnica ofiarna,Opalona zwierzchu, mdła i marna.
Bom winnice mojej strzec nie miała,Ale winnice onej,Onej mi poleconej,Tom się jako namiot gruby stała.
Teraz, wieków gdzie południe, powiedz!Gdzie masz wczasy dla owiec,Bo dokoła obcy i manowiec!
A was zasię, was, niewieście duchyPoprzysięgam — dajcież mu spocznienie,Aż sam wstanie, sam otrzęsie włosy,Sam aż pocznie zbudzenie.
Liszki male pierwej niech poginą,Te, co psują nam wino,Co trą listki, niźli się rozwiną.
To śpiewała przez wiekiTę pieśń śpiewała: Miły!Miły mój, niechby wieki,Niechby powiek cienie się rozwiłyI dzień nastał, ach, całodzień owyBezsłoneczny dzień i bezcieniowy.———————————Więc głos do niej. Tyś zamkniętym sadem,Siostro moja, tyś jest winogrademOcieniona — i ty jesteś nibyPod pieczęcią, jasne źródła szyby.
Od północy, wietrze, powiej chrobry,Od południa drugi wietrze dobry!Wiejcie dobrze, chrobrze, wiejcie w sadzie,Niech woń płynie, owoc niech się kładzie!———————————A teraz, wiedźcież, dalej rzecz opowiem sama,Że białym snem widzenia spałam. Ściany, bramaZawora bramy, rzeczy między mną a onymJakoby więc kryształem były przeniknionymI jakby trąb mówiących gardłem, które niosło:«Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko pewna,«Gołąbko moja, bowiem włos mój jest, jak wiosło,«W brylanciech ros kąpany i twarz moja rzewna».— A ja, zawolam: «Gwiazdy mych odpięłam sukien«Tudzież iglice — nie wiem, którą oblec szatę,«Albo pas, i z jakowych ma być dziany włókien,«I jakie wonie, maści, zali dość bogate» —I porwę się, aż pomost dokoła cedrowyZadrżał, albowiem biegłam ku bramie, gdzie owy,A z palców mi kapała myrra na zaworę,Gdy otworzyłam: próżno — próżno — ach, nie wporę!Omdlałam — i rękoma szukałam blademi,I szłam, i mdlałam, śladów patrząca po ziemi,Wołałam, a nie odrzekł — szukałam, nie było.Nareszcie stróży nocnych wojsko przechodziło:Ci mię ubili, piersi zranili, płaszcz wzięli;Stróżowie murów... ci mię srodze nagabnęli...
Poprzysięgam przeto was, o dziewyJerozalemskie, że, jeżeliMiły mój jest tam, gdzie wyTo, donieścież jemu, jak anieli,To, gdziekolwiekbądź gości,Wyłóżcie, jak się ta rzecz stała!Powiedzcież jemu, żem z miłościZachorzała...
A toć już mówią języki ludzkiemiI anielskiemi zdarza się im nucićProroctwo także — te, co rytmem ziemi,I te, co z ducha, gdy się począł cucić;Proroctwo także nieraz bywa z niemi...
Są nawet wiary niezłomni rycerzeI coby oddać radzi majętnościNa przenajświętsze ubóstwa grabieże —A jednak, bracia, mamyż dość miłości?
Tej, co to póty, póty jest cierpliwa,Aż boże sądy z nią, kiedy się zrywa,
Aż świętą prawie w swem zniecierpliwieniuI budującą nieledwie w zniszczeniu...
Tej, co nie zajrzy, ani się nadyma,Bo dość ma tego, że dość nigdy niema...
Bo rzeczy swoich nie szuka, a przecieCudzego nie chce-wie, że bożem trzecie...
Tej, co surowa jest i dobrotliwaNie myśląc złego, sama się nie gniewa...
Tej, co to z prawdy tylko się uciesza,Wszystkiemu wierzy i wszystko rozgrzesza,Bo wszystko cierpi... tej, co się spodziewaWszystkiego—czasem krzyżowego drzewa!
Oh, bo, acz gniewać się nie chce, iluż gniewa!?Miłości, w tobie jednej odpocznienie,I moc i bytu oś — w tobie sumienie.
Języki? Zwiną się, jak książek karty,Gdy je piorunów widelec rozdartyNa sąd ostatni wyzwie. Nasza wiedza?Upiorem życia. Proroctwo cóż?... Miedza,Próg, czasów nowej widzenie granicy.A więc to wszystko proch, proch na ulicyDo Boga!... Miłość tylko pozostanie,Jak w zapalonym stosie hełm bronzowyZ napisem: «Jesteś!»
...różne miałem mowyI różne o tem było me śpiewanie,Od pacholęcia świegocąc pieśniami;Te, gdy zmężnieje czas, wspomnicie sami.——————————————————————Bo zasłaniałem wzrok, śpiewając słowo,Ani mi lauru liść szumiał nad głową,Bom ja ostatni tu w poetów świecie,Który-m nie przyszedł wczas i... Zresztą wiecie!
