Wanda (Norwid)

WANDAGRODNYPANNAPACHOŁ-TRĘBACZCHÓR WIEŚNIAKÓWCHÓR ZNACHORÓWCHÓR WÓJTÓWCHÓR PIASTÓWCHÓR SIEWCÓWCHÓR OWCZARZYCHÓR ŁOWCÓWSKALDŻYDBOJANCZUDY — LECHY — WIESZCZE — STARCY — DZIEWKI — DZIATWARYTYGER ROTNYWEISWORTCHÓR RUNNIKÓWWOJSKA RYTYGEROWE — POCZET STRAŻY PRZYBOCZNEJ

PIERWSZY Z CHÓRU. Przychodzimy spytać się o zdrowiePrawielmożnej pani naszej słodkiej.Grodny niechaj wyjdzie i odpowieCzekającym w progu, jak stokrotki,Kiedy słońce skryje się w dąbrowie.CHÓR. Czekającym u progu i przed bramąNiech odpowie jasno i toż samo.PIERWSZY Z CHÓRU. Chcemy wiedzieć dla jakiej przyczynyNie siaduje nasza prawielmożna,Jako niegdyś, w czas szarej godziny(Kiedy dusza każda więcej zbożna),Czemu nie siaduje na przedwnijściu,Błogosławiąc wracającym z polaPo murawach, jak krople po liściu.CHÓR. Czemu nie siaduje na przedwnijściu,Chcemy wiedzieć. Ta jest nasza wola.PIERWSZY Z CHÓRU. Ludzie dobrzy, owo pachoł grodzkiW bramie wtórej stawa z rogiem turzym,Podtrębując zapiew wojewodzki,Przemawiając słowo głosem dużym.

PACHOŁ. Nowość głoszę i to, co się święci,A ty słuchaj, mężu, białogłowo,Sercem słuchaj, mysłem zamyśl w słowoI na kiju zaznacz dla pamięci!Prawielmożnej trzeba rzeczy takiej,

Takiej rzeczy trzeba jej koniecznie(A ku temu pieśń jest, zioło, znaki),By rozpłakać mogła się serdecznie.To wypłacze one swe milczenie,Oną serca niewymowną bliznę,Oną niemoc, one zniemowlenie,To wypłacze oną swą niemczyznę.Kto więc słowo ku płakaniu umie,Albo zioło gorzkie a zbawienne,Albo jaką dziwną rzecz rozumie,Albo o tem miał poczucie senne —Niechaj zbiega a niech zbiega skoro,Niech przynosi, a przynosi sporo!

Jeśli Kmiet jest, srebrny pług dostanie,Jeśli Czud jest, miedzią kute sanie,Jeśli Bój jest, to szczyt ma w nagrodę,A Lech dobre słowo i pogodę.CHÓR. Jeśli kmiet jest, srebrny pług dostanie,Jeśli człek jest, boskie zmiłowanie.

PANNA. «Ciszy, ciszy, moja złota!... Ciszy!...»Te słów kilka pani wciąż powtarza;Spytać o co, nie słyszy.Dawniej kobzy dudarza,Co siadywał w bramie, słuchiwała,Dziś i o tem ni słowa,Dziś o niczem, wszystko zapomniała,A wie wszystko, i jak się co dzieje,I nic się przed nią nie uchowa,I nic jej nie rozśmieje.GRODNY. Co rozpłacze, może to znajdziemy,Że odejdzie on zawianiec niemy.PANNA. Żeby można konia ze skrzydłami,Co to o nim grecki dziadek śpiewał,Albo jabłoń złotą z owocami,Albo żeby z nieba kto nazrywałRóż błękitnych, albo królewica,Coby jasne miał, jak ona, lica.GRODNY. Królewica! A z ościennych panówMoże tego, cośmy to spotkali,Rudowłosych władykę Germanów,Co szczyt noszą drzewny, pas ze stali,Co nocami głazy toczą z granic,Święte miedzy prawo mając za nic.PANNA. Albo... albo... żeby bajki takiej,Co to wszystkie bajki w sobie mieściI powieści, aż się wypowieści —Albo... żeby sama dała znaki,Co w tej ulży boleści...GRODNY. Rozrzewnienia! Wczora rzekła do mnie:«Rozrzewnienia, bo po mnie...»

