Pieśń XVI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Ciemności piekieł, albo noc wyzutaPod biednem niebem z wszelkich gwiazd widoku,Gdy się ciemnemi chmurami okuta,
4 Równą zasłoną nie otuli wzroku,Jak ta mgła przykra, gęsta i chropawa,Która zstąpiła nam teraz w obłoku.
7 Powieka pod nią kamieniem się stawa;Więc mój Towarzysz doznany i drogiZbliża się do mnie i ramię podawa.
10 Jak w ślad przywódcy ślepiec stawia nogi,By się nie potknąć na ścieżynie krętejI nie poranić i nie zbłądzić z drogi,
13 Tak ja stąpałem przez mgieł cierpkie męty;»Uważaj pilnie«, głos jego dolata,»Ażebyś nie był ode mnie odcięty«.
16 W górze gdzieś rzesza śpiewała skrzydlata:O mir i litość w pieśni był proszonyBaranek, który gładzi grzechy świata.
19 Raz wraz »barankiem« zaczynał śpiew ony,A głos falował tak równymi ruchy,Jakby był zgodnem czuciem nastrojony.
22 »Wszak ci to«, pytam, »wyśpiewują duchy?«»Prawdę-ś powiedział«, odrzekł, «wiedz»wiedz, że tędyZiemskiego gniewu kruszy się łańcuchy«.
25 — «Ktoś»Ktoś ty, co mgławe przedzierasz oprzędyI mówisz głosem, który przypominaTych, co czas jeszcze dzielą na kalendy?«
28 Tak mówić do mnie duch jeden poczyna.»Idź doń«, Mistrz rzecze, »wieścią się podzielisz;Spytaj, którędy perć się w górę wspina?«
31 »Istoto«, rzekłem, »która tu się bielisz,By wrócić czysta do Stwórcy swojego,Dziw ujrzysz, jeśli ku mnie się ośmielisz«.
34 »Iść z tobą chwilę, prawa mi nie strzegą,Rzekła; »jeśli mgieł okiem nie wyruszę,Myśli przynajmniej za głosem się zbiegą«.
37 Więc ja ciągnąłem: »Dążę tam w pielusze,Z której dopiero martwość mię rozpęta;Wprzód przejść musiałem przez piekieł katusze.
40 Skoro zaś tak mię łaska dzierży święta,Że na swym dworze chce mię przyjąć w gościCudem, jakiego człek żyw nie pamięta,
43 Powiedz, kim byłeś pośród ziemskich włości?Czyli nie błądzim tą drogą nieznaną,Niech się z ust twoich dowiem dla pewności«.
46 »Lombardem byłem: Marko moje miano:Znałem świat, honor ceniłem nad życie;K’niemu napisać łuk dziś zapomniano.
49 Idąc wprost siebie, do celu zdążycie«.Tak rzekł i dodał: »Wdzięczny za mitręgę,Pomódl się za mnie, gdy będziesz na szczycie«.
52 Ja na to: »Żeć to uczynię, przysięgę;Teraz się w jednej niepewności ważę:Jeśli nie pojmę w sobie się rozprzęgę.
55 Wprzód po jednemu, teraz na mnie w parzeRuną wątpienia; miesza mię twa skarga,Skoro ją z dawniej słyszanem skojarzę.
58 Tak-że to świat już związki z cnotą targa,Jak twoja mowa rozżalona biada;Tak się to w złości i kala i szarga?
61 Gdzie ma przyczynę, powiedz, ta szkarada?Niechaj poznawszy, innym podam lepiej;Jeden ją w niebie, drugi w ziemi składa«.
64 Duch westchnął: boleść te w nim smutki szczepi,A potem tak się odezwał: »Mój bracie,Ślepy jest świat wasz i wy na nim ślepi.
67 Wy, ludzie żywi, przyczynę składacieW gwiezdnych obrotach, mniemając, jakobyWszystko się w tamtym tworzyło warsztacie.
