Pieśń XXV
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Tak powiedziawszy, rabuś pięści obieW dwie figi złożył i w butnej zajuszeKrzyknął: »Hej Boże, weź to, daję tobie!«
4 Odtąd być wężom przyjacielem muszę:Jeden nań wpełznął, krtani sięgał pyskiem,Jakby mu groził: Milcz, bo cię uduszę!...
7 Drugi ramiona ciałem oplótł ślizkiemA łeb z ogonem w kluczkę wiążąc z przoduUnieruchomił go takim uściskiem.
10 Ej-że Pistoja! czemu twego groduNie przeklniesz w popiół rozpaść się na szczęty,Gdyś gorsza, niźli szczep twojego rodu?
13 Równie bezbożnej między piekieł skrętyNie naszłem pychy, bo nawet u ducha,Co był z tebańskich murów gromem zdjęty.
16 Zbluźnił i umknął z wężem miast łańcucha;Wtem przypadł Centaur, z wściekłości się pieniWołając: »Gdzie jest, gdzie jest?.. Daj tu zucha!«
19 W Maremmie tyle gadów się nie pleni,Ile ich lazło po grzbiecie poczwaryI tam, kędy się zwierz w człowieka mieni.
22 Pod potylicą, wczepiwszy się w barySiedział smok; skrzydeł nastroszył się błoną,Na przechodzących rzygał krwawe pary.
25 Mistrz rzekł: »To Kakus, co granitów łonoPod Apeninów drążone posadąNiejednokrotnie krwią zbluzgał czerwoną.
28 Nie chadza razem z Centaurów gromadą;On to podstępem Herkulesa pożył,Gdy z blizkich pastwisk ukradł wielkie stado.
31 Ale się dowcip jego wnet ułożyłOd strasznych razów maczugi olbrzyma:Sto ich wziął, ale dziesięci nie dożył«.
34 Wtem Centaur przebiegł i znikł przed oczyma.A trójca duchów szła dołem. W rozmowyToku nie widzim jej, aż się zatrzyma
37 I patrząc na nas zawoła: »A kto wy?wy?«...Więc tu się nasza gawęda urywa,Ku nim uważne obracamy głowy.
40 Jam ich nie poznał, ale jak to bywa,I jak się właśnie zdarzyło w tej porze,Jeden drugiego nazwiskiem przyzywa
43 Wołając: »Cianfo! Gdzieżeś to nieboże?nieboże?«...Ja żeby ostrzec, że tu coś się święci,Palec w poprzek ust i brody położę.
46 Gdybyś słuchaczu wierzyć nie miał chęci,Wcale-bym tobie nie dziwił się, skoroJa dziś sam własnej nie ufam pamięci.
49 Poglądam po nich, gdy za jedną zmorąWąż sześcionożny bieży; raptem skoczyłI wpił w skazańca swoich nóg sześcioro.
52 Dwiema średniemi tułów mu otoczył,Ramiona ujął w przednie nogi obie,Kłami policzki uszczypał i zbroczył.
55 Tylne po udach ściągnął i w tej dobieChwost między nogi opuściwszy dołemPrężył go z tyłu po krzyżowym żłobie.
58 Nigdy tak powój nie okrąża kołemPnia, jak ci obaj ciałmi się zczepili,Wszystkimi członki powiązani społem.
61 Potem się jako ciepły wosk stopili,Zmieszali barwy i jestestw znamiona,Ani pozostał ślad, czem wprzódy byli.
6164 Jako więc w ogniu karta przypalona,Na której barwy tracą czystość swoję:Czarność nie doszła, a białość już kona.
6467 Więc duchy patrząc na dziwne przestroje:»Agnelu, co za kształt przybierasz nowy,Że już nie jesteś ni jeden ni dwoje?«
