O życiu i dziełach Mikołaja Reja z Nagłowic — V
»Czyż takich nie widzimy, co się ożeniają,I jak gęsi na wiosnę, tak się odmieniają.Chodzi, by podskubany, opuściwszy skrzydła«.
»We łbie i na kołnierzu pierza pełno wszędy,Buty spuści do kostek, prawie we trzy rzędy«.
Bo dom, żona i dzieci nie natkane piekło«.
»Bo chociaż drąc z siebie, wszystko im podaje,Przecież wszystkiego mało, zawżdy nie dostaje.Kupisz jej dziś koszulę, jutro chce rańtuszku,A na święta pstrej sukni, ze smelcem (polerowanego) łańcuszka,Więc się Jasiek urodzi, gotujże mu mamkę,A skoro zacznie chodzić, wnet piastunkę Hankę«.
»Więc gdy Jasiek dorośnie a ktemu Hanuśka,To wełnę, by z barana, drą z pana tatuśka«.
»Potem szedł, myśląc sobie, na wysoką górę.Ujrzał ksobie idącą, szpetną, czarną chmurę,
A pod nią się na dole straszliwie błyskałoTak, że było wszystko znać to, co się tam działo.Ujrzał ludzie pod górą, pod drzewy siedzące,Narzekające na ten świat, okrutnie płaczące.Na jednych brudne płachty, na drugich kaptury,Że je było ledwo znać, z onej szpetnej chmury.A oni łamią ręce, srodze narzekając,Z onej góry na pola żałośnie patrzając.Spojrzał potem po polach, ano się lud wali,Starzy, młodzi, bogacze, wielcy, też i mali.Leżą tarcze, proporce, podle nich pobiciOni zacni rycerze, sławni, znamienici.Dziatki, panny i panie, — nadobni młodzieńcyTarzają się po ziemi głowy ich i z wieńcy.Pojrzał — ano wsi, miasta piękne, głucho stoją,Zwierzęta się, biegając, nikogo nie boją.Psy wyją, bydło ryczy; słysząc, włosy wstają,Jakie głosy żałosne ze wszech stron powstają.We trzcinie bąki huczą, a puchacze w lesie,Że się aż pod obłoki głos straszliwy niesie,Trącając się o skały, a nazad wracającJakoby dwa wołali, większy strach dawając.A głosu człowieczego nigdzie z żadnej stronyJuż tam słychać nie było, jedno huczą dzwony,Jeszcze większej żałości dodawając głowie«.
»Wnet pojrzał na wschód słońca, a zorza różanaZ oną piękną mądrością na poły zmięszana,
Objaśniła wszystek świat; one szpetne chmuryPędziła cichym wiatrem na dalekie góry.Ukazało się słońce nadobnej jasności,Jako inny świat nastał z onej odmienności.Tęcza też z drugiej strony ostatek chmurnościWynosiła nad sobą, nad gór wysokości«.
Bo prawda, gdzie swe skrzydła, by orzeł roztoczy,Już fałsz ponuro chodzi, już łeb w ziemię tłoczy«.
»Azaż (czyliż) to nie nadobna (miła) bywa krotochwila (rozrywka, zabawa),Sieść (siąść) sobie z kilkiem osób, kiedy wolna chwila,I mieć sobie, nie wrzeszcząc, poczciwe rozmowy,Gdzie wzdy (zwykle), skąd co przypadnie, co wzdy k’rozumowi.Albo przeczyść (przeczytać) kilka kart owych dziejów dawnych,Nasłucha się zwyczajów zacnych ludzi sławnych,Którzy tu światem dziwnie rozumem władali,A swym poczciwym stanom wieczną sławę dali«.
»By z tymi towarzyszami miał z tobą rozmowę,Miałby snadź weselszą myśl i wolniejszą głowę.
A powiadają, z młodu ze się ostrze tarnek (cierń),A z nowotku po brzęku poznawają garnek:Ale kiedy więc nawre już czego tłustego,Nie słychać, by deszczkę tłukł, brzęku więc żadnego.Także więc i swawola, gdy w kim zatwardzieje,Trzeba ją wczas zawiązać, niż dusza zemdleje;Bo czas, który upłynie, już się nie nawróci,Prawie jako letnia mgła, tak się bardzo króci«.
„A najmiejszej godziny, którą tu zgubimy,Już jej nie ugonimy i tak poginiemy.O, płakaćby każdemu kwitnącej młodości,Kto ją marnie utraci w spornej wszeteczności«.
