Pieśń XIX
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Owej godziny, kiedy dzienne ciepłoDo reszty swego oddechu pozbawiNoc wpływem ziemi lub Saturna skrzepłą,
4 I gdy to wieszczkom wielki los się jawiW chwili przedświtu, gdzie mrok już opadaZ gościńca, który wnet się rozjaskrawi,
7 W śnie moim wzeszła niewieścia szkarada,Jękliwa w mowie, z wejrzeniem rozokiem,Bez rąk, z nogami w kabłąk, w twarzy blada.
10 Wpiłem w nią oczy. Jak zwarzone mrokiemNa słońcu taje zesztywniałe ciało,Tak jej odtajał naprzód pod mym wzrokiem
13 Język i postać prostowała całą,Aż w małej chwili blade jej obliczeLubą miłości barwą pokraśniało.
16 A z rozchylonych warg takie słodyczePieśni wionęły, że ja w zachwycenieWpadłszy, już od niej odstąpić nie życzę.
19 »Przypatrz się«, nuci, »pochlebnej Syrenie:Ja marynarzy na manowce wodzęUrokiem, co go kryje wdzięczne pienie.
22 Ja Ulyssesa wstrzymałam po drodze;Kto raz do mego przylubił się domu,Nierad mię żegna, tak mu w nim dogodzę«.
25 Jeszcze śpiewała, gdy z szybkością gromuŚwięta niewiasta podeszła w tej chwili,Snać aby tamtę nabawiła sromu.
28 »Kto ona? Mów mi! Wirgili, Wirgili!«Rzekła surowie: więc pełen posłuchuW tę zacną wpatrzon, krok swój ku niej pili.
31 Ku tamtej ściągnął dłoń: szatę na brzuchuRozdarłszy, odkrył... wtem mię sen odleciOd bijącego z jej łona zaduchu.
34 Dobry Wirgili do mnie: »Po raz trzeciWołam: wstań i chodź; pora ruszyć dalejI szukać, kto nas o bramie oświeci«.
37 Wstałem, a oto już się pełnym paliDniem każdy okręg onej góry świętej;Tak my, świt mając w tyle, wstępowali.
40 Idąc, skroń niosłem jak człek zaprzątniętyJakowąś myślą, co mu w sercu leżyI miałem postać pół-arkady zgiętej.
43 Wtem nagle do nas: »Wejdźcie do tych dźwierzy!«Głos wołał słodki, jak ten co z błękitu,A nie z padolnych wyleci rubieży.
46 Tak Anioł wzywał i wabił do szczytu,Wiejąc swoimi łabędzimi puchyI stojąc w onych podsieniach z granitu.
49 I szedł głos między skrzydlate podmuchy:Błogosławieni, których we łzach oko:Dusze ich będą paniami otuchy.
52 »Czemuż twe oczy po ziemi się wloką?«Do idącego tak Wódz się odzywa,Nim jeszcze Anioł odleciał wysoko.
55 »Widzenie nowe myśli me porywa«,Rzekłem, »i tak me pociąga źrenice,ZeŻe myśl ku niemu wraca uporczywa«.
58 »Widziałeś«, pytał, »starą czarownicę,Za której sprawą powyżej lud jęczy?Widziałeś, jak jej złość poszła na nice?
61 Dosyć już; postąp dalej i ku tęczyBlasków zwróć oko; Władca niezmierzonyWabiem ją toczy w wielkich sfer obręczy«.
64 Jak sokół naprzód spojrzy na swe szpony,Potem na strzelca głos pióra rozpina,Pragnieniem strawy do ziemi nęcony,
67 Tak się porwałem i póki szczelinaWiodła nas, krokiem ile można chyżymSzedłem do ścieżki, gdzie w krąg iść zaczyna.
70 Aż gdy na miejsce odkryte się wzwyżym,Ujrzę leżące podłuż ściany duchy,Wszystkie do góry obrócone krzyżem.
73 Przylgnęła dusza moja! ów bezruchyLud mówił, takim szarpany szlochaniem,Że słów zaledwie szept słyszałem głuchy.
76 »Wybrańcy Boga, co oczekiwaniemKoicie mękę i miłością Sędzi,Pouczcie, jak tam wyżej się dostaniem?«
79 »Skoro pokuty naszej Pan wam szczędzi,A chcecie drogę wynaleźć niezwłocznie,Prawicą zawsze bądźcie od krawędzi«.
