Pieśń VIII
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Mniemał świat, w zgubnej obłąkany wierze,Iż piękna Kiprys miłością skalanąWłada, po trzeciej rozpędzona sforze.
4 Zatem nietylko jej samej składanoKorne modlitwy i ofiarne wonieW owe obłędne człowieczeństwa rano:
7 Kupidynowi także i Dionie;Czczono jej matkę i czczono łucznika,Co na kolanach siadywał Dydonie.
10 Po niej, która pieśń niniejszą odmyka,Nazwano gwiazdę co się słońcu wdzięczy,Pląsa-li przed niem, czy za niem pomyka.
13 Jak w nią wpłynąłem, nie wiem, lecz mi ręczyZa prawdę cudu to, iż się na twarzyMej pani wybił blask piękniejszej tęczy.
16 A jak w płomyku iskierka się żarzy,Lub ton wibruje wśród akordu brzmieniaI na harmonii strun niby się waży,
19 Tak ja ujrzałem iskry wśród płomieniaŻwawsze, wolniejsze, to bliżej, to dalej,W miarę pełności ich jasnowidzenia.
22 Wiatr, co się z zimnych obłoków przewaliNiosąc chłód, albo pyły piasku wzdęte,Pewnie wygląda w locie opieszalej
25 Temu kto patrzał na płomyki święte,Jak swe taneczne porzuciły rotyU Serafinów wysokich poczęte.
28 W trop tych co niosły najbliżej swe loty,Brzmiało »hosanna« tak słodkiej kapeli,Żem po niej nigdy nie pozbył tęsknoty.
31 Wtem jeden płomień szybciej ku nam strzeliI pocznie: »Na twą zdajemy się wolę;Patrz w nas i niech cię nasz widok weseli.
34 Z Księstwami nieba w jednem lecim kole,Zjednani ruchem, celem, pożądaniem.O nich śpiewałeś niegdyś na padole,
37 Że pędzą trzecie niebo pojmowaniem:A tak cię lubim ja i me siostrzyce,Że będziem szczęśni, gdy chwilę postaniem.
40 Ku pani korne podniosłem źrenice,A gdy ucieszę je i gdy posilę,Do światła, co mi taką obietnicę
43 Z siebie czyniło, cały się wychylę:»Kto jesteś«, pytam, »duszyczko ogniowa?«A głos swój wielką czułością umilę.
46 O, jakie świetne blaski radość nowaSłońc aureolą kładła zolbrzymiałąNa duchu, gdy te wymawiałem słowa!
49 »Śród ziemi waszej, »odrzekł, żyłemwaszej«, odrzekł, »żyłem mało;Bogdajbym dłużej tam pomieszkał żywo,Wieleby złego pewnie się nie stało.
52 Uciecha duszna osłania pokrywąPromieniejącą kształty mej postaci,Jak jedwabnicę kokonu przędziwo.
55 Tę miłość, jaką za miłość się płaci,Dałeś mi; gdybym trwał między ziemiany,Byłbyś z niej ujrzał coś więcej prócz naci.
