Pieśń VII
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 »Hosanna, święty Pan Bóg wojowników!On wśród tych królestw, na aniołów czoleZapala sobą skry szczęsnych płomyków«.
4 Tak nie ustając krążyć w swojem koleZaczęła niebios bogomyślne pienieDusza w podwójną strojna aureolę.
7 W tan poszły razem wszystkie jasnocienie,Mignęły niby iskier pobłysk rączyI nagle skryło mi je oddalenie.
10 A ja mówiłem do się wahający:Powiedz — mówiłem — powiedz twojej świętej,Która ci w duszę słodki napój sączy.
13 Ale szacunkiem wszystek owładnięty,Co sprawia że drżę, słysząc B lub ICE,Schyliłem głowę jak człek snem ujęty.
16 Ulitowała się mnie BeatryczeW krasie uśmiechu taka urodziwa,Że osłodziłaby katusz gorycze.
19 Rzekła: »Głąb duszy twej mi się odkrywa:Myślisz, jakim to prawem spadać możeZa słuszną pomstę kara sprawiedliwa.
22 Ja ci wątpliwość tę rychło wyłożę,Jeno uważaj pilnie: to są rzeczyZawierające wielkie prawdy boże.
25 — Zrywając uzdę która ma na pieczyPrawy bieg woli, człek nienarodzonyGubiąc się, zgubił cały ród człowieczy.
28 Odtąd lud ziemi niemocą złożonyPrzez liczne wieki w obłędzie się mroczył,Aż zeszło Słowo na ziemskie zagony.
31 A byt cielesny, który był odskoczyłOd swego stwórcy, w jedynej osobieAktem miłości z Bóstwem się zjednoczył.
34 Teraz bacz na to, co odkrywam tobie:Ow byt złączony ze swoim PodmiotemDobry i szczery był w stworzenia dobie.
37 Lecz własnowolnie był wygnany potemZ raju, stawszy się Bogu nieposłuszny,Który jest drogą prawdy i żywotem.
40 Zatem na krzyżu skon Chrysta katuszny,Jeśli się zważy naturę przybraną,Był po nad wszystkie godziwy i słuszny.
43 Ale też większej krzywdy nie widziano,Zważywszy godność cierpiącej Osoby,Która człowiecze wzięła na się miano.
46 Skutek podwójny wynikł z tej żałoby,Bóg i Żydowie sąd przyjęli radzi;Niebo się śmiało, pękały się groby.
49 Teraz cię pojąć rozum doprowadzi,Jak się to stało, że słusznie przyjętaKara słuszną się znowu pomstą gładzi.
52 Lecz widzę, myśl twa jeszcze zaprzątniętaTokiem wywodu w klubę weszła ciasnąI czeka, rychło węzeł się rozpęta.
55 Myślisz: Com słyszał, to pojmuję jasno;Nie pojmę, czemu dobroć boża chciałaZbawienie nasze krwią okupić własną.
58 Ten dekret, bracie, przed oczyma ciałaSkryty jest temu, czyja mroczna duszaW ogniu miłości jeszcze nie dojrzała.
61 Tej tajemnicy wielu się pokusza,Nie każdy pojmie, czemu odkupieniaŚrodkiem wybrana została katusza.
64 Wiedz: Łaska boża, w której nie masz cienia,Pała i błyszczy, a kędy zaświeci,Tam wieczne piękno z siebie wypromienia.
67 Wszystko, co się z niej bezpośrednio nieciJest nieśmiertelne; żadna moc nie zmywaCechy, która się raz na niem wykwieci.
70 Wszelaka istność, która z niej wypływa,Jest na wszem wolna, bo jej nie uciskaSwą doczesnością żadna rzecz pierzchliwa.
73 Bardziej jej luba dlatego że blizka;Bo ogień święty, co nad światem dnieje,W podobnem sobie jaskrawiej wybłyska.
76 Te są natury ludzkiej przywileje;Jeśli jej tylko jednego zabraknie,Już dostojeństwo jej karłowacieje.
79 W grzech wpadłszy, rychło wolności ułaknieToż grzech w niej boże podobieństwo skłóci;Nierozjaśnione bożem światłem, blaknie
82 I do godności swej póty nie wróci,Póki przez skruchę nie odzyska majuŁask, uwiędłego w gorącościach chuci.
85 Natura wasza we wszystkim rodzajuSwoim zgrzeszyła i z tego powoduStraciła prawa swe i rozkosz raju.
88 Zważ teraz pilnie: Pomimo zachoduNie odzyskałaby straconych włości,Wprzód nie przeszedłszy dwojakiego brodu:
91 Albo że Pan Bóg w swej wielkiej litościOdpuściłby jej słuszne pokaranie,Lub by sam człowiek odkupił swe złości.
94 Teraz-że zapuść źrenice w otchłanieTajników, ile zdołasz, człek padolnyI daj mym słowom baczne posłuchanie:
97 W granicach władz swych nigdy nie był zdolnyCzłowiek win zmazać, ni zniżyć się pótyW upokorzeniu, niebiosom powolny,
100 Ile wprzód w górę piął się, pełen buty;I to jest powód, czemu płód człowieczyZ mocy zgładzenia grzechu był wyzuty.
103 Więc sam Bóg musiał spieszyć pełen pieczy,By człeku pełnią przywrócić żywota,Z jednym lub dwojgiem tych środków k’odsieczy.
106 A że tem milsza jest mistrza robota,Im się w niej żywiej jego duszy tętnaI jego uczuć odbija szczodrota,
109 Więc dobroć boża, która swoje piętnaNadaje światu, obiema sposobyLudzkość z upadku dźwigać była chętna.
112 Od pierwoświtu po noc kreśnej dobyNie było sprawy tak nad wszelką miaręSzczytnej. Bo oto Bóg z własnej osoby
115 Człeku hojniejszą uczynił ofiaręAby go dźwignął i znowu wanielił,Niż gdyby z łaski odpuścił mu karę.
118 A darmo innym sposobem by celiłWyrokom zadość uczynić do syta,Gdyby sam w ludzką postać się nie wcielił.
121 Teraz chcę jeszcze, by-ć była odkrytaZasłona jednej tajemnicy świętej:Niech w niej twe oko równo z mojem czyta.
124 Powiadasz w sobie: Cztery elementyI elementów rozliczne złożeniaSą skazitelne a byt ich ujęty.
127 W granice czasu; jednakże istnieniaSą tworem ręki bożej; dla tej cnotyByćby powinny wolne od zniszczenia.
130 Anioły — bracie — i te kołowrotyW których szybujesz, czyste i świetlane,Były stworzone z pełnią swej istoty.
133 Ale pierwiastki żywiołami zwaneI wszystkie rzeczy, które z nich się biorą,Z mocy pochodnych są uformowane.
136 Stworzone ciało, które jest ich korą,Stworzona jest moc, w kształtowaniu czynnaA tkwiąca w gwiazdach, które tutaj gorą.
139 Dusza zwierzęca i dusza roślinna,Która jest z miazgi zrodzona pośledniej,Błyskom i ruchom gwiazd swą istność winna.
142 Lecz życie wasze w sposób bezpośredniTchnie łaska boża i rozmiłowywaTak, że już do niej tęsknicie po wsze dni.
145 Z tego się dla was argument dobywaO zmartwychwstaniu, jeżeliś rozważał,Z czego się wzięła cielesna pokrywa,
148 Gdy Pan Bóg waszych prarodziców stwarzał.
Comments
Loading comments…