82 Tamtemi słowy Wieszcz mój mówić pocznie,Temi odpowie widmo ukorzone;Że się coś kryło, poznałem widocznie.
85 Oczyma w oczach mego Pana tonę;Więc on łaskawem przyzwoleniem darzyłChęci we wzroku moim wyrażone.
88 Skorom swe myśli na nowo skojarzył,Do rozciągnionej powiadam istoty,Com ją po głosie wprzódy zauważył:
91 »Duchu, co łzami kupujesz przymioty,Bez których nie lza być wam w bożym bycie,Uspokój dla mnie swej wielkiej zgryzoty.
94 Kim byłeś? Czemu krzyżem tu leżycie?Chcesz, że za tobą prośbami się wstawięTam na padole, skąd przynoszę życie?«
97 A on: »Czemu nas niebo w tej postawieMieć życzy, później dowiesz się powodu;Teraz wiedz: jam miał Piotra tron w dzierżawie.
100 Między Chiaveri a Siestri ze wschoduPłynie rzeczułka: od jej miana bierzeSwój szczyt nazwisko sławne mego rodu.
103 Niedawno w pełnej doświadczyłem mierze,Tak trudno ustrzec wielki płaszcz od błota;Inny trud przytem jest jak lekkie pierze.
106 Późna do skruchy była ma ochota,Aż na piotrową wezwany stolicę,Dopierom poznał kłamliwość żywota.
109 Widziałem, że go nawet nie nasycęWładzą, nad którą nic w życiu nie czeka,Więc rozpaliłem duszę, miłośnicę
112 Drugiego życia; nędzna i dalekaBoga aż dotąd i dóbr była chciwa,Za to, jak widzisz, w tej męce narzeka.
115 Czem jest łakomstwo, tu ci się wykrywaW karze, co duchy znów z Bogiem jednoczy,A bardziej gorzka kara tu nie bywa.
118 Jak zdane dobrom tego świata oczyNie wzlatywały ku niebieskiej stronie,Tak nas Sąd boży tu do ziemi tłoczy.
121 Jako zaś chciwość zgasiła nam w łonieMiłość ku dobru i wartość zasługiWydarła, tak Sąd stopy nam i dłonie
124 Wiąże, niewolnych rzuca na te smugi;Jak długo będzie Sądem nakazano,Bolesny mozół nasz tak będzie długi«.
127 Zacząłem mówić i zgiąłem kolano,Lecz on zaledwie po słów moich brzmieniuCześć zauważył sobie okazaną,
130 »Czemu przedemną gniesz się w ukorzeniu?«Spytał. — »Szacunek ku dostojnej szacie«,Odrzekłem, »tak mi każe, zacny cieniu«.
133 »Sprostuj kolana, powstań z ziemi, bracie!«Przerwał mi duch ów, co wnet miał być czysty:»Wszyscyśmy słudzy Boga w majestacie.
136 Jeżeliś pomny słów ewangielisty,Które to: Ni się żenią, powiadały,Sens ci mej mowy będzie oczywisty.
139 Teraz idź: stanie twoje u tej skałyOpóźnia płacz mój, którym winy myjęDopomagając skrusze niedostałej.
142 Mam ja na świecie wnuczkę Alagiję,Dobrego serca, dopóki rodzinaSwym w niej przykładem cnoty nie zabije:
145 A ona mi tam została jedyna«.
Comments
Loading comments…