Pieśń XXII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Czyściec

1 W tyle została osoba Anioła,Co nas na szóstym tarasie postawił,Skoro znów jedno znamię starł mi z czoła,

4 I zapałowi dusz pobłogosławił»Sprawiedliwości pragnących«. Na słowie»Pragnących« uciął i dłużej nie bawił.

7 A mnie jak gdyby z nóg spadły ołowie;Znów lżejszy, niśli w poprzednim wyłomieSzedłem, gdzie szybcy wiedli mię duchowie.

10 Wirgili zaczął: »Szlachetności plemięRoznieca miłość; ta wzajem zapalaMiłość, lecz musi rozgorzeć widomie.

13 Mnie dobroć twoja wiąże i zniewalaOd chwili, kiedy w sień piekielnej kaźniWszedłszy, oznajmił mi duch Juwenala

16 Twą czułość; za to tyle znam przyjaźni,Ile znać można dla obcego ducha:Toż mi po stopniach kroczyć teraz raźniej.

19 Przez przyjaźń proszę: nie odwracaj ucha;Daruj, że puszczam śmiałości wędzidłaI przemów do mnie tak jak druh do druha.

22 Skąd mogła potrwać w łonie twem obrzydłaSkąpstwa przywara? Przecz widząc, że grzeszy,Rozum nie chwytał namiętności w sidła?«

25 Jego zdziwieniem Stacjusz się rozśmieszy,Lecz zaraz rzecze: »Wszystka twoja mowaJako znak szczerej miłości mię cieszy.

28 Nieraz się w świecie rzecz zdarza takowa,Która człowieka i myli i łudzi,Gdyż w niej z istotą kłóci się osnowa.

31 Widzę, iż się w was przypuszczenie budzi,— Może po kręgu, gdzie mię znajdujecie —Żem skąpstwem grzeszył, mieszkając śród ludzi.

34 Wiedzcie, że skąpstwem przewiniłem w świecieDo zbytku mało — i ten właśnie zbytekTu mię uwięził na tak długie lecie.

37 Gdyby nie z ksiąg twych czerpany pożytek,Gdzieś-to powiadał, słusznym gniewem zdjętyI strofujący ludzki rodzaj wszytek:

40 — Dokąd nie wiedziesz, o złota przeklętyGłodzie, śmiertelnych swym niemądrym szałem? —Ot, dziś-bym toczył głaz przez piekieł skręty.

43 Pojąłem wtedy, że skrzydłem zbyt śmiałemDłoń pchnąć się może na rozrzutne czyny,Więc tej i innej wady żałowałem.

46 Iluż w dzień sądu wyświeci łysinyZ niewiedzy, że się grzech ten skruchą zbawiaZa życia, albo ostatniej godziny!

49 A wiedz, że wina, która tu przedstawiaModłę przeciwną z innym grzechem jakim,Jedną z nim karą grzeszny miąsz wytrawia.

52 Jeżelim mieszkał więc pod skąpstwa znakiemŚród tego ludu, by blask przybrać nowy,To, żem przeciwnym w świecie grzeszył brakiem.«

55 »Poeto, któryś bój śpiewał surowyI Jokaścinej przyczynę boleści«,Przemówił śpiewak pieśni sielankowej:

58 »Wezwanie Klio na czele powieściŚwiadczy, żeś jeszcze nie czerpał w kryniceWiary, bez której czyn jest marny w treści.

61 Więc jakie słońca i jarzące świeceObjaśniły cię tak wielkimi blaski,Żeś za Rybakiem płynąć — wzniósł kotwicę?«

64 A on: »Tyś pierwszy na szczyt mię parnaskiPoniósł, bym w pięknym poił się potoku;Tyś też do bożej pierwszy przywiódł łaski.

