Pieśń XXIII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Samowtór szliśmy, samotni i niemi;Mistrz mój na przedzie, ja po jego tropie,Sposobem Braci Mniejszych pośród ziemi.

4  Ja zatrzymawszy myśli na Ezopie,W bitwie djabelskiej do bajki o szczurzeI żabie dziwne podobieństwo tropię.

7  Bo mniejszy związek dwu członów w figurzeLogicznej, niż tu, kiedy z punktów wielaZważając, skutek po przyczynie wróżę.

10  A jako z myśli druga myśl wystrzela,Tak się rachuba ma z rachubą składaI podwójnym mię lękiem onieśmiela.

13  Rozumowałem tak: Djabelska zwadaPrzez nas powstała, przez nas owa psota;W czartach się musi burzyć złość nielada.

16  Gdy jeszcze podstęp na gniew się namota,Wnet na nas wścieklej wpadną czarcie złaje,Niż charty w polu poszczute na kota.

19  Toż czułem, że mi włos na głowie wstaje;Za Mistrzem stojąc i piekielnej wrzawiePodając ucha: »Mistrzu, mnie się zdaje«,

22  Rzekłem, »że jeśli stąd się nie wybawię,Sfora Złych Szponów prędko nas dopadnie;Ja ich tak czekam, że już czuję prawie«.

25  »Choćbym zwierciadłem był, tak się dokładnieTwój kształt zewnętrzny we mnie nie wyświęci,Jak się wewnętrzny tu przede mną kładnie.

28  Dwie myśli nasze z pod jednej pieczęciW tej chwili wyszły, jednakowym ślademRyjąc powstałe w obu sercach chęci.

31  Jeśli pozwoli prawy stok swym składemDo następnego opuścić się rowu,Przed spodziewanym umkniemy napadem«.

34  Ledwo dał wyniść z ust otuchy słowu,Gdy spojrzę, skrzydła wyprężając skore,Lecą szatani w nadziei obłowu.

37  Ale Przewodnik pochwycił mię w porę:Tak matka nocnym zbudzona rozruchem,Gdy ujrzy, że dom nad jej głową gore,

40  Porywa dziecię i ucieka duchem,Więcej o skarb swój niż o siebie dbała,I nie odzieje się nawet rańtuchem...

43  Na wznak się rzucił i ciężarem ciałaSunął po zboczu stromego urwiska,Którem się druga fosa zamykała.

46  Nie tak się rączo wyrywa z łożyskaPotok, kamienie obracać u młyna,Nawet, kiedy już na koła się ciska,

49  Jak Mistrz, gdy niósł mię, gdzie owa ruinaSterczy, na piersi położywszy swojeNie jak wspólnika drogi, lecz jak syna.

52  A ledwo stanął na dnie, djabłów roje,Spojrzę, nad nami biegną samą granią,Lecz już się teraz ich złości nie boję.

55  Opatrzność, co ich nad piątą otchłaniąPostanowiła naczelnymi pany,Nie pozwoliła wychylać się za nią.

58  Tu-ś-my znaleźli naród farbowany:Płacząc, powolnie wlókł się w okół góry,Zdał się znużony bardzo i znękany.

61  Odzian był w płaszcze i nizkie kapturyNa oczy, krojem i miarą takowe,Jak w Kolnie noszą zakonników chóry.

64  Złocony kaptur krył grzesznikom głowę,Wewnątrz tak grubo ołowiem podbity,Że słomką przy nim hełmy frydrykowe.

67  O wiekuistych udręczeń habity!...W lewo skręcamy, chcąc pójść w równej mierzeZ nimi, wsłuchani w ból płaczem niesyty.

70  Lecz snać im straszne ciężyły pancerze,Bo szli tak wolno, że przy każdym ruchuMieliśmy coraz towarzystwo świeże.

73  Więc ja do Mistrza: »Spójrz, w cieniów łańcuchuRozpoznaj kogo, w krąg podawszy głowęI o jakim mi sławnym powiedz duchu«.