WANDA. Łado, Łado, po twym ja przykładzieTaka ładna, że lud cały w ładzie,Że odbijam słońce, jak jezioro,Kędy wodę czystą ludzie biorą.I niczego, zda się, myśl nie łaknie,I nic nie brak, tak, aż... czegoś braknie!

Ha! Kolczyka, widzę, brak kolczykaU srebrnego stanika,Co odprysnął właśnie, gdy westchnęłam...

I ty drugi, odpryśnij, jak gwiazdeczka,I ty, taśmico, zwiń się, przełam,Niech wyfrunę, oj! jak gołąbeczka.................

ROTNY. Runniki wszystkie, a z młotami ostremi,Co na głazach sinych ryć umiejąI siadują na ziemiSami, rzadko się śmieją,A te zwłaszcza, co strzałami wróżąI na dumie cichej posiwieli;Zwołać szeptem, niech oczy za mrużą,Niech, jak widma, staną wkoło, bieli —Wkoło darni, ocienionej jodłą,Niechaj staną, gdzie lwia leży skóraI dymiące odpoczywa siodło.

Hurra!RYTYGER. (skinąwszy ręką) Spocząć!ROTNY.  Spocząć! Hurra!...

RYTYGER. (podnosząc dzban) Tym miodem zdrowie piję weiswortowe!WEISWORT. Niech się obróci w powodzenie wasze!RYTYGIER. Chcę wiedzieć: wojnę wygram i królowę,Albo nie wygram?WEISWORT. Rzucaj, królu, czaszęNa las, daleko tak, jak możesz rzucić!

CHÓR RUNNIKÓW. Tak, a nie tak — nie nasza rzecz.Ludzie radzi się smucić.Wieszczba jak miecz, póki nie błysnął miecz. (po chwili)Póki nie błysnął miecz, wieszczba jak miecz.WEISWORT. Rozkocha się królowa tak, jak nie bywałoZdawiendawna.Cztery orły wzleciało,Będzie sławna.Rozkocha się i białe skąpie ciało.CHÓR. I rozkochała się tak, jak nie bywało.RYTYGER. Stokroć wdzięczny, o, wielce wam rady!CHÓR. Wieszczba jak miecz — to, słowo gdy wyciśnie,Próżna pochwa zostawa, wieszcz blady...WEISWORT. Co poczęte było bezumyślnie,Kończ umyślnie!

RYTYGER. O, wielce wam rady!

RYTYGER. (sam; w głębi namiot i służba)Łyskaniem pierwej mdławem uprzedzony,Jak piorunowa rozłożę się krésa,Królowę wezmę i lud rozpierzchniony.Do wieszczby fortel dołączę, jak lisa.Bogi są dobre, czasem niedołężne,Kiedy im ludzkie nie posłuży ramię,Świecą i wiszą, jak tarcze mosiężneW pięćset czterdziestej zawieszone bramie.

A ona? Weiswort mówi: «Skąpie ciało...»

O, każe tratwy fenickich żeglarzy(Co jeżdżą bursztyn łowić), każę złupić,Wonności zabrać wszystkie, każę kupićKonch, szkła od wszystkich sydońskich farbiarzy,W dalekim Rzymie wannę z alabastruZamówię, taki nimfeon urobięDla niej, jak ledwo grób stawiałbym sobie,I będę miłość pił, jak miód ten z plastru.

Hej, ojce, co tam siedzicie w Walhali,Gdy przyjdzie stanąć mnie pomiędzy wami,Spowiniętemu w jasną taśmę stali,Powiecie: «Syn jest nasz», powiecie sami!

