Pieśń XXXII

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Piekło

1  Gdybym znał rymów twarde, chrypłe zgrzyty,Jako się godzi kreśląc smutną norę,Na której wszystkich kół ciężą granity,

4  Możebym wyżął soki bardziej sporeZ mego przedmiotu; lecz że niebogataMowa, ze strachem pieśń tę przedsiębiorę.

7  Bo to nie lada rzecz opisać świataWszystkiego środek i językiem jeszcze,Który zaledwie jąka: »mama, tata«.

10  Wiersz mój niech wesprą owe Panie wieszcze,Co grodzić Teby wsparły Amfiona;Niech w swoich słowach swoję treść pomieszczę.

13  O wy nad wszystko wyklęte plemionaZ miejsc, które tyle opisać mi trudniej,Bogdaj wam dola trzód była znaczona!...

16  Już my stanęli na dnie ciemnej studniNiżej strażnika z piekielnej załogi,A jam na mury patrzał; wtem zadudni

19  Odgłos mówiący: »Ostrożnie staw nogi,Bo piętą, w której snać litości nie ma,Depcesz po czaszkach twej braci ubogiej!«

22  Obróciwszy się, widzę przed oczymaI pod stopami zamarzłe jezioro,Szklane od mrozu co je w więzach trzyma.

25  Nigdy tak grubą nie kryje się korąDon, co chłodnemi strefami przebiega,Ni austryjacki Dunaj mroźną porą.

28  Gdyby Tabernik z pól które zalegaTu spadł, lub całą Pietrapana mocą,To nie zachrupałby lód nawet z brzega.

31  A jako żaby, gdy w stawie rechocą,Pyszczki wyścibią w on czas, gdy to żniwoWieśniaczkom częściej przyśniwa się nocą,

34  Tak aż do miejsca, co pierwsze wstydliwąBarwą się krasi, klekcąc jak bociany,Sterczały duchy wbite w lodu szkliwo.

37  Głowy ku szybie gięły zwierciadlanej;Wargi mrozowi, oczy każdej zmoryMęce świadczyły niewypowiedzianej.

40  Spojrzę na okół, potem w dół komoryI pod stopami widzę dwu nędzarzyTak spiętych, że łbów plątali kędziory.

43  »Kto wy i co wam tak piersi kojarzy?«Pytam; więc oni szarpną głowy zlepłeI obracają ku mej stronie twarzy.

46  Z ócz tryskające dwa strumienie ciepłeNa twarz się tocząc stygły i w powłoceLodu na klamry wyrastały skrzepłe.

49  Nie tak się hakiem spinają dwa kloceJak ci dwaj; zaczem jak tryki na stepieZe złości głową druh druha łomoce.

52  Inny z dziurami miast uszu w czerepieMrozem wyżartych, w dół głowę pochyliI pyta: »Czemu tak wytrzeszczasz ślepie?

55  Chcesz poznać, kto są ci sobie niemili?Ową dolinę gdzie Bisenzio płynie,Wiedz, naspół z ojcem Albertem dzierżyli.

58  Z jednej macierzy obaj; byś w KainieNajdłużej szukał, duch tu się nie chowaGodniejszy marznąć w piekieł zakrzeplinie.

61  Nawet ten, co mu strzała ArtusowaW piersi i w cieniu wraz otwarła ranę;Ani Focaccia, ni ten, czyja głowa

64  Taką przed wzrokiem stworzyła mi ścianę,A który zwie się Sassol Mascheroni:Kto był, wiesz, mając ojczyzną Toskanę.

67  Ja, skoro mię już twe natręctwo goni,Jestem Camicion de’Pazzi; KarlinaCzekam, on wielką mą zbrodnię przysłoni«.

70  Co stąpnę, z lodu twarz mię straszy sina;Odtąd nie mogę na zmarzłe bajoraPatrzeć, bo mi się strach ten przypomina.

73  Idziemy dalej, gdzie piekielna noraZbiega do środka wszelkiego ciążenia;W mroku się z lękiem dusza moja pora.

76  Z bożej-li woli, z trafu, z przeznaczenia,Nie wiem: stąpając po zamarzłej faliNogą trąciłem łeb jednego cienia.

79  »Czemu mię kopiesz?« płacząc duch się żali;»Czy może, abyś przyczynił mej nędzy,Za Montaperti tutaj cię przysłali?«

82  »Wstrzymaj się Mistrzu« powiadam, »niech międzyDuchami tego wyświecę dowodnie,Potem już pójdę, jako życzysz, prędzej«.

85  Stanął; do ducha skrzepłego za zbrodnięCo wciąż klątwami miotał, obelżywy,Krzyknąłem: »Ktoś jest, który lżysz przechodnie?«

88  »A ty kto?« odparł, »tak nielitościwy,Śród Antenory piętą ludzkie twarzeHańbiący, jakby człek nie umiał żywy?«

91  »Jeszcze ja żyję«, tak odrzekłem marze,»A mogę miłym stać się, kiedy wieściO tobie światu śród innych przekażę«.

94  A on: »Ja tutaj nie pożądam cześci;Źle umiesz schlebiać jeńcom tego dołu;Idź precz ode mnie i oszczędź boleści!«

97  Tedy-m mu ręką zatargał chochołu:»Zaraz mi wyznaj swój ród i swe losy,Lub zdejmę wszystek włos podłemu czołu!«

100  A mara: »Za to, że mi targasz włosy,Nic ci nie wyznam, ani się odkryję;Niczego tutaj nie wymogą ciosy«.

103  Więc krzywe palce w kudły jemu wbijęI już niejeden kędzior wydrę w czubie;Duch oczy spuszcza ku dołu i wyje.

106  A wtem głos ozwał się w lodowym łubie:Co ci to Bocca? Niedość dzweonićdzwonić w szczękę,Jeszcze i wyjesz? jaki czart cię dzióbie?«

109  »Teraz już możesz nie gadać!« tak rezekęrzekę,»Zdrajco ohydny! już twojej osławyWstyd nieśmiertelny na światło wywlekę«.

112  »Idź precz, głoś sobie gdzie chcesz, moje sprawy,A jeśli wyjdziesz stąd za czyją wodzą,Nie zamilcz o tym, co miał język żwawy.

115  Za Francji złoto łzami mu zachodząPowieki; zdrajca z Duera się kryje,Opowiedz, w lochu, gdzie się mary chłodzą.

118  Chcesz-li usłyszeć jeszcze imię czyje?...Beccheria siedzi tu pod szybą szklaną:Florencja jemu poderznęła szyję.

121  Gian de Soldanier ma tu być i GanoI Tebaldello, przez którego padłaTwierdza Faency, podczas kiedy spano«spano«.

124  Gdy odchodzimy, w rowie dwa widziadłaSpostrzegam taką zwarte zawziętością,Że głowa głowie za kaptur przypadła.

127  Jak się do chleba rwie człek zdjęty czczością,Tak wyższy leżąc niższemu na grzbiecieWpił się w kark, po nad pacierzową kością.

130  A jako Tydej w pomściwym odwecieZębami szarpał łeb Menelippowy,Tak ten darł czaszkę i ssał mózg w szkielecie.

133  »O ty, którego zwierzęce narowyŚwiadczą, że wroga tutaj ząb twój głodze,Odpowiedz: przecz-żeś taki dlań surowy?

136  Ja gdy wybadam przyczynę i zgodzęGrzech z karą, znając was i wasze dzieje,Na jasnym świecie tobie wynagrodzę,

139  Jeśli mi wprzódy język nie skośnieje!«

Comments

Loading comments…