Wspomnienie wioski (1913)
Wieś!... to me życie, to podarek Boży!To kwiat, co spada z anielskiego czoła,
Gdy go dłoń lekka lekko w sploty włoży.O, wieś z początku cicha i smętnie wesołaLeży, jak flet, co w sobie liczne pieśni tłumi,Lecz weź no ten flet do ust, pocałuj go szczerze,A dopiero usłyszysz, co on śpiewać umie,A dopiero on pieśni dla ciebie wybierze:I będzie ciebie błagał, będzie ciebie prosiłAżebyś go przy ustach pałających nosił.
Na wsi słowik jest piewcą — on tam nie dba wcale,Czy go pośród oklasków przyjmą okazaleOn, w nocy pod okienkiem siadłszy na kalinie,Nawet o tem i nie wie, że śpiewa dziewczynie.On wesół skubie listki wonnego jaśminu,Bawi się niemi, gęślarz, swobodny — szczęśliwy,Bo dla niego liść każdy jest liściem wawrzynu.
Na wsi burza przeraża! piorun jest straszliwy,Gdy wije się po niebie i przegryza chmury:Lecz w mieście nie dosłyszą słów matki natury,Którą pokaleczywszy i złożywszy w grobie,Bawią się, tańczą sobie...
Nie lubię miasta! nie lubię wrzasków,I hucznych zabaw, i świetnych blasków,Bo ja chłop jestem — bo moje oczyWielmożna świetność kole i mroczy.
Więc — na wieś wrócę; o wsi wesoła!Ty mię powitasz, kwiatku anioła.
Tak na wieś wrócę, do swoich wrócę —Sterczące kości napotkam w roli,I dla tych kości piosnkę zanucę.
Już wracam myślą — wzrok jej sokoliNaprzód zobaczył lipy cieniste,Zielone smugi i wody czyste.Serce, ty czujesz strony rodzinne,Bo tam dla ciebie było wesele,I szczere modły w wiejskim kościele,I czucia szczere — niewinne...
Noc — rosa pada, myśl na chwilkę leci,Między lipowe, topolowe drzewa,Tam, kędy w oknie blady płomyk świeci:I przyleciała — pod płotem stanęła,Jak żebrak, co się jałmużny spodziewa,Łagodnym wzrokiem w oknie utonęła,Lecz nikt nie widział, że ona tam stoi,Nikt jej tam wcale nie czekał,Tylko pies wierny zerwał się — zaszczekał.»Czy poczuł wilka? Czy się czego boi?Że tak ujada bez końca«.O nie, nie poczuł ni wilka ni strachu,Tylko myśl moją — mej pamięci gońca,Moje wspomnienie poczuł i przywitał.Bo on tam o nie nieraz, wyjąc, pytał,On jeden uczuł, gdy stało za płotem,I kiedy bliżej przyleciało potem,By na rodzinnym siąść dachu.
Comments
Loading comments…