Psalm wigilji
O, dzięki Tobie, Ojcze ludów, Boże,Że ziemię wolną dałeś nam i nagą;Ani oprawna w nieprzebyte morze,Ni przeciążoną gór dzikich powagą,Lecz jako piersi otworzona boże...
Więc na arenie tej się nie ostoiPrzeciwnik żaden, jeno mąż bezpiecznyI ten, co zasię nierad szuka zbroi,Ale zupełny, wcale obosieczny,Który, jak gwiazda w niebie czystem, stoi.
I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,Że człek się ówdzie laurem nie upoi,Ani go wiatrów ciepławych głaskaniePrzeatłasowi w nicość i rozstroiNa drzew i kwiatów motyle kochanie!
Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,I w grobie zwiędłych ziół leżałeś w żłobie,I porze, ziemskich próżnej zalotności,I kiedy cały świat się tarzał w grobie.
Za prawo tedy do Polski obszaruDziękujem Tobie, któryś niezmierzony,Wszechistny, jednak z obłoków wiszaruPatrzący na świat, wprawdzie rozdzielonyŚwiatłocieniami czaru i rozczaru —
I który łaski zakreślisz promieniemDzielnicę ludów w czas ludów chaosu,Tak, jako morze obszedłeś pierścieniemI nie rzuciłeś gór na wagę losu,Lecz najpodlejszem bawisz się stworzeniem.
Do Ciebie, Ojcze ojczyzn, się podnosimW témto ubóstwie naszém bardzo sławnémI w tej nadziei, co po skrzydeł osiémPrzybiera codzień, i w płaczu ustawnym,I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.
O, dzięki Tobie za państwo boleści,I za męczeńskich koron rozmnożenie,I za wylaną czarę szlachetnościNa lud, któremu imię jest — cierpienie,I za otwarcie bram nieskończoności!
Pisałem w Rzymie w wigilję 1848 r.
Comments
Loading comments…