Wando! O, moja ty Rytygerowa!Jako cię kochać będzie wojsko całe,I złotowłosa każda białogłowa,Co z nami dzieli trud a przędzie chwałę,Każda z gwiżdżących w tarczy brzeg ustami,Każda toporzec rzucająca dziewka,I każdy starzec, co pomaga snami,Wid, duch, i lasów szum, i małe drzewka!

Ty skoro uścisk dasz, wyprawę zrobięPrzeciw ogromnej Fenrysa wilczycy,Mur Alp skrzącemi młotami przeżłobię,Rzym spalę, woły zegnam z okolicy,Po dwieście rogów kładąc na ołtarzeCodzień, weselić się pastuchom każę.

Hej, ojce, co tam siedzicie w Walhali,Gdy przyjdzie stanąć mnie pomiędzy wami,Spowiniętemu w jasną taśmę stali,Powiecie: «Syn jest nasz», powiecie sami!

WANDA. (przechodząc zwolna przez środkową komnatę grodu)Tego ja nie wiem, co się dzieje ze mną,Ani dlaczego jestem nieszczęśliwą;Kocham, wszelako mogę być i zmienną,

I niekonieczniem Rytygera chciwą,I niekoniecznie mi potrzeba kogo,Która tysiące mam życzliwe sobie —Tylko mi smutno, tylko mi ubogo.Że nic nade mnie nie stoi w osobie,Że jakbym była na tej góry szczycieSama, jak chmurki płatek na błękicie.O! Żeby źle mi zrobił człowiek który,Albo Bóg żeby zgrzebną wdział mi szatę,Nowemi ptaszkę swoją odział pióryI dał mi jaką gdzie na puszczy chatę,Z gołębi parą na dachu zielonym,Z kamiennym progiem i oknem plecioném.

GRODNY. Z załamanemi tam poszła rękoma.PANNA. Stąpa, a jakby była nieruchoma.GRODNY. Trzeba na oku mieć, jak dziecię chore.PANNA. Które wołanie godzin jest?GRODNY.  Już wtore.

GRODNY. Ktoś jest i za czem?SKALD.  My Skald się zowiemy.GRODNY. A śpiewasz jaką pieśń?SKALD.  Nie jestem niemy.Bywa, że śpiewam naprzód pieśń do ciszy,By usłyszano, skoro śpiewać zacznę —Potem malowną, żeby, kto już słyszy,Oglądał także — potem rzeczy znaczneDla ducha, potem z serca głębokościWywlekam drżący, czysty ton — ten wiodęDalej i szerzej, aż echo zazdrości,A potem wraz go rozkroplam, jak wodę,W tęcz snop, a potem w grzmot uderzam suchy,Jakby się bitwa gdzieś toczyła zdalaI potykały się w powietrzu duchy,Pułkami grubych chmur na siebie wbite,Gdzieniegdzie gwiazdy promieniem przeszyte.GRODNY. Zaprawdę, śpiewasz pieśń, która uboży,Przeto, iż rzadki słuchać ci podoła.SKALD. My, Skaldy, jemy chleb on dziwny boży,Chleb, co opada z dosytnego stoła,A który skrzydła zgarniają przeźroczeBieluchnych duszyc.GRODNY.  Czy mają warkoczeDuszyce owe?SKALD.  Długie, jako sznury,Któremi charty karcą.GRODNY.  I tejże natury?SKALD. Bywa.GRODNY. (dotykając Skalda po ramieniu)  Niżej izba jest przestrona,Wokoło dwieście jasnych stoi włoczni,A w środku ogień modrzewiowy. Spocznij!...SKALD. Gościnność niechaj będzie pochwalona!

