Pieśń XII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Grań, którą schodzić mieliśmy po stoku,Tak była dzika, przytem pełna wstrętu,Że pierzchał ludzki zmysł od jej widoku.

4  Jak w usypisku, co z tej strony TrentuSplezło w Adygę, czy własnym ogromem,Czyli od wstrząśnień podziemnych tententu,

7  Od stóp do szczytu rozdartym wyłomemTak się bok góry zrobił niedostępny,Że cud był, ścieżka po urwisku stromem, —

10  Podobnie sterczał gościniec posępny;A na wierzchołku strzaskanej głowicyKreteński leżał brzydki gad, w występny

13  Sposób z kłamanej spłodzon jałowicy;Ledwo nas ujrzał, cielsko kłem rozporze,Jak ten, w którym gniew tajony zaryczy.

16  W tem Mędrzec krzyknie doń: »Rozumiesz może,Iż tu ateńskie książę na cię godzi,Co cię zadławił na kreteńskim dworze?

19  Odstąp precz bestja, bo ten nie przychodziJak ów, od siostry twojej nauczony,Lecz mu kaźń waszę obaczyć się godzi«.

22  Jak buhaj ciosem śmiertelnym raniony,Na bok, w który go ugodzono, padaI wstać nie mogąc, dryga w obie strony,

25  Tak się miotała kreteńska szkarada;Więc wódz mój krzyknął: »Zbiegnij po krawędzi,Wymiń go, póki sam sobą nie włada!«

28  Zaczem po piargach szliśmy, w każdej piędziCzując z pod stopy zmykające głazy,Co je w dół ciężar niezaznany pędzi.

31  Szedłem w zadumie. »Dziw ci, jakie razyWycięły zrąb ten, strzeżon strachem złości,Którą moimi zgromiłem wyrazy?

34  Wiedz, gdym raz pierwszy schodził tutaj w gości,Dążąc do piekła najniższego dziczy,Jeszcze ta góra sterczała w całości.

37  Lecz jeśli dobrze pamięć moja liczy,Nie wiele wprzódy nim tu zszedł Obrońca,Co zbawił Disa dostojnej zdobyczy,

40  Drgnęła w posadach dolina cuchnąca,Tak iż sądziłem, że to wszechstworzeniaDreszcz i że Miłość świat odradzająca

43  Jak niegdyś, naprzód w chaos go zamienia;Owej to chwili runęły w zwaliskaTu i gdzieindziej pagóry z kamienia.

46  W dół spojrzyj: oto krwi rzeka już blizka,Gdzie w kotłujące zanurzon jest piany,Kto gwałtem bliźnich na ziemi uciska«.

49  Chciwości ślepa, gniewie wyuzdany!Przecz na doczesnym żgacie nas padole,Aby na wieczność w takie wtrącać stany!...

52  Był rów szeroki, żłobiony w okole,A jak Wódz twierdził, świadomy budowyPiekła, ogarniał sobą całe pole.

55  Nad fosą w podłuż ściany granitowejŁuczne Centaury biegały w orszaku,Jako tam w górze, gdy chodzą na łowy.

58  Gdy nas ujrzały, stanęły na szlaku,Zaś trzy potwory skoczyły przed tłuszczę,Gotując groty dobyte z sajdaku.

61  A jeden wołał: »Na jakie w tę puszczęSchodzicie męki, hej z gór przychodniowie?Odpowiadajcie, albo bełt wypuszczę!«

64  Na to Mistrz odparł: »Sam Chyron się dowieCo my za jedni, jakie nasze sprawy;Prędka chęć nigdy nie szła ci na zdrowie«.

67  Tknął mię i szepnął: »To jest Nessus żwawy,Co go zgubiła piękna DejaniraI co sam pomścił swojej śmierci krwawej.

70  Ten średni, który na swą pierś spoziera,Chyron, Peleusowego piastun syna;Ów Folus; za gniew piekło go potyra.

73  Tysiąc ich łuki nad fosą napinaI godzi w duszę, co się z krwi wychynieWięcej, niżeli pozwala jej wina«.

76  Ku szybkonogiej poszliśmy drużynie;Chyron bełt wyjmie i końcem pociskuBrodę kosmatą pod szczęki podwinie,

79  A odsłoniwszy kły w okropnym pysku:»Uważcie«, mówi, »wtóry z tych co schodzą,Stąpając wzrusza głazy w usypisku.

82  Chyba on żyje, lub mię zmysły zwodzą...«Mistrz podszedł; łona sięgał mu ciemieniem,Gdzie się dwa stany w ludozwierzu godzą.

85  »Żyw on«, tak mówił, »a tych jaskiń cieniemZe mną samowtór idzie, prowadzonyNie ciekawością, ale przeznaczeniem.

88  By mi go zlecić, swoje antyfonyPrzerwała Pani o niebiańskiej twarzy;Ni on jest zbrodzień, ni ja duch splamiony.

91  W imię Potęgi, przez którą się ważyMa stopa w dzikie ścieżki tego grodu,Jednego z twoich dodaj nam dla straży.

94  Niech nam pokaże, którędy do brodu,A jego niechaj weźmie na swe bary,Bo nie jest z duchów uskrzydlonych rodu«.

97  W prawo stał Nessus; Chyron do poczwaryZwrócon, rzekł: »Ruszaj i bądź przewodnikiemI odpędź, gdy im drugie zajdą chmary«.

100  Iść my poczęli za wiernym strażnikiemNad tonią wrzątku, co się pąsem krwawiłI gdzie pękały bańki z głośnym sykiem.

103  W strudze lud mnogi aż po brwi się pławił.»To jest tyranów ród«, Centaur powiada,»Co się łupiestwem i mordem splugawił.

106  Tu się za srogie krzywdy odpowiada;Aleksy tu jest z Dyjonizym społu,Co nań tak długo Sycylija biada.

109  Przypatrz się temu z kruczym włosem czołu:To jest Azzolin; ów, co włos ma płowy,Obizzo d’Este; z ziemskiego padołu

112  Zły syn go strącił w ten nurt rubinowy«.Chciałem coś pytać, lecz Mistrz: »Już ja z bokuPójdę«, rzekł, »niech cię wódz prowadzi nowy«.

115  Cokolwiek dalej Centaur wstrzymał krokuNad rzeszą, która, zdawało się, toniePo samą szyję we wrzącym potoku.

118  Widmo ukazał samotne na stronie,Mówiąc: »Wielbione nad Tamizy wałemSerce on rozsiekł u Boga na łonie«.

121  Dalej tłum czerniał wynurzony ciałem,Głowę wznoszący, widny aż po brzuchy;Pośród mar ludzkich niejednę poznałem.

124  Coraz to płycej szedł nurt wrzącej juchy,Tak, aż nareszcie stóp im ledwie tyka:Tuśmy przez fosę przeszli na brzeg suchy.

127  »Jak z tego końca coraz się umykaWrzątek, że ledwie dno łożyska myje,Masz wiedzieć«, brzmiały słowa przewodnika,

130  »Że z drugiej strony niżej w grunt się ryje,Aż wreszcie ową kończy się głębiną,Gdzie okrucieństwo wiecznym jękiem wyje.

133  W tej głębi własną zatraceni winą,Cierpią: Attyla, ów bicz boży ziemi,Sekstus i Pyrrhus; tam łzy z oczu płyną,

136  Gdy się ich śluza warem krwi otworzy,Obu Rinierom, co gnębili srodzeZiemię i byli postrachem rozdroży«.

139  Zwrócił się i w bród wracał po swej drodze.

Comments

Loading comments…