Pieśń VI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Kiedy zakończy grę kosterów grono,Pobity jeszcze nie wstając od stołaPróbuje rzutów z twarzą nachmurzoną.
4 Zwycięzcę gawiedź prowadzi wesoła:Ten bieży naprzód, a ten z tyłu goni,Ten mu zabiega z boku, a ten z czoła.
7 On idąc, temu i temu się skłoni;Da na odczepne, gdy kto zbyt naciskaI tak od ciżby natrętnej się broni.
10 Tak szedłem, a tłum następował z blizka;Tu przyrzekając, tam skłaniając głowy.Umykałem się z pośród zbiegowiska.
13 Oto Aretyn, ten co mu z surowejRęki śmierć zadał Ghin Tacco zuchwały;Inny utonął idący na łowy.
16 Tam ręce w górę wzniósł, błagalny cały,Frydryk Novello; Pizańczyk z nim czwarty,Który przyczynił Marzukowi chwały.
19 Widziałem Orsę; przy nim duch wydartyCiału, jak świadczył sam, z cudzej potwarzy,Nie z własnej winy pokarania wartej.
22 Piotr de la Brosse to był; a niechże zważyBrabantka, póki ziemski byt ją cieszy,Aby nie zaszła między brzydsze twarzy.
25 Gdym z owej duchów otrząsnął się rzeszy,Co dba tak wielce o modlitwę ludzi,W nadziei, że im zbawienia przyspieszy,
28 »O Światło moje«, rzekłem, »czyż mię łudziSłowo twej pieśni, mówiąc: PrzeznaczenieCofnąć modłami — próżno człek się trudzi.
31 A o to właśnie nawołują cienie;Czyżby ich prośba miała być jałowa.Lub mi niejasne tamtych słów znaczenie?«
34 Więc Mistrz tak do mnie: »Jasna moja mowa,Ni tych proszących nadzieja omyli,Jeśli roztropnie wyłożysz me słowa.
37 Sprawiedliwości szczyt się nie nachyli,Że czego oni oczekują w kaźni,Płomień miłości zmyje w jednej chwili.
40 Gdziem o tych rzeczach rozprawiał wyraźniej,Tej mieć nie mogła modlitwa krzepkości,Gdyż módlca działał, z Bogiem w nieprzyjaźni.
43 Dziś nie rozstrzygaj ważnej wątpliwości,Aż przyjdzie pani, co ci światłem progiMiędzy rozumem a prawdą wymości.
46 O Beatryczy mówię; pośród drogiKu wierzchołkowi zaznasz jej widoku:Tam żywot wiedzie radosny i błogi«.
49 »Wodzu mój!« rzekłem, «przyspieszajmy-ż kroku;Już utrudzenia, jak wprzód, nie doznaję,A coraz dalej pada cień od stoku«.
52 »Pójdziemy«, odrzekł, »póki słońca stajeI póki ścieżek noc nam nie zacieni,Choć podróż dłuższa, niż ci się wydaje.