GRODNY. Ktoś jest i za czem?ŻYD.  Z dalekiego WschoduJam jest, z za morza, na cztery miesiąceFenicką nawą, potem na rok całyPrzez ziemię. Jestem z wielkiego narodu,Doktór, a leczę na febry trzęsące,Także na bole suche i zastrzały,Zaniemówienie, często na ślepotę.GRODNY. (pokazując gościowi lawę wdali) Spocznij!...ŻYD.  Mam także i pierścienie złoteZ talizmanami wielce skutecznemi,Które tyryjczyk ryje, mam i maście,Wonne, że szczypta na osób dwanaście.GRODNY. Osoba, zda się, mądra...(do żyda)  PoniżéjSpotkacie kilku u wnijścia żołniérzy,Ci wam czekalną otworzą komnatę.ŻYD. Niech będzie szczęsne miejsce i bogate!

GRODNY. Ktoś jest i za czem?BOJAN.  Bojanem się zowię,A jestem z matki śpiewak.GRODNY.  A pieśń jakąŚpiewacie?BOJAN. Co, jak oczy w głowie,Patrzy, a siebie nie zna — oto taką.GRODNY. A czy się królom śpiewało już kiedy?BOJAN. Do kości, panie, do kości! ObręczeMiedziane miałem na nogach... a biedy!GRODNY. A czy umiecie pieśnią wywiać tęczę?BOJAN. I łabędziowe stado wrócić w locie.GRODNY. A jak to w waszej robicie prostocie?

BOJAN. Z serca.GRODNY.  Niewieście umiesz także zwrotki?BOJAN. Bywało, rzucę słowo, to, jak kotki,Głowę na głowę zakładają.GRODNY.  CzemuPrzy tem jesteście biedni?BOJAN. (obracając się do laski swojej)Powiedz jemu,Bo ja pomówić radbym o czem innem.GRODNY. Wieszczowi, jak wy, każdy dom gościnnym.BOJAN. Tak jest.GRODNY. I każdy chętnie was poważa.BOJAN. Tak jest, szczególnie przed bitwy poczęciem,Gdy nastrajamy rapsod... też się zdarzaPrzy uczcie... bawią się, jak ze szczenięciem. (po chwili)Oj, za Dunajem, za szumnym, bywało,Że cesarzowi śpiewałem rzymskiemu,Co stał, ot, blisko tak, z garsteczką małąKonnych...GRODNY. (wskazując lawę)A, proszę, co śpiewałeś jemu?BOJAN. Sławę.GRODNY.  A konie ich jakie?BOJAN.  CesarskiPłowy, w czerwonej do kolan purpurze.GRODNY. A orszak?BOJAN.  Pachoł jeden dziarskiZ laską, na której jest tablica wgórze,Rozeskrzydlona w orła — reszta młodzieżTwarda, jakobyś wyrył aść w marmurze.Półzbroje jasne noszą i półodzież.GRODNY. Właśnie? No... miodem pokrzepcie się, starcze,Bo niżej, w izbie dużej, są tam różniCzudowie, świata całego podróżni,I ci, co, pieśni nucąc, czyszczą tarcze.BOJAN. Zdrowia! (wychodzi)

GRODNY. Wszelaki człowiek, gość, ma być uczczonyI niechaj braku nie będzie w usłudze!Niewiasty z jednej, męże z drugiej strony,Przedwszystkiem starcy; wszakże ludzie cudze,I zaklinacze, niemieckie runniki,I baby, które leczą, mieć na oku.Rozliczne sprawy są, różne praktyki...Rozumiesz...POGOŃ.  Baczę.GRODNY.  A unikać tłoku!

