Pieśń XV

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Krok teraz niesiem po cembrzynnej skale,A para, co się unosi nad strugą,Broni od ognia i brzegi i falę.

4  Jako więc między Guizzantem a BrugąFlamandczykowie morzu czynią wstrętyI odpierają przypływ tamą długą;

7  Lub Padewczycy po wybrzeżu Brenty,Gdy ochraniają swe miasta i grody,Nim Chiarantana od wiosny poczętej

10  Roztaje; taki biegł wał brzegiem wody,Lecz niższy, tudzież na grubość mniej spory,Dzieło rąk mistrza tajemnej przyrody.

13  Gdzieś w tyle został z dziwnymi upioryGaj i już zniknął z widnokręga wzrokuNiedostrzegalny; a wtem przez ugory

16  Piasków spostrzegam wzdłuż tamy potokuDusz grono ku nam idące z dalekaI wpatrujące się w nas, jak o zmroku

19  Na nowiu człowiek patrzy się w człowieka;Tak nam te widma wzrok wlepiały w twarze,Jak stary krawiec w igłę, gdy nawleka.

22  A gdy podeszli, gdzieśmy stali w parze,Jeden poznawszy mię, za suknię chwytałI zadziwiony wołał: »Czy ja marzę?«

25  Więc ja do ducha, który tak mię witałŚciągnięciem dłoni, obrócę powiekęDość blizko, żem z lic, kto był zacz, wyczytał.

28  Potem do twarzy przez piekielną spiekęSkróś przepalonej, twarzy mej nachylę:»Czy to wy, panie Brunetto?« tak rzekę.

31  »Synu mój«, odparł, »zechciej przyjąć mile,Że przy twym boku Brunetto LatiniKęs pójdzie, orszak zostawiając w tyle«.

34  »Jak chcesz«, powiadam, »niech się tak uczyni;Usiądźmy razem, jeśli życzysz, Panie,A on pozwoli, Wódz mój w tej pustyni«.

37  Tedy on: »Kto tu na chwilę przystanie,Za karę leżąc musi stoma latyBezbronny znosić ogniowe smaganie.

40  Ale idź naprzód, a ja w ślad twej szaty,Aż tłum dopędzę, co ze spiekłem ciałemKroczy, wieczystej żaląc się zatraty«.

43  Jam zstąpić nie śmiał i wciąż szedłem wałem,Który me stopy od żarów odgradza,Lecz jak człek pełen czci, głowę schylałem.

46  On rzekł: »Jakiż traf czy przeznaczeń władzaPrzed dni ostatkiem na ten szlak cię miecieI kto jest owy, co cię przeprowadza?«

49  Więc ja mu na to: »Tam na jasnym świecieZabłąkałem się w boru nieprzebytym,Nim się spełniło moje pełnolecie.

52  Wynijść zeń chciałem wczoraj rannym świtem,Alem nie zdołał, aż mię wziął pod stróżąOn, i tem ujściem oto wiedzie skrytem«.

55  »Byleś gwiazd słuchał«, rzekł, »które ci służą,Do zaszczytnego wpłyniesz portu, skoroZnaki o tobie, jak wiem, dobrze wróżą.

58  A ja, gdybym był nie umarł przed porą,To widząc one gwiazd nad tobą śluby,W spełnieniu dzieła byłbym ci podporą.

61  Lecz ten złośliwy lud i samoluby,Który z fiezolskich zszedł kamiennych progówI tak jak one jest twardy i gruby,

64  Odpłaci tobie jak najgorszy z wrogów;A słusznie wcale, bowiem nie wypada,By figa owoc rodziła śród głogów.

67  Ślepymi stara powieść ich powiada:Rasa zawistna, chciwa, w złości żwawa...Niechże na tobie ten brud nie osiada.

70  Tobie się taka z losu znaczy sława,Że cię ułaknie, kto dziś prześladuje;Lecz niech od kozła zdala rośnie trawa.

73  Niechże się wzajem na barłóg tratujeTrzoda fiezolska, ale niech się strzeżeDotykać ziela, jeśli gdzie kiełkuje

76  Na tem śmiecisku, wyrosłe z macierzeRzymskiej, z tych Rzymian, co tam mieli chaty,Gdy powstawało nieprawości leże«.

79  »Gdybym«, powiadam, »otrzymał przed latyO com się modlił, ty, ziemi banita,Nosiłbyś dotąd człowieczeństwa szaty.

82  W pamięci mojej żyje, tak wyrytaJak dziś bolesną widzę, twoja postaćI twa nauka, z której mi wyświta,

85  Nieśmiertelności jako można dostać.Jeśli żyć będę, świat z mych dzieł obaczy,Jak pragnę łasce twej wdzięcznością sprostać.

88  To, co powiadasz, że z gwiazd mi się znaczy,Z tem, co mi inne wróżyły znachory,Dobra mi Pani, da Bóg, wytłómaczy.

91  To jedno pewnie wiedz, że każdej pory,Bylem w sumieniu swem miał wartownika,Słuchać przeznaczeń głosu jestem skory.

94  Już mię raz drugi ta wróżba potyka;Jak trzeba, niech się wolą losu święciFortunie koło, a chłopu motyka«.

97  Tu Wódz mój głowę na prawo przekręci,Pogląda na mnie bystro, wreszcie powie:»Dobrze ten słuchał, kto chowa w pamięci«.

100  Ja przecież ciekaw, nowe wieści łowię,Brunettowego idąc bokiem cieniaI kto są jego znaczniejsi druhowie

103  Pytam. »Jedni«, rzekł, »godni przypomnienia,Drudzy niech lepiej będą nie nazwani;Czas broni wszystkich wyliczać z imienia.

106  Wiedz: wszystko wielcy mędrcy i kapłani,Których świat w liczbę najsławniejszych kładzie,A wszyscy jednym grzechem pokalani.

109  Tam Pryscjan chodzi w bolesnej gromadzie,Także Franciszek z Accorso z nim drugi;Gdybyś się bliżej przyjrzał tej szkaradzie,

112  Ujrzałbyś kogoś, co z rozkazu sługiSług był z nad Arna słan nad Bachiglionę,Gdzie zezuł członki, żądne złej posługi.

115  Więcej-bym mówił, ale w waszą stronęNiewolno dalej iść, bo oto świeżeSpostrzegam dymy z piasku podniesione;

118  Lud idzie mnogi, kędy nie należę.Lecz przecie, zanim odejdę, w rozłąceSkarb mój, gdziem żywy jest, tobie powierzę«.

121  Zaczem się zwrócił i rozpuścił ręceNogi, sposobem biegnącego mężaO płaszcz zielony na werońskiej łące:

124  A biegł tak szybko, jak ten, co zwycięża.

Comments

Loading comments…