55 Nim szczytu dojdziesz, jeszcze się zrumieniNiebo od słońca, które tak się chyli,Że już na tobie nie łamie promieni.
58 Samotną duszę spostrzegam w tej chwili,Wyglądającą, jakby nas czekała:Jej nas przewództwo pewno nie omyli«.
61 Podejdziem. Jakże dumna i wspaniałaStałaś, z lombardzkiej ziemi maro blada,W toczeniu źrenic taka opieszała!
64 Do przechodzących słowem nie zagada,Puszczając mimo; tylko okiem śledziI patrzy nakształt lwa, co się pokłada.
67 Mistrz przystąpiwszy, słowa me wyprzedzi,Prosząc, by drogę wskazała nieznaną.Mara nie raczy dać wprost odpowiedzi,
70 Ale o kraj nasz zapyta i miano.Więc Wódz mój: »Mantua«, zaczął. Na dźwięk ony,Duch jakby nagle w połu go złamano,
73 Rzucił się, cały ku nam wychylony:»Jam Sordel! Mantua wspólna nam rodzica!«I objął jeden drugiego ramiony.
76 Biedna Italia, bólu gościnnica,Śród wielkiej burzy bez sternika nawa;O, już nie pani ludów, — nierządnica!
79 Uczcić rodaka, patrz, jak biegła żwawaNa same ziemi rodzinnej odgłosyPełne słodyczy, jedna dusza prawa!
82 A twoi żywi wzajemnymi ciosyGubią się i żrą nieustannym bojemW obrębie muru jednego i fosy!
85 Spojrzyj nieszczęsna po wybrzeżu twojemI murach; potem spojrzyj na swe łono:Jest-że kąt, coby cieszył się pokojem?
88 Cóż, że ci uzdę krótko przykrojonąWłożył Justynian, gdy łęk siodła pusty:Bez tego mniejbyś była powstydzoną!
91 Ludu, coś winien czcić boże dopusty:Było-ć utrzymać na siodle cesarza,Pomnisz-li, co rzekł Bóg Chrystusa usty.
94 Patrz, jak się krnąbrna stała bestja wraża,Odkąd ująłeś ręką za jej wodze,Ale jej w lędźwie nikt kolca nie wraża.
97 Albercie Niemcze, teraz mści się srodze,Żeś o niekarnym zapomniał biegunieI boku jego nie poddał ostrodze.
100 Sąd sprawiedliwy z gwiazd niech rychło runieNa krew twą; kary nowość niech zasłynie:Budź twych dziedziców grozę, leżąc w trunie.
103 Twojej i ojca przypisać to winieU siebie władzy chciwym, że niestety,Ogrodziec państwa zamienion w pustynię.
106 Patrz na Monteki, patrz na Kapulety,Patrz na orwieckich panów, gnuśny człecze:Ci już zdławieni, tym grożą sztylety.
109 Spójrz, jakie dybią na twą szlachtę miecze:Przynieś ratunek, ułagodź rozpacze;Spójrz, jak o siebie Santafior ma pieczę.
112 Przyjdź i posłuchaj, jak twa Roma płacze;Z pustego łoża biada głos jej wdowi:— Cezarze ty mój, kiedyż cię obaczę?...
115 Patrz na poddanych, jak się żreć gotowi;Jeśli już nie dbasz o krew, co się toczy,Sromaj się hańby, co twe imię słowi.
118 Boski Jowiszu, coś umarł ochoczyNa krzyżu; przebacz grzeszne me pytanie:Czyś zwrócił indziej sprawiedliwe oczy?
121 Lub to jest próba, jaką tu z otchłanietwej rady zsyłasz gwoli zbawczych planów,Wyżej leżących, niż ludzkie poznanie?
124 Ziemia Italii jest pełna tyranów,Chłop ladajaki zmienia się w Marcela,Zaledwie wejdzie między partyzanów.
127 Florencjo moja, nie trać ty wesela:Zarzut podobny ciebie nie dotyka,Dzięki ludowi, co mój głos podziela.
130 Rozum lada kto ma, lecz go zamyka,Aby z cięciwy nie wypadł nie w porę:Twój lud go nosi na końcu języka.
133 Nie wszystkie barki urząd dźwigać skore;Twój lud się za to nieproszony zrywa:Ciężar podajcie sam!... na się go biorę!
136 To dość dla szczęścia; bądź-że mi szczęśliwa!Masz skarby, pokój masz i masz rozsądek;ZeŻe prawdę mówię, w skutkach się wykrywa.
139 Aten i Sparty państwowy porządekNiczem zapewne w porównaniu będzieZ twoim; ty jesteś podobna do prządek,
142 Które tak mają pożytek na względzieI tak opatrznie czynią, że rozkręciListopad to, co październik uprzędzie.
145 Ileż to razy za naszej pamięciZmianę tych ustaw ludzie już widzieli,Twoich urzędów, monet i pieczęci.
148 A jeśli pamięć światła ci udzieli,Poznasz, żeś jako złożona niemocąNiewiasta, co się wije na pościeli,
151 By ulżyć bólom niedospaną nocą.
Comments
Loading comments…