Pieśń XXXI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Tenże sam język naprzód mię skaleczył,Aż krwią się moje lica zrumieniły,I tenże prędko zadraskę wyleczył.
4 Podobna miała być czarownej siłyWłócznia Peleusa i Achillesowa,Że od niej własne rany się goiły.
7 Za nami ziemia została morowa;Okalającym ją kamiennym wałemSzliśmy, nie mówiąc do siebie ni słowa.
10 Nie było nocą, nie było dniem białymI zmysł mozolnie w mroku się przekradał,Gdy dźwięk tak gromki trąby usłyszałem,
13 Że przy nim wszelki inny głos przepadał:Więc przeciw niemu od skalnego proguWzrok posyłany głąb czeluści badał.
16 Po smutnej klęsce, gdy zdradzony wroguPadł w bitwie święty poczet Karlomana,Nie grzmiał tak strasznie Roland na swym rogu.
19 Zwróciłem głowę: skróś cieniów tumanaUjrzałem niby wysokie wieżyce:»Co za gród taki?« pytam mego Pana.
22 »Oczy puszczone w mroczną okolicęDalekiej mety wypatrzeć nie mogą,Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę.
25 Skoro za naszą tam zajdziemy drogą,Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy,Jeno spiesz i sam bądź sobie ostrogą«.
28 Tak rzekł i dłoń mą ujął piewca tkliwyDodając: »Zanim staniemy nad nimi,Byś nie otwierał oczu jak na dziwy,
31 Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi;Z pośrodka jamy w głąb piekielną wklęsłejTułowy sterczą wyprostowanymi«.
34 Jak w chwili, gdy się mgły z powietrza strzęsłyWzrok wyłuskiwać zacznie kształtów ziarno,Które wprzód przed nim taił obłok zgęsły,
37 Tak gdy spojrzeniem wiercę gęstwę czarną,W miarę jak kroczym do studziennej dziury,Złudzenie pierzcha, a strachy się garną.
40 Jako wieńczące Montereggion muryW okół u szczytów basztami się stroją,Tak w cembrowiny wnętrzu, w pół postury
43 Na wzór wież kołem wielkoludy stoją;Ich to dziś jeszcze, kiedy huczy burza,Gniewem Jowisza gromy niepokoją.
46 Już mi się jedna, druga twarz wynurza;Spostrzegam barki, piersi, wypuklinęBrzucha, po bokach zwieszone ramiona.
49 Że na potwory takie stłukła glinęNatura, błądzi kto się temu dziwi:Marsowi groźną zabrała drużynę.
52 Jeśli po dziś dzień wieloryby żywiI słonie, uzna, kto rzecz lepiej bada,Że tu zrobiła mądrzej i godziwiej.
55 Bo gdzie z rozumem połączy się zdrada,A taka przemoc przystąpi do złości,Tam słaba ludzkość zostaje bezrada.
58 Jako piotrowa szyszka, tej wielkościByła ogromna głowa wielkoluda;W równym stosunku do niej inne kości.
61 Brzeg, co mu służył przepaską na uda,Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary;Trzem Fryzom czuba sięgnąć się nie uda,
64 Choć staną jeden drugiemu na bary;Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinamy,Trzydzieści piędzi liczył naszej miary.
67 Rafel mai amech zabi almi z jamyZaryczał, dziką dręczony katuszą:Takimi psalmy biją piekieł chramy.
70 A wtem go zgromił Wódz mój: »Głupia duszo,Dzierż się swej trąby, niechże przez nią wyjeGniew i te wszystkie pasje co cię duszą.
73 Duszo zbieszona! Sciągnij dłoń, u szyjeTrafisz na rzemień, trąby wartownika,Co w okół piersi wielkich ci się wije«.
76 Potem rzekł do mnie: »Ten co tak porykaJuż sam się zdradził; oglądasz Nemroda,Co pychą jedność zatracił języka.
79 Zostaw, niech stoi, słów ci tracić szkoda;Jak on niczyjej mowy, tak nawzajemJego nie pojmie nikt, choć ucha poda«.
82 Idziemy przeto dalej murów skrajemI postąpiwszy na odległość strzałyDuższego jeszcze olbrzyma zastajem,
85 Związać go, nie wiem kto był dosyć wdały;Prawe do grzbietu, lewe ramię duchaDo piersi szczelnie przywarte sterczały,
88 Przymocowane żelazem łańcucha,Co szedł od szyi i pięćkroć krępowałKadłub odkryty cały aż do brzucha.
91 »Ten śmiałek możnych sił swoich próbowałNa arcybogu w zuchwałym obcesie«Rzekł Wódz mój, »za to tak go Jowisz skował.
94 Efialt mianem; wojował w tym czesie,Kiedy to bogów straszyli olbrzymi;Ramion, co prężył, więcej nie podniesie«.
97 »Wolno-li« mówię, »chciałbym dziwo ziemi,Bryjareusza nieludzkiej wielkościUjrzeć i zmierzyć oczyma własnemi«.
100 Odrzekł: »Tu jeno Antej na wolnościMieszka, używa naszego języka;Ten nas wysadzi na dno wszelkiej złości.
103 Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka,Stoi od miejsc tych odległy niemało;Twarz jego bardziej ohydna i dzika«.
106 Nigdy trzęsienie tak nie zatargałoDreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży,Jak się zatrzęsło Efialta ciało.
109 Tedy śmiertelny strach we mnie uderzyI pewnie skonałbym z bojaźni samej,Gdybym go w takiej nie widział obieży.
112 Znowu się nieco naprzód posuwamy,Aż Anteusza najdziem; ten do pięciSążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy.
115 »Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięciScypiona schedę dziedziczyły dziejeW dniu, co się klęską Hannibala święci
118 I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje;Byś był w Tytanów boju, jak niektórzyChcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje,
121 Wyszliby może zwycięzcami z burzySynowie ziemi; weź nas i staw na dnie,Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży.
124 Nie każ nam innych szukać; ten tu snadniePragnieniu twemu wygodzi na świecie;Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie.
127 On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie;Jeśli mu łaska boża żyć pozwoli,To jeszcze przejdzie życia pełnolecie«.
130 Tak rzekł Mistrz, Olbrzym ruszył ku nam k’woliI wziął go dłonią ręki wyciągniętej:Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!...
136133 Gdy się Wirgili poczuł w garść ujęty,Rzekł: »Niech twa kibić pod mą dłonią będzie;I tak się ze mną złożył jak dwa pręty.
139136 Jak gdy ustawisz się przy GarysendzieI oczy zwrócisz na niebieski pował,Szczyt ci umyka przeciw chmurom w pędzie,
142139 Tom miał widzenie, gdym się przypatrowałAnteuszowi, jak się giął, niezmierny;I jużem drogi tym szlakiem żałował.
145142 On lekko złożył nas na dnie cysterny,Gdzie z Lucyperem Judasz w męce stężał;A nie trwał długo w zgięciu piastun wierny,
148145 Lecz się jako maszt okrętu wyprężał.
Comments
Loading comments…