67 Tyś był jak człowiek, który idąc w mroku,Za sobą światło trzyma; nie dogodziSobie, lecz innym przyczynia widoku,

70 Kiedyś powiadał: — Na nowo się rodziŚwiat; sprawiedliwość wraca z nowem ranemLudzkości; z nieba nowe plemię schodzi. —

73 Przez cię poetą, przez cię ChrześcijanemStałem się, a jak, to ci mową żywąNiby w obrazie podam malowanym:

76 — Już był świat cały brzemienny prawdziwąWiarą, którą to posłanniki bożePozasiewały na obfite żniwo,

79 A wywróżone w twoich pieśniach zorzeTak z ich nauką schodziły się w treści,Żem ciekaw począł przebywać w ich zborze.

82 Wydali mi się święci, godni cześci,Więc w prześladowań czas DomicyjanówNie bywał płacz ich bez mej współboleści.

85 Pókim przebywał żywy śród ziemianów,Pomoc im niosłem; ich cne obyczajeObrzydziły mi pogańskich bałwanów.

88 Nim pod tebańskie przywiodłem ruczajeGreków mej pieśni, święty chrzest przyjąłem.Ze strachu długo nową wiarę taję

91 I z poganami jak wprzód żyję społem;Za to w okręgu czwartym cztery wiekiSkazał mię boży Sąd obiegać kołem.

94 A ty, coś moje rozchylił powiekiNa piękność, której wspomnienie mię wzrusza,Powiedz, nim mety dojdziemy dalekiej:

97 Czyli spotkałeś kędy Terencjusza?Spotkałeś Plauta, Cecyla, Varrona?Są-li przeklęci? Gdzie żywie ich dusza?«

100 »Ci«, rzekłem, »Persjusz i ja pośród gronaWielu mieszkamy z Greczynem, przyjaźniejWyhołubionym, niż kto, u Muz łona,

103 W pierwszym okręgu bezsłonecznej kaźni.Tam się o owej bawimy rozmowąGórze, siedzibie stróżek wyobraźni;

106 Tam się Eurypid, Anakreon chowa,Tam Symonidy, Agatona cienie,Ktorych zdobiła korona laurowa.

109 Z niewiast przez twoje rozsławionych pienie,Są: Antygona, Deifile, Argia,Przy smętnej, jako zazwyczaj, Ismenie.

112 Jest Isifile, co Argiwom sprzyjaI dusza Dafny, Terezjasza córyI z siostrzycami swemi Deidamija«.

115 Zamilkł; szli dalej i po stoku góryW okół swobodne toczyli źrenice,Za korytarza dostawszy się mury.

118 A już też cztery dzienne służebniceZostały w tyle, zaś piąta szła z przodu,Kierując w górę płonącą głowicę,

121 Gdy Wódz rzekł: »Droga naszego pochoduTak się powinna odbywać, by prawaRęka zwrócona była do obwodu«.

124 Już się nam nawyk drogoskazem stawa;Zatem my poszli po rozwadze krótkiej,Jak poradziła owa dusza prawa.

127 Oni dwaj przodem poszli; ja samiutki,Ich rozhoworu, w trop idąc za nimi,Słuchani, do pieśni biorę zeń pobudki.

130 A wtem ich w miłej gawędzie oniemiWidok jabłonki, co wzrosła z pośrodkaDrogi, jabłkami pełna pachnącemi.

133 A jako jodła szersza jest od spodka,Tak ta przeciwnie: gałęźmi spadziścieOd góry szersza, dołem była wiotka.

136 Tam, gdzie się drogi zamykało wniście,Spojrzę, a skała strużkę wody roni,Która wycieka na korony liście.

139 Obaj poeci doszli do jabłoni,A wtem głos od niej wionący powiada:Z tego owocu pożywać się broni.

142 I znów: »Maryja bardziej była rada,By gościom w smak się potrawy udały,Niż własnym ustom, w których się zakłada

145 Człecza nadzieja; Rzymianki czerpałyZa napój wodę, a Daniel honoryKuchni wzgardziwszy, wiedzą nabył chwały.

148 Piękny zaiste był wiek złotowzory:Głód wtedy bywał żołędzi przyprawą,Napój z ponika smaczny jak likwory.

151 Miód i szarańcza były przecież strawą,Którą Janowi przynosiła puszcza;Przeto się okrył świętością i sławą,

154 Jak ewangelii opowieść wyłuszcza«.

Comments

Loading comments…