Znów legenda
Powieść tę w chacie kmiecej nad Bugiem słyszałem:Był dziad, którego Dziwem zwano osowiałem;Po wioskach chodził, pacierz mruczał, straszył dzieci,Pod kruchtą nucąc, kędy grzyb, kość, próchno świeci.Kij wielki nosił, starą urzeźbiony brzytwąW skrzydlaty potwór, wężów ciekący gonitwąKu dolnym sękom owej gruszkowej maczugi.Pod pachą inny kij zwykł naszać, drugi —Ten do przechadzek służył codziennych, a owyW niedzielny czas i święta. «Stryjem» zwał gruszkowy,A. «chłopcem» drugi, który przeto był olszowy.Gdy do wrót wchodził: «Dziwo wlecze się» wołano,I jedno więcej w komin leciało polano,Bo lubił grzać się, płomień w palce biorąc grube,Jak lnianą kiść. Ten starzec razu więc jednegoGdy do nieczułych pukał wrót, zrobiono próbę,Czy pójdzie precz... A czas był mrozu gromnicznego,Trzaskące zimno: starzec głową się pochylił.Jakby przez szparę patrząc, czy się nie omylił,I ostał tak, a czeladź śmiała się w domostwie,Tudzież podróżni w oknach, także na probostwie.Więc słowo rzekł, a słowo na śnieg wraz upadłoI zmarzło. I tak Dziw on zasnął... Na pogrzebieByły dwa kije, także ksiądz, co abecadłoPowiada dzieciom, także dziad, co trupy grzebie.Gdy zima przeszła, wiosny nastąpiło tchnienie,Bo wiosna jest po zimie, nawet gdzie cierpienieI gdzie niewola... boża równo idzie wolaW naturze... lecz w naturze ludzkiej... (rytmie, hola!Nie unoś) — wiosny nastąpiło tchnienie,Co wyprowadza z ziemi półsenne nasienieZa rękę, jak półsenne dziecko do pacierza.Listkami i pączkami w strop, gdzie z krzyżem wieża.Wychodzą ludzie... przebóg! Cóż to w progu wschodzi?Co aż na wrota pnie się? Gdzie jest ksiądz dobrodziéj?I czeladź i podróżni stają przed wrotami:Cóż jest? Kto one słowo posiał? Precz z czarami!A słowo rośnie, liściem szepcąc, pąka dziobemCzerwonym piejąc, wszystko szczególnym sposobem!Tak było — i to w chacie słyszałem nad Bugiem.Za ciemność was przepraszam, owszem, rzecz jest pewna,
Że wszystko, co oświeca, ciemnem, nudnem, długiem;Skąd druga powieść:Pewna usnęła królewnaOd mnóstwa kwiatów, których nasłał jej królewic.Śpi dzień i tydzień; któraś ze służebnych dziewicZawoła: «Z gromnicami wejdźmy do sypialnie,Czy śpi, obaczmy! Może tylko idealnieA nie realnie...?» Na to przyjaciel domowy:«Przestańcie już procesyj tych i tej rozmowy,Bo, gdy się przecknie, przestrach objąć ją gotowy!»I szedł, palcami gwiazdę objąwszy świecznika,Co biła z rąk złotemi na sufit smugami,A palmą cieniu na twarz, sypialnię odmykaI widzi żywą (właśnie była u klęcznika).Więc zamknął drzwi... Tu panny weszły z gromnicami,Z wieńcami i z swojemi doń winszowaniami.1856.
Comments
Loading comments…