Pieśń V
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Już zostawiwszy za sobą gromadę.gromadęMar, w tropy Mistrza parłem się skwapliwie,Gdy prężąc palec, jedno widmo blade
4 »Patrzcie«, krzyknęło, »i niech was zadziwię:Owy kroczący niżej chłonie ciałemSłońce i stąpa jak człowiek, co żywie«.
7 Na dźwięk tej mowy lica obracałem.Spojrzę, tłum duchów ciekawie mię bada,Zdziwiony owym światła niedopałem.
10 »Czem-że uwagę zaprzątasz?zaprzątasz?« powiadaMistrz, »i dlaczego kroczysz opieszalej?Cóż cię obchodzi, co się tutaj gada!
13 Żwawo pójdź za mną; ci niech szepcą dalej;Mocny jak wieża bądź, co się nie zegnie,Chociaż się wicher na jej szczyty wali.
16 Człowiek, co chęcią przeciw chęci zbiegnie,Odwłóczy metę, wróg własnej uciesze,Bowiem osłabia moc w zamiarów ściegnie«.
19 Cóż mogłem na to rzec? jeno: »Już spieszę!«Na twarz zwołując wstydu barwy szczere,Który nam czasem przebaczenie krzesze.
22 Na skos przez ową zaziemską kwateręZbliżał się duchów poczet w naszą stronęI wiersz po wierszu nucił: Miserere!
25 Kiedy się spostrzegł, że nieprzeniknioneSłońcem ciemniały me ziemskie osnowy,Usta rozchylił w O długie, tłumione.
28 A dwaj jak gońce, gdy przed huf bojowyWybiegną, k’nam się przybliżyli cwałem,Wołając: »Prosim was, powiedzcie, kto wy?«
31 Na to odpowiedź Mistrza usłyszałem:»Wracajcie! swoim donieść to możecie,Że ciało jego jest prawdziwem ciałem.
34 Jeśli cień jego wstrzymał ich na mecie,Ta wieść im winna być wystarczająca;Uszanujcie go, on wam odda w świecie«.
37 Nigdy tak szybko gwiazda spadającaPierwszych ciemności nocnych nie przepada,Ni chmur sierpniowych na ubytku słońca,
40 Jak ci wracali, gdzie widem gromadaStała i nowym zaś ku nam zawodemWspółbiegli nakształt bezuzdnego stada.
43 »Licznym tu będziesz nawiedzon narodem«,Rzekł Wódz, »z prośbami do nas dążą, wnoszę;Nie stawaj, a prośb słuchaj mimochodem«.
46 »O duszo, która idziesz na rozkoszeW powłoce, co się jeszcze życiem cieszy«,Wołali biegnąc, »zatrzymaj się proszę!
49 Może rozpoznasz kogo z naszej rzeszy,Byś o nim głosił, wróciwszy z powrotem.Czemu nie staniesz? czemu ci się spieszy?
52 Rozłączyła nas nagła śmierć z żywotem;Do przedostatnich chwil my w grzechu trwali;W ostatnich łaski ugodzeni grotem,
55 Win żałujący, skruszeni i bialiZ ciał swych my wyszli, sprzymierzeńcy Pana,Co nas widoku swego żądzą pali«.
58 »Patrzę, nie widzę, by mi była znanaTwarz aby jedna, lecz co wiedzieć płuży,Pytaj, odpowiem, gromadko wybrana,
61 W imię pokoju, co mię w mej podróżyZ świata do świata szczytnym celem nęciI wodzi torem takiej zacnej stróży«.
64 Tak rzekłem, a on: »Nie trzeba pieczęciPrzysiąg; wierzymy, iż chętna twa wola,Byleby niemoc nie zwichnęła chęci.
67 Ja pierwszy proszę: Jeśli kiedy polaObaczysz moje i ziemskie dziedzinyMiędzy Romanią a krajem Karola,
70 Nie poskąp ty mi litośnej daniny;Niech się modłami za mną wstawią w Fano,Bym mógł odkupić rychlej swoje winy.
73 Stamtąd ród wiodę; cios, pod którym ranąWyszła krew, gdziem ja — duch sprawował życie;W Antenorydów kraju mi zadano,
76 Kędym biegł znaleźć bezpieczne ukrycie.Este mię zgubił, co zawzięciej godził,Niżeli słuszna, na moje zabicie.
79 A gdybym nie był ku Mirze pobrodził,Gdy mię dopadły zbiry pod Oriaco,Jeszcze bym dzisiaj pośród żywych chodził.
82 Zbiegłem ku bagnu, lecz w szuwar i młakoUgrzązłszy, padłem i mej krwi kałużeWidziałem sprawą wytoczone taką«.
85 Zaś inny mówił: »Niechże cię ku górzeNiosą tęsknoty ku błogosławionym,A ja niech litość i pomoc wysłużę.
88 Buonconta widzisz; Montfeltru baronemByłem; nie dbają o mnie moi doma,Więc tutaj chodzę z czołem powstydzonem«.
91 »Jakiż przypadek«, pytam, »lub kryjomaMoc tak wywlekła twój trup z Campaldinu,Że nam mogiła twoja niewiadoma?«
94 Na to cień odrzekł: »U stóp CassentinuPrzepływa rzeczka nazwiskiem Archiano:Ta nad Pustelnią tryska z Appeninu.
97 Tam, kędy gubi swe pierwotne miano,Przybiegłem cięty przeokropnie w szyję;Pieszo-m biegł, ślady krwawą znacząc raną.
100 Tam wzrok mi zagasł; z imieniem MaryjeNa ustach padłem i w niekrytym grobiePoległo ciało moje, dziś niczyje.
103 Wróciwszy, prawdę o mej głoś osobie:Anioł mię boży brał, lecz duch piekielnyWołał: — Oddaj go niebieski parobie!
106 Unosisz jego szczątek nieśmiertelnyZa jednę łezkę; ta mi go wydziera!Ja drugiej cząstce pogrzeb sprawię celny. —
109 Wiadomo-ć, jak to w powietrzu się zbieraPara wilgotna i zmienia się w wodę,Skoro kropelki swe chłodem pozwiera.
112 Czart, co złą wolę z rozumem na szkod꣹czy człowieka, mocą swej naturyWzbudził mgłę, wiatrem zaburzył przyrodę.
115 Potem dolinę, gdy dzień zgasł u góry,Od Pratomagno aż do gór łańcuchaTumanem pokrył, pozaciągał chmury:
118 Deszczem brzemienna spadła zawierucha;Woda przelana za łożysk krawędzieZatopem rośnie i w kotliny bucha.
121 Gdy jej posiłku z wielkich strug przybędzie,W królewskiej rzeki ponosi mię tonie;Nic jej w szalonym nie powstrzyma pędzie.
124 Skrzepło me ciało w podarneńskiej stronieArchian nadybał i w Arno je wtoczył;Krzyż mi rozwiązał, który z rąk na łonie
127 Złożyłem w chwili, gdy mię ból zamroczył;Po dnie i brzegach kości tłukł w szkielecie,Nakoniec mułem osnuł i zpowłóczył«.
130 »Ach, gdy wróciwszy, znajdziesz się na świecie,Gdy żagl wędrówki twojej się pozwija«,Mówiło do mnie teraz widmo trzecie,
133 »O mnie pamiętaj, proszę: jestem Pia.Siena mię rodzi, Maremna zgubiła;Jakim sposobem, — wie ten dobrze, czyja
136 Obrączka wdowę ślubem zniewoliła«
Comments
Loading comments…