Pieśń IV
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Silny huk gromu wyrwał mi z pod powiekSenność kamienną, tak, że się wzdrygnąłemNiby gwałtownie przebudzony człowiek.
4 I wypoczęte oczy tocząc kołem,Wyprostowany patrzałem po stronie,Aby rozpoznać miejsce, gdzie stanąłem.
7 Otom się, widzę, znajdował na skłonieOwej bolesnej, piekielnej doliny,Co nieskończonych echa jęków chłonie.
10 Loch był bezdenny, mgławy, czarno-siny;ZreniceŹrenice moje wysłane na zwiadyNiczego dobyć nie mogły z głębiny.
13 »Zejdziemy teraz«, rzekł wieszcz cały blady,W»W otchłannych światów ślepe zakomory:Ja pójdę pierwszy, a ty w moje ślady«.
16 Widząc, że pobladł: »Jakże iść mam skory«,Rzekłem, »gdy w tobie odwaga ustaje,Co mi w zwątpieniach użyczasz podpory?«
19 »Kaźń ludu, co te zamieszkiwa kraje«,Rzekł, »twarz mi czyni równą białej chuścieZ barw litowania, co-ć się lękiem zdaje.
22 Idźmyż: daleki cel ma nasze pójście«.Ruszył; tu pierwsze przekroczyłem za nimKoło, z tych, które biegną nad czeluście.
25 Głos, co mi słuchu doszedł, był nie łkaniem,Lecz szeptem westchnień, który skróś stuleciPowietrze wzruszał bezustannem drganiem,
28 Szedł zaś z cierpienia, które mąk nie nieci,A które znoszą wielkie ludu ławy,Gromada mężów i niewiast i dzieci.
31 Rzecze Wódz do mnie: »Ażaś nie ciekawyTłumu, co smętne te wydaje gwary?Nim stąd odejdziem, masz poznać ich sprawy.
34 Bezgrzeszni oni są, ale z tej miaryJeszcze się zasług zbawienia nie bierze:Stanowi o niem chrzest, brama twej wiary.
37 Chociaż w pogańskiej przyszli na świat wierze,Czci potem Bogu nie złożyli winnej;Do ich gromady oto sam należę.
40 Dla tej usterki, nie dla winy innejPobyt znosimy tutaj bezkatuszny,W tęsknocie żyjąc próżnej i bezczynnej«.
43 Tedy mi serce żal ogarnął słuszny,Bo w tym przedsionku, na wątpliwe trwanieSkazan, poznałem poczet wielkoduszny:
46 »Powiedz, o Mistrzu mój, powiedz, o Panie«,Spytałem, chcąc mieć tę pewność niezbitą,W której jest wszego błędu zaniechanie,
49 »Wyszedł-li który stąd, czy z własnej, czy toZ cudzej zasługi — i był w niebo-brany?«A on odgadłszy mowę mą zakrytą:
52 »Krótko przed mojem rozstaniem z ziemiany,Mocarz tu zstąpił niebiańskiego lica,Znakiem zwycięstwa ukoronowany.
55 On z państw tych wywiódł pierwszego rodzica,Abla, Noego; pośród innych wielaAbram posłuszny, Mojżesz, praw krynica,
58 Dawid stąd wyszedł i ród IzraelaStary: to jest on i ojciec i synyI wysłużona pasterstwem Rachela.
61 Ich wyprowadził w niebieskie krainy;A wiedz, że przed tym dostojnym wyboremŻaden nie zaznał zbawienia człek iny«.
64 Podczas gdy mówił, szliśmy dalszym torem,Prując się czernią lasu bez ustanku,Chcę rzec: przechodząc gęstym duchów borem.
