Pieśń XI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Idąc okólną ścieżką po wiszarze,Co go tworzyły ściany w gruz rozbite,Nad okropniejsze przyszliśmy cmentarze.
4 Powietrze było tak zaduchem syteCo w przepaścistej otchłani się wszczyna,Żeśmy się skryli za grobową płytę,
7 Na której napis ryty wypomina:»Tutaj spoczywa papież Anastazy,Zwrócony z drogi prawej od Fotyna«.
10 »Zwolna«, Mistrz rzecze, »schodźmy między głazy;Niech nawyknieniem zmysł się ubezpieczy,Poczem już dalej pójdziesz bez odrazy«.
13 Na to ja proszę: »A tymczasem k’rzeczyŻmudę mil innym wynagrodzić zyskiem...«»Właśnie«, odpowie, »to miałem na pieczy.
16 Synu mój, w dole pod głazów urwiskiemTrzy koła jak te, co nam z ócz znikają,Wciąż zwężającem się biegną łożyskiem,
19 Wszystkie przeklętą wypełnione zgrają;Lecz by ci potem spojrzeć wystarczało,Dowiedz się tutaj, przecz i jak się kają:
22 Wszelka złość, którą niebo obrzydziło,Celem ma krzywdę; zrządzić ją się staraGodząc w drugiego podstępem lub siłą.
25 Lecz podstęp, człecza jedynie przywara,Jest niezbożniejszy, to też w niższem koleŚlęczą podstępni, których sroższa kara.
28 W pierwszem się mieszczą gwałtownicy kole;Lecz że gwałt trzema sposobami chodzi,Więc rozdzielony na troiste pole.
31 W Boga, bliźniego lub siebie gwałt godzi,A to w osoby, mówię, albo rzeczy,Jako się z dalszej mej treści wywodzi.
34 Gwałtem zabija się, albo kaleczyBliźnich osobę, a dobra i mieniePożarem gubi, rabuje, niweczy.
37 Stąd skrytobójców i morderców cienie,Zbrodniów, złodziei oddzielną komorąDostały pierwszy krąg na osiedlenie.
40 Może obrócić człowiek rękę skorąNa siebie, lub swój majątek; więc społemW drugim okręgu beznadziejną biorą
43 Kaźń, co się sami rozstają z padołem,Marnują dobra, trwoniąc je bez miaryI płaczą tam, gdzie trzeba być wesołym.
46 Gwałt Bogu zadać można brakiem wiary,Albo bluźnierstwy, lub gdy się wyróżniOd praw przyrody, lub gardzi jej dary.
49 Więc w mniejszym kręgu cechą z piekieł kuźniSodomski znaczon ród i KaorzanyI ten, co Bogu w sercu swojem bluźni.
52 Podstęp w sumieniu sprawiający rany,Krzywdzi tak tego, co na wierność liczy,Jak co ufnością nie był warowany.
55 Ostatni owych jeno więzów tyczy,Które natura na ludzi nakłada,Przeto się kołem drugiem ograniczy
58 Obłud, złodziejstwa i symonji zdrada;Tu więc pochlebcy, fałszerze, znachorzy,Rufjani, szachry i inna szkarada.
61 Poprzedni miłość przyrodzoną morzyI to, co z taką miłością się splata,A co związkami swymi ufność mnoży.
64 Więc w mniejszem kole, gdzie jest środek świataI kędy się Dis okropny rozsiada,Zdrajcom wieczysta znaczy się odpłata«.
67 »Wykład twój«, rzekłem, »jasno opowiadaI jasno dzieli piekielne koliskaI lud, co w piekła głębokościach biada.
70 Lecz powiedz: Owi z błotnego bagniskaI których tnie deszcz i których wiatr garnie,I czerń, co na się ciągłe klątwy ciska,
73 Czemu w szkarłatną nie popadli parnię,Skoro ich nie ma Bóg w litości swojej;Jeżeli zaś ma, skąd te ich męczarnie?«
76 »Przecz«, odparł, »myśl twa w obłędzie się znoi,Taką niezwykłą złudą opętana?Czyli, że może kędy indziej roi?
79 Zbiegła-ż z pamięci twojej prawda znana,Którą ci jasno wykłada Etyka,O trzech nałogach, obrzydzeniu Pana?
82 To niewściągliwość, złość, zwierzęcość dzika:Jako ta pierwsza mniej Boga obrażaI przeto z mniejszą karą się spotyka?
85 Jeżeli dobrze rozum twój to zważa,Przypominając razem, kto są owiCierpiący zewnątrz parnego cmentarza,
88 Pojmiesz, że im się odmienne stanowiMiejsce niż zdrajcom; że kary mniej wstrętneZnoszą, bożemu wydani gniewowi«.
91 »O Słońce, które wzroki leczysz mętne:Tak mi się umysł z twych rozjaśnień złoci,Że w nich wątpienia stają się ponętne.
94 Lecz niech twa dobroć«, rzekłem, »myślą wróciI tę zawiłość jeszcze mi wyłoży:Jak lichwa z ujmą jest bożej dobroci?«
97 »Ten filozofja błąd w tobie umorzy«,Odparł, »wszak nieraz powtarza w swym wątku,Jako natura bierze źródło w bożej
100 Sztuce i płynie z bożego rozsądku;A gdy kto pilnie w Fizyce poszuka,Znajdzie w jej księgach zaraz na początku,
103 Że za naturą dąży wasza sztukaJako w mistrzowe uczeń dąży ślady;Że więc jest ona jakby boża wnuka.
106 Jeśli na pamięć znów przywiedziesz radyZ księgi Rodzaju, wiesz, że brać wypadaZ obu porządek życia i zasady.
109 Zaś lichwiarz właśnie karność wypowiadaNaturze i tej, co w trop za nią bieży,Skoro gdzieindziej nadzieje zakłada.
112 Teraz pójdź za mną; pospieszać należy;Na horyzoncie już zamigotałyRyby, nad Kaurem Wóz już pewnie leży,
115 A nam nie tędy przyjdzie zejść ze skały«.
Comments
Loading comments…