Pieśń XIV
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 »Kto on, co kręgi naszej góry tłoczy,Nim śmierć popchnęła żagle jego łodziI jak chce, zwiera i odmyka oczy?«
4 »Kto on zacz, nie wiem, lecz nie sam przychodzi;Ty siedzisz bliżej ku jego osobie,O ród i miano pytaj go najsłodziej«.
7 Tak więc szeptały, schylone ku sobieDwa widma obok siedzące na prawoI szyje do mnie wyciągały obie.
10 Powiada jedna z nich: »Duchu, postawąCielesną w niebios kroczący wierzeje,Miej litość, wieścią pociesz nas łaskawą.
13 Ktoś jest? Skąd idziesz? bo twe przywilejePodziw nasz budzą, jak obca i nowaRzecz, która tutaj nigdy się nie dzieje«.
16 »Środkiem Toskany«, rzekłem, »fale snowaMały strumyczek zrodzon z Falterony;Nie nasyca go droga stumilowa.
19 Tam jest ojczysty kraj mój położony;Nazwisko moje wymieniać — rzecz marna,Mej sławy jeszcze nie brzmią głośne dzwony«.
22 »Jeśli przejrzałem myśl twą aż do ziarna«,Pierwsza się dusza do mnie znów odzywa,»Po twojej mowie domyślam się Arna«.
25 A druga rzecze: »Czemuż on ukrywaNiedomówione owej rzeki miano,Jakby w niem rzecz się mieściła brzydliwa?«
28 Na to głos ducha, którego pytano:»Pewnie dlatego, iż się lepszą zdało,Aby jej dolin wiecznie zapomniano.
31 Bowiem od źródeł, któremi nabrzmiałoSiodło gór (co z nich odpadło Peloro),A tak, że w świecie bogatszych jest mało,
34 Po ujście, gdzie się krzepi morze, skoroSłońce mu nieco słonych wód upije,Skąd znowu później rzeki pokarm biorą,
37 Cnotę się zdala obchodzi, jak żmiję;Czy to się dzieje ze złego nawyku,Czy że ich gleba ten wstręt w sobie kryje.
40 Tak odmienili obyczaj do znikuMieszkańcy biednej tych dolin krawędzi,Jakby ich Circe chowała w karmniku.
43 Śród sprośnych wieprzów, godniejszych żołędzi,Niżeli strawy, którą człowiek żywie,Naprzód ta rzeka nędzne nurty pędzi.