6770 W tej chwili obie stopiły się głowyI dwa ujrzałem lica w jedno zlane,Ale z istoty śladem dwulicowej.
7073 Dwie pary ramion na jedno zebrane,Nogi i uda, tułowy i brzuchyStworzyły kształty nigdy niewidziane.
7376 Pierwotną postać pokruszyły duchy:Stwora się zdała ni to czem, a niczemI powlekła się powolnymi ruchy...
7679 Jako jaszczurka pod słonecznym biczemZ krzaku do krzaka w dzień kanikularnyPrzemyka niby mknieniem błyskawiczem,
7982 Tak do dwu drugich potępieńców marnejPostaci żmijka przypadła gniewliwa,Żółta, czarnemi centkowana ziarny.
8285 W miejsce skąd pierwszy pokarm nam przybywaSkoczył gad i kłem cios duchowi zadał,Potem padł przed nim niby rzecz nieżywa.
8588 Ranny stał prosto, patrzał, nic nie gadał,Tylko w przeciągłe zapadł poziewanie,Jakby był w febrze, lub go sen napadał.
8891 Żmija na niego, on poglądał na nię:Ona paszczęką, a on kurzył ranąI łączyło się owo parowanie...
9194 Niech teraz Lukan zamilknie z odmianąSwego Nassyda, albo Sabellona,Niech tu rzecz zważa bardziej niesłychaną.
9497 Niech Aretuza i Kadmus Nazona,Ten zmienion w węża, a tamta w krynicęZbledną; dziw u mnie większy się dokona.
97100 Bo nigdy on tak dwu natur graniceNie zniósł, by z formą w dwoistej osobieRazem materję obrócić na nice.
100103 Oto w jakim się złożyli sposobie:Ogon się w dwoje rozczepił u gadu;Gdy zaś zranieniec skupił stopy obie,
103106 Łydki i uda ze ścisłego składuTak się spoiły i tak w siebie wsiękły,Że ze spojenia nie zostało śladu.
106109 W nogi się zmieniał gadu chwost rozpękły,Kształt nóg zaś ginął; skóry co je kryły,Tutaj twardniały, a tam zasię miękły.
109112 Ramiona coraz w pachy zachodziły,A łapy węża ściągane ku dołuTam ubywały, a tu się dłużyły.
112115 Potem zaś tylne, związane pospołu,Stały się członkiem wstydliwym człowieka,A srom nędznika rozczepił się w połu.
115118 Gdy nową barwę na obu wypiekaDym, razem szerć im zmienia w tymże czasie:Jednemu zdziera, drugiego obleka.
118121 Więc jeden padał, drugi wstawał zasię,Lecz wciąż wlepiali w siebie niecne oczy;Pod ich spojrzeniem w twarzach zmiana gra się:
121124 Ten co stał teraz, pysk we skronie wtłoczy,A zaś z nadmiaru materji wchłoniętejW policzkach para uszu mu wyskoczy.
124127 Z reszty zaś paszczy na tył nieściągniętej,Jak twarzy ludzkiej wymaga budowa,Usta składają się i nos wydęty.
127130 U leżącego wzdłużała się głowaZaczem w głąb czaszki uszy się wsuwałyJak u ślimaka, kiedy rogi chowa.
130133 Więc język mowny pękł na dwa kawały,A węża język rozczepiony, składemCzłowieczym zlał się — i dymy ustały.
133136 Duch, co z człowieka stał się teraz gademSycząc umykał w głębokie parowy,Drugi coś mruczał, parskał i biegł śladem.
136139 Wreszcie od niego grzbiet odwrócił nowyI mówił tamtym: »Niechże Bozo czyniJak ja, gdym pełzał po ścieżynie owej«.
139142 Te dziwy w siódmej widziałem pustyni:Jeśli chybiło nieco moje pióroPrzez rzeczy nowość, niech mię nikt nie wini.
142145 A choć mi oczy zachodziły chmurą,Choć się zmysł mieszał tą kształtów zatratą,Nie dość umknęli spiesznie, by posturą
145148 Nie zdradził mi się Puccio Sciancato.On jeden z trójcy widnej nam przez chwilęZostał z dawnego człowieczeństwa szatą.
148151 Trzeci, to powód łez twoich, Gaville.
Comments
Loading comments…