WANDA. Powiadam tobie, nie ścigaj mię, panie!RYTYGER. Wando!WANDA. Co miałam rzec, rzekłam.RYTYGER.  Kobieto!Zawołam imię moje, niech się stanie!Niech mię porąbią Lechy!WANDA.  Nie zabitoNikogo w ogrodzie tym nigdy.RYTYGER.  Zaiste,Jeżeli każdy toż opłaca mytoI jako mary wychodzi przejrzyste...WANDA. Książę! Powiadam tobie całą mocąBoleści, które dla ciebie zakryte,Że słońce gaśnie, błonia się wilgocą,Ciemności na świat lecą niespożyte...Mnie nie czas... Lud mię postawił na szczycie,Jako najbielszy śnieg, i jestem otoOdlatująca w słońce cale życie,Ani się cieszyć mogę tą białotą...Wszechsamstwem mojem stałam się... sierotą!RYTYGER. Więc cóż? To lud twój chce, ażebyś, w bieliStojąca, płaczem rozciekała wiecznym,By błonia niżej zielone widzieli —A ty, w błękicie sama podsłonecznym...WANDA. Książę! Łzy mojej nie widziałeś...RYTYGER. (wyciągając rękę ku piersiom Wandy) ...OtoPo srebrnej blasze na piersiach się goniąDwie, jak listeczki białe pod jabłonią.WANDA (wyciągając rękę ku oknu)A owo dziesięć nad tą konwią złotą,Którą polewać lubię kwiat wieczorem.RYTYGER. (oczy zasłaniając) A owo jedna jeszcze, lecz człowiecza!!WANDA. Ustąp!RYTYGER. Kobietą jesteś... i bez miecza...Jam Skald, poczekam w bramie, gdzie za dworem...WANDA. (zatrzymując Rytygera)Tyś król, a Wanda ja... klękam... Na bogi,

Uchodź... i uchodź szczęsny!... Gdybyś z laty,Germański orle, poznał ten ból srogi,Co jest z miłości bezmiernie bogatej,Tak ścieśniającym wszystko naokoło,Że człowiek nie śmie nastąpić na zioło,To wtedy wspomnij o mnie, lodowatej!

WANDA. Ten Skald niech srebrny weźmie pas na drogę! (uchodzi)

GRODNY. Co tak spoglądasz, wieszczu, na podłogę?SKALD. Pieśń mam, a nuty doszukać nie mogę. (po chwili)Ale wynajdę ją gdzieś w mieczów wrzawieI, jak dziewicę na ręku skrzydlatąBohaterowie noszą, tak podniosę.Zgiełk będzie, lament będzie w onej sprawie,Chorągwi głuchy łomot, jak za kratąOrły, gdy jagnię zoczą białowłose.GRODNY. Dziwna rzecz Skaldy! Szumne to, a bose...

BABY. Pod białemi brzozami dziwne zebrałyśmy ziołaW czyste płachty i w kosze, z łozy uwite zielonej;Sypkie próchna odłamy z miejsca, gdzie stała stodoła,Stu podołać mogąca kmietom, gdy plon w niej złożony —Złote z mrowisk kadzidło i latające nasiona —Wody różne we dzbanach, czystych, jak cegła czerwona.DZIATWA. Dzieci, wnuki, my także, co dźwignąć mogły rączyny,Co po ziemi potoczyć drżące zdążyły ramiona,Za matkami, babkami, na święte niesiem daniny.RAZEM. Niech się pokój uczyni, Wandy niech błyśnie korona,Niech zabłyśnie słoneczkiem na góry, lasy, doliny! (przechodzą)ZNACHORÓW CHÓR. Słowa, słowa, a ciche, te, co przy duchu spoczęłyI od ojca na syna w ostatniej schodzą godzinie,Te niesiemy, i laski pokarbowane, i skrzynieJaworowe, co znakiem się osobliwym zamknęły.WÓJTY. Łado, niech będzie dobrze po świata krainie!RAZEM. Niech się pokój uczyni, Wandy niech słowo zasłynie!

