Pieśń XXXI

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Czyściec

1 »Hej ty z za wody!« ciągnąc dalej, rzeczeI zwraca ku mnie ostrze swej nagany,Której sam brzeszczot dość boleśnie siecze;

4 »Prawda-ż to? prawda?« nastawa, bez zmianyW surowym głosie; »mów, niech się dokonaWłasnem wyznaniem lek tej twojej rany«.

7 Moc życia we mnie była tak stropiona,Żem czuł, jak głos mój zerwawszy się mdleje,Nie zdolny wyniść z przywartego łona.

10 Czekawszy chwilę; »Co się w tobie dzieje«?Spytała, »wyznaj; wszak jeszcze w potokuNiezmyta pamięć zna win swoich dzieje«.

13 Więc tedy w uczuć przeciwnych natłokuCiche »tak« jękiem z mych ust się wyrywa;Żeby je pojąć, trzeba było wzroku.

16 Jak kusza pęka, gdy pod nią cięciwaZbyt się przeciągnie, więc puszczony z łękuPocisk mniej wartko powietrze przeszywa,

22 Tak jam się złamał pod ciężarem lękuI pomieszania; głos się w łonie dławiłI wydobywał pośród łez i jęku.

25 A ona: »W zacnym porywie, co sprawił,Żeś na kochanie dobra nie był głuchy,Nad które świętszych nikt ci nie objawił,

28 Jakie to fosy i jakie łańcuchyWzbraniały tobie, byś w tej żądzy świętejTak wytrwałości pozbył i otuchy?

28 Jakie powaby znów, jakie ponęty,Na czyich licach tobie zaświeciły,Żeś został wszystek ku nim pociągnięty?«

31 Gorzkie westchnienie zerwało me siły;Głosowi z piersi wyniść było trudno,Wargi przemocą w słowa go złożyły.

34 Płacząc, odrzekłem: »Ponętą ułudnąDoczesność moje przykłoniła chęci,Zaledwie w grobie skryłaś twarz swą cudną«.

37 »Czybyś był przeczył, czy chciał w niepamięciUtaić«, rzekła, »wyjdzie na jaw wina;Przed wielkim Sędzią prawda się wyświęci.

40 Lecz gdy ją spowiedź własna wypomina,Wtedy, jak boże chce postanowienie,Na własnym brusie jej ostrze się ścina.

43 By się ocknęło zgnębione sumienie,By po raz wtóry w takie niepokojeNie wprawiły cię ponęty syrenie,

46 Zatamowawszy te żałosne zdrojePosłuchaj, dokąd winne raczej byłyZaprowadzić cię martwe szczątki moje.

49 Nigdy z naturą sztuka nie stworzyłyRzeczy tak pięknej, jak ziemska osłonaMoja, co dzisiaj jest prochem mogiły.

52 A jeśli komu taka rozkosz skona,Jaka śmiertelna piękność zdolna potemNową ponętą zakraść się do łona?

55 Ledwieś był pierwszym zadraśnięty grotem,Do mnie, której już marne szaty prysły,Potrzeba było uciekać z powrotem,

58 Ani pozwolić, aby pióra zwisły,Pocisków czekać z oczu małolatkiLub z innej rzeczy, która łudzi zmysły.

61 Młody ptak nieraz da się zwieść do klatki,Ale na tego, co już porósł w pierze,Darmo zastawiać potrzaski i siatki«.

64 Jako się dziecko zawstydzi macierzeI słucha, oczy spuściwszy z pokorą,I błąd uznawa i żal czuje szczerze,

67 Tak stałem, ona zaś mówiła: »SkoroSłuchać cię boli, podnieś twarz brodatą:Zgryzota twoja wzrośnie w dziesięcioro«.

70 Łatwiej dębinę wyrwie rosochatąWicher wiejący z ziem, gdzie wieczne lody,Lub z ziemi Jarby, gdzie znów wieczne lato,