46 Spotyka dalej, na niższym przepływie,Głośniej nad małość łające szczeniętaI usta od nich odwraca wzgardliwie.
49 Płynąc poniżej, coraz bardziej wzdęta,Z pomiędzy psiarni między wilcze stadaWlewa się struga licha i przeklęta.
52 Lisy spotyka, w których mieszka zdrada,Skoro w najniższe potoczy się kraje;Daremnie na nie paści się zakłada.
55 Choć tu człek słucha, sprawy nie zataję;Dobrze mu będzie, jeśli zapamięta,Co mu Duch prawdy przezemnie podaje.
58 Wnuka twojego widzę, jak wilczętaDzikie pogromi, wpadłszy na wybrzeżeOhydnej strugi i wszystkie popęta.
61 Na targ poniesie wilcze mięso świeże,A resztę, jak lew, położy pokotem;Tak wielom życie, sobie cześć odbierze.
64 Z nędznego lasu we krwi wyjdzie potem,Tak spustoszywszy, że w tysiączne lataNie zagai się ta puszcza z powrotem«.
67 Jak po złej wróżbie wesołość ulataZ twarzy człowieka; więc patrzy i słuchaI tylko czeka, skąd runie zatrata,
70 Tak spoważniała twarz innego ducha,Podczas tej mowy; nagle stał się rzewny,Kiedy proroctwo doszło mu do ucha.
73 Widok jednego, głos drugiego gniewnyCiekawość moję zwiększyły ogromnie,Więc kto są, pytam, nazwiska niepewny.
76 Rzekł duch, co pierwszy odzywał się do mnie:»Patrz, czego prośba moja nie uzyskaOd ciebie, teraz ty pożądasz po mnie?
79 Lecz dobroć boża, która tak pobłyskaZ twojej osoby, wyznać mię zniewala:Gwidona Duki niepomnisz nazwiska?
82 Bywało, zawiść tak mię skroś przepala,Że gdym gdzie w twarzy obaczył wesele,Z lic moich zaraz krwi pierzchała fala.
85 Z mego posiewu takie zbieram ziele.O ludzie, czemu dóbr waszych krynicaW wykluczającem rodzi się podziele?
88 Oto Ranieri, co sobą zaszczycaCalbolich plemię skłonne do upadu,Póki nie najdzie jego cnót dziedzica.
91 W obrębie morza, Renu, gór i PaduNietylko w biednej krwi już się nie pleniZapał do prawdy i pięknego ładu,
94 Ale porosły na całej przestrzeniTrujące gąszcze; żadne ich oskardyNie wykarczują rychło od korzeni.
97 Gdzie dobry Lizio i Henryk Manardi?Gdzie Traversarich i Carpignów plemię?O Romańczycy, zeszli na bastardy!
100 Fabbro bolońską ozdobi-ż znów ziemię?Bernarda Fosco w Faency obaczę?Różdżkę tak wdzięczną wyda-ż drobne siemię?
103 O Toskańczyku, nie dziw się, że płaczę!Gwida da Prata imię mi przytomneI Ugo d’Azzo do serca kołacze.
106 Pomnę Tignosa, druhów jego pomnę;Dom Anastazych i dom Traversarów:Oba te rody dzisiaj bezpotomne!...
109 Damy, rycerstwo, świat czynów i gwarów,Dworności naszej i miłości szkołaTam kwitły, gdzie dziś wrósł występku narów...
112 Wyjdź Brettinoro z siebie, gdy dokołaWłaśni panowie twoi precz uchodząŚród innych wielu, by nie sromać czoła.
115 W Bagnacavallo niewiasty nie rodzą,I słuszna: zato Castrocaro, ConioZleŹle gdy hrabiątek niegodnych napłodzą.
118 Pagani lepsi będą, gdy uroniąSwojego Djabła, ale trud zbytecznyOczyszczać sławę: od plam jej nie schronią.
121 O Ugolinie z Fantoli, bezpiecznyBędzie twój honor, bo go już nie zaćmiCzynem niegodnym żaden syn wszeteczny!
124 Idź Toskańczyku teraz, idź, bo łkać miChce się — nie mówić; rzewnie płakać muszę,Tak się me serce ścisnęło nad braćmi«.
127 Widno nam było, że te zacne duszeSłyszały chód nasz, a że nie ostrzegły,Po drodze dalej poszliśmy w otusze
130 Znowu samotni; nagle z przeciwległejStrony jak piorun powietrze przelata,Tak ku nam słowa wołające biegły:
133 Ktokolwiek spotkasz, zgładź mię z tego świata!I pierzchły jako grzmot, który pobladnie,Skoro wprzód obłok na ćwierci rozpłata.
136 A ledwie znowu sobą słuch owładnie,Inny głos obok huknął raz za razem,Jako grom, który za piorunem padnie:
139 Jam jest Aglauro, co się stała głazem.Cała się postać moja w tył podawa,Pragnę się ukryć za swym Drogoskazem.
142 Już też ucichła napowietrzna wrzawa,Gdy Wódz mój rzecze: »Oto twarde pęta,Co winny dzierżyć was w granicach prawa.
145 Ale szalonych zbyt wabi przynęta,Z pod której stary wróg na wędę chwytaDuszę, skoro się nie wczas opamięta.
148 Woła was niebo; nad wami rozwitaPiękność swe kręgi toczy; cóż, gdy biednaŹrenica wasza do ziemi przybita!
151 Za to was karci Siła wszystkowiedna!«
Comments
Loading comments…