Wpierw, niźli Ojcze nasz w duchu i w prawdzie wyrzeczem,Niech kością bytu nam, niech pierwej stanie się mieczemTe błogosławieństw siedm i ósme, walki początek,Gdy trudów przyjdzie trud, gdy piątków nastanie piątek.
O, dobrze, dobrze, wam, którzyście w duchu ubozi,Nie wiedząc, wyszliście z bram i korzystacie już z żniwaI, jak ptaszęta, wy, kiedy do gumien się zwozi,Skowronkujecie tym, które pot trawy oblewa.
Lecz i ci tęskni, oh, którzy o czasie się biedząI nie są, jako wy, i ponad czasem nie siedzą,Ale wciąż smętni tu, choć im tu wszego nie stawa;O, i was czeka dar stamtąd, skąd wszystko się dawa.
Toż ciszy, którzy są bezmownej ziemi obrazem,Pracując, jako ta, i w głuchym rytmie z nią razem,Tak ziemię w sobie pierw prac tych posiędą ćwiczeniem,Że dana będzie im i ta, której są sklepieniem.
A owi, którzy rozsprawiedliwości spragnieni,Co marny znają los, króle, a siedzą w przedsieni —I owym zczasem dzban do ust się spiekłych nachyli,Jeżeli, pragnąc wciąż, nie sami dzbanu kusili.
Wam słodziej — o, i jak! — co miłosierdzie czynicie,Bo ten, co miłość jest, odpomni przeszłe wam życie,Bo każdy dobroczyn wpierw zmartwychwstanie już wami;Nie sami czując tu, i tam staniecie nie sami.
Czystego serca mąż pociech i teraz nie próżny,Widzi on bowiem cel, lubo do celu podróżny.I dobrze, pewno, mu — ani go tuman błyskawic,Ani go błędna skra w samotrzask zwiedzie trzęsawisk.
Lecz z wszystkich pono ten rzecz ma najlepszą w udziale,Kto czyni pokój tu pomiędzy ale a ale —I nie sam pokój słów, który jest śmierci pokojem,Lecz pokój w słowie słów, pokój pokojem i bojem.
...Ach, gdy te siedem słów ciałem się stanie w ojczyźnie,O, ileż będzie znów blizn i przy każdej klątw bliźnie,O, ileż słodkich łez w onej to walce wesołejGdy już w anioła człek, a w ludzie zlecą anioły,Gdy z ziemi w niebo chór, a z nieba odśpiew na ziemię,Gdy od słodyczy piór słodkiem aż stanie się brzemię,Gdy w starcu młodość aż, w młodzieńcu celu powaga.Dziewiczy w mężu wstyd, męska w dziewicy odwaga,Bezgrzeszność w samej płci, ostatni tryumf społeczny,I samej śmierci zgon...I amen — amen przedwieczny.
Ale teraz jakież z nas poczęcieTych to wielmożnych dni?Nim przepękną pieczęcie,Teraz, bracia, zakon łez, nie krwi!
Teraz, bracia, od stóp aż nad licaWłosiennica...
Włosiennica, kiedy mówią ci:«Głupstwo czynisz»,A tyś nie chciał się chełpić, żeś niezrozumiany,A ty dla prawdy twojej innych też nie winisz,A ty wiesz, że najcichszym był Ukrzyżowany...
Włosiennica, jeśli ci przedwcześnieW oczy pluną,Bo może nie wiesz jeszcze, jak te zmienić pleśnieW złote runo!
Włosiennica, kiedy cię zapomną,Bo znasz wagę żywotaI kiedy cię pamięcią uzacnią ogromną,Bo znasz, względną jak cnota.
Włosiennica, gdy ci kazać będą,Co przerosłeś żywotem,I kiedy cię ominą, a zdala usiędąI rzekną: «Zacny», jakby mówili: «Nie potem».
I zamiast mówić: «Ciemno pojmujemy», rzekną:«Niejasne się tłumaczy!»I kiedy użytecznem zabić zechcą piękno,Lub piękno wznieść, bo łatwiej się w zło przeinaczy.
Włosiennica, jeśli sam postrzeżesz,Że w wolności duchowejSłabość za boleść bierzesz,Że łudzisz się, żeś w sobie faryzeuszowy —I stąd nieswój, że prawisz,Czegoś nie zrobił w sobie,Lub, coś zrobił, nie jawisz:Że w tobie grób, a tęsknoć, że ty jesteś w grobie!
Włosiennica, jeźlić będą gadać,Że przez ciebie własność naruszona,
Bo ty się radzisz Polsce z Boga nieposiadać,Nie nieposiadać się z Prudona!!
Włosiennica, jeźlić kto zarzuci,Że przekręcasz wyrazy,Bo każdy z nich powrócić winien i powróciDo twórczości pierwszej, do bezzmazy,Bo w tem słowo polskie i słowiańskieNiedrukowane, chrześcijańskie!
Włosiennica, jeżli-ć kto ogłaszaZa beznarodowego,Bo nasza rzecz jest wieczność w Polsce, a rzecz waszaPolska w dziejach wiecznego.(1850 r.).
Comments
Loading comments…