73 Niż ja na rozkaz jej wzniosłem jagody:Wyrozumiałem jad w jej słowach skryty,Skorom przymówkę słyszał do mej brody.

76 I wzrok podniosłem dotąd w ziemię wbityI obaczyłem, jak swój deszcz kwiecistyZahamowały owe pierwobyty.

79 A Beatrycze moja w mgle złocistej,Z twarzą do zwierza dziwnego zwróconą,Gdzie jest byt jeden w naturze dwoistej,

82 W zasłonie białej, nad wodą zielonąTak Beatryczę-ziemiankę zaćmiewa,Jak tam ziemianek zaćmiewała grono.

85 Zatem mię żalu przypiekła pokrzywa,Że którą serce moje ulubiło,Tak mi się bardzo stała nieżyczliwa.

88 Ostrze zgryzoty tak się we mnie wpiło,Żem padł w omdleniu: nikt mi nie uwierzyPrędzej, niż ona, której dziełem było.

91 Kiedy nabrałem z serca mocy świeżej,Widzę nad sobą piękną panią gaju:»Dzierż się«, wołała, »dzierż się mej odzieży«.

94 I zanurzywszy po szyję w ruczaju,Wlokła za sobą, a sama po toni,Jak czółnko tkackie szła. Kiedym do skraju

97 Już się przybliżał czarodziejskiej błoni,Pokrop mię Panie, zabrzmią słodkie tony,Jakich ni pióro, ni zmysł mój nie zgoni.

100 A piękna pani objąwszy ramionyGłowę mą, w wodę wcisnęła całego,Tak, żem się musiał napić, zanurzony.

103 I wyciągnąwszy tak umoczonego,W czworga tanecznic postawiła chórze;Wszystkie ramiona ich na mnie się zbiegą.

106 »Tu-śmy nimfami, a gwiazdami w górze;Nim na wasz padół zeszła Beatrycze,Nam czterem była oddana pod stróżę.

109 Zaprowadzimy cię przed jej oblicze;Wzrok ci wystalą te nasze trzy drużki,Co patrzą głębiej w rzeczy tajemnicze«.

112 Tak wyśpiewują do mnie boże służki:Do piersi Gryfa pod ręce mię wiodą,Gdzie stała pani ma nad brzegiem strużki.

115 »Teraz ócz nie szczędź; paś się jej urodą,W blaskach szmaragdu napój się łakomie,Skąd Amor strzały ciskał w pierś twą młodą«.

118 Tysiąc pożądań gorących jak płomięDo jej błyszczących oczu biegło lotem,Które utkwiły w Gryfie nieruchomie.

121 Jako w zwierciedle słońce skier migotem,Tak się w jej wzroku zwierz, co wraz był ptakiem,Odbijał to tym, to owym przymiotem.

124 Pomyśl, czym zdumiał się nad cudem takim:Oto w mych oczach przedmiot stał nietknięty,A obraz kształtem mienił się dwojakim!...

127 Gdy tak rozkoszą i dziwem przejętyDuch mój kosztował tej rajskiej łakotki,Co sycąc, razem wzmaga swej ponęty,

130 Owe z pod znaków najwyższych trzy młódkiSzczytną godnością strojne w każdym gieściePodbiegły, tańcząc w rytmie świętej zwrotki:

133 »O Beatrycze, zlituj się nareszcie,Zjaw święte oczy swemu kochankowi!On tyle schodził, by stanąć w twem mieście.

136 Ukaż mu usta; niech łaska odpowieTej prośbie naszej, a on niech z tej łaskiWtórą twą piękność pojmie i pozdrowi«.

139 Tak nucą. — O wy słońc wieczystych blaski!Choćby kto pracą wychudził swe lice,Choćby się poił w krynicy parnaskiej,

142 Tu-by przekroczył możności granice,Chcąc skreślić, jak się zjawiła-ś dla oczu,W kwiatów obłoku, w sferowej muzyce,

145 Zrozpowijana w powietrznem przeźroczu!

Comments

Loading comments…