Wspomnienie (Norwid)
O, miło jest patrzeć i dumać o świcie,Gdy rosa po krzewach szeleści taktami,A powiew okienkiem, jak anioł skrzydłami,Do chaty wonności nagarnia obficie.I gołąb pod strzechą, różowy swój dziobekZa pióra bieluchne zatknąwszy, spoczywa,I dzielny bułany, przyległszy pod żłobek,Nie czuje, jak złota strumieni się grzywa.I szabla na ścianie stalistem półkolem,Jak nowiem księżyca, bladawo jaśnieje,I puchy krwią przylgłe na berle sokołemUleciećby chciały, gdy wietrzyk zawieje.A sercu tak miło, pogodnie, pieściwo,Jak pierwszej jaskółce, gdy z wody wyleci,Zielone nadbrzeża obiega co żywoI szuka, gdzie bratni fijołek zaświeci.
O! wtedy rój marzeń pół czarny pół biały,Jak skrzydło bociana, proporzec wiosnowy,Rzewliwem ruszeniem, wiewając z nad głowy,Ostrzega, że jeszcze goreją zapały.Zapały te blado-różowym płomykiem,Jak błędną iskierką, jak leśnym gwoździkiem,To kwitną, to giną, to znowu się wznoszą,Nie wiedzieć dlaczego szafują westchnieniem,I śmiechów się strzegą, i łzami się roszą:Pracują, by nazwać je kiedyś — wspomnieniem.
Wspomnienia tych chwilek, to lube siostrzyce,Co ścisną za rękę i wezwą na gody,A miodem pradziadów zmąciwszy źrenice,Ułudzą powabem rodzinnej zagrody;I będą ci starców z siwemi wąsami,I będą ci kraśne przedstawiać dziewoje,Aż wreszcie, takiemi zamarzon wiedźmami,Łzy sobie nad wszystkie podobasz napoje.
Lecz, kiedy znów inne wspomnienia szalonePrzylecą do serca, jak krucy do jadła,A dzioby rozdarte i gardła czerwoneZagrają — o, wtedy przepadła, przepadła.Zginęła moc życia, bo tłuszcza zajadła,Jak mszyca na liściu, na sercu osiadła.
Aniele! Ty, który nad śpiącym człowiekiem,Jak baszta obrończa z marmuru białego,Jaśniejesz, — lub kwiatem liliji, jak mlekiem,Sny słodkie, sny lube przywabiasz do niego —Aniele, ty sprawuj nad nami zwysoka!Ty mary bolesne porażaj skinieniem,Bo biedni my, niknąc dzień po dniu z przed oka,My, ludzie, — zaledwo jesteśmy wspomnieniem.
20 marca 1841 r.
Comments
Loading comments…