Stygmat — I
«CZEMU?»
Próżno będziesz się przeklinał i zwodził,I wiarołomił zawzięciu własnemu —Powrócisz do niej; będziesz w progi wchodziłI drżał, że może nie zastaniesz... Czemu?Sam sobie będziesz lada słówkiem szkodził,Niezrozumialnem prócz ciebie jednemu,Będziesz się bez niej z nią kłócił i godził,I wrócisz, wątpiąc, czy zastaniesz. — Czemu?...
Szczęśliwi przyjdą, jak na domiar złemu,Kołem osiędą ją — chwilki nie będzie,By westchnąć szczerze... Ach, czemu i czemu?Przyszli szczęśliwi, rozparli się wszędzie,Wszędzie usiedli z czołem rozjaśnionem,Dom napełnili, stali się legjonem!?...
Wszystkich przeczekasz, to dwóch ci zostanie,A trzeci jeszcze ma w progu pytanieI, choć, pojrzawszy na zegar, się sroży,Ty nawyknąłeś już nie ufać jemu...Wróci, i pięknie kapelusz położy,I rękawiczki jeszcze zdejmie — — Czemu?
Aż przyjdzie pora, gdy coś więcej znaczyWyjść — niż zatrzymać się po obojętnemu;Wstaniesz i pójdziesz, kamienny z rozpaczy,I nie zatrzymasz się, idąc precz... Czemu?
Lecz księżyc będzie, jak od wieków, niemy.Żadna się z miejsca gwiazda nie poruszy,I patrzeć będą oczyma szklistemi.Jakby nie było w niebie żywej duszy,Jakby nie spomniał nikt Miłosiernemu,Że troszkę niżej tak wiele katuszy!I że nikt Jego nie zapyta: «Czemu?»————————————
Comments
Loading comments…