Pieśń IX
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Tak mię pouczał twój Karol zwycięskiPiękna Klemencjo, a potem przed oczyPrzesunął przyszłe domu swego klęski,
4 Lecz ostrzegł: Zmilcz je, niech się dola toczy.Więc milczę, — tyle jednakże odsłonię:Za krzywdy wasze słuszna zemsta kroczy.
7 Nakoniec istność mieszkająca w łonieŚwiętego blasku zapadła wesołaW słońce dobroci, co dla wszystkich płonie.
10 O wy stworzenia bezbożne i zgołaOmylne, które tem dobrem gardzicieI ku próżności podajecie czoła!
13 A oto druga z tych dusz w błogim bycie,Na okazanie że jestem jej miły,Błyśnieniem ognia przebiła spowicie.
16 Oczy mej pani, które we mnie tkwiły,Uśmiechnęły się jak wprzód; po nich zgadłem,ZeŻe każe ustom, aby przemówiły.
19 »O szczęsny duchu! skoro twą posiadłemŁaskę, wynagródź moję chęć i dowiedź,ZeŻe mych pożądań raczysz być zwierciadłem!«
22 Tak rzekę. — A duch ze swych jasnych powićŚród których nucił, jak człek w dobrem żwawyTę na wezwanie moje dał odpowiedź:
25 »W owym zakącie nierządnej dzierżawyItalskiej, która Rialtem jest zawarta,A wraz źródłami Brenty i Piawy,
28 Stanęła góry niewysokiej warta,Gdzie to zatliła się głównia, w pożodzeRychło na cały kraj ów rozpostarta.
31 Z jednej z nią iskry — masz wiedzieć — pochodzę:Cunizza zwałam się; tu w blaskach żywię,Bom za tą gwiazdą stąpała w swej drodze.
34 Radośnie patrzę dziś i pobłażliwieNa przeszłość moję; iż mię to nie dręczyŻem w niższem niebie, będzie wam w podziwie.
37 Ów cenny klejnot, który na obręczyNaszego nieba blizko mnie się złoci,Wielką się sławą na padole wieńczy
40 I będzie, zanim wiek się zpięciokroci.Patrz-że: by pamięć swą przekazać wiekom,Do jakiej trzeba podnieść się dobroci!
43 Od tak poważnych myśli jest dalekoRzesza sieczona katorżnymi chrustyNad Tagliamentu i Adygi rzeką.
46 Rychło znów Padwa otworzy upusty,Aby Viczenzę grześć w wodnej mogile,Bo jest niekarny lud i twardousty.
49 Tam gdzie z Cagnanem jednoczy się Sile,Włada i głową niebiosów domierzaKtoś, komu pętlę plotą pod tę chwilę.
52 Feltro powtórnie na złego pasterzaZdradę zapłacze; będzie tak mizerna,Że nie widziała lichszych Malty wieża.
55 Byćby musiała pojemną cysterna,Coby zmieściła wszystką krew Ferrary— (Na uncje mierzyć, praca niepomierna) —
58 Którą wytoczy ten grzeczny wikary,Gwoli stronnictwu swemu umilony;Snać są w zwyczaju ówdzie takie dary.
61 Wyżej są Żrzadła, — wy mówicie Trony,W których sądzący Pan Bóg nam odsłaniaPrzyszłość; uwierz więc wróżbie przerzeczonej«.
64 Zmilkła i żeby dać mi do poznania,Że w innych myślach chce utonąć ninie,Wpłynęła w sferę krążącą kochania.
67 A duch radosny, co tak w świecie słynie,Nagle mi błysnął w zachwycone oczyWłaśnie jak słońce jarzące w rubinie.
70 W niebie uciecha z blaskiem się jednoczyJak tu z uśmiechem; za to tam w GehennieIm duch smutniejszy, tem się bardziej mroczy.
73 »Widzi Bóg«, mówię, »i tobie promiennieWid swój odsyła, duchu rajem syty;Więc znasz pragnienia moje nieodmiennie.
76 Dlaczegoż głos twój, cieszący błękityWraz z pobożnymi ogniami na niebie,Co z sześci skrzydeł wkładają habity,
79 Tak jest niełaskaw mej dusznej potrzebie?Jabym nie czekał twojego proszeniaGdybym tak samo umiał wnikać w ciebie«.
82 A na to były słowa jasnocienia:»Największa z dolin, wody schłaniającaPo oceanie co świat opierścienia,
85 Śród wrogich brzegów, przeciw biegu słońcaTak się wydłuża, iż u wschodniej ścianyPołudnik czyni z widnokręgu końca.
88 Na tem wybrzeżu byłem ja chowany,Wpół między Ebru u Makry strumykiem,Który Genuę dzieli od Toskany.
91 Prawie pod jednym leżą południkiemBuggia i gród mój, co nurt swej przystaniWidział krwawiący pod Rzymianów szykiem.
94 Folco mię zwali ziomkowie wsłuchaniW me pieśni; dziś mię sfera trzecia chowa:Czem ona dla mnie wprzód, jam dziś jest dla niej.
97 Mniej rozgorzała córa BelusowaZ duchem Sycheja i Kreuzy zwaśniona,Niż ja, póki mi nie zsiwiała głowa.
100 Ni Rodopeja, niegdyś uwiedzionaOd Demofonta, ni Alcyd, gdy JoliObraz kochany zamknął w głębi łona.
103 Tutaj się cieszym, nie że nas nie boliWina, bo ta nam już się nie odzywa,Ale że żyjem tak po bożej woli.
106 Tutaj nam jawią się najwyższe dziwaStworzone sztuką; poznajem ustroje,Przez które wyższy świat na niższy wpływa.
109 Lecz by poczęte tu pragnienia twojeUciszyć pełną wiedzą doskonalej,Dalszem cię jeszcze słowem zaspokoję.
112 Chcesz wiedzieć, kto się w tem światełku pali,Które tu blizko swój płomień kołyszeJak smuga światła w przeźroczystej fali?
115 Oto wiedz, że w niem przyucza się w ciszęRaab pośród nas, a gwiazda WeneraNajwyższe piętno na jej bycie pisze.
118 Do tego nieba, gdzie się cień opieraZiemią rzucany, pierwsza przed innemiW chwale boskiego weszła Bohatera.
121 Bo należało dźwignąć ją z podziemiNa jednę z tych sfer, ją, zwycięstwa znamięWywalczonego dłońmi złożonemi.
124 Ona to wsparła Jozuego ramię,Kiedy dobywał sławnie ziemi świętej,Nad którą papież dzisiaj rąk nie łamie.
127 Twój gród, od ducha pysznego poczęty,Co pierwszy stanął przeciw MajestatuI niekarnością wszczął świata lamenty,
130 Jest rozsadnikiem nieszczęsnego kwiatu,Który obłąkał trzodę śród bezdroży,Z pasterza wilka czyniąc na złe światu.
133 Więc Ewangelia i wielcy DoktorzyW pogardzie; górą za to Dekretały,Na których pismak swoje glossy mnoży.
136 Niemi się para papież, kardynały;Do Nazaretu ich myśl nie popłynie,Gdzie archanielskie skrzydła powiewały.
139 To też Watykan i inne świątynieRzymu, które się zmieniły w cmentarnąSadybę Piotra świętego drużynie,
142 Rychło się z tego nierządu wygarną.
Comments
Loading comments…