70 Gdyby tak było, brak-by wam ozdobySwobodnej woli; brak-by z tego względuZa cnotę szczęścia, a za grzech żałoby.
73 Gwiazdy są źródłem pierwszego popędu,Lecz choćby wszystkich, to i w tym przypadkuŚwiatło wam dane na obejście błędu
76 I wolna wola; ta gdy nie ma statkuI zrazu onych sił ulega wadze,Dobrze karmiona wygra na ostatku.
79 Lepszej przyrodzie i wyższej powadzeWyście poddani; z nich jest w ludzkim tworzeRozum, nad którym gwiazdy tracą władzę.
82 Jeśli świat dzisiaj schodzi na bezdroże,W was jest przyczyna i tej się dowiècie;Oto ją dla was znajdę i wyłożę:
85 Dusza pieszczona w swoim pierwobycie,Na ziemię schodzi od bożego stoła,Kwiląc i śmiejąc się jak małe dziècię.
88 Duszyczka prosta nie pojmuje zgołaNic, lecz byt szczęsny chowając w pamięci,Popędem dąży, gdzie ją rozkosz woła.
91 Naprzód ją w świecie marne dobro nęci;Nieostrzeżona, za tem dobrem bieży,Jeśli wędzidło nie sprostuje chęci.
94 Więc praw wędzidło skroić jej należy:Przełożyć króla, któremu zaświtaW stolicy prawdy bodajby szczyt wieży.
97 Prawa istnieją, lecz kto o nie pyta?Przewodnik trzody, choć w zakonie prawy,Nierozdwojone ma jeszcze kopyta.
100 Więc lud gdy widzi, że wódz szuka strawyDo jakiej własne łakomstwo go żenie,Rwie się tam, świętszej zaniedbując sprawy.
103 Stąd łacno pojmiesz, że złe przewodzenieWinno jest w świecie grzesznego nałogu,Nie zaś zepsute niby przyrodzenie.
106 Rzym, który wyrwał świat wiecznemu wrogu,Dwojgiem słońc rzucał w dwoje dróg swe blaski:W drogę ku światu i w drogę ku Bogu.
109 Jedno zagasło w drugiem; miecz do laskiPrzystał pasterskiej, a ta wspólna sprawaMusiała stworzyć pośród nich niesnaski.
112 Jeden drugiemu nie ustąpi prawa;Jeśli nie wierzysz, obacz dla przykładu,Jak to po ziarnie poznaje się trawa.
115 Kraj śród Adygi leżący i Padu,Póki nie wstały kłótnie Frydrykowe,Był pełen cnoty, dzielności i ładu.
118 Ktoby się dawniej bał wejść w ziemie owe,By się nie natknąć na uczciwych ludzi,Dziś-by niósł śmiało podniesioną głowę.
121 Jest troje starców, a tym trwać się nudziW nowym zwyczaju i boli do żywa,ZeŻe Bóg z wezwaniem ich do siebie żmudzi.
124 Konrad z Palazzo, Gherard tam przebywaDobry i Gwido z Castel, co z francuskaTakże się szczerym Lombardem nazywa.
127 Głoś-że: niech ludziom z oczu spadnie łuska:Rzym, iż dwie władze w jednę rękę chwyta,Z brzemieniem w błoto wpadł i w niem się pluska«.
130 »O Marku«, rzekłem, »prawda to niezbita;Teraz pojmuję, dlaczego wyzutymZ tego dziedzictwa miał zostać Lewita.
133 Lecz kto ów Gherard, co w świecie zepsutymPozostał jakby próbą dawnych ludzi,I zdziczałemu płomieniu wyrzutem?«
136 »Albo mię kusi głos twój, albo łudzi«,Odrzekł; »wszak słyszę, że jesteś z Toskany,A pamięć jego już się w tobie studzi?
139 Pod innem mianem on mi jest nieznany,Chyba je córka Gaja rozesławi...Lecz idźcie z Bogiem; mój kres u tej ściany.
142 Oto już obłok prześwieca białawiej,A ja zawracać muszę z mej podróży;Anioł już idzie i wnet tu się zjawi«.
145 Skończył i nie chciał ze mną bawić dłużej.
Comments
Loading comments…