Pieśń X

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Wązką ścieżyną między miasta murySzliśmy, a owe upalne katownie:Mistrz mój na przedzie, a ja za nim wtóry.

4  »O szczytna Siło, co mię tak cudownieWodzisz po niecnej krainie nędzarzy«,Rzekę, »jednego-m ciekaw niewymownie:

7  Owy lud, co się wewnątrz grobów praży,Można-ż oglądać? bowiem uchyloneSą wieka trumien, a nie widzę straży«.

10  Na to Mistrz do mnie: »Zatrzasną się one,Gdy z Józefata dolin liczną zgrająPrzybędą duchy w ciała obleczone.

13  W tej okolicy swe cmentarze mająEpikur i tych jego uczniów świta,Co duszę wspólnie z ciałem zabijają.

16  Ale myśl w twojem pytaniu spowita,Wnet w jednej trumnie znajdzie rozwiązanie,A za nią inna chęć przedemną skryta«.

19  »Serca mojego nie zakrywam, Panie,Gdy chcesz w nie wejrzeć; lecz milczeć się zdało,Bo takie było twoje rozkazanie...«

22  »O, Toskańczyku, który żywe ciałoPrzez gród ogniowy niesiesz i tak cześniePrzemawiasz, zostań tutaj chwilę małą.

25  Już mi twa gwara zdradziła, że nie śnię:Snać ciebie rodzi ta ziemia sławiona,Której jam może ciężył zbyt boleśnie«.

28  Te słowa wyszły z kamiennego łonaTrumny; toż większa trwoga na mnie padnie,Do mego wodza przytulam ramiona.

31  »Obróć się: co ci?« tak Mistrz mię zagadnie;»Patrz, Farinata wstał w niszy kamiennej:Od głów po biodra obaczysz go snadnie«.

34  »Wzrokiem chwyciłem jego wzrok trumienny;On wznosił piersi i czoło surowe,Jakby miał piekło w pogardzie bezdennej.

37  Wtem ręce Wodza mego piorunowePchnęły mię, kędy ten cień sterczał blady:»Zwięzłą do niego«, rzekł, »obracaj mowę«.

40  Gdy u grobowca stanąłem posadyPopatrzał na mnie, a potem mi rzuciłDumne pytanie: »Kto są twoje dziady?«

43  Ja, bym się z Mistrza przestrogą nie skłócił,Co chciał, krótkimi wyznałem wyrazy;Więc on brwi nieco ku górze obrócił

46  I mówił: »Chciwi byli mojej skazy,Na ród mój wojnę od wieków zażegli,Toż w polu pomstę z nich brałem dwa razy«.

49  »Choć zwyciężeni, przecież się postrzegli«,Odparłem; »wzięli zasię gród zabrany;Twoi w tej sztuce byli mało biegli«.

52  Wtem oczom moim wstał wyprostowany,Widny po brodę, duch z bliskiej mogiły:Myślę, że klęczał w swej trumnie kolany.

55  Jął się rozglądać, jakby jakiś miłyGość miał mu z moją zjawić się osobąI nagle oczy mu się zasępiły.

58  Płacząc, rzekł: »Skoro skróś smutnych żałobąWięzień szczytne cię wiedzie przyrodzenie,Kędyż jest syn mój i czemu nie z tobą?«

61  »Nie własne tutaj wiedzie mnie zachcenie«Rzekłem, »tam stoi mąż, co mną się para:Twój Gwido, rzkomo miał go w małej cenie«.

64  Zarówno słowa widma, jak i karaDosyć mi o nim powiedziały wieści,Stąd przemawiałem świadom. A wtem mara

67  Powstała nagle i pełna boleści:»Jakto, miał, mówisz? Czyż-by już nie bawiłNa jasnym świecie, gdzie blask oczy pieści?«

70  A gdym go nie dość pospiesznie odprawił,Duch rozumiejąc, że odpowiedź kryję,Na wznak padł w trumnę i już się nie zjawił.

73  Tymczasem cień ów dostojny, na czyjeProśby zostałem, postawy nie zmienia,Bioder nie skręci, nie obróci szyje,

76  Lecz jakby kończył swego przemówienia:»Że tego kunsztu nie znali w niedoli,Bardziej dolega, niż łoże z kamienia.

79  Zanim pięćdziesiąt razy twarz wykoliPani, co dzierży tu czasu rachubę,Sam ty doświadczysz, jak ta sztuka boli.

82  A że powrócić masz na światło lube,Powiedz: przecz lud twój nas prawami smaga?Czemu nastaje wciąż na naszą zgubę?«

85  Więc ja mu na to: »Rzeź i ta zniewaga,Co Arbji dała fale rubinowe,W zakonie naszym odwetu wymaga«.

88  A on westchnąwszy i zwiesiwszy głowę:»Wszak nie sam byłem, kiedy was wyparto;Nie wszedłbym z nimi bez przyczyny w zmowę.

91  Za to sam jeden, kiedy się zażartoZmienić Florencję w kupę rumowiska,Broniłem miasta z przyłbicą otwartą«.

94  »Niechaj-że plemię twoje mir odzyska!«Rzekłem, »a teraz rozwikłaj pętlicę,Która mi władzę poznania zaciska.

97  Jak widzę, wzrok wasz sięga za granicęZdarzeń dziejących się w obecnej porze,Lecz obecności zakryte wam lice?...«

100  »Jak w dalowidztwie wzrok nasz dostrzec możeJedynie tylko odsuniętych rzeczy;Tyle nam łaski daje Światło boże,

103  Lecz blizkich lub już obecnych nam przeczy;Toż póki z inąd wieści nie zaznamy,Skryty przed nami jest wasz stan człowieczy.

106  Stąd łacno możesz wnieść, że postradamyTo świadomości dobro niewątpliwie,Skoro przyszłości zatrzasną się bramy«.

109  Więc ja mą winą cały się roztkliwię;»Powiedzcie temu, co wpadł w trumnę z głazu:Syn jego pośród żywych jeszcze żywie.

112  Żem odpowiedzi nie dał mu odrazu,To przeto, żem był w błędzie uwikłanyWidnym mi teraz z twojego dokazu«.

115  A wtem już Mistrza głosem przyzywany,Spiesząc się, ducha poproszę goręcej,By mię pouczył, kto z nim pogrzebany.

118  »Leżę tu«, odparł, »pośrodku tysięcy:Ze mną Fryderyk drugi i kardynałI jeszcze..., ale nie chcę mówić więcej«.

121  Tu zapadł w trumnę, a jam iść poczynałKu prastaremu mojemu WieszczowiI ową przykrą wróżbę przypominał.

124  Ruszył; po małej chwili tak mi powie:»Co to za troska, widzę, tobie cięży?«Więc ja wyznałem, tusząc, że uzdrowi.

127  »Coś przeciw sobie słyszał, niech się stężyW twojej pamięci!« tak Mędrzec mi każe;»A teraz bacz tu!« i palec wypręży.

130  »Kiedy obaczysz blasków jasne zarzeTej, której wdzięczny wzrok przegląda wszędy,Ona ci drogę żywota ukaże«.

133  W lewo zawrócił Mistrz mój i już tędyMur porzuciwszy, ścieżką coraz głębiejSzliśmy w dolinę, skąd wstrętnymi swędy

136  Aż ku nam ogień wewnętrzny się kłębi.

Comments

Loading comments…