Wtedy ty, matko...
............Wtedy ty, matko, przez zrządzenie bożeUprzedzasz wszystkich, drogę znając drugą:I stajesz cicho, gdzie drobne jest łoże,A świecy jasność okrywszy prawicąCień ręki rzucasz, wielki, jak komnata,Którego palce, szyte błyskawicą,Drżą, i baldakin stąd nad dzieckiem lata...Niemowlę śni coś, a gwiazdy się świécą.
Kiedy zaś uśnie jakie społeczeństwoOrganem, który całość uczuć dawa,I niewidzialne nastanie męczeństwoTego, co czuwa lub co raniej wstawa,I oziębi się wszelkie pokrewieństwo,Choć w okna jasność już zamży bladawa,Sen jeszcze radzi stale bezpieczeństwoI szepta jeszcze, że płonną obawa —Choć czujność stanie się rzemiosłem stróżów,Pieczołowitość nadzorców urzędem,Pewność trwałością niepewnych przedmurzów,Ciepło ogniska gościnności względem...I jednak, choć już słońce, na trzy chłopyWstawszy, odeszło w safirowe stropy,Sen, niesłychanie podobny do jawu,Trwa, sprzeciwiając się bożemu prawu —Ty wtedy znowu, drogę znając drugą,Nie czekasz, aż się rozmówi gość z sługą,Lecz za dom cały czuwasz niewidzialnie —Ty, społeczeństwa stawszy się zasługą,Kryjesz znów światłość okrutną realnie!
Niechże ci będzie «Cześć», jak jest rzeczono:Nietylko kochaj, lecz miej dla rodzicówUkładność wdzięku i mowę pieszczoną,Lub przyrodzone uśmiechnięcie liców(Które do łani ma też sarnię młode,Z wymion jej pijąc, jako z dzbanu wodę),Owszem, jak słowa nieodmienne stoją:«Będziesz czcił ojca i czcił matkę twoją!»
Comments
Loading comments…