»I cóż owi zamkowi (wielcy panowie) przed wieśnymi (wieśniakami) mają,Że nad nimi stróż woła, łańcuchy brząkająOkoło wrót, a w każdych drzwiach chłop z włócznią stoi.By go nie ubieżano (nie napadnięto), nieborak się boi.A ów, co wolnej myśli, nic nie myśli o tem.Przespawszy się bezpiecznie, przechodzi się potemAlbo sam, albo, gdy ma, tedy z przyjacielem,A wszystko się z nim śmieje, a wszystko z weselem.Nie chodzi chłopiec za nim z granatem (broń, podobna do topora), z rusznicą (strzelbą),Albo jako na wilka z okrutną sulicą (dzida, włócznią).
Przechadza się z laseczką po sadzie, po polu;Patrzy, czy też w pszenicy nie będzie kąkolu.Potem przyjdzie do domu; a no, już gotowo;Zje sobie smaczny kąsek, a bardzo mu zdrowo.Siedzi sobie w koszuli...«
»A tak, czyż to nie rozkosz, swój stan uważywszy,A te marne przypadki świeckie obaczywszy,Przestać na tem, co Bóg dał, a zawsze w miernościUżywać swoich czasów w rozkosznej wolności?«
»A ktoby się naliczył, co nam lichwy ziemiaWydawa hojnie wszystkim, z każdego plemienia,Byśmy jeno na pieczy Boskie dary mieli,Jako świnie w barłogu darmo nie leżeli«.
»Nie szacujże, mój bracie, jeno co jest prawda,A pochlebstwo z zazdrością, niech idzie do diabła«.
»... takich Stańczyków było jeszcze wiele,Coby plewli obłudność, to wszeteczne ziele,A prawdę świętą ludziom przed oczy miotali«.
»Jeden skąpiec odumarł wiele srebra, złota;Cesarzowi dano znać, iż piękna robota,Jeśliby chciał co kupić, do skarbu swojego.Ten rzekł: »Dowiedzcie mi się od kogo pewnego,Czy on też dobrze sypiał? Tę poduszkę jego,Najchętniejbym ja kupił do łoża swojego.Powiem ten o tem myśląc, strzegąc, i zbierając,Musiał pewnie dosypiać, by na grudzie zając«.
»Odrowąż sławmy, ten szedł za naszej pamięci,Wierzę, że mu i w niebie pewnie radzi święci,Bo tu będąc na świecie, wszystkim się zachował,Sławy swej z poczciwością najwięcej pilnował.A takżeby snadź miał być każdy stan poczciwy,Pomnieć na swą powinność, póki jedno żywy;Bo rychlejby ze cnoty każdemu służyli,Nie z muszonej niewoli, łając, czołem bili«.
»Otóż macie swe przodki, macie i pogany,A co jest sława, cnota, rozeznajcie sami,Prze Bóg, mili Polacy, przestrzegajcież tego,Byście w niczem nie lżyli rodu tak sławnego«.
»Szata piękna, koszula, pościel, koń ubranyTo też można policzyć między rozkoszami;Ale to wszystko plewy, gdy rozumu mało,Wszystko to wiatr rozniesie, aż nic nie zostało.Ale gdy się kto pięknie sam rozmierzyć (żyć: umiarkowanie, statecznie) umie,A, co cnocie przystoi, wszystkiemu rozumie,W bojaźni z łaską Pańską tak tego używa,Ten rozkosz nad wszystkiemi rozkoszami miewa«.
»A niechaj narodowie wżdy (przecież) postronni znają,Iż Polacy nic gęsi, iż swój język mają«.
»Masz papier, napisz lepiej, — ja będę dziękował«.
„Jeden, pijąc w piwnicy, był dłużen niemało.Widząc, że mu rozumu w mieszku (pieniędzy w sakiewce) nie dostało,Jął figle ukazować i wziął wiązań (wiązkę) siana:»»Patrzcie, panowie bracia, będzie wnet odmiana!«« (coś ciekawego)Namówił wiązań dzierżeć (trzymać), z tego cechu pana (szynkarza)A sam ku górze idąc, kręcił powróz z siana;A wyszedłszy z piwnicy, przez ulice dunął (pogonił),A ten (szynkarz) siano ze wstydem porzuciwszy, plunął«.
Comments
Loading comments…