Pieśń IV

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1  Prędzej człek wolny głodem się zamorzy,Nim z dwojga potraw równo podniebienieNęcących jednę na zębie położy.

4  Śród pary wilków równe zalęknienieUczuwa jagnię; z takimże namysłemStaje pies czwany między dwa jelenie.

7  Jeślim więc milczał i w źródle wytrysłemWiedzy nie czerpał, ni wstyd, ni się szczycę:Bo między dwiema chęciami zawisłem.

10  Milczałem, ale wydawało liceJaśniej niż gdybym chciał użyć słów wiela,Moje pragnienia i moje tęsknice.

13  A Beatrycze na sposób Daniela,Co gniew ugłaskał NebukadnezoraI pohamował wróżków karciciela,

16  Odgadłszy rzekła: »Widzę, jak się poraW tobie podwójna chęć i jak się stawaHamulcem myśli odmiennych przekora.

19  Wszak rozumujesz: Jeśli wola prawaTrwa w człeku, przecz-że gwałt co ją pokona,Ma jej ujmować do zasługi prawa?

22  Powtóre: myśl twa jest zastanowionaDusz powracaniem do gwiazd, skąd ród wiodąWedle pewnego twierdzenia Platona.

25  Te dwie zagadki równo ciebie bodą,Lecz przedewszystkiem tobie się wyłożyMniemanie, które większą grozi szkodą.

28  Serafin choć się najwewnętrzniej w-boży,Mojżesz, Samuel i święci Janowie,Nawet majestat Marji, Matki bożej

31  Nie wyższe dzierżą krzesła w tej budowieRaju, ni dłuższą mierzą szczęście dobą,Niż ci, w tej chwili zjawieni duchowie.

34  Wszyscy pierwszego kręgu są ozdobą;Większej lub mniejszej zaznają słodyczy,W miarę jak na nich tchnie Bóg swą osobą.

37  W niebie, które się niniejszym graniczyKręgiem, jawią się, by wskazać tym znakiem,Że się ich szczęście do mniej szczytnych liczy.

40  Do was potrzeba gadać słowem takiem,Bo wasza wiedza przez zmysły się wszczyna,Rozum zmysłowym jeno kroczy szlakiem.

43  Do pojęć waszych Pismo się nagina,Gdy Panu Bogu daje kształt człowieczy,Choć, czem naprawdę jest, nie zapomina.

46  To samo Kościół święty ma na pieczy,Gdy Gabryela lub Michała kreśliAlbo Anioła co Tobiasza leczy.

49  Co o człowieczych duszach Platon myśli,Nie jest symbolem, jak w tutejszym bycie,Gdyż co powiada, to rozumie ściślej.

52  Mówi, że dusza na gwiazdę w błękicieWraca, skąd była odjęta — jak wierzy, —By stać się formą na cielesne życie.

55  Może też inna w jego słowach leżyMyśl i rzekoma sprzeczność nią się godzi,Wtedy powagę jej uznać należy.

58  Jeśli rozumie, że od gwiazd pochodziWpływ zły i dobry, z naganą i chwałą,Może łuk jego w cząstkę prawdy godzi.

61  Fałszywy wykład sprawił zła niemało:Przezeń Jowisza, Marsa, MerkuregoImiony gwiazdy się ponazywało.

63  Wtóre wątpienie, skróś którego biegąTwe myśli, słabszy jad wysącza z czary,Nie zdolen odwieść cię od boku mego.

67  Kiedy-ć się krzywdą wydadzą zamiarySprawiedliwości bożej na padole,To nie kacerstwa się imaj, lecz wiary.

70  Ponieważ jednak rozsądek wasz zdoleWniknąć w tej prawdy głębiny przejrzyste,Jako pożądasz, tak cię zadowolę:

73  Jeśli przemocą zwać się ma zaisteTen gwałt, co wolę przeciw woli zmaga,To nie ze wszystkiem te dusze są czyste.

76  Wola prawdziwa wytrwa, gdy się wzdraga;Tak płomień ognia swego nie uroni,Choć wiatr tysiąckroć kręci go i smaga.

79  Jeśli się wola choć cokolwiek skłoni,Już służy sile; ich w tem wina głównie,Że nie wróciły do świętej ustroni.

82  Gdyby w swej woli trwały tak hartownieJako Wawrzyniec brany na katuszeLub Mucjusz gdy kładł dłoń w płonącą głownię,

85  Wyrwałyby się światu i w otuszePoszły po dawno przedsięwziętej drodze:— Ale są rzadkie takie silne dusze.

88  Jeśli wykładem moim trafnie godzęW twoję pojętność, błąd ci się umyka,Coby ci nieraz jeszcze dojadł srodze.

91  Teraz innego obłęd matecznikaZagraża tobie: z jego kotłowiskaNigdy nie wyszedłbyś bez przewodnika.

94  Już ci mówiłam, że duch gdy pozyskaRaz świętość, kłamstwem brzydzi się koniecznie,Jako że pierwszą Prawdę ujrzał z blizka.

97  Zaś od Pikardy wiesz, jak to statecznieWelon w czci miała Konstancja pobożna,Stąd możesz mniemać, że myślimy sprzecznie.

100  Padnie-li, iż się inaczej nie możnaWiększej uchronić szkody, człowiek zatemWbrew chęci czyni rzecz, która jest zdrożna.

103  Almeon ojca mszcząc, matki szkarłatemSplamił się, ale z powinności syna:Miłość synowska zrobiła go katem.

106  Kiedy więc wola sama się naginaDopomagając sile, wtedy snadnieUsprawiedliwić już się nie da wina.

109  Wola bezwględna zawsze sobą władnie,Ulega jednak, kiedy strach zagraża,Iż przez oporność w złe większe popadnie.

112  Pikarda w swojej powieści wyrażaTę wolę czynną, gdy ja opór bierny:Najdzie wtem zgodę, kto dobrze uważa«.

115  Tak to płynęła z przeświętej cysternyPrawd wszelkich struga pięknego ponika,Mir niosąc mojej tęsknocie niezmiernej.

118  »O ty, pierwszego ze wszech, MiłośnikaOblubienico«, tak rzekłem, »w poświatęSłów hojna, co mię do głębi przenika,

121  Jestestwo moje jest niedość bogateBy opłaciło łaskę należycie:Ten, który może i wie, da zapłatę.

124  Nigdy nasz rozum nie będzie w dosycie,Jeśli go prawda boża nie ucieszy,Nad którą niema prawdy we wszechbycie.

127  W niej kwapi spocząć jako zwierz w pieleszy,Ledwie tam wróci; a powrócić zdoła,Boć przyrodzona chęć ku wiedzy spieszy.

130  W krąg prawd wątpienia rosną jak dokołaPnia młode pędy, a natura świętaZe szczytu na szczyt wstępować nas woła.

133  W tem ma otucha leży i zachęta.O pani! pytać chcę pokornie dalejO inną prawdę, co mi zasłonięta.

136  Chcę wiedzieć: Śluby chybione, ażaliMożna zastąpić czem, co równo ważyI czyli można takie kłaść na szali?«

139  Spojrzałem na nią, a jej wzrok się żarzySkrami miłości tak wielce boskiemi,Że nie zdzierżyłem, odwróciłem twarzy

142  I stałem błędny, z oczyma ku ziemi.

Comments

Loading comments…