76  Wtem jeden, który toskańską znał mowę,Wykrzyknął do nas: »Wstrzymajcie się w pędzie,Wy, przez powietrze biegnący kirowe;

79  Może ja ciebie objaśnię w tym względzie«.Wódz się obrócił: »Stań, gdy prosi o toI niech krok jego twemu miarą będzie«.

82  Stanę i widzę dwu, partych ochotąDojścia mnie, lecz kruk niosących powłokiem,Wagą wstrzymany i drogi ciasnotą.

85  Wreszcie podeszli, popatrzyli bokiem,Potem do siebie, jakby zawahaniSzeptali, obcym zdziwieni widokiem:

88  »Że jeden żyje, widno z ruchu krtani;Lecz choćby zmarli, przez jakie przejrzeniePrzychodzą w ciężki habit nie ubrani?

91  O, Toskańczyku, w smutne ZgromadzenieObłudnych takim zapędzony cwałem,Niech cię nie płoszy od nas obrzydzenie!«

94  Więc ja: »Rodziłem się i wychowałemW przesławnem mieście u Arnowej fali,A ciało dotąd mam to, które miałem.

97  Ale wy co zacz, z których tak się żaliKatusza, iż łzą wytryska na liceI na kapturach blaskami się pali?«

100  A widmo rzekło: »Te płowe kapiceTak są ołowiem ciężkie, że pod niemiKość nam jak waga pod ciężarem zgrzyce.

103  W Bolonii zwą nas Braćmi Uciesznymi:Jam jest Katalan, on Lodryng się zowie;Urzędy w twojej oddano nam ziemi,

106  Bo z żadną partją nie zostając w zmowie,Rokowaliśmy pokój; jak wesołyNasz pokój, świadczy Gardyngi pustkowie«.

109  »Bracia!« zacząłem, »te wasze mozoły...«Lecz nie skończyłem; uwagę mą skłóciłNędzarz do ziemi wbity trzema koły.

112  Kiedy mię ujrzał, okropnie się rzuciłI w brodę ciężko sapał, rozszlochany;A brat Katalan do mnie głos obrócił:

115  »W Faryzeusze ten ukrzyżowanyWmówił, że godzi się dla praw powagi,By człowiek za lud na śmierć był wydany.

118  Na drodze leży przebity i nagi,A kto przechodzi tędy, musi wprzódyDać piersiom jego swej doświadczyć wagi.

121  Teść jego na te-ż potępiony trudy;W tym samym dole reszta Synagogi,Która nasieniem była złem dla Judy«.

124  Widziałem, jak się zdziwił Mistrz mój drogiMarze na własnym krzyżu przygwożdżonej,Wygnanej na te wieczyste rozłogi.

127  Potem się ozwał, do mnicha zwrócony:»Jeżeli wolno i tę łaskę mamy,Powiedzcie proszę, czy tu z prawej strony

130  Niema w następny dół wiodącej bramy,Byśmy bez czarnych pomocy aniołówSwobodnie mogli z waszej wyniść jamy«.

133  »Bliżej niż sądzisz, jest tu most, co z dołówStudziennych aż do wielkiego koliskaPrzecina wszystkie koryta wądołów,

136  Jedno naszego sobą nie przyciska,Jako że runął; owym powalonymMostem wam drogę uścielą zwaliska«.

139  Mistrz stał przez chwilę z czołem pochylonem,Potem rzekł: »Licho swej użył przekoryTen, co tam łotrów rozszarpuje szponem«.

142  Mnich na to: »Uczą bolońskie doktoryO czarta złości, a między innemi,Że ojcem fałszu jest, do kłamstwa skory«.

145  Tu Mistrz wyruszył kroki ogromnymi,Twarz jego była gniewem pomieszana;Zaczem wyszedłem z obarczonych ziemi

148  W ślad ukochanej stopy mego Pana.

Comments

Loading comments…