Pieśń VI

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Raj

1  »Odkąd Konstantyn na wstecz słońca bieguEneaszowej zwrócił lot orlicy,Co przyleciała od wschodniego brzegu,

4  Lat przeszło dwieście na lądów granicyPtak boski skrzydła roztoczyste ważyłW rodzimych swoich szczytów okolicy.

7  W cieniu piór świętych światu gospodarzyłCoraz oddając władzę w ręce nowe,Aż mnie nakoniec berłem wyposażył.

10  Tam Cezar, tutaj Justynian się zowę;Ja to z praw księgi, Pramiłością tkniętyPowypleniałem zbytnie i jałowe.

13  Zanim ten zamiar we mnie był poczętyW Chryście naturę jednę uznawałemPokojącymi złudzon argumenty.

16  Kiedym był takim ogarnięty szałem,Papież Agapit prawdę mi do sednaOdkrył i moim uczynił udziałem.

19  Jam w to uwierzył co mi dobył ze dnaTajni tak pewnie, jak jest pewnem zgoła,Że śród dwu sprzecznych prawda tylko jedna.

22  Gdym stopy zrównał z krokami Kościoła,Bóg owej księgi plan mi kreślił w łonie;Oddałem mu się, ile duch podoła.

25  Belizarowi odstąpiłem bronie,A tryumf jego był bożem wskazaniem,Że mi już pora odpocząć na tronie.

28  Tak więc skończyłem z tem pierwszem pytaniem,Ale natura jego mię pozywaKilką gloss jeszcze poszlakować za niem.

31  A to, byś wiedział, jak jest obelżywaRzecz, którą czyni orłu ku zniewadzeTen co go zwalcza i co nadużywa.

34  Patrz jaki szereg cnót jego powadzeStawał podporą od tej pierwszej chwili,Gdy Pallant konał, aby zdać mu władzę.

37  Przeszło trzy wieki w albańskiej bastyliMiał swoje gniazdo aż do dnia rozprawy,Gdzie to trzej bracia przeciw trzem walczyli.

40  Od łez Sabinek aż po krzywdę prawejLukrecji, wiesz to, co pod siedmią panówZdziałał, sąsiednie zgarniając dzierżawy.

43  Wiesz, czego dopiął w ręku kapitanów,Przeciwko hufcom niesion przed Rzymiany:Brena, Pyrrhusa, królów, partyzanów.

46  Stąd Torkwat, Kwincjusz »Czupurnym« przezwanyI Decyjuszów i Fabiuszów zbroje,Godnych by mirrhą owiać im kurhany.

49  On to arabskie zdeptał pyszne woje,Co z Hannibalem zdobyły przełęczeAlp, gdzie ty Padzie, masz krynice swoje.

52  Pod nim święcili tryumf dwaj młodzieńce:Scypion i Pompej; on miasto na stokuPod którym wzrosłeś, wydał gorzkiej męce.

55  A potem blizko szczęśliwego roku,Gdy świat miał zakwiść w niebieską pogodę,Po woli Rzymu Cezar niósł go w toku.

58  Od Varu po Ren jak wiódł orły młode,Wiadomo Sônie, Sekwanie, IzarzeI rzekom, kędy Rodan czerpie wodę.

61  Co po Rawennie, co po RubikonieDziałał, przybrało tak wysokie loty,Że tego piórem ni słowem nie zgonię.

64  To do Hiszpanii powiódł rzymskie roty,To na Durazzo i Farsalę runął,Aż z bólu jęknął Nil pełen spiekoty.

67  Antandros, Simois zwiedził, skąd wyfrunąłPisklęciem; z grobu Hektora na zgubęPtolomeusza dalej się posunął;

70  Stamtąd piorunem uderzył na JubęI znowu nagle nad Zachodem krąży,Kędy usłyszał Pompejańską tubę.

73  Nad tem co zdziałał następny chorąży,Brutus z Kassjuszem z żalu w piekle wyje,W smętek Modena z Perugią się grąży,

76  A Kleopatra łzami lica myjeUciekająca przed jego legionyI śmierć biorąca od okropnej źmije.

79  Z nimże poleciał aż na brzeg czerwony:Wtedy świat zaznał takiej spokojności,Że Janusowy chram został zamkniony.

82  Ile wprzód zdziałał i jeszcze w przyszłości,Miał zdziałać znak ten, co mówić mi każe,Pośród podległych jemu ziemskich włości,

85  Małem i ciemnem w jawie się okaże,Gdy serce czyste i wzrok odsłoniętyZatrzymają się na trzecim cezarze.

88  Bo Sprawiedliwość, którą wniebowziętyJestem, zleciła jemu w misji szczytnej,By się narzędziem zdziałał zemsty świętej.

91  Słuchaj i niżej kłoń się, czołobitny:Orzeł z Tytusem leciał mścić się Męki,Co była pomstą za grzech starożytny.

94  A gdy się w Kościół lombardzkie paszczękiWgryzły, Karloman w orlich skrzydeł cieniuWsparł go pomocą swej zwycięskiej ręki.

97  Patrz czy mam słuszność w jednem oskarżeniuŁączyć tych wszystkich, na których grzech cięży,Iż są przyczyną waszemu strapieniu?

100  Ten przeciw godłu wszechcesarstwa prężyZłote lilije, ów dla własnej chuciUżywa; — nie wiem, kto z nich grzeszy ciężej.

103  Niech się Ghibellin pod inny znak rzuciCzyniąc swe sztuki, bo złej to naturySłużba, co z Orłem sprawiedliwość kłóci.

106  Niech nań z Gwelfami swymi Karol wtóryNie godzi, a lew siłę orła ceni:Tęższe on grzywy bierał pod pazury.

109  Wielekroć byli synowie karceniZa winy ojców; nie myśli on przecie,Że Pan Bóg herb swój na lilie odmieni.

112  Ta drobna gwiazda pąsowi się w kwiecieDuchów szlachetnych, co czyniły pilnie,By po nich trwały cześć i sława w świecie...

115  Że chęci nasze dążyły omylnie,Słabiej z nas boże utęsknienie bieżyI promieniuje ku szczytom mniej silnie.

118  Lecz że tu każdy z nas nagrodę mierzyZasługą, a z jej wymiarem się godzi,W zadowoleniu nasza rozkosz leży.

121  Tu sprawiedliwość tęsknotę łagodziI tak do pełna zaspokaja wolę,Że jej myśl żadna zdrożna nie odwodzi.

124  Śpiew słodki w dźwięków powstaje zespole:Tak byty nasze rozmaitej skaliWdzięczną harmonię tworzą w niebios kole.

127  A oto w pierwszej tej perle się paliBlask z Romeowych złożony promieni:Złem jemu niegdyś za dobre oddali.

130  Płaczą dziś przeciw niemu sprzysiężeniProwensalowie, bo w złe wpada tonie,Kto cudzą cnotę swoją krzywdą mieni.

133  Cztery miał córki — a wszystkie na tronie,Rajmond Berlinghier: w takie ornamentySkromny mu pielgrzym przyozdobił skronie.

136  Potem z poszeptów nieufnością tkniętyCnego włódarza pozywał o zyski:On mu wykazał dwudzieste procenty.

139  Sam zaś ubogi, zgrzybiałości blizkiDwór pański żegnał; a gdyby wiedziano,Jak mężnem sercem jadł z żebraczej miski,

142  Toby go bardziej jeszcze uwielbiano.

Comments

Loading comments…