Stolica

O ulico, ulicoMiast, nad któremi krzyż!Szyby twoje skrzą się i świécą,Jak źrenice kota, łowiąc mysz.

Przechodniów tłum, ożałobionych czarno(W barwie stoików),Ale wydąża każdy, że aż parnoWśród omijań i krzyków.

Ruchy dwa i gesty dwa tylko:Fabrykantów, ścigających coś z rozpaczą,I pokwitowanych z prac przed chwilką,Co tryumfem się raczą...

Konwulsje dwie i dwa obrazy:Zakupionego zgóry nieba,Lub fabrycznej ekstazyO kęs chleba.

— Idzie Arab z kapłańskiem ruszeniem głowy,Wśród chmurnego promieniejąc tłoku,Biały, jak statua z kości słoniowéj;Pojrzę nań... wytchnę oku.

Idzie pogrzeb, w ulice spływa boczneNiepogwałconym krokiem;W ślad mu pójdę, gestem wypocznę,Wypocznę okiem.

Lub, nie patrząc na niedobliźnionych bliźnich lica,Utonę myślą wzwyż:Na lazurze balon się rozświéca,W obłokach krzyż.

Comments

Loading comments…