Pieśń XXI

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Czyściec

1 Pragnienie wiedzy, co się w tym napojuJedynie gasi, którego wstydliwaSamarytanka prosiła u zdroju,

4 Nurtuje we mnie i stopy podrywa,Podczas gdy duchów leżących pokotemRzewnie mię wzrusza kara sprawiedliwa.

7 A nagle, jako Łukasz pisze o tem,Że Chrystus w drodze dwu uczniów nawiedził,Zmartwychpowstawszy z pierwotnym żywotem,

10 Cień się ukazał za nami i śledziłGromadę, która tak nizko się korzy.A nie spostrzegliśmy go, aż uprzedził,

13 Witając: »Bracia, pokój z wami boży«.Wzrok obracamy na to powitanie,Wirgili zaraz cześć mu wzajem złoży

16 I rzecze: »Niechaj świętych obcowaniePrzeznaczą tobie te szczytne Ustawy,Co mnie skazały na wieczne wygnanie«.

19 »Jakto« rzekł tamten, »czemu taki żwawyWasz krok, gdy Bóg was odtrąca od łona?Kto wam pomaga do szczytnej przeprawy?«

22 Na to mój Doktór: »Wskażą ci znamiona,Z których już tylko trzy nosi na czele,Że mu śród dobrych znaczy się korona.

25 Gdy nie doprzędła mu Parka kądziele,Co się każdemu snuje aż do grobuPod ręką Kloto w nieustannem dziele,

28 Więc jego dusza, siostrzyca nas obu,Nie podołała stanąć na tem piętrze:Jej ziemskie oczy nie znały sposobu.

31 Ja go przewiodłem przez szerokie wnętrzePiekieł i dokąd ziemska wiedza dopnie,Sam jeszcze rzeczy pokażę mu więtsze.

34 Lecz powiedz, czy wiesz, czemu tak okropnieZadrżała góra i krzyk taki chodziłAż po zwilżane morzem góry stopnie?«

37 Mistrz tem pytaniem jak w ucho ugodziłIgielne życzeń mych; wodą nadziejePragnienie moje poniekąd ochłodził.

40 Ow rzekł: »Nie rządzą tutaj przywileje;Wszystkie zjawiska zakon mają ładny,Nic się nad zwykły porządek nie dzieje.

43 Odmiany tutaj nie obaczy żadnej;Prócz praw, które Bóg z siebie, sobie głosi,Niema tu innej siły samowładnej.

46 W tym świecie nie dżdży, nie śnieży, nie rosi;Szron ni grad na te nie upada stokiWyżej, niż trójca stopni się podnosi.

49 Ni chmury gęste, ni rzadkie obłoki,Ni grom, ni wstęga córy Taumantowej,Co wam tak często odmienia widoki.

52 Suchy tu wyziew nie dosięga głowy,Jak powiedziałem, ostatniego schodu,Gdzie oparł stopy starosta piotrowy.

55 Może drży więcej, albo mniej od spodu,Lecz wiatr jej nie tknie, co się w ziemi kryje:Dlaczego? — nie wiem, ni znajdę powodu.

58 Drży zato, gdy duch, który grzechy zmyje,W sobie poczuwszy się, wstanie i leci:W on czas to w niebo taki okrzyk bije.

61 O tem obmyciu sama chęć oświeci,Która więc zdolnej byt odmienić duszyPodbija skrzydła i ochotę nieci.

64 Nim to nastąpi, lubą chęć w niej głuszySprawiedliwości bożej wyglądanie:Jak wprzód do grzechu, bieży do katuszy.

67 I jam przeleżał w tym bolesnym stanieLat przeszło pięćset; dziś we mnie doścignąłPochop wylotu na lepsze mieszkanie.

70 Oto dlaczego stóg góry się wzdrygnął;W tych kręgach Boga sławiące narodyProsiły Pana, ażeby je dźwignął«.

73 Tak rzekł, a jeśli rozkosz z kubka wodyNiecierpliwością pragnienia się mierzy,Zrozumieć łacno, czym doznał ochłody.

76 Tu Mistrz mój rzecze: »Dojrzałem więcierzy,Które was łowią; wiem jako je rwiecie,Czemu radości dreszcz po stokach bieży.

79 Lecz powiedz, proszę: kim byłeś na świecieI niech mi będzie prawda ukazana,Czemuś tu leżał przez to pięćsetlecie?«

82 »W czasie, gdy Tytus, mocą wsparty Pana,Mścił się ran, z których śmiertelnemi tętnyKrew trysła, w zdradzie Judasza sprzedana,

85 Sławą rozgłośny, nazwiskiem pamiętny«,Takiemi do nas duch przemówił słowy,»Żyłem, lecz jeszcze wierze obojętny.

88 W mym śpiewie tyle kryło się wymowy,Że mię z Tuluzy wezwał Rzym, gdzie pieniemNa czoło wieniec zdobyłem mirtowy.

91 W świecie mię zwano Stacjusza imieniem;Pieśń ma o Tebach głosi i Achillu:Ten to ostatni mię dobił... Nasieniem

94 Dzielnem dla ognia były mego styluIskry przez bożą wyrzucone świecę,Co zapaliła już poetów tylu.

97 Rozumiem tutaj Eneidę, rodzicę,Piastunkę moich niemowlęcych pieśni;Bez niej by zeszła cześć ma na marnicę.

100 I bogdajbyśmy żyli równocześni,Radaby dzisiaj przydać moja duszaRok więcej niż jej liczono, tej cieśni«.

103 Zwrócą się ku mnie oczy Wirgiljusza:Zda się, chciał »zamilcz« wyrzec giestem twarzy,Ale nie zawsze wolę się przymusza.

106 Bowiem śmiech i płacz z uczuciem się parzy,Co je wywoła, a to tak najściślej,Że im kto szczerszy, tem mniej wolą waży.

109 Skinąłem jak człek, który się domyśli,Więc duch zmilknąwszy, spojrzał mi w źrenice,Gdzie wyraz duszy najjaśniej się kreśli.

112 »Bodaj twa praca nie poszła na nice«,Rzekł, »ale powiedz, czemu w twej zamkniętejTwarzy ujrzałem śmiechu błyskawicę?«

115 W dwa ognie uczuć byłem teraz wzięty:To milczeć każe, a to mówić błaga;Westchnąłem jeno — i byłem pojęty.

118 »PrzemówPrzemów«, »MistrzMistrz rzecze, »niech cię strach nie zmaga,Odpowiedz na to duchowi prawdziwie,Czego się z taką żywością domaga«.

121 Więc ja powiadam: »Widzę, iż w podziwiePytasz przyczyny, co mój uśmiech budzi;Lecz się zdumiejesz bardziej niewątpliwie.

124 Ten, za kim wzrok mój ku górze się trudzi,Jest ów Wirgiljusz, co twą pieśnią rządził,Kiedyś opiewał i Bogów i ludzi.

127 Jeśliś uśmiechu mojego przesądziłInną przyczynę, pozbądź-że wątpienia;To ci powiadam, ażebyś nie błądził«.

130 On się do kolan chylił dla uczczeniaMojego Mistrza, lecz ten przerwał: »Bracie,Niechaj! cień jesteś i mówisz do cienia«.

133 A on, powstając: »Widzisz, w jakiej zna cięPowadze miłość, jak mię prze ku tobie,Kiedy niepomnąc w jakiej idziesz szacie,

136 Duchowi kłaniam jak żywej osobie«.

Comments

Loading comments…