67 Małośmy uszli po okólnym ganku,Kiedym obaczył blask, niby ogniskoW grubych ciemności gorejące wianku.
70 Było daleko jeszcze, lecz dość blizko,Ażebym poznał w pomroków prześwicie,Że zacne duchy miały tam siedlisko.
73 »Mistrzu mój, wiedzy i sztuki zaszczycie,Któż oni i czem dostąpili prawa,Że wiodą tutaj wywyższone życie?«
76 Tak pytam. »Czesna«, rzekł, i »głośna sława,Co ich wyniosła pomiędzy ziemiany,Czyni, że niebo tu im wyższość dawa«.
79 Wtem głos się rozszedł echem powtarzanyI brzmiał: »Przed wieszczem najwyższym chyl czoła!Wraca cień jego, co był nam zabrany!«
82 A gdy się echo uciszyło zgoła,Ujrzę idące cztery wielkie cienie:Twarz ich ni smutna była, ni wesoła.
85 Rzecze Wódz dobry: »Obróć swe spojrzenieNa tego, który mieczem w dłoni toczy,A co go inni w takiej mają cenie.
88 To król poetów, Homer; ten, co oczyMa uśmiechnięte, mistrz satyr, Horacy;Owidjusz trzeci; Lukan czwarty kroczy.
91 Że dostojeństwem wszyscyśmy jednacy,Hołd mnie złożony, wszystkich w sobie brata:Więc słuszna, że mi są łaskawi tacy«.
94 Widziałem zatem słynną pośród świataSzkołę książęcia najszczytniejszej pieśni,Co nad innymi jak orzeł polata.
97 Gdy pogwarzyli z sobą ci rówieśni,Uprzejmej ku mnie obracali twarzy.Wódz się uśmiechał... A eszczejeszcze mię cześniej
100 Przyjmie ta rzesza i większym obdarzyZaszczytem, bo mię w swem gronie pozdrowiJako szóstego śród słowa mocarzy.
103 Roztrząsaliśmy, idąc ku ogniowi,Rzeczy, o których z równego powoduTam się mówiło, jak tu się nie powie.
106 Do stóp my doszli wspaniałego grodu,Otoczonego murem siedmiorakimI piękną rzeczką; choć nie było brodu,
109 Przeszliśmy tędy niby suchym szlakiem;Potem bram siedmią na świeże murawy,Gdzieśmy się z nowym spotkali orszakiem.
112 Lud był szanownej, dostojnej postawy,Powściągliwego, poważnego wzroku,A mowy cichej, skąpej i nieżwawej.
115 Zeszliśmy stamtąd od jednego bokuNa połoninę widną i przestroną,Gdzieśmy ich wszystkich mieli na widoku.
118 Tam, na zielonej darni mi zjawionoDuchy, co dawniej były chwałą ziemi;Na ich wspomnienie dumniej drga mi łono.
121 Druhów Elektry widzę: między niemiPoznaję wielu: Hektora, Eneja,Cezara w zbroi z oczyma orlemi.
124 Z Kamilą widna mi Pentezyleja,A obok ojca swojego LatynaLawinia, w której Włoch była nadzieja.
127 Brutusa widzę, co wygnał Tarkwina:Lukrecję, Julję, Marcję i KornelęI samotnego z boku Saladyna.
130 A gdy oczyma nieopodal strzelę,Mistrza spostrzegam mężów pełnych wiedząNa filozofów siedzącego czele.
133 Cześć mu oddają, skinień jego śledząSokrat z Platonem, cała mędrców świta:Ci dwaj najbliżej u boku mu siedzą.
136 Przypadkowości głoścę Demokryta,Anaksagora, Djogena, Talesa,Empedoklesa, Zena, Heraklita
139 Poznaję; znawcę ziół DjoskorydesaI Euklidesa i Ptolomeusza,I Avicennę i Hipokratesa,
142 Galiena, cnego Senekę, Liwiusza,Tuliusza; przy nich skał i drzew pieśniarza,Który zwierzęta lirą swoją wzrusza
145 I Averroę, twórcę komentarza.Przedmiot rozległy, pióro me nie rące,Nie wszystko com tam oglądał, powtarza.
148 Z sześciorga dwu nas zostało w rozłące;Nowym Wódz dobry szlakiem ruszył ze mnąZ cichego świata w światy wiecznie drżące,
151 W nową dziedzinę, nieśmiertelnie ciemną.
Comments
Loading comments…