Pieśń VIII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Mówię: dalekie jeszcze śród wądołuMajaczyły nam wieży czarne węgły,A już mi oczy zbiegły ku jej czołu

4  Do dwu płomyków, co się tam wylęgłyPrzeciw trzeciemu w takiej odległości,Że ich zaledwie źrenice dosięgły.

7  Więc ja wpatrzony w Morze wszechmądrości,Pytam, co znaczą te ogniste gwary,Kto nimi gada na tej wysokości.

10  »Już się przybliża«, odrzekł, »przez moczary,Na co czekamy i wnet się odsłoni,Jeśli-ć widoku nie skryją opary«

13  Nie takim szybkim lotem pewnie goniBełt, gdy napięta puści go cięciwa,Jako w tej chwili ujrzę, a po toni

16  Maleńkie czółno ku brzegom dopływa:Jakiś duch ciemny był sternikiem nawyI wołał: »Tuś mi duszo niegodziwa!«

19  »Flegjasz, ej, Flegjasz, tym razem ty sprawyNie wygrasz!« tak Pan do niego zakrzyczy;»Tyle my twoi, ile tej przeprawy«.

22  Jak człowiek, co go, kiedy na coś liczy,Rozczarowanie do głębi ubodzie,Taki był Flegjasz, pozbawion zdobyczy.

25  Zaczem Wódz podszedł, wstąpił i do łodzieMnie wezwał; teraz dopiero ciężaryMymi zważony, ponurzył się w wodzie

28  I przez odmęty pomknął czółn prastary,Głębiej się dzióbem wrzynając, niż skoroPrzewoził w sobie bezcielesne mary.

31  Wtem, gdy przez mętne płyniemy bajoro,Jeden topielec do oczu mi skacze:»A ty kto?« wrzaśnie, »coś tu wszedł przed porą?«

34  Ja na to: »Wszedłem, lecz zostać nie raczę.Kto zaś ty jesteś, oszpecony kałem?«A on: »Wszak widzisz; jestem, który płaczę«.

37  »Duchu przeklęty!« na to zawołałem,»Zstań-że tutaj w płaczu i żałobie;Choć zbłoconego, przecież cię poznałem!«

40  Więc mara na bort kładła ręce obie,Lecz Mistrz podbiegłszy, strącił piekielnicę:»Psi rodzie!« krzyknął, »idź precz, wara tobie!«

43  Wziął mię za szyję i całując w licePowiadał: »Duszo, pełna oburzenia,Błogosławione łono twej rodzice!

46  Ten był w swej pysze pełen zaślepienia;Żaden czyn jemu nie zdobi pamięci,Przeto nie znalazł pokoju dla cienia.

49  Ilu-ż to królów, co państwem nadęci,Tutaj ugrzęzną jak wieprze w kałuży,Wprzód w sercach ludzkich na wieki przeklęci«.

52  »Mistrzu« powiadam, »pragnę, nim podróżyNaszej dokona sternik przez bagniska,Widzieć, jak nędznik w błocie się zanurzy«.

55  »Nim łódź drugiego brzegu będzie blizka,To, czego życzysz, obaczysz na jawie:Zacne pragnienie nagrodę pozyska«.

58  Niebawem oczy taką rzezią bawięSprawioną widmnwidmu od tłuszczy przeklętej,Że jeszcze dzisiaj za nią Boga sławię.

61  »Daj go!« — wrzeszczała, »Filipa Argenti!«Bezsilny przeciw napastników chmarze,Gryzł sobie ręce Florentczyk zawzięty.

64  Już go nie wspomnę, zostawię w moczarze.Wtem mię uderzył jakiś jęk złowrogi:Więc oczy baczniej w czarną pustkę wrażę.

67  Mistrz rzekł: »Tu synu koniec wodnej drogi;Oto gród Disa przed nami odkryty:Liczne i groźne w nim siedzą załogi«.

70  A ja: »Widne mi jego moszej szczytyUmalowane kolorem czerwieni,Jak w hutnym piecu rozpalone płyty«.

73  Więc on mi na to: »Od wiecznych płomieniZ wnętrza wykwita pas barwy ognistej,Którym się niższe to piekło rumieni«.

76  Wtem barka nasza wbiegła w rów kolisty,Który krainę beznadziejną grodzi;Mur nad nim zdał się barwy żelazistej.

79  Sternik nasz krążył, zanim dał swej łodziWbiec do przystani; nareszcie przybija:»Wysiądźcie«, krzyknął nam, »tędy się wchodzi«.

82  Spojrzę, nad tysiąc czartów się uwijaU wrót i woła głosy zjadliwymi:»Kto jest ten śmiałek«, pytają, »i czyja

85  Stopa za życia w martwych staje ziemi?«Więc Wódz roztropny ku nim jeno skinie,Że pragnie coś rzec słowy tajemnemi.

88  Na to ich pycha zaraz się ochynie:»Pójdź sam«, wołają, »lecz ten niechaj wraca,Krom prawa w naszej stający krainie.

91  Niechaj z powrotem błędnej drogi maca;Ty zostań, coś go wiódł w tę norę ciemną,Tobie stąd wyniść nadaremna praca!«

94  Pomyśl, słuchaczu, co się działo ze mną,Gdy usłyszałem przeklęte wyrazy:Samemu drogi stąd szukać daremno!...

97  »Wodzu mój luby, coś nad siedem razyWracał otuchę i zwalczał zawadyStojące w drodze mojej dla obrazy,

100  Niech nie zostanę słaby i bez rady;Skoro moc wyższa przeszkodą nam staje,Co prędzej wróćmy za własnymi ślady«.

103  Lecz Pan mój, co mię w owe przywiódł kraje,Rzekł: »Zbądź obawy; nikt nie jest dość silny,Aby nam bruździł, gdy Bóg wolność daje.

106  Tu na mnie czekaj i pokarm posilnyNadziei spożyj i niech myśl się cuci,Wiedząc, żem twego bezpieczeństwa pilny«.

109  Zaczem odejdzie i samego rzuciMój słodki Piastun; zawahany stałem,Bowiem »tak« i »nie« w mej głowie się kłóci.

112  Nie wiem, jakim się świadczył trybunałem,Ale za chwilę piekielne załogiWszystkie do grodu nazad biegły cwałem.

115  I zatrzasnęły bramę nasze wrogiW pierś Pana mego; więc do wrót powoliWracał, stawiając opieszałe nogi.

118  I onieśmielił mu się wzrok sokoliW ziemię spuszczony; idzie i powiada:»Kto mię niepuszcza do domu niedoli?«

121  A do mnie rzecze: »Że mną gniew owłada,Nie dbaj i nie bój się; zwalczę przekory,Jakabykolwiek stawiała je zdrada.

124  Nie pierwszy raz to brużdzą krnąbrne zmory;Wszak próbowały buntu u mniej skrytejBramy, co nosi pęknięte zawory.

127  Widziałeś napis śmierci na niej ryty:A już tamtędy z kamiennych porożySkróś kół piekielnych przybywa bez świty

130  Ten, co nam wrota forteczne otworzy«.

Comments

Loading comments…