Vendôme

Cień Juljusza, w złotawej klamidzie,Jakoby chmura popod księżyc idzie,By śmiertelnemu, co pogląda z ziemi,Wydał się światła szyby rozlanemiI, u kolumny zawisnąwszy szczytu,Z obywatelem cichego błękituA panem miasta podumał gwarnego,Z Cezarem drugim świata porzymskiego.

Obadwaj smutni — ów dawny, co, dłonieZałamywając wtył, piersi podawał,I ten, co ku nim duże zwieszał skronie,A obojętność rękami udawał —Obadwaj jakby już porozumieniLotnością duchów, i bronzu ciężarem,I kształtowanych tysiącem kamieni(Co w sztuce z życiem wciąż obcują starem),Obadwaj w błękit jeden obwinieniNieśmiertelności ogromnym sztandarem,O dawnych mieczach, i o praw wędzidle,I o złamanem orła marzą skrzydle,

«Alea jacta est» — stało się znowuPowszednim drobnych chlebem milijonów,I do każdego się Rubikon rowuStrugami przelał — i każdy z zagonówNa oną wyspę zmienił się olbrzyma,Co dziś małości nawet wielkiej nie ma!...

Pół wieku pierwej, niż Bóg był na globie,Ja byłem — wiek mój, świat mój, lud mój znałem,Bo trzy te siły spokrewniłem w sobie.Bo wiek mój, lud mój, świat w ręku trzymałem,I twoją Galje, i przedświt tiary,Która-ć promieni świętych odmówiła,I wyspę dębów, co swemi konaryWszystkie dziś portów szczeliny obwiła...Lecz dość... wspomnienia gorzkie są cykuty.

Życia i myśli wątek twój dosnutyDnia ostatniego, na ostatnim schodzieKapitolińskim widziałeś, o cieniu.Godziny jednej nie przeżyłeś w głodzie,Ani jednego dnia w ducha pragnieniu.

Zaprawdę — w Marku ukochałem człeka,Co o swej dobie szatę z ramion zwleka,Do łaźni służąc — ha, do ostatecznej...

Pół wieku starszy, niźli sam przedwieczny,Lecz młodszy czasów i miarą, i mocą,Nie czułeś mieczy, gdy się krwią wilgocą.Poważny cieniu... moc — znam ja to słowo,Na stal, i fortel, i na śpiż przekute —A dziś? — A jeśli moc znów piorunową,I strach, i niebo wróci Bóg poprute,I jeden z Pańskich, znany wam, przymiotów,Gniewliwość sądu, ozwie się wśród grzmotów?...— Ach, moc, o cieniu!... A nieba odbicieW sumieniu?!... Człowiek coraz więcej dziécię,Aż uniemowli się w apoteozieNa tryumfalnym do królestwa wozie.

Widziałżeś, męże jak kończą dojrzali,Kiedy je z ambrą lud na stosie spali,A sztukmistrz, dalsze przewidując loty,W rzeźbionej togi upowija splotyI uniemawla tem rozłagodzeniem,Co nie jest blaskiem i nie jest promieniem,Lecz jakby życia drugiego poczęciem,Gdy olbrzym ziemi — nieba już dziecięciem?...

Otóż i z mocą stawa się tak samo,Jako z mężami, z bronzy i z marmury,A tryumfalną kto raz przeszedł bramąI słodki poczuł cień architektury,Ten.. ale komuż kazać mam o sile,Tryumfalnemi mierzonej kolumny?...

— Mów... bowiem pragnę!...

Oto w świata pyle,Różnemi krwiami napisano: «dumny!»A lubo cierpię, ile ze mnie w świecieI z ciebie (ile twe ja byłem dziecię),Nieprzeto czasów, co się niżej wleką,Widzenia ku mnie wieją — treści różnej...

Patrz! Owo każdy lud nad swoją rzekąJako spragniony wstrzymał się podróżny,I one mocy tak się rozmocniły,Że jedno dodać możesz «swą» do danych.I już człowieczej nie szukam wszechsiłyNa głowę ludzi, przez ludzi nazwanych,Bo wiem, co może człek i jego imię,I wiem, gdzie mocy kończą się olbrzymie...

Jest czas dawania i czas odbierania,I wypocznienia i odpoczywania,A gdzie, o cieniu, orły twe spadały,Tam się ja w skrzydła ubierałem chwały,By, kędy moje w śnieg się zakopały,Podobnież dziwne było rozstrzygniecie,I znowu ptak się on wyśnieżył biały,I jeszcze krwawe prysły raz pieczęcie...

Z pobojowiska na pobojowiskoCoraz to lżejszym ludzkość suwa krokiem,Odpóki «widno» — znaczy także «blisko»,Odpóki prędszym jest, kto z czulszem okiem,Odpóki z człeka się wywalcza człowiek.Z przestrzeni noga, a widzenie z powiek.

Więc i od luku bliżej dziś do łuku,Aż się wypełnia sny przetryumfalne.I ze wszechłuków rozpękłego brukuPodrzuci ręce glob niezamykalne,Najokropniejszą rozpadłe tęsknotą,Jako wyrobnik głodny — za robotą...

O Roma, Roma!...

O świata narody!...............Tu się chmurami zakrył szczyt kolumny,A bokiem księżyc występował młody.Jako atlasu brzeg z zamkniętej trumny.I była cichość bardzo przepaścista.Od ziemi lekki tuman mgły powstawał,Od niebios gwiazda czasem spadła czystaI, jakby czyn się gdzieś uroczy stawał,Dobrotliwiało natury oblicze. —

Więc nikło jedno, drugie się nieciło,Bronz stał się bronzem. — Cezara nie było,Cały się rzeczy rytm przelewał w inny,Gdzieniegdzie czczością kapiąc na przelewie,Jak skoro powiew, żaglom dobroczynny,Ruchome płótno okręca na drzewie,By raźniej potem dać... przy majtków śpiewie.

Pisałem w kwietniu 1849.

Comments

Loading comments…