58 Owy brzeg lewy, falami oblanyRodanu, gdzie się z Sargi nurtem godzą,Miał niegdyś berłu memu być poddany.
61 Z nim róg Auzonii, który wokół grodząZamki Gaëty, Bari i Krotony,Gdzie Tronto z Verdem do morza uchodzą.
64 Jużem na czoło przymierzył koronyZ tej ziemi, co ją swym strumieniom płóczeDunaj, niemieckie porzuciwszy strony.
67 Piękna Trynakria, — nad którą mgły kruczeNie Tyfej wzdyma, lecz siarka pod korąGruntu zatoki, gdzie się Eurus tłucze
70 Między Paquino wiejąc i Peloro, —Raczejby prawych Rudolfa i KarłaNastępców na tron czekała. Cóż, skoro
73 Tyrania, która tylekroć otwarłaWrota niesnaskom, w sykulskiej stolicyOkrzykiem: Śmierć! śmierć! rozjuszyła garła.
76 Gdyby brat przejrzał, że mu namiestnicy— Ta katalońska łapczywa hołota —Lud krzywdzą, byłby zapobiegł krwawicy.
79 Kto państwem rządzi, niechaj się kłopotaO jego dobro: gdy z ładunkiem płynieZbyt ciężkim, zbędzie mienia i żywota.
82 Szczodrość rodzica zwyrodniała w synie:Winienby takich wybierać włodarzy,Co nie zgarniają pieniędzy do skrzynie«.
85 »Miło mi wierzyć, że ty twarzą w twarzyPogrążon bożej, oddychasz weselem,Co dzięki tobie i na mnie się żarzy
88 I co dóbr wszelkich jest źródłem i celem;Milej, że słów mych szczere znasz oblicze,Boś jasnowidny duch przed Stworzycielem.
91 Ucieszyłeś mię, teraz przeto życzęAbyś oświecił, bo mię podziw ima,Jak miód się może wyrodzić w gorycze«.
94 Tak rzekłem, a on: »Niech się myśl zatrzymaNa tem co powiem, a ku prawd powadzeBędziesz stał twarzą, tak jak dziś plecyma.
97 Dobro sycące i dzierżące w wadzeŚwiaty, po których wstępujesz do szczytu,Opatrzność swoję zmienia w nich na władze.
100 A dba nie tylko o naturę bytuWszego przezorność boża doskonała,Lecz o ład jego i pełnię dosytu.
103 Rzecz, która z tego łuku wybieżała,Tak niezawodnie do swej mety chynie,Jako do celu przejrzanego strzała.
106 Inaczej nieba, po których drabinieStąpasz, zmieniłyby ten świat ogromnyW twór nie cudowi rówien, lecz ruinie.
109 Co niepodobna, chyba że ułomnyDuch mają Wiedy, tych gwiazd wzruszycieleI ów Pierwowied, mocą w nich przytomny.
112 Chcesz-li, tę prawdę jaśniej ci wybielę«.A ja: »Nie trzeba, wierzę bez dowodu:Natura chybić nie może w swem dziele«.
115 »Byłożby«, dodał »dla ludzkiego roduGorzej, gdyby żył nie w społecznym stanie?...«»Tak«, rzekłem, »ani nie pytam powodu«.
118 »A istniałby ten stan, gdyby ziemianieZa rozmaitem powołaniem nie szli?«»Nie, i w tem jasne stoi mistrza zdanie«.
121 Te racje podał i dołożył: »JeśliTak jest, to przeto, że na przeznaczonemSą miejscu, jak je na świat z sobą wnieśli.
124 Ten się Kserksesem rodzi, ten Solonem,Melchizedechem lub tym, czyj junaczySyn chciał się w chmury wzbić lotem szalonym,
127 Siła okrężna niebios własnem znaczyPiętnem wosk ziemski z odwiecznego prawa,Lecz na stan, ani krewieństwo nie baczy.
130 Jakób się rdzennie różni od Ezawa,Romulus idzie z tak ciemnego rodu,Że mu się Marsa za ojca podawa.
133 Nie byłby różny płodzący od płoduI twórca zawsze odbiłby się w tworze,Gdyby nie czujność bożego zachodu.
136 Na prawowitym stoisz teraz torze;Aby zaś dowieść, żem ci jest po woli,Na domiar jeszcze jednego dołożę:
139 Jeśli z przyrodą los się nie zespoli,Płód wyda lichy dobrocią i trwaniem,Jak ziarno siane w niewłaściwej roli.
142 Gdyby świat chodził w parze z przykazaniemNatury ową przejrzaną koleją,Samiby dobrzy rodzili się na nim.
145 Lecz tam przyrody słuchać nie umieją,Czyniąc kapłanem kto stworzon do miecza,A królem kto miał zostać kaznodzieją.
148 Na błędnych ścieżkach jest stopa człowiecza«.
Comments
Loading comments…