Pieśń XXX
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Czyściec
1 Już ten siedmio-gwiazd pierwszej Nieb dziedzinyCo nie zna Wschodu, ni Zachodu, aniInnych mgieł nie zna, oprócz mgławic winy,
4 Tam zaś naucza, co czynią poddaniSwej powinności: jak ster NiedźwiedzicyUczy żeglarza, gdzie szlak do przystani,
7 Stanął; dwadzieścia czterej przodownicy,Co w ślad Świecznika szli za świętym Ptakiem,Do Wozu przyszli, do miru stolicy.
10 Jeden z nich, jakby niebios był śpiewakiem,Pójdź oblubiona z Libanu, pójdź! woła.Reszta wtór pieniem zawodzi jednakiem.
13 Jak w dzień ostatni na głos ArchaniołaBłogosławiona gromadka powstanieZ odzyskanego jestestwa wesoła,
16 Tak w stu powstali na świętym rydwanie,Posłuszni hasłu, które ich przyzywa,Posłowie, wróżbę śląc na zmartwychwstanie.
19 Błogosławiony ten, który przybywa.Śpiewali, kwiaty rzucając obficie:Kwieciem liliji niech się pookrywa!
22 Jak wyglądają niebiosa o świcie,Że wschodnia strona płonie barwą róży,A reszta stoi w bladawym błękicie;
25 Tarcz słońca w parach porannych się mrużyI we mgle swego nie broni widoku,Tak, że jej oczy mogą wstrzymać dłużej;
28 Podobnie tutaj w kwiatowym obłoku,Którym okryły Wóz anielskie dłonieSypiąc dokoła i z góry i z boku;
31 Z wieńcem oliwnym na białej zasłonieStała Niewiasta w płaszczu barwy ziela,Pod którym szata jak żar żywy płonie.
34 Stęsknił się duch mój, że od lat tak wielaCudem jej wdzięków nie był czarowany:Cudem, co wabi i co onieśmiela.
37 Więc gdy mi błysnął kształt jej ukochany,Przez moc tajemną, która od niej biła,Dawnej miłości poczułem kajdany.
40 A gdy ujęła mię ta można siła,Co po raz pierwszy kiedym był młodziutkiChłopczyna, zmogła mię i zniewoliła,
43 W lewo się zwracam, z tej samej pobudki,Co dziecko, kiedy pod matczyne ramięUcieka koić wielki strach i smutki.
46 Chcę Wirgilemu rzec: »W serdecznej jamieKrwi kropli niemam, ażeby nie drżała,Dawnych płomieni rozpoznaję znamię«.
49 Ale Wirgili zniknął: moja całaRadość, Wirgili, co mi stał na straży,Wirgili, piastun duszy mej i ciała.
52 Nawet te cuda rajskich wirydarzyPomóc nie mogły, by zmyte od rosyZnów nie zczerniały kolory mej twarzy.
55 A ona rzekła: »Dante, chciały losy,Byś sam pozostał; nie płacz żalem zdjęty:Płakać cię zmuszą jeszcze inne ciosy«.
58 Jak na pomostku stojąc, swe okrętyAdmirał z góry kieruje i pędziSłowem rozkazu i giestem zachęty,
61 Tak na rydwanie, po lewej krawędziWidzę, — gdym swego dosłyszał imienia,Którego z musu tu wam się nie szczędzi, —
64 Stała, wróżbami anielskiego pieniaJuż przedtem sercu memu objawiona,Śląc oczy ku mnie po przez nurt strumienia.
67 Chociaż na twarz jej spadała zasłonaZ uzielenionej oliwami głowy,Tak, że mym oczom była utajona,
70 Jednak słyszałem, gdy z giestem królowej,Zaczęła mówić, patrząc mi w oblicze,Jak człek, co wyrzut gotuje surowy:
73 »Przypatrz się: Jam jest, jam jest Beatrycze.A więc raczyłeś wspiąć się na te schody?Wiedziałeś, jakie w tym świecie słodycze?«
76 Oczy me padły na zwierciadło wody,Lecz gdym się przejrzał, powiodłem po łanieKwiecia, bo wstyd mi ubarwił jagody.
79 Jak serce w dziecku na matki łajanie,Tak się na głos jej we mnie onieśmieli,Bo gorzkie w smaku jest politowanie.
82 Zamilkła; po niej śpiewali anieli:W tobiem, o Panie, położył nadzieję..Nie dokończyli zwrotki i stanęli.
85 Jako na grzbiecie italskim topniejeŚnieg i śród borów zrazu w lód się zmienia,Gdy od słowiańskiej strony wiatr powieje;
88 Kiedy zaś z lądów, gdzie brak czasem cienia,Zadmie, wnet taje z gorącym podmuchem,Jako gromnica taje od płomienia;
91 Tak jam bez westchnień stał i z okiem suchem,Zanim poczęli śpiew święci duchowie,Nucący zgodnie ze sfer wiecznym ruchem.
94 Lecz skorom czułość wysłyszał w ich mowie,Z której dźwięczała nuta bardziej tkliwa,Niż gdyby rzekli: Czemu tak surowie?...
97 Lodowa serca mojego pokrywaTchem się i wodą stawszy niespodzianie,Jęk i łez potok ze mnie wydobywa.
100 Ona wciąż stojąc na swoim rydwanieWyprostowana, niemieszkając dłużej,Tak rzekła na ich litośne wołanie:
103 »W ciągłem czuwaniu wam się wzrok nie mruży,Ani krok jeden wam w ciemnościach ginieZ tych, które czyni świat w ciągłej podróży.
106 Więc odgadniecie, do kogo tu czynięPrzymówkę i słów zwracam ostre groty:Chcę, aby skrucha była równa winie.
109 Nietylko przez sfer niebieskich obroty,Z których się pierwszy siew po ziemi siejeTam, gdzie każdego ziarna chcą przymioty,
112 Ale przez łaski bożej przywileje,Co deszcz swój czerpie z tak wysokiej chmury,Że na jej drodze ziemskie oko mdleje,
115 On w wieku młodym otrzymał z naturyTak wiele darów, że w rozumnej szkoleByłby wypiękniał, jak nielada który.
118 Lecz im obficiej mieści w sobie poleSoków żywotnych, bywszy bez uprawyTem bujniej rodzi chwasty i kąkole.
121 Długo mój widok strzegł go od niesławy,A obrócony nań mój wzrok dziewczęcyNie dał mu z drogi występować prawej.
124 Lecz gdy na skłonie doby pacholęcejŚmierć dla drugiego życia mię zabrała,Pokochał inną, a mnie nie chce więcej.
127 Ledwie na duszny byt wybiegłam z ciała,Gdzie owszem wzrosły ma moc i uroda,Tom się mniej lubą i ponętną zdała.
130 Na krzywą drogę zaraz krok swój poda;Dóbr go doczesnych wabią złudne cienieI obietnice, którym wierzyć szkoda.
133 Nic nie pomogło zsyłać nań natchnienie,W snach go ostrzegać i przez inne próbyWołać do siebie; w małej miał je cenie.
136 Tak nizko upadł, że wszystkie rachubyZbawienia spełzły na nic i zawiodły;Zostało wieść go przez naród zaguby.
139 Przebyłam bramę z piekielnemi godły;Do przewodnika jego ze łzą w okuW słowach błagalnych zanosiłam modły.
142 Lecz szczerba w bożym byłaby wyroku,Gdyby mu wolno w za-letejskie krajePrzejść i kosztować wody z tego stoku,
145 Nie płacąc skruchą, co przez łzy się kaje«.
Comments
Loading comments…