PIASTY. Miodu plastry białego w lipowych niesieni donicach,I motyle, co w nocy brzęczą po kwietnej pasiece,Dziś zaklęciem osiadłe na podniesionych gromnicach.Niech wzlatują co wieczór, kiedy zajaśnią te świece!SIEWCY. Pierwo-ziarna perłowe, z wieńców dożynnych kruszone.OWCZARZE. I lekarstwa niesiemy dziwne.ŁOWCY. I dziwne stworzenia,Zabłąkane niekiedy z dalekich światów w tę stronę,Wiedźmy, ptaki i rzeczy, na które niema imienia.CZUDY. Z ziem odległych, z za morza lazurowego, wiezioneW szklanych, miednych naczyniach, w przędzionych torbach z amjantu,Rzeczy droższe niesiemy od wszechbrylantów brylantu.RUNNIKI. Słowa ciche i uśmiech, a długie miecze i młotyMy niesiemy, jak w chmurze przesuwające się grzmoty. (ciszej)Na głos trąbki germańskiej dalej urnami z ramienia,Dalej wieńcem około cezarowego strzemienia! (głośniej)Słowa dziwne niesiemy, pełne rdzennego nasienia! (przechodzą)

DZIEWKI. Teraz wy, wieszczowie, siwe głowy,

Stańcie pośrodku. — Co ma być,Ogłoście możnemi słowy!LECHÓW CHÓR (podnosząc tarcze)A niechaj żyje, co ma żyć!A niechaj zadrży, co ma drżéć!

PRZEDNI STARZEC. (wychodząc) Sen się stał dziwny do prawielmożnej pani...RZESZA. A-a!STARZEC.  Wszyscy, z czem kto jest, tu zebrani,Złożyć mają w kopiec swoje rzeczy,I rzeczono jest, że to uleczy.CHÓRY. (rozsuwając się ku środkowi sceny) I rzeczono jest, że to uleczy.

TRĘBACZE. (od obu stron namiotu)Łada, Łada...LECHY.  Ona!CHÓRY.  Wanda górą!STARZEC PRZEDNI. Jako pawia białego pióroNa wietrzeStąpa cicho, strzelista...DZIEWKI. A koronę ma w prawej ręce swojej...WIESZCZE. A jest, jako powietrze,Czysta.CHÓRY. Owo przeszła... owo pod kopcem stoi...WANDA. Dobrzy ludzie! Widziałam cień ogromny Boga,Przechodzący po polach, jak szeroka droga.A to był tylko ręki jednej cień; ta rękaJakby przebitą była, bo słońce padałoPrzez wnętrze dłoni nawskróś, jak przez wypaść sęka.Ja stałam i patrzyłam w to rozdarte ciało,Jak ptak z ciemności w jasną pogląda szczelinę,I dano mi jest wiedzieć to...

że dla was zginę.RZESZA. Co jest?... Co rzecze?...WANDA.  Każdy rozrzewnił się szczerzeI przyniósł, na co stać mu, to jest dość na wiekiŻywota dla was. Dziwni będą z was żołnierzeI Prowe bóg szczególnej użyczy opieki...A co jest ze mnie, dam wam.STARZEC.  Gore!CHÓRY.  Dymów skrzydła białeZebrały się, skręciły... rozchodzą w dwie strony...STARZEC. Błękit widzę... Ratunku! Wody!RZESZA. Wisłę caląNa stos wylać!STARZEC. Widziałem tylko błysk korony.TRĘBACZ. (od stosu lecąc) Nie Wisłę na stos — w Wisłę przelało się ciało.RZESZA. Co jest?LECHY.  Niemce!

RYTYGER.  Porąbię w wióry i rozmiotę!LECH. (z konia podając się włócznią)Zaczekaj! W ranę świeżą patrzący, w czerwonąRanę... Sępie!... Jeślić trza korony,To pójdziesz wpław, psie rudy, pójdziesz za koroną...RYTYGER. Królowa gdzie jest?RUNNIKI.  Nie jest...RYTYGER. (obracając się do pocztu)Chłopy! W inne strony!Na świat, na Rzym, gdzie szaleć jeszcze czas i luźno,A miłość nie jest jednem bezsilnem... «zapóźno!»

Comments

Loading comments…